Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Forum wyłącznie dla zamieszczania relacji z podróży
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: buba » czw 02 lis, 2017 10:22

Na przejsciu granicznym Ogrodniki/Lazdijai jest wiele zabudowan, terminali, rozjazdow. Gdzies musieli siedziec pogranicznicy, celnicy, ich komputery i stosy papierow. Teraz wszystko jest wymarłe, porasta trawą, asfalt sie kruszy i skrzypi pod nogami żużel. Ruch na drodze jest niewielki. Gdzies miedzy budynkami stoją jednak dwaj pogranicznicy, jak jakies widmo z przeszlosci. Co tu robili? Jednak granica jest pilnowana? Cos tam nawet z Pudlem i eco chyba gadali. Mysmy z Grzesiem (chyba odruchowo) obeszli ich bokiem ;)

Obrazek

Obrazek

Juz po litewskiej stronie mijamy zabudowania jakby dawnych koszar. Opuszczone ale zamkniete na calkiem swiezy łancuch. Na ich terenie stoi płyta- pomnik z jakims wierszem.

Obrazek

Słupy pozera pnąca roslinnosc.

Obrazek

Przy drodze stoi tez inny opuszczony budynek, ktory moze kiedys byl knajpką?

Obrazek

Obrazek

Pierwszym żywym miejscem jakie napotykamy na Litwie jest stacja benzynowa. Acz “żywość” tez jest taka srednia. Światło przyćmione, babka za ladą przypomina manekina i na dodatek nie sprzedają alkoholu. Nie tylko tu- taka litewska moda. Na stacjach sprzedaja benzyne, wode i cole. No i kwas! Na tym etapie jestem w pelni usatysfakcjonowana! Ale jestem w mniejszosci. Ekipa oswiadcza, ze nie rozbijamy sie w okolicznym lesie, tylko trzeba łapac stopa do cetrum Lazdijai i szukac sklepu. Pomysł wydaje sie totalnie niedorzeczny- do miasta jest daleko, pora jest pozna, tereny wokol piekne na biwak. Skonczy sie, ze nas zastanie noc pod monopolowym w centrum miasteczka i zostaniemy z przyslowiową ręką w nocniku. No ale jestem w mniejszosci z moim kwasem pod pachą ;)

Zaraz kolo stacji jest jeszcze jeden nowy budynek - informacja turystyczna.

Obrazek

Zwykle takie miejsca omijam szerokim łukiem, bo przewaznie mają w srodku folderki z najdrozszymi hotelami regionu, atrakcjami jakie mnie w ogole nie kręcą a na dodatek wszyscy mowia po angielsku i obwieszają sie flagami unii. Tutaj wiec tez łypie troche wilkiem na odpicowaną fasade. Pudel ma inne zwyczaje, wiec od razu tam wbija i wychodzi obwieszczajac, ze załatwil nam stopa do Lazdijai. Mnie pozostaje tylko zakląć szpetnie w duchu - miałam cichą nadzieje, ze nie znajdziemy podwózki i z koniecznosci gdzies tu poszukamy noclegu w okolicznym lasku. Chwile pozniej wychodzi do nas sympatyczna babka z obsługi informacji - Symena. Symena za pol godziny zamyka interes i jako ze dysponuje autem i dobrą wolą - moze nas potem zawiezc gdzie chcemy. Na dodatek mowi zarowno po angielsku jak i rosyjsku, wiec wszyscy mozemy jej wyłozyc swoje problemy, bolączki i rozterki - chlopaki, ze chca do centrum do sklepu, ja - ze jest wieczór a w miescie namiotu nie rozbijemy. Ostacznie ugadujemy sie tak, ze spod granicy ruszamy wszyscy razem. Mnie i Grzesia podrzuci nad jezioro Baltajis na obrzezach miasta, gdzie mozemy sobie jeszcze za światła szukac miejsca na biwak, a eco z Pudlem zawiezie do centrum pod sklep. Chlopaki kupia co trzeba i juz na spokojnie wrócą sobie nad jezioro, na znalezione i przygotowane miejsce noclegowe. Moze nawet juz chrust na ognisko pozbieramy? Jak to mówią "wilk bedzie syty i owca mniej wiecej cała" ;) Eco honoruje dziewczyne stwierdzeniem “jestes aniołem”, co rzeczywiscie przesadzone nie jest! Symena naprawde spadła nam z nieba w momencie, gdy humory nie dopisywaly i moglo dojsc do jakis konfliktow w ekipie! W sumie bardzo dobrze, ze Pudel ma zwyczaj zagladac do takich budykow! :)

Oczekiwanie na zamkniecie informacji turystycznej mija nam wiec juz miło, na konsumpcji ostatkow zapasow, realizowaniu fotograficznych pasji i błogim lenistwie.

Obrazek

Obrazek

Wiecej petentow Symena nie ma, wiec sobie razem gawędzimy o tym i owym siedząc na trawce.

Obrazek

Okazuje sie, ze dziewczyna zna rowniez troche polski np. potrafi policzyc do 20. Sporo tez rozumie slyszac nasze rozmowy, tylko nijak nie umie odpowiedziec. Opowiada tez o roznych festynach, ktore maja sie odbywac za miesiac w roznych miejscach Litwy, jako ze w tym kraju Noc Swietojanska jest duzo bardziej szumnie swietowana niz u nas. Temat od zawsze mnie bardzo interesuje, wiec probuje dopytywac o rozne szczegoly. Symena obiecuje poprzysylac konkretne informacje na maila - ktory przychodzi, fakt ze po 4 miesiacach ale zawsze :) Moze w przyszlym roku, w drodze do Estonii cos sie z tego przyda! (choc slyszalam ze najkrotszą noc roku najlepiej spedzic na Łotwie, tam to ponoc bawią sie z tej racji 3 dni! :) )

Wysiadamy z Grzesiem nad jeziorem. Nie jest to dzikie jezioro, teren jest zagospodarowy i raczej przypomina park miejski.

Obrazek

Wysypane żwirkiem chodniki, kibel, plac zabaw, molo, stoliki. Symena polecała nam spanie na górce, faktycznie tam jest w miare- ale rownego miejsca na wiecej niz jeden namiot nie ma. Napotkany na plaży litewski rowerzysta nie poleca noclegu w tym miejscu “tu jest niebezpiecznie, poszukajcie lepiej hotelu, sa rozne, niedrogie, od 20 euro cos znajdziecie”.

Rowerzysta jedzie w strone swojego swiata a my zostajemy na brzegu. Czekamy na chlopakow. Nie stawiamy namiotow. Glownie dlatego, ze przykleja sie do nas, jak kupa do buta, gromada dzieciaków. Sztuk moze w porywach 7, wiek 10-12 lat. Jasnowłosi, o niebieskich oczach, ale stylu bycia wybitnie “cyganskim”. Czujemy sie jakbysmy rozsiedli sie w srodku jakiegos taboru! W ich wzroku jest cos taksujacego, wyceniajacego przybysza “ile jest wart, on i jego bagaz”. Jednoczesnie widac totalny brak opieki dorosłych i poczucie bezkarnosci. Jezdzą na rowerkach i specjalnie kurzą na nas żwirem. Hamują z piskiem opon, pokrzykują i glupio sie smieją. Domagają sie aby im dać piwo, fajki, pieniądze. Kradną Grzesiowi wode z torby i niby uciekają. Ostatecznie wode rzucają w krzaki. Wiekszosci tego co mowia nie rozumiemy, acz jezyk gestow jest wszedzie taki sam. Obce jezyki znają wybiórczo: “What the fuck”, “Suka bladź”, “Idi w ch..”. itp. Nie odpuszczają swych zabaw i bezczelnych zachowan nawet jak wraca reszta ekipy. Napewno w ich towarzystwie nie mamy ochoty spać. Ot białe, litewskie Cyganięta…

Zostawiam na chwile Grzesia samego w taborze i ide rozejrzec sie po okolicznym lesie. Nie mozemy spac nad tym jeziorem - to jest pewne. W lasku udaje sie znalezc fajne miejsce. Cos jakby wąwoz, nad ktorym idą słupy z kablami. Teren jest na tyle pofałdowany, ze mimo bliskosci zabudowan bedziemy tu dobrze schowani! Wszystko porasta sosnowy las o miekkim poszyciu. Teraz pozostaje tylko ulotnic sie znad jeziora i tak zanurkowac w lesie aby nikt tego procesu nie zauwazyl. Czekamy az dzieciaki sie troche znudzą nami i rozbiegną. W koncu sie udaje. Niepostrzezenie znikamy miedzy drzewami.

Namioty stawiamy na gorce. Dlugo jeszcze slyszymy krzyki, przeklenstwa i nawoływania rozbrykanej czeredy. Dołaczyły do nich jakies kolejne osoby bo jezdza na pierdzimotorkach w te i wewte. Pewnie sie zastanawiają gdzie znikneli turysci ;)

Dzis mamy uczte prawdziwą, jako ze chłopaki byli w lokalnym sklepie a i Grześ dopiero co przyjechal z pelnym plecakiem smakołykow. Jest wiec nalewka z dzikiej rozy i z truskawek, sa pieczarki, boczek i smazone na patyku nad ogniem pierogi. Wieczor znow przedluza sie do poznej nocy. Kwiczy nocne ptactwo, kumkają stada żab, jako ze jezioro jest nieopodal i wszedzie rozchodza sie jakies kanały i rozlewiska. Wiatr szumi w koronach drzew, pachnie mchem, igliwiem, szyszkami i żywicą. Noc jest ciepła i pogodna. To jedna z takich nocy, ktore grzech byloby spedzic pod dachem!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do snu układamy sie na mięciutkim mchu. Spi sie rewelacyjnie. Świadomosc szczesliwego zbiegu okolicznosci ze spotkaniem Symeny a potem przechytrzeniem Cyganiąt raduje nasze serca! :)

A rano kolejne ognisko! A co! Śpieszy nam sie gdzies? :)

Obrazek

Nasze biwakowisko o poranku tzn. pewnie kolo poludnia ;)

Obrazek

Obrazek

Gdy nudzi sie nam juz siedzenie przy ognisku idziemy nad jezioro. Dzis jest tu pusto zupelnie.

Obrazek

Jedynie kaczuszki z rozlewisk przygladają sie z niepokojem.

Obrazek

Zapodajemy kapiele, skoki, wypijamy reszte domowego wina przyciągnietego jeszcze ze Zdzieszowic.

Obrazek

Obrazek

Kazdy ma w sobie dusze dziecka! :)

Obrazek

Obrazek

Na beztroskiej zabawie mija nam chyba kilka godzin. Nikt z miejscowych sie nie pojawil. Dzis to jakies zapomniane miejsce. Tylko woda, slonce i my!

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/


Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: buba » sob 04 lis, 2017 18:57

Na obrzezach Lazdijai natrafiamy na bardzo przyjemną knajpke. Drewniana budka z werandą. Cos jak skrzyzowanie spelunki z jadłodajnią dla kierowców. I jeszcze prowadzaca babka mowi po rosyjsku, wiec nie trzeba za duzo machac rękami. Choc "szaszłykas" pewnie i tak bysmy zrozumieli. A jak jest piwo po litewsku to wiemy! Mamy stad widok na jezioro, okolica jest przyjemna, wiec znowu zapodajemy dosc długą nasiadówke!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Humory dopisują!

Obrazek

W Lazdijai jest sporo drewnianych domów. Sa zarowno malutkie chatki, jak i domostwa sporych gabarytów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabudowa wiejska miesza sie swobodnie i spontanicznie z miejską.

Obrazek

Obrazek

Jak przystało na kraj byłego sajuza bloki zbudowane sa z białej cegiełki. Ciekawe, ze ten budulec praktycznie w ogole nie wystepuje w polskim budownictwie (chyba ze na dawnych wojskowych osiedlach radzieckich). U nas albo czerwona cegła, albo szary pustak, albo wielka płyta. Skąd ta roznica w budownictwie z podobnego okresu?

Obrazek

Obrazek

Przypadkiem trafiamy tez na zapomniany cmentarz ewangelicki.

Obrazek

Obrazek

Kolejny bar mijamy w centrum, w rynku. Ten akurat przybytek chetnie bym pomineła, jako ze klimat nijaki a piwo 2 razy drozsze niz w sklepie obok. Ale kolektyw postanawia inaczej wiec wstepujemy na chwilke. Na rynku ma dzis miejsce nietypowe (chyba ze tu to normalne ;) ) przedstawienie. Gromadzi sie sporo młodziezy, stoją w grupkach jakby na cos czekali. A potem nagle zaczynają tanczyc, wykonujac dosc podobne układy i figury. Na tym etapie widac, ze musieli sie wczesniej umowic i raczej nie jest to akcja spontaniczna, ze dołączyl kto akurat przechodzil.

Obrazek

Z Lazdijai kierujemy sie w strone polskiej granicy, na Puńsk. Wiedzie tu wąska droga ze świezego asfaltu, ktora prawie nic nie jezdzi. Niektorych rozpiera energia i oprocz dzwigania plecaka i przebierania nogami, postanawiają sobie pokopac piłke.

Obrazek

Ekipa w komplecie i piłka w locie żegna Lazdijai! (zdjecie Pudelka)

Obrazek

Bunkier? Beczka? Dzika bimbrownia? :P

Obrazek

Tereny sa znow suwalsko faliste. Zieleń wzgorz czasem urozmaica malenkie jeziorko lub przycupniety na skraju pola domek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Moj ideał przydomowego ogrodka!

Obrazek

Na nocleg rozbijamy sie na bagnach w okolicy Salos. Teren jest strasznie muldowaty, ciezko znalezc miejsce na namiot aby nie miec jakiejś piguły wbijajacej sie w żebra ;) Czujemy sie tez jak w ptaszarni, wszystko wokol drze dzioby jak oszalałe. O dziwo, ale nie ma wieczornych mgieł. Jest za to sporo suchego drewna w okolicy - jakies dziwne te litewskie bagna ;) Tu widac ślady jakiegos desperackiego pojazdu!

Obrazek

Plany na wieczor:

Obrazek

Ognisko oczywiscie płonie, robimy rozne smieszne zdjecia, acz niektore nie bardzo nadają sie do publikacji.

Obrazek

Tu np. wersja "trojaczki". Dlugo to utrzymywalam w tajemnicy, ale wiedzialam, ze w koncu sie sypnie! Teraz juz wszyscy znają brutalną prawde- buby sa trzy! :D

Obrazek

Zjadamy tez ogromne ilosci grzanek. Czasem jest takie miejsce, ze zarcie jakos bardziej smakuje! Przez to potem rano odkrywamy, ze juz prawie nic nie ma na sniadanie ;)

Nasze obozowisko o poranku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początkowo planujemy do granicy dostac sie stopem. Dzielimy sie wiec na podgrupy - Pudel z eco jak zwykle wyrywają do przodu a ja i Grześ dreptamy w ogonie, raz po raz rozciągając gnaty na wygrzanej wstążce asfaltu i wystawiając pyski do słonca. Złapanie tu stopa nie jest proste - aby stop zadziałał muszą jechac auta. A tu mozna spotkac na szosie wiecej żab i kudłatych gąsienic niz zmotoryzowanych Litwinów ;) Zatem tuptamy, mijając krzyze przydrożne, trzęsawiska, domy poukrywane w zaroślach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z samotnych domków wsrod pól i zagajników jest tak dobrze schowany w bujnych gałęziach drzew, ze łatwo mozna go przeoczyc.

Obrazek

Moją uwage zwraca rosnący nieopodal gigantyczny krzak bzu.

Obrazek

Gdy podejdziemy blizej widac, ze zarośla ukrywaja jakies zapomniane zabudowania.

Obrazek

Obrazek

W srodku zachowało sie sporo sprzętów, mebli, jakies rozwłóczone stare ubrania. Ktos tu musiał mieszkac na totalnym koncu swiata, zwłaszcza w czasach gdy granica była zamknieta na głucho i droga konczyła sie na Gaładusiu albo i wczesniej. Ciekawe kto tu żył w samotnym domku w ścisłej strefie przygranicznej? Żadna jednak ze scian ani futryn nie chce nam zdradzic tajemnic sprzed lat. Nie znajdujemy zdjec, korespondencji, dyplomów czy jakichkolwiek innych przedmiotów mogacych nam cos opowiedziec o dawnych mieszkancach.

Obrazek

Obrazek

Ciekawa antena dachowa...

Obrazek

Kawałek dalej, przy szosie, stoją fragmenty sistiemy - zasieku płotów i drutu kolczasego, ktory niegdys otaczał cały ZSRR. Miejsce jest opatrzone brązową tabliczką atrakcji turystycznej, jest tez znaczone na mapach. Sistiema wyglada jednak jakos dziwnie, jakby postawili ją wczoraj. Slupy odmalowane, na fragmentach z metalu praktycznie brak rdzy. Jakos zupełnie nie przypomina zasieków bardzo dobrze znanych mi z granicy polsko- ukrainskiej, tego pordzewiałego żelastwa, spotkania z którym nosze ślady na twarzy ;) Ale atrakcja turystyczna jest - mozna podjechac autem i sobie pomacac "legendarną sistieme".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z pobliskiego lasu wystaje tez wieża wygladajaca na wartowniczą. Czy opuszczona i teoretycznie dostepna dla dzikich eksploratorow - nie wiem. Nie podeszlismy.

Obrazek

Przy samej granicy, juz przy jeziorze napotykamy na kolejne zapomniane budynki- z klasycznej białej cegiełki. Wyglada, ze byly to jakies koszary czy inne biura o znaczeniu wojskowym. Budynkow jest kilka, garaze, jakies budki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mieli tez boisko. Rośliny sie jednak upomniały o wydarty im niegdys teren...

Obrazek

Wnetrza sa dosc zdemolowane i ogołocone prawie ze wszystkiego. Nie udaje sie znalezc nic, co mogloby podpowiadac kiedy obiekt zostal porzucony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ławeczka...

Obrazek

Nad jeziorem Gaładuś, ktorym biegnie granica, tez jest jakis budyneczek. Zamkniety i nawet opisany, ale co oznacza napis niestety nie wiemy. Jakis punkt nr 9 ;)

Obrazek

Obrazek

W odroznieniu od poprzednich jezior Gaładuś jest tak lodowaty, ze wiekszosc szybko rezygnuje z kąpieli. Jedynie eco, za drugim podejsciem, ratuje honor naszej drużyny!

Obrazek

A potem juz granica. Asfalt sie konczy jak ucięcie noża i zaczyna szuter. Droga serpentyną pnie sie w góre. Tylko tabliczka i słupki informują o tym, ze wkraczamy do innego kraju. Zawsze dziwnie sie czuje przekraczając takie granice bez granic. Niby fajnie, ze tak łatwo, szybko i bezproblemowo, ale tak jakos podswiadomie zawsze mi cos w tym nie gra... czegos jakby brakuje, cos jest nie tak..

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/


pietia
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2824
Rejestracja: sob 27 cze, 2009 10:02
Lokalizacja: PL/UA/BY

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: pietia » ndz 05 lis, 2017 21:21

Te opuszczone budynki w pobliżu granicy to zapewne dawne strażnice, jeszcze z czasów ZSRR. A ów fragment sistemy to pewnie atrapa dla turystów, coś jak zachowane fragmenty Muru Berlińskiego. Tylko turystów, chcących to podziwiać, jakoś "niet"


Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: buba » pn 06 lis, 2017 10:25

pietia pisze:Te opuszczone budynki w pobliżu granicy to zapewne dawne strażnice, jeszcze z czasów ZSRR


Acz napisy w srodku byly po litewsku. Moze po upadku sajuza tez sluzylo jeszcze jakis czas litewskim wojskom, poki byla tam normalna granica?

pietia pisze:A ów fragment sistemy to pewnie atrapa dla turystów, coś jak zachowane fragmenty Muru Berlińskiego


hmmm.. te kawalki muru berlinskiego zgromadzone kolo Twardogory ponoc sa prawdziwe... ale kto wie jak jest naprawde?

pietia pisze:Tylko turystów, chcących to podziwiać, jakoś "niet"


No czterech bylo! I podziwiało :mrgreen:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/


pietia
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2824
Rejestracja: sob 27 cze, 2009 10:02
Lokalizacja: PL/UA/BY

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: pietia » pn 06 lis, 2017 21:15

buba pisze:pietia pisze:
Te opuszczone budynki w pobliżu granicy to zapewne dawne strażnice, jeszcze z czasów ZSRR


Acz napisy w srodku byly po litewsku. Moze po upadku sajuza tez sluzylo jeszcze jakis czas litewskim wojskom, poki byla tam normalna granica?

Całkiem możliwe. W końcu granica, może mniej pilnie strzeżona, ale istniała tam do 2004 r.
buba pisze:pietia pisze:
Tylko turystów, chcących to podziwiać, jakoś "niet"


No czterech bylo! I podziwiało

Ale trochę przypadkiem :) Gdybyście jednak złapali wcześniej w tej głuszy jakąś okazję, to może byście nie mieli okazji tak dokładnie spenetrować tego tuż-przygranicznego terenu


Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2165
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Z plecakiem przez kawałeczek Litwy (okolice Lazdijai)

Postautor: buba » śr 08 lis, 2017 10:45

pietia pisze:Ale trochę przypadkiem Gdybyście jednak złapali wcześniej w tej głuszy jakąś okazję, to może byście nie mieli okazji tak dokładnie spenetrować tego tuż-przygranicznego terenu


Pewnie tak. Dobrze ze nic nie jechalo bo teren ciekawy! acz napewno sistiema nie byla celem tej wycieczki ;)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/