Pomarańczowa Rewolucja Kijów

Foto: Flickr, alex_e14

Do wyborów prezydenckich w 2004 roku Ukraina szykowała się kilkanaście miesięcy. Gdy nad Dnieprem trwały decydujące przygotowania dwóch zwaśnionych obozów politycznych, w Polsce mało kto, łącznie z politykami i dziennikarzami interesował się rozwojem sytuacji u naszego wschodniego sąsiada. Co prawda docierały do nas informacje o trwających w Kijowie i innych większych miastach Ukrainy protestach skierowanych przeciwko dotychczasowej władzy, było to jednak odbierane jako wewnętrzna sprawa Ukraińców. W 2002, czy nawet w 2003 roku nikomu w Polsce nie przychodziło do głowy, że nasz kraj stanie się ostoją jednej ze stron ukraińskiego kryzysu politycznego.

 

Prezydentura Leonida Kuczmy

leonid kuczmaKonflikt na najwyższych szczeblach władzy jest bezpośrednio związany z kadencją Leonida Kuczmy na stanowisku prezydenta Ukrainy. Polityk ten, najwyższy urząd w państwie piastował od 10 lipca 1994 roku. W czasie swojej pierwszej kampanii wyborczej, w 1994 r. Kuczma oparł się na poparciu Rosji. Jego głównym hasłem wyborczym było zbliżenie z Rosją i nadanie językowi rosyjskiemu oficjalnego statusu na Ukrainie. Ze swoich zobowiązań, po objęciu stanowiska prezydenta Ukrainy, Kuczma się nie wywiązał. Sprawa języka rosyjskiego umarła śmiercią naturalną (co ciekawe Kuczma języka ukraińskiego nauczył się dopiero jako prezydent), a zbliżenie z Rosją, na które liczyło wielu mieszkańców pogrążonej kryzysem Ukrainy pozostało wyłącznie na papierze.

W związku z niespełnieniem przedwyborczych obietnic Kuczma stracił silne poparcie rosyjskich polityków i nie mógł liczyć na pomoc wschodniego sąsiada w 1999 roku, gdy ubiegał się o reelekcję. W tych wyborach Kuczma nie uzyskał już tak silnego poparcia w "rosyjskich" regionach Ukrainy. Na Krymie, gdzie nadzieje na zbliżenie z Rosją były największe, frekwencja w wyborach z 1999 roku była bardzo niska, a sam Kuczma uzyskał bardzo przeciętny wynik. Mimo to, wyniki I tury wyborów prezydenckich z 1999 roku były dla Kuczmy korzystne. Wprawdzie nie uzyskał on bezwzględnej większości głosów, to jednak do II rundy oprócz niego wszedł reprezentant komunistów Petro Symonenko. W tej sytuacji, większość Ukraińców, również tych z zachodnich, w obawie przed powrotem komunizmu, głosowało na Kuczmę. Tym sposobem ze sporą przewagą urzędujący prezydent został powtórnie wybrany na najwyższy urząd.

Od czasu rozpoczęcia drugiej kadencji rozpoczęły się poważne problemy Kuczmy. Jedną z jego pierwszych decyzji personalnych po wyborach było mianowanie na stanowisko premiera dotychczasowego prezesa Banku Centralnego, Wiktora Juszczenkę. W nowym rządzie znalazła się także Julia Tymoszenko, odpowiedzialna za sektor paliwowy na Ukrainie.

 

Casus Gongadze

W czasie urzędowania Juszczenki i Tymoszenko, w listopadzie 2000 roku Leonid Kuczma został oskarżony o zlecenie morderstwa niezależnego dziennikarza Georgija Gonzadze, który przepadł bez wieści we wrześniu 2000 roku. Wprawdzie w dwa miesiące po zniknięciu dziennikarza znaleziono ciało w lesie nieopodal Kijowa to jednak nigdy nie ustalono personaliów nieboszczyka. Mimo to, przyjęto uważać, że znalezione zwłoki to Gongadze. Kilkanaście dni po odnalezieniu ciała opozycyjny lider socjalistycznej partii Aleksander Moroz opublikował nagrania, na których słychać rozmowę Kuczmy, szefa jego administracji Litwina oraz ministra spraw wewnętrznych Krawczenki. Nagrana rozmowa miała dotyczyć właśnie planów "uciszenia" niepokornego Gongadze. Taśmy miał nagrać były ochroniarz Kuczmy, Mykoła Mielniczenko, który wyemigrował do USA.

Ujawnienie tzw. Afery kasetowej stało się początkiem serii demonstracji przeciwko prezydentowi Kuczmie. Liczba przeciwników prezydenta stale rosła, a formy protestu przybierały coraz bardziej radykalny charakter. Antykuczmowska akcja nosiła oficjalną nazwę: "Ukraina bez Kuczmy". Data zniknięcia Gongadze co roku stawała się okazja do masowych demonstracji. Co ważne, w pierwszych miesiącach protestów antyprezydenckich zarówno Juszczenko, jaki i Tymoszenko nie stanęli zdecydowanie po stronie manifestantów. Niektórzy komentatorzy zauważają, że ci politycy mieli wówczas wszelkie argumenty prawne by odsunąć oskarżonego o zlecenie zabójstwa prezydenta.

 

Zmiany w polityce ukraińskiej w latach 2001-2004

Rząd Juszczenki i Tymoszenko upadł w 2001 roku. O ile panią vice-premier zdymisjonował sam Kuczma, to Juszczenko został odsunięty od władzy dzięki przegłosowaniu votum nieufności przez parlament. Największą zasługę w tym mieli komuniści wrogo nastawieni do polityki Juszczenki. Zaraz po zwolnieniu z urzędu Tymoszenko została ona aresztowana pod zarzutem miliardowych malwersacji i współudziale w szeroko zakrojonym procederze przemytu rosyjskiego gazu. Po kilku tygodniach Tymoszenko została zwolniona z aresztu. Nieoficjalnie mówi się, że aresztowanie Tymoszenko było efektem nacisków oligarchów z otoczenia Kuczmy, którzy mieli za złe byłej vice-premier opuszczenie ich grupy. Ponadto, przestępstw gospodarczych Tymoszenko miała dokonywać wraz z prezydentem Kuczmą. Ten jednak w sytuacji zagrożenia pozbył się niewygodnych współpracowników i otoczył się wąską grupą najbardziej wpływowych i zaufanych oligarchów. Tam miejsca dla Tymoszenko nie było.

Po odejściu z rządu Juszczenko oraz Tymoszenko przeszli do opozycji. Stali się oni najbardziej rozpoznawalnymi liderami antyprezydenckich ugrupowań. Wiktor Juszczenko utworzył na potrzeby wyborów parlamentarnych w 2002 roku partię "Nasza Ukraina", zaś Julia Tymoszenko stanęła na czele "Bloku Julii Tymoszenko" (BJUT). 31 marca 2002 roku w wyniku wyborów największą liczbę głosów uzyskało ugrupowanie Juszczenki. Nasza Ukraina zdobyła 24% głosów. Mimo to dotychczasowa opozycja nie mogła liczyć na większość parlamentarną, gdyż 20% głosów uzyskali komuniści, partia władzy "Za Jedną Ukrainę" 12%, socjaliści 7%, a Blok Julii Tymoszenko uzyskał zaledwie 7%. W związku z tym większość parlamentarna pozostawała poza zasięgiem opozycji. Po wyborach premierem został Wiktor Janukowycz, lider Partii Regionów, wchodzącej w skład koalicji "Za Jedna Ukrainę". Warto dodać, że z godnie z ukraińską konstytucją większość kompetencji leży po stronie prezydenta, który m.in. mianuje premiera.

Od czasu wyborów 2002 roku rozpoczęły się intensywne przygotowania do wyborów prezydenckich. Atakowany zewsząd Kuczma zdawał sobie sprawę, że tylko naznaczony przez niego następca zapewni mu nietykalność po zakończeniu drugiej kadencji oraz zapewni popierającym go oligarchom utrzymanie dotychczasowych wpływów. Od samego początku Kuczma widział w premierze Janukowyczu swojego lojalnego następcę. Mimo to przez długi okres Janukowycz był niejako trzymany w rezerwie. Obóz władzy przez wiele miesięcy dążył do stworzenia norm prawnych by Kuczma mógł zostać wybrany na trzecią kadencję. W tym celu trwały intensywne zabiegi w parlamencie mające stworzyć większość konstytucyjną w parlamencie, która umożliwiłaby zmianę konstytucji. Mimo, iż władza posiadał silne poparcie w parlamencie, to jednak jego skład uniemożliwiał osiągnięcia na tyle mocnego porozumienia, by zmienić konstytucję. Niejednokrotnie dochodziło do skandali w czasie debat, blokowano mównicę, wyłączano nagłośnienie.

W atmosferze kłótni politycznych nadszedł rok 2004. Władza wciąż nie wypracowała jednego stanowiska i strategii działania w nadchodzących wyborach, zaś opozycja przegrupowała swoje siły i wysunęła 1 kandydata na urząd prezydenta. Był nim oczywiście Wiktor Juszczenko, który przez poprzednie miesiące stał na czele większości demonstracji antyprezydenckich. Z ubiegania się o najwyższy urząd w państwie zrezygnowała ambitna Julia Tymoszenko. Już wtedy wiadomo było, że kompromis osiągnięty przez opozycję jest efektem trudnych negocjacji. Nikt też nie wątpił, że Juszczenko musiał jeszcze przed wyborami złożyć deklaracje i obietnice liderom mniejszych partii popierających go w wyborach. Mimo to, opozycja demonstrowała jedność i zgodę w swoim dążeniu do celu. Przed wyborami obóz Kuczmy ostatecznie zdecydował o poparciu kandydatury Wiktora Janukowycza. Od tego czasu wszelkie działania rządu były podporządkowane celom wyborczym.

Wybory prezydenckie zostały rozpisane na 31 października 2004 roku. Ewentualna druga tura miała się odbyć 21 listopada. Kampania przedwyborcza była bardzo agresywna. Uwaga komentatorów skupiona została na dwóch kandydatach: Juszczence i Janukowyczu. Nikt nie dawał szans któremuś z pozostałych kandydatów. W sumie chęć kandydowania wyraziło 18 polityków, z których dwóch zrezygnowało przed wyborami. Poza dwoma głównymi pretendentami do urzędu prezydenckiego reszta mogła odegrać ważniejszą rolę przekazując swoje głosy na jedną ze stron w II turze wyborów.

 

Kampania wyborcza

Wiktor Juszczenko - prezydent krainyObóz Wiktora Juszczenki przyjął w swej kampanii kolor pomarańczowy, natomiast barwą Janukowycza stał się kolor niebieski. Tym samym Ukraina podzieliła się na dwa różnokolorowe obozy. O ile opozycja liczyła na głosy przede wszystkim na zachodniej Ukrainie, to urzędujący premier opierał się głównie na wschodzie i południu Ukrainy. Im bliżej centrum państwa, tym poglądy i sympatie polityczne były bardziej podzielone. Nieoficjalną stolicą obozu "pomarańczowych" był Lwów. Wśród dużych miast jest on znany jako najbardziej ukraińskie miasto, centrum nacjonalizmu i "ukraińskości". W dodatku mieszkańcy zachodniej Ukrainy opowiadają się za zachodnim stylem rządzenia, a taki obywał Juszczenko. Z kolei ostoją obozuJanukowycza stał się Donieck, którego wywodzi się kandydat oraz inne przemysłowe regiony wschodniej Ukrainy. Nic w tym dziwnego, gdyż pełniąc funkcję gubernatora Doniecka Janukowycz dźwignął ten region gospodarczo. Ponadto, wschodnia Ukraina zamieszkana jest w znakomitej większości przez osoby rosyjskojęzyczne, którym Janukowycz obiecał podniesienie statusu języka rosyjskiego. Zresztą, w czasie swojej kampanii Janukowycz używał niemal wyłącznie języka rosyjskiego.

W czasie kampanii doszło do znamiennego w skutkach wydarzenia. We wrześniu 2004 roku kandydat opozycji zachorował, a na jego twarzy pojawiły się widoczne blizny. Po terapii w Austrii uznano, że przyczyną tajemniczej choroby Juszczenki byłootrucie dioksynami. Automatycznie oskarżono o próbę zabójstwa obóz przeciwnika. Janukowycz, podobnie jak i Kuczma stanowczo odrzucili te oskarżenia. Juszczenko utrzymywał, ze zachorował zaraz po posiłku u Szefa Bezpieczeństwa Ukrainy Iwana Smeszki. Sprawa domniemanego otrucia nie została wyjaśniona do dzisiaj. Choroba kandydata opozycji miała konsekwencje nie tylko dla jego zdrowia (niektórzy specjaliści utrzymywali, ze istniało poważne zagrożenie życia), ale także na przebieg dalszej kampanii. Szeregi opozycji zwarły się jeszcze mocniej, gdyż otrucie Juszczenki zostało odebrane jako sygnał, że władza dopuści się wszelkich metod w walce politycznej.

Oprócz otrucia Juszczenki, mediach co chwilę ujawniano kolejne plany siłowego rozwiązania konfliktu. Według różnych źródeł ofiarą zamachu miał także paść sam Janukowycz, którego pozbyć się mieli... przedstawiciele jego sztabu wyborczego. Po ewentualnym morderstwie Janukowycza cała wina zostałaby zrzucona na Juszczenkę, a wybory zostałyby zapewne odwołane. Na szczęście ofiar w ludziach w czasie kampanii nie było. Jednak Ukraińcom zapadł w pamięci atak jajkiem na Janukowycza. Uderzony jajkiem Janukowycz padł na ziemię i został przetransportowany do szpitala. Oficjalnie podano, iż oprócz jajka w stronę premiera poleciał także kamień.

Wiktor Janukowycz - premier UkrainyWyniki sondaży znacznie się różniły w zależności od ośrodka badania opinii publicznej. Każda ze stron powoływała się na wygodne dla niej rezultaty ankiet. Kampania w mediach nie była prowadzona zgodnie z demokratycznymi regułami. Większość państwowych stacji telewizyjnych i radiowych prowadziła kampanię na rzecz Janukowycza, który przy okazji wykorzystywał swoje stanowisko premiera do częstych wystąpień na wizji. Ponadto, opozycja oskarżyła władzę o zgłoszenie kilkunastu nie liczących się kandydatów, którzy w swoich spotach wyborczych sprzyjali Janukowyczowi. W lokalnych mediach również dochodziło do subiektywnej oceny kandydatów. O ile na wschodzie gazety sprzyjały Janukowyczowi, o tyle na zachodzie jedynym słusznym kandydatem był Juszczenko. Można powiedzieć, że obie strony grały nie fair, z tą różnicą, że możliwości Janukowycza były znacznie większe.

Kampania wyborcza prowadzona była praktycznie bez programu politycznego. Hasła obu stron nafaszerowane były populizmem. Przy czym, część swoich postulatów premier Janukowycz zdołał wprowadzić w życie. Wśród nich było podniesienie pensji i emerytur, co zdaniem opozycji było katastrofą dla budżetu i chwytem marketingowym. Juszczenko nie pozostał dłużny rywalowi w populizmie i jako kandydat podpisywał już dekrety prezydenckie, które również gwarantowały podniesienie stopy życiowej ludności.

Ważną rolę w czasie kampanii odegrały obrane przez kandydatów kierunki polityki zagranicznej. Janukowycz zdecydowanie oparł się na poparciu Rosji i prezydenta Putina. Wbrew pozorom ta przyjaźń z Moskwą obozu władzy nie była naturalna. Jeszcze kilka miesięcy przed wyborami prezydent Putin odżegnywał się od poparcia Janukowycza, uważając go za polityka słabego. Jednak z czasem Kuczmie udało się przekonać włodarzy Kremla co do kandydatury Janukowycza. Na jesieni 2004 roku Putin oficjalnie poparł kandydaturę urzędującego premiera, przyjeżdżając m.in. na Ukrainę i wyrażając swoje poparcie. Stosunki Kuczmy z Putinem do tego czasu wcale nie należały do najlepszych. Dzielił ich m.in. ostry spór o wysepkę Tuzła oraz kwestie gospodarcze. Ważnym argumentem dla Putina była obietnica nadania językowi rosyjskiemu oficjalnego statusu. Obóz Kuczmy-Janukowycza zdawał sobie sprawę, iż silny autorytet Putina we wschodniej Ukrainie może pomóc Janukowyczowi w wyborach.

Z kolei Wiktor Juszczenko oparł się na poparciu Zachodu. Od samego początku zabiegał on o wsparcie ze strony Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Niebagatelne znaczenie miało także udzielone mu poparcie przez Michaiła Saakaszwiliego, zwycięzcy tzw. Rewolucji Róż w Gruzji, który symbolizował udaną walkę z reżimem. O ile zachodni politycy, niecącą narazić się zaangażowanej w wybory Rosji, nie udzielili szerokiego poparcia Juszczence, to już szereg około politycznych organizacji wsparło "pomarańczowych", zwłaszcza finansowo. Ważną rolę odegrała młodzieżowa organizacja "Pora", która działała na wzór serbskiego "Otporu", gruzińskiej "Kmary". Podobnie jak w przypadku poprzednich rewolucji, "Pora" była organem finansowanym przez finansistów z Zachodu (związanych z Juszczenką), przede wszystkim z USA. Wśród najważniejszych sponsorów obozu Juszczenki wymienić należy znanego z wielomiliardowych spekulacji George'a Sorosa, czy też rosyjskiego multimiliardera Borysa Bieriezowskiego. Obóz Janukowycza oskarżał Juszczenkę o służalstwo Ameryce, wskazując m.in. na fakt, iż jego żona jest Amerykanką, a dzieci posiadają obywatelstwo amerykańskie.

Kampania wyborcza o ile nie była nacechowana konkretnymi programami gospodarczymi, obfitowała w deklaracje ideowe. Juszczenko, którego tytułowano mianem "ludowego prezydenta" chciał stać się głową państwa wybraną przez cały naród. Chciał być prezydentem wszystkich Ukraińców. W tym celu głosił on potrzebę renesansu ukraińskości. Zwracał szczególny nacisk na poczucie jedności narodowej, na dumę i tradycję Ukrainy. Przy okazji zyskał on poparcie skrajnie prawicowych organizacji na Zachodzie Ukrainy, wywodzących się z UPA. Natomiast Janukowycz pomijał kwestie narodowe, jedynie sprawa języka rosyjskiego była kluczowym argumentem w walce politycznej. Bardzo często Janukowycz wskazywał na swoje dokonania na polu gospodarczym tak w Donbasie, jak i w całej Ukrainie, gdy był premierem. Za Janukowyczem przemawiała struktura narodowościowa Ukrainy, gdyż ukrainojęzyczni stanowią na Ukrainie mniejszość. Z kolei w Juszczence wyborcy widzieli nie tylko "swojego" kandydata ale także oczekiwanie na zmiany, zwłaszcza w jakości życia. Dla wielu pozytywne wyniki gospodarcze Ukrainy nie przekładały się wymiernie na wzrost stopy życiowej. Wszechobecna korupcja i niemoc biurokracji była kojarzona z ekipą Kuczmy i Janukowycza. Dlatego też poparcie dla Juszczenki było niejednokrotnie chęcią zmiany na lepsze i przez wielu, nawet zachodnich Ukraińców, odbierane było jako wybór mniejszego zła.

 

Wybory i Pomarańczowa Rewolucja

Pierwsza tura wyborów odbyła się 31 października. Oficjalne wyniki ogłoszono bardzo późno, w dodatku część głosów została anulowana. Według nieoficjalnych wyników wyborów prowadził Janukowycz, który wraz z doliczaniem kolejnych wyników tracił przewagę. Ostatecznie Zwycięzcą I tury został Juszczenko, który uzyskał 39,87% głosów, wyprzedzając swojego kontrkandydata zaledwie o 0,5%. Opóźnienie ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów miało na celu zablokowanie dalszej kampanii wyborczej przez obóz Juszczenki. Z kolei piastujący fotel premiera Janukowycz wciąż występował w telewizji jako szef rządu.

Okres pomiędzy I i II turą wyborów był bardzo burzliwy. Obie strony oskarżały się o fałszerstwa i nieuczciwą walkę polityczną. Wywierano także nacisk na Komisję Wyborczą. Z jednej strony prezydent Kuczma oddziaływał na członków komisji, z drugiej Juszczenko jeszcze przed wyborami zapowiedział, że jeśli przegra to dojdzie do rewolucji i masowych wystąpień i strajków.

Gdy ogłoszono wyniki II tury wyborów na Ukrainie zawrzało. Oficjalnie ogłoszono, że zwycięzcą jest Wiktor Janukowycz, który miał zdobyć ponad 49% głosów, podczas gdy jego rywal tylko 46%. Zgodnie z obietnicą Juszczenko, jeszcze przed podaniem oficjalnych wyników wyprowadził na Majdan Nezależnosty tłumy swoich sympatyków. Pomimo przenikliwego chłodu dzień w dzień na Majdanie gromadziły się tysiące demonstrantów. Akcja była doskonale zorganizowana. Z całego kraju napływała pomoc oraz kolejni zwolennicy Juszczenki. Centrum Kijowa zamieniło się w arenę politycznych wydarzeń. Ze sceny przemawiali liderzy poszczególnych partii, grały zespoły muzyczne. Podstawowym hasłem ogłoszonej "pomarańczowej rewolucji" stało się oskarżenie o oszustwa podczas liczenia głosów. Zdaniem Juszczenki, to on został wybrany na prezydenta, a tylko fałszerstwa umożliwiły jego rywalowi osiągnięcie lepszego wyniku. Wskazywano na nieprawdopodobnie wysoką frekwencję we wschodnich dzielnicach Ukrainy, a także oskarżano, że władza woziła ludzi dysponujących kilkoma zaświadczeniami o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania po całym kraju.

Wraz z nieustającą demonstracją na Majdanie i w wielu miastach zachodniej Ukrainy, zwolennicy Juszczenki składali skargi do sądów na przebieg wyborów. Ich zdaniem dopuszczono się masowych nieprawidłowości, wypaczających wynik wyborów. Twierdzono, że poparcie dla Janukowycza w obwodzie donieckim i Łużańskim przewyższające 90% jest nieprawdziwe. Warto w tym miejscu dodać, że na zachodniej Ukrainie aż w 3 obwodach (lwowskim, tarnopolskim oraz w ivano-frankiwskim) poparcie dla Juszczenki przekroczyło 90%. Tak wysokie poparcie dla któregokolwiek z kandydatów w demokratycznych wyborach wydaje się być rzeczywiście niemożliwe, co może świadczyć o obustronnej manipulacji.

Władza nie zareagowała w porę na rozwój wydarzeń na Majdanie. Dzięki temu opozycja mogła nasilić swój protest. W dodatku zaangażowanie Polski w sprawy ukraińskie doprowadziło do mediacji Unii Europejskiej. Wraz z poszerzeniem zasięgu i ilości państw zaangażowanych w rewolucję zmieniało się także podejście obozu Kuczmy do sytuacji. Zaczął się on coraz bardziej uginać pod naciskiem opozycji i zachodnich polityków. Decydującym momentem był wyrok Sądu Najwyższego, który uchylił decyzje Komisji Wyborczej i nakazał powtórzenie II tury wyborów. Z czasem nawet niektóre media przeszły na stronę opozycji. Sytuację na korzyść opozycji poprawiały liczne plotki o rzekomym planie siłowego rozwiązania sytuacji, o wysłaniu z Moskwy służb specjalnych, o przegrupowaniach wojsk. Te niepotwierdzone informacje tylko konsolidowały rewolucjonistów, którzy wobec braku działań władzy poczuli, że są w stanie wymusić korzystne dla siebie decyzje.

Powtórzona II tura wyborów była już prowadzona pod dyktando zwolenników Juszczenki. Kraj ogarnięty rewolucją oraz we wschodnich regionach strachem przed jej konsekwencjami, został zdominowany przez pomarańczową barwę. Wynik III tury wyborów był przesądzony od samego początku. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że w tej rundzie demokracja zostanie naciągnięta na korzyść tego drugiego kandydata. Nie mogło być inaczej skoro po stronie Juszczenki zaangażowały się nawet "bezstronne" organizacje obserwatorów, w tym OBWE. Z samej Polski w roli obserwatorów wyjechały tysiące osób. Sęk w tym, że ich bezstronność miała tylko jeden kolor - pomarańczowy. Nie wspominając już o braku znajomości choćby elementarnych podstaw cyrylicy wśród polskich obserwatorów, co obiektywnie patrząc uniemożliwiało im jakiekolwiek działanie. W czasie III tury nikomu nie przeszkadzały pomarańczowe emblematy w lokalach wyborczych, pomarańczowe urny itd.

Według kolejnych wyników wyborów zwyciężył Wiktor Juszczenko zdobywając 52% głosów. Tym samym zakończyła się wielomiesięczna farsa wyborcza na Ukrainie. Wybory te przeszły do historii jako zupełna porażka demokracji. Oszustwa strony rządowej spotkały się z łagodniejszym, acz wciąż niedozwolonym i niedemokratycznym sposobem przejmowania władzy. Mimo to, w wielu krajach, w tym w Polsce przyjęto uważać, III turę za zwycięstwo demokracji i ukrócenie fałszerstw. Jak widać opinia zależy głównie od tego, kto liczy głosy, i dla kogo wygodne są wyniki.

O porażce Janukowycza w III turze zadecydowała przede wszystkim utrata poparcia wśród wielu dotychczasowych sojuszników. Nawet sam Kuczma starał się zachować podstawy bezstronności i w ostatecznym rozrachunku okazało się, ze porozumiał się z obozem Juszczenki, który zagwarantował mu nietykalność i dożywotnią pensję prezydencką.

 

Polskie media wobec pomarańczowej rewolucji

Prawdziwy popis nierzetelności dały podczas pomarańczowej rewolucji polskie media. Zajęły one jednoznaczną pozycję promując wyłącznie Wiktora Juszczenkę. Brak dziennikarskiego obiektywizmu oraz dystansu do wydarzeń to główne grzechy polskich mediów. Nie wspominam już tutaj o Gazecie Wyborczej, która swoją specyficzną politykę ukraińską prowadziła od lat, nawet nie starając się zachować pozorów obiektywności.

Zadaniem mediów, szczególnie publicznych jest przedstawianie danych wydarzeń, natomiast w Polsce doszło do niesłychanej stronniczości i zaangażowania po jednej ze stron. Dzięki temu Polacy pozbawieni byli elementarnego prawa do uzyskania prawdziwej informacji i zajęcia niewymuszonej postawy wobec rzeczywistości. Rażąca była także niekompetencja większości polskich dziennikarzy. Czerpali oni informacje wyłącznie z jednych źródeł, co przekreśla ich rzemiosło. Dzięki temu doszło do sytuacji, w której polskie media stały się zupełnie nierzetelne i niewiarygodne. Takiego działania nie usprawiedliwia ani polska racja stanu, ani poparcie większości polityków jednego z kandydatów, ani nawet sympatie społeczeństwa.

 

Przedwczesny zmierzch rewolucji?

Kiedy do władzy doszli "pomarańczowi" wielu ludzie wspierających rewolucję liczyło, że zjednoczony blok, który wg. własnych haseł miał przekształcić Ukrainę w kraj demokratyczny i rozwijający się gospodarczo, przetrwa przynajmniej do wyborów parlamentarnych wyznaczonych na wiosnę 2006 r. Jednak już w sierpniu 2005 r. wyszły na jaw ostre konflikty wewnątrz nowych władz. Rząd Julii Tymoszenko na swoim sumieniu miał przede wszytskim brak radykalnych reform mogących polepszyć sytuację ekonomiczną kraju. Kiedy zaś na przełomie sierpnia i września doszło do wzajemnych oskarżeń o korupcję kierowanych pomiędzy obozami Juszczenki i Tymoszenko pojawił się na Ukrainie ostry kryzys polityczny, który zachwiał wiarę wielu Ukraińców w uczciwość nowych władz.

Kroplą, która przelała czarę goryczy była złożona 3 września 2005 r. dymisja przez dotychczasowego sekretarza stanu Aleksandra Zinczenkę. Dwa dni później w czasie konferencji prasowej Zinczenko oskarżył Petra Poroszenkę (sekretarza Rady Bezpieczeństwa), Aleksandra Tretiakowa (pierwszego pomocnika prezydenta) oraz Nikołaja Martynienko (lidera frakcji Nasza Ukraina) o korupcję na szeroką skalę. Po tym oświadczeniu wybuchł skandal. Poroszenko podał się do dymisji, zaś kilka dni później prezydent Juszczenko podał cały rząd Julii Tymoszenko do dymisji. Stało się jasne, że kryzys polityczny jest głęboki. Nowe informacje kompromitujące władze odsunęły w cień to, o czym gazety rozpisywały się do tej pory: o wybrykach syna Juszczenki, o weselu córki Tymoszenko za wiele milionów dolarów etc.

W międzyczasie zaczęły się pojawiać kolejne oskarżenia pod adresem "pomarańczowych". Jednak najgłośniejszym było oświadczenie pierwszego prezydenta Ukrainy Leonida Krawczuka, że kampanię prezydencką Juszczenki finansował Borys Bieriezowski, rosyjski miliarder, który w niejasnych okolicznościach w latach 90-tych dorobił się kosztem skarbu państwa ogromnego majątku. Bieriezowski po dojściu do władzy Putina zmuszony został do emigracji, a obecnie posiada obywatelstwo brytyjskie. Opinię publiczną na Ukrainie zbulwersował nie tylko rzekomy sojusz Juszczenki z osobą tak skompromitowaną i skorumpowaną jak Bieriezowski, ale także prawdopodobny fakt poważnego naruszenia prawa. Otóż na Ukrainie finansowanie kampanii wyborczej zza granicy jest surowo karalne. Krawczuk dokumentując swoje rewelacje powołał się na osobistą rozmowę z Bieriezowskim. Sam zaś magnat kilka dni później potwierdził te informacje, podając nawet kwotę, jaką "zainwestował" w rewolucję - mowa była o 15 mln dolarów. Po rozszerzeniu się informacji o współpracy na linii "pomarańczowi" - Bieriezowski, o której notabene wielu politologów pisało jeszcze w czasie rewolucji, w ukraińskiej polityce odżyło słowo "impeachment". Z tym, że do tej pory używano go wyłącznie pod adresem Leonida Kuczmy, a kierował je zwłaszcza Wiktor Juszczenko. Wielu polityków zadeklarowało, że w przypadku potwierdzenia się informacji przekazanych przez Krawczuka i Bieriezowskiego rozpoczną oni proces odsuwania Juszczenki z zajmowanego stanowiska. Zdaniem prawników przeprowadzenie impeachmentu jest na Ukrainie praktycznie niemożliwe ze względu na skomplikowaną procedurę. Mimo to, nie ulega wątpliwości, że kryzys polityczny znacznie osłabił i tak nadszarpnięte zaufania społeczeństwa do nowych władz.

Po dymisji rządu Tymoszenko rozpoczęły się konsultacje dotyczące sformowania nowego rządu. Prezydent Juszczenko zaproponował swojego bliskiego współpracownika Jurija Jechanurowa jako kandydata na urząd premiera. Problem polegał jednak na tym, że głosowanie w parlamencie zbiegło się w czasie z głosowaniem nad budżetem na 2006 r. Dyskusja była tym bardziej burzliwa, że wbrew oczekiwaniom w 2005 r. Ukraina zanotowała bardzo wyraźny spadek w rozwoju gospodarczym. Z jednej strony wpływ miała na to światowa koniunktura, z drugiej zaś błędy popełnione przez nowe władze. Nie przeprowadzono najważniejszych reform, a także przeszacowano ilość inwestycji zagranicznych przez co gospodarka ukraińska wyraźnie zwolniła.

Podczas debaty nad kandydaturą Jechanurowa głos zabrał prezydent Juszczenko, nawołując deputowanych do poparcia nowego premiera. Jednak nie przeprowadził on wcześniejszych rozmów z poszczególnymi frakcjami politycznymi, co zaowocowało odrzuceniem kandydatury Jechanurowa w pierwszej próbie. Zabrakło wówczas 3 głosów. Jechanurowa nie poparli członkowie Bloku Julii Tymoszenko, którzy domagali się przywrócenia swojej liderki na stanowisko.

Przed kolejnym głosowaniem nad kandydaturą doszło jednak do niespodziewanego porozumienia. Otóż niedawni rywale polityczni Juszczenko iJanukowycz podali sobie ręce i siedli za stół obrad. Sądząc po efektach rozmowy zakończyły się sukcesem, gdyż Janukowycz i jego Partia Regionów poparli Jechanurowa, który tym samym został zatwierdzony jako nowy premier rządu. Tym samym odsunięta od władzy podczas rewolucji Partia Regionów zyskała wpływy w nowym gabinecie. W zamian poparcie Jechanurowa Juszczenko obiecał Janukowiczowi zaprzestanie ataków na opozycję, przeprowadzenie reformy politycznej oraz wzajemną współpracę. To porozumienie uświadomiło wielu Ukraińcom, że przewrót jaki się dokonał na przełomie lat 2004/2005 nie miał aż takiego znaczenia, jak wydawało im się do tej pory. Okazało się bowiem, że nowa władza różni się od starej przede wszystkim twarzami, natomiast działania oraz sposób myślenia (chodzi przede wszystkim o wpływy oligarchów - część politologów uważa rewolucję za zmianę oligarchów) pozostał podobny. Niektórzy obserwatorzy sceny politycznej doszli nawet do wniosku, że doszło do niezamierzonej kontynuacji rządów - Janukowycz jako oficjalny projekt Kuczmy miał być tylko tłem dla tajnego porozumienia Kuczmy z Juszczenką. ile w tym wszystkim jest prawdy pewnie nigdy się nie dowiemy.

W pierwszych tygodniach istnienia nowego rządu Jechanurowa na ukraińskiej scenie politycznej wyraźnie widać, że mamy do czynienia z ostrą, lecz skrywaną rywalizacją pomiędzy obozami Juszczenki i Tymoszenko. Obie ekipy mają na uwadze nadchodzące wybory parlamentarne (wiosna 2006), i za wszelką cenę próbują zapewnić sobie zwycięstwo. Na tle przedwyborczej gorączki doszło w październiku mi.in. do zmiany na stanowisku Prokuratora Generalnego.

Gwoli ścisłości można także zaznaczyć, że spora część społeczeństwa wciąż wierzy w "ideały z Majdanu" i zmianę rządów odbiera jako oczyszczanie najwyższych władz ze skorumpowanych działaczy. W tej sytuacji pozostaje mieć tylko nadzieję, że mimo wszystko na Ukrainie zwycięży ta opcja polityczna, która zapewni temu krajowi stabilność i rozwój.

Powyższy artykuł jest próbą opisania wydarzeń na Ukrainie z jesieni 2004 r. oraz lata 2005 r.. Wskazane zostały wcześniejsze wydarzenia polityczne mające wpływ na rozwój rewolucji. Autor dołożył wszelkich starań by zaprezentowane tutaj informacje były rzetelne i obiektywne. Jednak w związku z wieloma kontrowersjami wokół tzw. pomarańczowej rewolucji niektóre stwierdzenia i sformułowania mogą zostać odebrane jako stronnicze. Autor zdaje sobie sprawę, że pomimo upływu czasu wciąż panują emocje i obiektywne spojrzenie jest niepopularne.

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!