Wulkany, przełęcze i zbieranie ryb- Armenia cz.2

Forum wyłącznie dla zamieszczania relacji z podróży
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Wulkany, przeł‚ę™cze i zbieranie ryb- Armenia cz.2

Post autor: buba » pn 07 paź, 2013 19:19

Docieramy do Martuni. Miasteczko jest niewielkie. Wiekszosc domow jest tu wykonana z rozowego kamienia.

Obrazek

Obrazek

Przed zakladem rzeznickim wisi sobie mięsko na sloncu i kruszeje.

Obrazek

Nietrudno tez znalezc przydrozne poidełko.

Obrazek

My natomiast probujemy znalezc jakis transport na nasz wulkan- Armaghan, a przynajmniej gdzies w tamta strone np. choc do wioski Lernakert. Tu, w odroznieniu od Sewanu, taksowkarze przed nami uciekaja. Nie zatrzymuja sie gdy im machamy, a proby podejscia do stojacego auta koncza sie gwalownym daniem po gazie i zniknieciem za zakretem z piskiem opon... W koncu udaje sie ucapić jakiegos taryfiarza i przedstawic mu nasz wspanialy plan wycieczki. Niestety- w miejsce gdzie zmierzamy zadna wołga ani żiguli nie podejmuje sie dotrzec- tylko terenowe auta.
Idziemy wiec bocznymi drogami miasteczka w strone naszej gory. Przy drodze stoja wraki aut, łady z pluskiem wjezdzaja w kaluze tylko troche mniejsze od Sewanu, suszy sie pranie a babuszki obdarowuja nas owocami.

Obrazek

Po wyjsciu z miasta usilujemy zlapac stopa choc do Lernakertu ale jakos nic sie nie zatrzymuje. Idziemy wiec pieszo. W wiosce Geghovit podchodzi do nas miejscowy. Ponoc widział nas jak w centrum rozpytujemy o transport. Pyta czy to wciaz aktualne i pokazuje na auto stojace w ogrodzie- uaz busik. Jego bratanek moze nas zawiesc na wulkan. Bratanek poczatkowo chyba nie ma ochoty, troche sie wzbrania, tłumaczy ze ma pusty bak. Negocjujemy cene i ostatecznie uaz jedzie do Martuni zatankowac. My w tym czasie zostajemy zaproszeni do domu. Nasz gospodarz- Aszot polewa wodke, rozklada ser, warzywa, domowy lawasz. Przychodzi tez jego zona z sasiadka. Co chwile zagladaja tez chlopcy ktorzy zajmuja sie remontem schodow przy domu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aszot opowiada o swoim wojsku w 86 roku, ze mial kupe szczescia bo zostal oddelegowany na Litwe a wielu jego kumpli w tym czasie pojechalo na wojne do Afganistanu. Mowi ze Ormianie mieli wystarczajaco swoich wojen zeby jeszcze walczyc i ginac w cudzych.

Aszot pokazuje nam tez domowa wytwornie lawaszu, ktora znajduje sie w jednej z komorek przy ogrodzie. Jest tam stary piec lawaszowy, ktory wyglada jak studnia w podlodze. Na dnie rozniecalo sie ogien a ciastem wylepialo scianki. Teraz uzywaja juz nowego gdzie ciasto rozprowadza sie na wysuwanej szufladzie. Upieczony domowy lawasz moze lezec i trzy miesiace i sie nie psuje. Na potwiedzenie tych slow gospodarz pokazuje nam spora sterte ułozonych rowno arkuszy. Dzieciece lozeczko znalazlo swoje drugie przeznaczenie jako szafka :) Lawasz jak troche wyschnie mozna go spryskiwac woda aby zachowal swoje wlasciwosci i nie pękal podczas zawijania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nadjezdza nasz uaz. Chlopaki wstawiaja nam do srodka ławeczke. To bardzo przestronne i dzielne auto. Swietnie ciagnie pod gorke i omija po kamulcach wszelakie przeszkody.

Obrazek

Obrazek

W mijanej wiosce chwilowy postoj bo droga zatarasowana przez gruzawiki, "pszczolki" i dzwigi podnoszace jakies wielkie betonowe plyty. Warto sie zatrzymac i chwile pogadac z robotnikami a potem uaz bez problemu mija zator poboczem.

Obrazek

Obrazek

Droga sie wznosi, widoki sa coraz lepsze. Wszedzie poloninne gory po horyzont, czasem mignie jakis wypas bydła.
Teren jest suchy i plowy. Zupelnie jak step tylko ze wciagniety na spore gory

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Coraz ladniej wygladaja meandrujace rzeki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W koncu zajezdzamy na miejsce- pod cerkiewke skad widac krater z jeziorkiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To wlasciwy powod aby wzniesc kilka kolejnych toastow i pobiegac troche w kolko z radosnym kwikiem ze udalo sie dotrzec w to miłe miejsce i to jeszcze w doborowym towarzystwie. Ze szczytu fajnie widac wielka niebieska tafle jeziora Sewan

Obrazek

Obrazek


Robimy sobie tez kilka pamiatkowych zdjec z flagami Polski i Armenii, z uazem i cala ekipa.

Obrazek

Obrazek[/img]

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aszot dostaje od Piotrka polska koszulke pilkarska oraz mała buteleczke z zubrowka.

Obrazek

Po biesiadzie pod cerkiewka zegnamy naszych sympatycznych znajomych ktorzy robia jeszcze rundke wokol jeziora i odjezdzaja w strone wsi.

Obrazek

My idziemy sie kąpać. Jeziorko jest zimne, muliste, o ostrych wulkanicznych kamieniach na dnie. I bardzo plytkie. Młody przechodzi wbród cale bez zamoczenia kupra. Toperz zanurza sie caly coby "kąpiel" byla zaliczona acz musi do tego mocno przykucnac.

Obrazek

Obrazek

Nad jeziorem stoi wiata biesiadna acz na nocleg tez by sie nadala. Chlopaki wieczorem odkrywaja w niej zapas drewna na ogniska- ktos musial przywiesc bo okolica srednio sie nadaje do zbierania chrustu ;)

Obrazek

Potem grzejemy sie pod kosciolkiem w ostatnich promieniach slonca, chowajac sie przed wiatrem za cieplym murem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cień cerkiewki

Obrazek

Przyjezdzaja jeszcze dwie grupy miejscowych niwami. Jedni z nich zapraszaja nas na wspolna flaszke- jak tu nie pic na tym wschodzie? ;) Jeden z przybylych- Aga, wyjechal z Armenii jako 5-letnie dziecko. Teraz mieszka w Jekaterynburgu na Uralu. Powodzi sie mu chyba calkiem niezle, opowiada ze ma wlasna siec magazynow. Twierdzi ze czasem teskni za Armenia, ale chyba bardziej tesknia jego rodzice. On sam mowi ze przyzwyczail sie juz nawet to uralskiego klimatu i w Armenii mu za cieplo.

Obrazek

Wieczorem w dolinach pojawiaja sie geste mgly i robi sie strasznie zimno.

Ide sobie do cerkiewki i zapalam wszystkie ogarki swiec jakie pogasly + dwie swoje wlasne, ktore mozna kupic bo leza na poleczce.
Cerkiewka o kazdej porze jest pelna innych dzwiekow. Rankiem cwierka ptactwo majace gniazdka pod powałą. W dzien brzecza owady. W nocy popiskuja nietoperze i slychac chrzęst palacych sie swieczek. O kazdej porze wyje wiatr za oknami. W srodku jest zacisznie a mur oddaje zgromadzone za dnia cieplo.

Obrazek

Lataja nad nami samoloty. Lataja bardzo szybko jak jakies mysliwce i błyskaja czerwonymi swiatelkami. Lataja chyba trzy i ciagle koluja, zawracaja a ryk ich silnikow odbija sie echem wsrod gor.

Miejscowe szare szczuple ptaszki sa chyba zachwycone naszym namiotem. Robia sobie z niego zjezdzalnie- cwirku i kwiku jest co niemiara. Fajnie wyglada to z wnetrza namiotu gdy widac cien krecacy łebkiem, machajacy skrzydelkami. Potem rozlega sie donosne "ćwirrrr" i ptaszek zjezdza na kuprze po sciankach namiotu. "Ćwirrrr" nie milknie bo w kolejce czekaja juz dwa kolejne ptaszki! Czasem porzucaja zjezdzalnie aby np. pohustac sie na odciagach ;)

Wogole to wstajemy dzis o swicie czyli jakos przed siodma! Nieczesto nam sie to zdarza. Ale bylo warto! Wszedzie w dolinach przelewaja sie chmury a i Ararat wreszcie ladnie widac.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Odkrywam tez dzis trzeci obiekt na tym szczycie procz cerkiewki i wiaty! Jest nim kibelek. Z lewej strony chyba specjalnie zostalo wstawione okienko aby podczas korzystania moc sobie zerkac na gory! Kibelek jest bardzo solidnie wykonany z grubego, mocno zabetonowanego kamienia. W takiej postaci chyba mu ani silne wiatry anbi sniegi nie straszne!
Nigdy wczesniej nie bylam w kiblu nad chmurami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy przez łaki porosniete suchoroslami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Mijamy tez dwa zrodelka.

Obrazek


Po drodze przechodzimy tez obok dziwnych zabudowan. Z daleka wygladaja jak ruiny, porosle na dachach trawa. Po blizszym przyjrzeniu sie okazuja sie byc uzywane- chyba jako sezonowe bacowki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzies tu niedaleko chyba zaczyna sie wioska Lernakert

Rzeke przechodzimy przez betonowe wały budujacej sie minielektrowni wodnej. Zajmuja sie nią Aram, Artiom i Kostia.

Obrazek

Obrazek

Zapraszaja nas do swego baraczku na rybki- malutkie ale bardzo smaczne. Nie wiemy do konca jak je jesc- ja zostawiam kregoslup, toperz zjada cala z osciami. I znow przydaje sie tutowka z bazaru. Wydawalo sie ze nabylismy jej prawie cysterne a tu zapasy topnieja w zastraszajacym tempie!

Obrazek

Obrazek

Jeden z miejscowych łowi ryby wielkim koszem.

Obrazek

Potem zamykaja tame i na chwile rzeka zupelnie wysycha. Cala ekipa idzie i wybiera ryby spomiedzy kamieni!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy ryb jest juz pelna miednica tama zostaje otwarta i rzeka wraca do swego koryta, wiec mozemy teraz spokojnie zrobic pranie.

A tu ostatnie spojrzenie na Armaghan. Poki co to chyba wlasnie ten wulkan najbardziej mi sie podoba ze wszystkich odwiedzonych w zyciu gor. Łączy w sobie chyba wszystkie zalety tzw gory idealnej, zarowno stopien ucywilizowania jej samej jak i okolicy, odpowiednia wysokosc, widoki, brak jakichkolwiek zakazow, ciekawe obiekty na szczycie. Cerkiew, wiata, kibelek, jeziorko, widok na pieciotysiecznik i na wielkie jezioro. Spotkanie w blizszej i dalszej okolicy innych turystow jest wystarczajacym powodem do wspolnej biesiady! I nie trzeba sie wogole zmeczyc aby dotrzec na szczyt ;)

Obrazek

Po dotarciu na glowna droge probujemy zlapac stopa. Nie jest to proste bo chcemy jechac razem w czworke a poza tym prawie nic nie jezdzi.
Wyprobowujemy wiec wszystkie mozliwe metody

Obrazek

Po jakiejs polgodzinie czekania zatrzymuje sie uaz z przyczepka. Jedzie nim Sirop z kolega. Sa troche zdziwieni ze wszyscy ładujemy sie na przyczepke.

Obrazek

Obrazek

Po drodze krotki przystanek na "popój" z ich napotkanym przypadakiem kolega.

Obrazek

Na przełeczy kupa luda! My dolaczamy do ekipy miejscowych od niebieskiego ziła. Sirop dosc szybko sie zbiera bo musi jeszcze cos zalatwic w wiosce ale obiecuje do nas wrocic wieczorem.

Obrazek

Obrazek

Jemy wspolnie uche a toperz probuje wytargowac od kucharza wielka metalowa miche. Wyglada jak wyklepana z wielkiego kawalka metalu. Niestety bezskutecznie, miejscowy jest chyba bardzo zwiazany z ta miska.

Obrazek


Na przeleczy oprocz rozimprezowanych Ormian i czworki niezwykle sympatycznych turystow jest tez karawanseraj. To sredniowieczna knajpa gdzie zatrzymywaly sie karawany na odpoczynek i popas. Ten na przeleczy Selim/Sulema jest najlepiej zachowanym i najbardziej znanym tego typu obiektem w Armenii wiec sciaga tu sporo wycieczek aby go obejrzec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzis przybyl tu akurat autokar z Belgami w srodku. Kilku z nich popatruje w nasza strone.

Obrazek

Trzymaja sie jednak na uboczu wiec podchodze do nich, czestuje tutowka i zapraszam do wspolnego biesiadowania. Milo sie witaja, poczestunek przyjmuja acz wzbraniaja sie przed podejsciem do gruzawika tlumaczac swoje zachowanie tym ze sie boja bo to "dziki kraj, dzicy ludzie".
Musze pozniej wytlumaczyc miejscowym dlaczego nie przyprowadzilam Belgów. Niektorzy sa oburzeni takim potraktowaniem swojej ojczyzny i rodakow acz wiekszosc ekipy raczej pokłada sie ze smiechu jak mozna byc tak strachliwym i poznawac kraj tylko z perspektywy zaspawanego autokaru.

A tak sie bawi "dikaja strana"!!!!!!!!!!!

Obrazek

Obrazek

Jeden z ekipy obwozi mnie po okolicy na koniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem chlopaki tez probuja swoich umiejetnosci jezdzieckich.

Obrazek

Obrazek

Tylko toperz nie dosiada rumaka tlumaczac ze konik jest dla niego za mały i jeszcze mu cos chrupnie w grzbiecie (np. tak jak wszystkim sankom ktorych toperz probowal w ostatnich latach uzywac ;)


Dochodzimy do wniosku ze namioty zdecydowanie trzeba rozbijac przed impreza a nie po... ;)

Obrazek

jakos juz grubo po polnocy sie budze bo slysze warkot silnika, potem widze swiatła auta ktore prawie wjezdza w namioty. Nie chce mi sie wstawac, udaje ze spie.. Slychac trzaskanie drzwiami, pokrzykiwanie "halo halo", "ejjjj", ktos zaczyna potrzasac namiotem. Mysle sobie jak nikt nie da znaku zycia to moze odpusci ,odjedzie i da nam spac.. Nie poddaja sie tak łatwo, a gdy zaczynaja wolac "Paulinaaaaaa!!!" to widze ze nie ma wyjscia i trzeba wypelznac z namiotu.
To Sirop z kolega- dotrzymali obietnicy, przyjechali z flaszka. Na przyczepce za uazem jedzie krowa. Sirop zartuje ze to "nasza zagrycha" i zaraz bedziemy ja wspolnie oprawiac i upieczemy na ognisku.

Obrazek

Młody tez wylazl sie przywitac. Piotrek zostal w namiocie. W pięcioro ładujemy sie do uaza bo na dworze jest zimno. Ja i toperz nie mamy za bardzo ochote na wodke wyrwani ze snu w srodku nocy, wiec tylko leciutko moczymy pyski przy kazdym toascie. Młody rowno pije z Ormianami- dzielny chlopak- zasluzyl na medal!

Obrazek

Obrazek

Od Siropa dostajemy arbuza i pomidory.

Rano spokojnie zjadamy pyszne sniadanie ktore jest wyjatkowo bogate we wszelakie warzywa.

Obrazek

Obrazek

Taki mamy widok z namiotow

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolo godziny 10-11 zaczyna sie na przeleczy robic nieprzyjemnie. Zajezdzaja chyba 3 czy 4 "elitbusy" z ktorych na wszystkie strony wysypuja sie stada turystow celujacych z obiektywow dookola! Nie ma nawet jak pojsc do kibla i nie zostac bohaterem drugiego planu..

Obrazek

Czym predzej zbieramy sie z przeleczy i łapiemy stopa do Szatin. Zabiera nas mila rodzinka wypasna terenowka. Obdarowuja nas tez dwoma siatami jabłek i gruszek. Nie wiem co bylo takiego w ich aucie ale myslalam ze nie uda mi sie dojechac na miejsce. Nigdy nie cierpie na chorobe lokomocyjna ale podczas tej jazdy caly czas robilo mi sie słabo, niedobrze i krecilo mi sie w glowie. Moze dlatego ze otaczał nas jakby smród spalenizny polaczony z jakims waniliowych zapaszkiem.. Masakra.. Po opuszczeniu auta chyba 15 minut dochodze do siebie..

W Szatin ruszamy ku kolejnym gorom..

CDN
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Awatar użytkownika
dubaj
Radca Kolegialny
Radca Kolegialny
Posty: 227
Rejestracja: pt 06 mar, 2009 23:46

Post autor: dubaj » pn 07 paź, 2013 21:18

Relacyja jak zawsze na wysokim poziomie - brawo.

Cóż to za biało czerwony pasiak na koledze? Jaki to klub?
RTS Widzew Łódź!

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba » pn 07 paź, 2013 22:32

dubaj pisze: Cóż to za biało czerwony pasiak na koledze? Jaki to klub?
jakis albański :lol:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

jodynka
Kolegialny Registrator
Kolegialny Registrator
Posty: 7
Rejestracja: wt 18 cze, 2013 18:44
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: jodynka » wt 08 paź, 2013 07:55

Buba! Ale fajnie poczytać!

Widzę, że byliście w zupełnie innych miejscach niż my. Ale to jest mega świetne! :)

Pozdrowienia,
j.

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba » wt 08 paź, 2013 09:35

Do Karabachu niestety nie zdazylismy- czas nam sie skonczyl w 1/3 planów ;) Zreszta jak zwykle... Ale moze za rok odwiedzimy ciocie Sonie i powloczymy po opuszczonych dzielnicach Suszy! Wiesz co gdzies przeczytalam? ze ponoc z Karabachu (z Karwaczaru chyba) kursuje marszrutka do Vardenis przez ta przelecz kolo Zod. Jak wyscie tam byli to chyba takowa nie jezdzila? Ciekawe czy w tym roku uruchomili i czy to wogole prawda...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

witek99
Kolegialny Sekretarz
Kolegialny Sekretarz
Posty: 70
Rejestracja: ndz 28 sie, 2011 12:16

Post autor: witek99 » wt 08 paź, 2013 18:30

Fajne to zdjęcie na koniu na tle góry - rodem z westernu, tylko pana z komórką trzeba wyretuszować :D

jodynka
Kolegialny Registrator
Kolegialny Registrator
Posty: 7
Rejestracja: wt 18 cze, 2013 18:44
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: jodynka » śr 09 paź, 2013 17:08

buba pisze:Wiesz co gdzies przeczytalam? ze ponoc z Karabachu (z Karwaczaru chyba) kursuje marszrutka do Vardenis przez ta przelecz kolo Zod. Jak wyscie tam byli to chyba takowa nie jezdzila? Ciekawe czy w tym roku uruchomili i czy to wogole prawda...
No jak my byliśmy, to nam na miejscu wojskowi powiedzieli, że tą trasą jeżdżą marszrutki, chyba dwa razy w tygodniu - ale tylko wtedy, kiedy w tym pasie między Karabachem a Armenią jest spokój i się nie strzelają. A jak my byliśmy - to tydzień wcześniej była strzelanina, więc... ;)

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba » śr 09 paź, 2013 20:02

jodynka pisze:A jak my byliśmy - to tydzień wcześniej była strzelanina, więc... ;)
Rozumiem, wiec trzeba bylo jechac taksowka :lol: :lol:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba » śr 27 lis, 2013 11:29

"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

ODPOWIEDZ