Po dziesięciu latach - wspomnienia z dwóch podróży na Krym.

Wszystko co związane z podróżami po Krymie
Rafal_B
Kolegialny Registrator
Kolegialny Registrator
Posty: 1
Rejestracja: czw 18 wrz, 2014 17:45

Po dziesięciu latach - wspomnienia z dwóch podróży na Krym.

Post autor: Rafal_B » czw 18 wrz, 2014 21:52

Witam wszystkich.

W latach 2003 i 2004 odbyłem wraz z rodziną dwie podróże na Krym. Od tego czasu byliśmy w kilku miejscach w Europie, Azji, Afryce i Ameryce, jednak Krym w naszych wakacyjnych wspomnieniach zajmuje miejsce szczególne. Konflikt ukraińsko-ukraiński (lub jak chcą inni ukraińsko-rosyjski) jest pretekstem aby podrzucić tu linki do relacji, które wówczas napisałem. Grand Canyon w Arizonie czy Monument Valley na pograniczu Utach i Arizony oczywiście wygrywają skalą, jednak dopiero widoki roztaczające się z Czufut-Kale dają pojęcie jak mocno poruszony musiał być nimi Mickiewicz, że stworzył sonet „Droga nad przepaścią w Czufut-Kale”.

Nasze krymskie wakacje organizowaliśmy sami, co dawało nam swobodę poruszania się i możliwość bezpośredniego kontaktu z mieszkańcami Krymu. Po tych doświadczeniach oraz systematycznym śledzeniu ukraińskiej rzeczywistości przez kolejne dziesięć lat, rozwój wypadków jaki nastąpił w bieżącym roku nie był dla mnie zaskoczeniem. Ciepło myślę o ludziach, których poznaliśmy na Krymie a szczególnie o naszych gospodarzach i mam nadzieję, że mają się dobrze i szybko odnaleźli się w nowej rzeczywistości.

Chętnych zapraszam zatem do lektury:

1. Krym + Zaleszczyki na Podolu 2003
2. Krym + Zaleszczyki na Podolu 2004

Kończąc, jeszcze refleksja. Kilka tygodni temu odwiedziłem Dolne Łużyce zwiedzając m.in. park i pałac Fürsta Pücklera w Bad Muskau, Muzeum Mużakowskiej Kolejki Leśnej w Weisswasser, Park Rododendronów w Kromlau, Łużycki Park Głazów Narzutowych w Nochten, Muzeum Rękodzieła i Rzemiosła w Sagar. Moje pozytywne zaskoczenie wzbudziły znajdujące się w większości tych miejsc dwujęzyczne tablice informacyjne i informatory w języku polskim. Wszędzie byliśmy przyjmowani bardzo uprzejmie i z uśmiechem na twarzy, można powiedzieć wręcz serdecznie. Równie miłe wspomnienia jeśli chodzi o sposób przyjęcia mamy z pobytu na amerykańskim Dzikim Zachodzie ale przecież Niemcy nigdy nie byli największymi przyjaciółmi Polaków.
Nigdzie jednak nie potraktowano mnie tak jak w Gajsiniu, w obwodzie winnickim, gdzie sprzedawca na stacji paliw po kliku nieudanych próbach dogadania się między nami, moje stwierdzenie „nie rozumiem” skwitował odpowiedzią „jak nie rozumiesz to, po ch... do nas przyjeżdżasz”. Prawda, że miło...? Poczułem się jak intruz, nie jak turysta. Przypomniało mi się to zdarzenie, gdy zobaczyłem materiał video, gdzie separatysta (może powstaniec...?) pyta rannego a w zasadzie umierającego bojownika z ochotniczego batalionu: „Po ch... przyszedłeś na naszą ziemię...?”.

Pozdrawiam

Rafał B.

ODPOWIEDZ