Ukrainiec jako wróg w prasie toruńskiej 1920-1939.

Toruń w okresie międzywojennym był najważniejszym ośrodkiem wydawniczym województwa pomorskiego. Wpłynęły na to przede wszystkim tradycje wydawnicze zaboru pruskiego (drukowano tutaj jedną z najstarszych gazet na Pomorzu - "Gazetę Toruńską") oraz podniesienie miasta do rangi stolicy województwa, centrum życia społeczno-kulturalnego i politycznego. W latach trzydziestych, pomimo konkurencji bardziej uprzemysłowionego Grudziądza i nowo wybudowanej Gdyni, Toruń pozostał przodującym ośrodkiem wydawniczym na Pomorzu. Wciąż ukazywała się w nim największa liczba tytułów (1935: Toruń 28, Grudziądz 22, Gdynia 11), a ponadto znajdowało się w nim najwięcej drukarń w regionie, łącznie dziewięć w mieście i trzy w powiecie toruńskim1. Prasa toruńska przez cały okres II RP była najsilniejszym narzędziem oddziaływania politycznego. Charakterystyczna dla tego regionu Polski była tożsamość redaktorów czołowych dzienników, głównie endeckich i centralnych oraz miejscowych działaczy partyjnych2. Specyfika układu sił politycznych i preferencji wyborczych społeczeństwa powodowała, że toruńska prasa miała przede wszystkim charakter centrowy i prawicowy. Nie zdołało się również ukształtować żadne poważniejsze pismo apolityczne. Liczne próby jego powołania podejmowały najczęściej grupy osób oderwane od szerszego zaplecza społeczno-politycznego. Z tego powodu gazety o charakterze niezależnym upadały już po wydaniu kilku numerów3.

 

Prasa w omawianym okresie była ważnym komponentem życia społecznego i politycznego. Stanowiła bowiem jedyny masowy instrument docierania do wyborcy i kształtowania opinii publicznej. Z uwagi na brak telewizji oraz niewielkie rozpowszechnienie radia, gazeta była jedynym przekaźnikiem informacji na dużą skalę4. Posiadanie własnych organów prasowych stało się koniecznością każdej liczącej się partii politycznej. Do najważniejszych dzienników międzywojennego Torunia zalicza się endeckie "Słowo Pomorskie", sanacyjne "Dzień Pomorza" i "Dzień Pomorski" oraz "Obronę Ludu" i "Głos Robotnika" Narodowej Partii Robotniczej.

Pejoratywny wizerunek Rusinów ukształtował jeszcze w XIX wieku Henryk Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem". Powieść miała znaczny wpływ na utrwalenie wzajemnych antagonizmów. Popularność książki spowodowała konieczność zabrania głosu przez stronę ukraińską. Jako pierwszy wypowiedział się w tej kwestii ukraiński historyk Włodzimierz Antonowicz, według którego Sienkiewicz "przypisuje Ukraińcom takie cechy jak wyjątkowe okrucieństwo, prymitywizm umysłowy i moralny, brawurowa odwaga, nagminne pijaństwo, dzikość"5. Endeccy dziennikarze ze "Słowa Pomorskiego" pochlebnie wypowiadali się o obrazie zaprezentowanym przez pisarza. Uważali, że "romantyzm nasz budował się na stepach, kurhanach i Kozakach. Szereg pokoleń naszej inteligencji śpiewał rzewne piosenki ukraińskie o minionej sławie kozackiej, nie bacząc na to, że ta sława kozacka to była przede wszystkim sława rżnięcia Polaków i buntów przeciw Polsce. Ale nie było ani jednej pieśni o sławie polskich dragonów pancernych i husarzach, którzy swymi piersiami bronili stepów ukraińskich od zagonów tatarskich. Jeden bodaj z poetów i powieściopisarzy naszych, który w Wołyniu, Podolu i Ukrainie widział kraj polskiej pracy cywilizacyjnej i organizatorsko-państwowej, a w wojnach kozackich wspomagany przez dzicz tatarską bunt barbarzyńskiego warcholstwa - to był Sienkiewicz"6. Także "Expressowi Pomorskiemu" przypadł do gustu utrwalony na kartach książki wizerunek: "jak wiadomo wracają "Dzikie Pola" do dziejów odrodzonej Rzeczpospolitej. Wracają w mniejszej grozie obrazowej, ale za to z większym niebezpieczeństwem politycznym. Zniknął ich tylko romantyczny czar opisany mistrzowskim piórem Sienkiewicza"7.

Na wzajemnych kontaktach już na wstępie zaważyło wspólne dążenie do zawładnięcia terenami Galicji Wschodniej. W późniejszych latach często powracano do wydarzeń wojny polsko-ukraińskiej. "Obrona Ludu" przypominała krwawe wydarzenia i pisała o spalonych przez stronę ukraińską siedmiu nagich żołnierzach polskich, owiniętych dodatkowo drutem kolczastym8. "Dzień Pomorza" zmniejszał liczbę ofiar do pięciu, jednak bardziej wnikał w drastyczne szczegóły: "mordercy znęcali się nad Polakami, a następnie półprzytomnych z pokrajanymi członkami powiesili za nogi w stodole, którą po tym podpalili"9. Natomiast "Słowo Pomorskie" zamieściło wiersz poetki, ś. p. Maryli Wolskiej, której syn zginął w 1919 roku w walkach z ukraińską armią:

 

W oczy...

Nie wtedy konał syn mój, słyszycie?!
Gdy rusiński siekł go nahaj do kości!
Nie! On wierzył, że śmierć taka, to życie
Ze swem ciałem szlak do domu wymości!
I nie wtedy konał syn mój, gdy hardo, 
ku luf oczom pierś brodzącą zwróciwszy
Śnił, na zbirów swych patrzył ze wzgardą,
że z za grobu żyw powróci i mściwszy!
Gdy zeń katy łach ostatni obdarły
I rzucono w dół, nagiego jak ziarno -
Nie był on, chociaż w śmierci- umarły!
Jeszcze w ran swych ufny czerwień ofiarną.
Dziś dopiero skona syn mój! Słyszycie?!
Dziś- z druhami- wieczne zawrą go ciemnie.
Nie przyjęła śmierć krwi ceny za życie -
I śmierć wygra, jeśli padli daremnie! 
Więc nie wilcze klnę dziś tropy i żbicze
Lecz po ziemi garść się schylam i milczę.
I w okrutne jedno ciskam oblicze, 
W oczy sroższe niźli sępie i wilcze, 
Grudę tej ziemi, tej ziemi, co tłoczy 
Niepocieszone dziecka mego oczy!10

 

Niechętny obraz Ukraińców podtrzymywał także kult Orląt Lwowskich, silnie występujący w II Rzeczpospolitej. Należy zaznaczyć, iż właśnie jeden z obrońców Lwowa został umieszczony w symbolicznym Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Co więcej ,,podczas transportu zwłok do stolicy umieszczono je w tym samym wagonie pociągu, w którym sprowadzono ciało Henryka Sienkiewicza, zaś ludność entuzjastycznie witała pociąg na kolejnych stacjach. Utworzono także Cmentarz Orląt, na który przeniesiono szczątki wszystkich poległych w walkach o miasto. Powołano liczne organizacje kultywujące pamięć o bohaterstwie młodych osób, między innymi: Polski Związek Obrońców Lwowa oraz Towarzystwo Studiów nad Obroną Lwowa. Obchody rocznicy walk listopadowych miały masowy odzew obywateli Polski, przyczyniając się do wytworzenia poczucia jedności narodu. Nie bez przyczyny właśnie 22 listopada 1920 roku Marszałek Józef Piłsudski, zbiorowo uhonorował całe miasto orderem Virtuti Militari11. Niezwykle uroczysty a zarazem burzliwy przebieg miały obchody dziesiątej rocznicy boju o Lwów. Wydrukowano okolicznościowe broszury i ulotki, zaś kolej zorganizowała darmowe pociągi, przywożące gości do miasta. Christoph Mick podaje, iż "w ciągu następnych trzech tygodni nie było polskiego stowarzyszenia, dzielnicy czy szkoły, w których nie odbywałyby się okolicznościowe imprezy"12.

W tym samym czasie własne obchody zorganizowali Ukraińcy. W 1928 roku doszło do ekscesów wywołanych sprofanowaniem 1 listopada pomnika Obrońców Lwowa. Doszło wówczas do starć pomiędzy narodami oraz z policją. "Słowo Pomorskie" pisało, iż "w dzień uroczystości dziesięciolecia obrony miasta Lwowa przed hajdamackimi hordami ukraińskich siczowników, prowokująca ręka tajnej Ukraińskiej Organizacji Wojskowej spowodowała nowy rozlew krwi"13. Dodawało, iż rozwija się ona praktycznie pod okiem policji, zaś nocami szykuje się do zadania kolejnego zbrodniczego ciosu14. Według gazety, do rozlewu krwi w listopadzie 1918 roku przyczyniła się złośliwa polityka Austro-Węgier, które tuż przed rozkładem świadomie rozogniły sprawę oraz sprowadziły do Lwowa pułki rusińskie ,,wyposażając je w duże zasoby broni i amunicji"15.

Wizerunek żądnych krwi hajdamaków podtrzymywały opisy zbrodni, ukazujące się na łamach gazet. "Głos Robotnika" wspominał, iż "nad Wschodnią Małopolską, zroszoną tyle razy już krwią polską, zawisły znów ciężkie chmury. Budzi się niesyty krwi hajdamaka i ostrzy noże..."16. Często odnoszono się do drastycznych faktów, mających zdyskredytować stronę ukraińską. Rozpisywano się o masowych gwałtach i morderstwach, jakich miały dopuścić się na ludności polskiej terroryści ukraińscy. Podawano przykłady napadów i rabunków świątyń rzymsko-katolickich. Ludności polskiej Kresów Wschodnich szczególnie dawały się we znaki podpalenia folwarków. Pisano o nich często na pierwszych stronach, z oburzeniem informując o kolejnym spalonym polskim dobytku w Galicji Wschodniej: Małopolska Wschodnia w łunach pożarów. Akcja sabotażystów ukraińskich zaczyna być niepokojąca; Hajdamacy palą już całe wsie, mszcząc się na ludności polskiej17. "Dzień Pomorski" twierdził zaś, że: "Niszczenie linii komunikacyjnych, kolejowych i telefonicznych, napady na ambulanse pocztowe, podpalenia, systematyczne niszczenie dobytku ludności polskiej, profanacje pomników i cmentarzy, niegodziwy, bezmyślny mord na ś. p. Tadeuszu Hołówce, zamachy na funkcjonariuszy państwowych i działaczy politycznych - oto etapy tej podstępnej i opętańczej walki, jaką grupka ukraińskich nacjonalistów, terrorystów wydała państwowości polskiej"18.

Za zdecydowaną większością zamachów i sabotaży, zdarzających się głównie w południowo-wschodniej Polsce, lecz także w innych częściach kraju, stała Ukraińska Organizacja Wojskowa. Dążyła ona do utworzenia, drogą zbrojną, niepodległego państwa, składającego się ze wszystkich ziem ukraińskich. Zwalczała zatem zarówno władze polskie, jak i przedstawicieli Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Natomiast terytoria wchodzące w skład Rumunii, Czechosłowacji i Węgier planowała odzyskać w dalszej perspektywie19. Na początku lat trzydziestych ugrupowanie zostało włączone do powołanej w 1929 roku w Wiedniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Przywódcą partii został, przebywający stale poza granicami Polski Jewhen Konowalec. Podobnie jak UWO, w swoim programie kładła nacisk na odbudowę, a następnie obronę niezależnej Ukrainy. Ponadto akcentowała potrzebę reformy rolnej, nacjonalizacji przemysłu ciężkiego i banku, a także solidaryzm nacjonalistyczny i działalność militarną. Od 1932 roku referat bojowy OUN praktycznie połączył się z Ukraińską Organizacją Wojskową, która od tej chwili stała się wykonawczynią akcji zbrojnych planowanych w kierowniczym gronie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów20.

Działalność OUN została przybliżona pomorskim czytelnikom w relacji naczelnika Zyborskiego z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, dokonanej po śmierci Bronisława Pierackiego. Podaje on, iż działalność ugrupowania obejmowała przede wszystkim województwa zamieszkiwane przez znaczne ilości ludności ukraińskiej, czyli: lwowskie, stanisławowskie, tarnopolskie oraz część lubelskiego, a także Wołyń. Jednak zdarzały się także wypadki działalności poza wymienionymi terenami, o czym świadczy choćby napad na urząd pocztowy w Śremie w Poznańskiem. Według Zyborskiego, członkowie OUN bardzo często specjalnie umieszczani byli w legalnie działających stowarzyszeniach. Zadaniem ich była rozbudowa sieci kontaktowej oraz pozyskiwanie środków niezbędnych do prowadzenia dalszej akcji sabotażowej, np. nafty bądź prochu strzelniczego. Zakamuflowani członkowie wielokrotnie wykorzystywani byli do akcji szpiegowskich, często przy pomocy mocarstw ościennych. W podobną aferę zamieszana była niejaka Besarabowa, której sprawa szeroko komentowana była na terenie kraju21. Kierowała ona organizacją dostarczającą informacje bolszewikom. Po zatrzymaniu w 1924 roku popełniła samobójstwo w więzieniu. Prasę oburzyła postawa jej rodaków, którzy uznali ją za bohaterkę narodową. Z drugiej strony, pojawiły się także zaniepokojone głosy, że Rusini gotowi są uczynić z niej swoją świętą, męczennicę idei niepodległości. Posłowie ukraińscy zgłosili wniosek w Sejmie, ,,domagając się przeprowadzenia dochodzenia, mającego wyjaśnić wszystkie okoliczności śmierci zatrzymanej". Podejrzewali bowiem polskie władze, iż przyczyniły się do jej zgonu22. Badanie lekarskie jednak oczyściły atmosferę, albowiem nie wykazały śladów znęcania się nad Besarabową23.

Skrajne organizacje, ze zrozumiałych względów miały jak najgorszą opinię w kraju. Postrzegano je jako wrzód narosły na "ciele miejscowego społeczeństwa ruskiego". Są one wyrazem anarchicznych skłonności społeczeństwa ukraińskiego oraz jego niskiego poziomu rozwoju cywilizacyjnego24. Niepokojący jest fakt, iż skrajne ugrupowania z łatwością i niezwykłą otwartością proklamują niechęć do Rzeczpospolitej. Prowokacyjnie głoszą swój wrogi stosunek do kraju25. Zapowiadają zarazem oderwanie południowo-wschodniej części Polski i przyłączenie ich do pozostałych terenów ukraińskich, "wyrwanych" w podobny sposób innym państwom: Rumunii, Węgrom, Czechosłowacji i ZSRR26. Nie ustają więc przygotowywane przez nie akcje zbrojne oraz agitacja w społeczeństwie ukraińskim. Próbują tym samym stworzyć warunki do powszechnej rewolucji o ostrzu skierowanym przeciw Rzeczpospolitej. Szerzą zatem wśród swoich członków separatyzm narodowy oraz nienawiść do wszystkiego, co polskie, zaś ich organizacje szybko rosną w siłę27. W 1937 roku obawy te miały się ziścić. "Obrona Ludu" donosiła wówczas, że Ukraińcy przygotowywali zbrojne powstanie przeciw państwu polskiemu. Ugrupowanie, planujące militarne wystąpienie ,,określające się mianem Ukraińskiego Narodowego Ruchu Kozackiego, współpracowało z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów". UNRK przygotowany miał całą strukturę hierarchiczną. Na jej czele stał były pułkownik wojsk Pawła Skoropadskiego, Jan Wołoszyn, używający tytułu atamana koszowego, sztab jego tworzyli zaś atamanowie okręgowi. Wszyscy członkowie organizacji podzieleni byli na sotnie, dziesiątki i piątki. Gazeta podsumowywała, iż ujawnienie planów powstania przeciw Rzeczpospolitej wywarło w społeczeństwie piorunujące i przygnębiające wrażenie. Stanowią one dowód rozzuchwalenia się ukraińskich żywiołów irredentystycznych28.

Grupy dywersyjne szczególnie często atakowały w 1924 i 1930 roku. Należy jednak podkreślić, iż w pierwszym przypadku zbrodnie miały miejsce na całym obszarze Kresów Wschodnich, ponieważ znaczny, jeśli nie decydujący udział w krwawych przedsięwzięciach miały komunistyczne bojówki, przenikające na teren Polski przez nieszczelną wschodnią granicę. Niewątpliwie działalność ich znalazła w społeczeństwie ukraińskim liczne grono zwolenników. Wspomagana zresztą była przez Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy. Napady miały miejsce tak często, że zaczęto je postrzegać już nie jako incydentalne przypadki, lecz jako element wojny partyzanckiej skierowanej przeciw państwu: "nie są to napady bandytów i rabusiów, ale jest to zorganizowana partyzantka ludności białoruskiej i ukraińskiej kierowanej z Moskwy"29. Grupy zbrojne posiadały bardzo dobrze zorganizowany wywiad, który sprawiał, iż napady kierowane są tam, gdzie się ich można najmniej podziewać30. Powodowały one, iż autorytet Rzeczpospolitej upadał z każdym dniem, kolejnym aktem zbrojnym. Na terenach południowo-wschodnich zapanowała psychoza strachu. Ludność w panice przenosiła się do miast, pozostawiając swój dobytek na pastwę terrorystów31. Ostatecznie miarka się przebrała, choć nie dokonało to się w Galicji Wschodniej. Decydującym wydarzeniem była publiczna chłosta wojewody poleskiego, miejscowego biskupa i komendanta policji w dniu 24 września 1924 roku. Władze państwowe podjęły wówczas radykalne kroki. Miejscowych dowódców okręgów wojskowych wyposażyły w specjalne pełnomocnictwa, a następnie powołały na wniosek ministra spraw wojskowych, gen. Władysława Sikorskiego, Korpus Ochrony Pogranicza32. Korpus był samodzielną jednostką administracyjną, podporządkowaną pod względem "personalnym, organizacyjnym, operacyjnym i wyszkolenia Ministerstwu Spraw Wojskowych, zaś pod względem ochrony granic i budżetu - Ministerstwu Spraw Wewnętrznych33. Nowa formacja dosyć szybko opanowała sytuację i następny rok przyniósł zmniejszenie liczby bandyckich napadów. Za sprawą aktywnego przeciwdziałania rządu, uważało "Słowo Pomorskie", terroryści przechodzą wręcz do defensywy34.

Ponownie Ukraińcy powstali w 1930 roku, ale tym razem bez pomocy bolszewickich bojówek. Rok wcześniej utworzono Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, która energicznie zabrała się do organizowania antypolskich rozruchów. Rozpoczęły się planowe morderstwa i czystki polskich osadników, niszczenie mienia i podpalenia domostw. Prasa nieustannie alarmowała o kolejnych krwawych atakach ukraińskich grup i zadawała pytanie, "kiedy to się skończy", na które wszyscy Polacy chcieli poznać odpowiedź35. Działalność skrajnych rusińskich nacjonalistów wyliczono na siedem milionów złotych i domagano się wydania zdecydowanych rozporządzeń, normujących położenie Kresów Wschodnich36. Do interwencji państwa doszło na rozkaz Józefa Piłsudskiego. Rozpoczęła się wówczas tzw. pacyfikacja, trwająca od 16 września, do 30 listopada 1930 roku. Zastosowano działania represyjne, aresztowano 30 byłych posłów ukraińskich i licznych mniejszościowych działaczy narodowych, rozwiązano trzy gimnazja oraz organizację młodzieżową "Płast", zdominowaną przez nacjonalistów. Do pomocy lokalnym siłom policyjnym skierowano wojsko, które dokonywało rewizji w siedzibach ukraińskich organizacji i domach rusińskich aktywistów. W przypadku oporu stosowane były środki tzw. rewizji dokuczliwej, np. polewano mąkę naftą37. Mieszkańcy Galicji Wschodniej z radością przyjęli pojawienie się armii, natomiast, jak podawał "Dzień Pomorski", wśród osób, popierających akcję sabotażową, dało się zauważyć przygnębienie38. Ludność polska entuzjastycznie zareagowała na przybycie oddziałów wojskowych, przeznaczonych do walki z wywrotowcami. "Stanowcze i energiczne zarządzenia władz rządowych, aby przywrócić spokój w Małopolsce Wschodniej i położyć kres zbrodniczej działalności bojówek ukraińskich, spotkało się z uznaniem wśród ludności kresowej" 39. Przybycie armii polskiej na południowo-wschodnie tereny przyczyniło się do podniesienia morali w społeczeństwie ukraińskim. Spontanicznie, na własną rękę zaczęli organizować samoobronę przed napadami, "samorzutnie uzbrajali się w widły", aby bronić swych, zagrożonych przez terrorystów domów40. Ponadto zarząd okręgowy dyrekcji szkół ludowych wezwał szkoły do wzmożenia pracy oświatowej, któraby "wzmocniła ducha wsi kresowej i była godną odpowiedzią na zaborcze odpowiedzi obcych"41.

Sytuację podczas pacyfikacji w południowo-wschodniej Polsce "Słowo Pomorskie" charakteryzowało także za pomocą karykatury. Nad wiejskim krajobrazem przedstawiona jest postać ukraińskiego hajdamaki, trzymającego w rękach nóż i pochodnie.

Karykatura nr 1. W Małopolsce Wschodniej krew i pożoga.

karykatura ukraińca

Źródło: "Słowo Pomorskie", 1930, nr 249 (26.10.1930), s. 5.

 

Pacyfikacja niewątpliwie zapobiegła dalszym atakom na ludność polską, jednakże jeszcze bardziej pogorszyła stosunki między narodami. Także dzisiaj w historiografii ukraińskiej owe wydarzenia przedstawia się zdecydowanie negatywnie. Mykoła Kuczerepa pisze, iż "dyktaturze sanacji przy pomocy metod ekstremistycznych udało się na pewien czas zaprowadzić w Galicji i na innych ziemiach zachodnioukraińskich "porządek"42.

Natomiast znany ukraiński historyk, Jarosław Hrycak, konkluduje, iż pacyfikacja jest przykładem łamania praw mniejszości narodowych w Polsce. Jednak "najbardziej odrażający w całej pacyfikacji był fakt, że zastosowano zasadę zbiorowej odpowiedzialności całej wspólnoty ukraińskiej za działania konkretnych jej przedstawicieli. Zgodnie z tą logiką, bycie Ukraińcem oznaczało bycie elementem niepewnym politycznie"43.

Ugrupowania terrorystyczne swoją podstawę oparły przede wszystkim na młodzieży wśród której zbrojna walka znalazła największy odzew i poparcie. Chociaż prasa przytaczała też przypadki werbowania dzieci od lat dziewięciu począwszy44. Organizacje dążyły do zawładnięcia umysłami młodych ludzi, aby skierować ich do walki z Polską45. Gazety przywoływały wiele przykładów negatywnego postępowania rusińskich uczniów, głównie ukraińskich gimnazjów. Zajęciem ich, w oczach prasy, było prowadzenie antypaństwowej propagandy, w tym kolportowanie niedozwolonych pism wzywających ludność Galicji Wschodniej do oporu wobec kraju. Stosowali oni ponadto metody sabotażu, dopuszczając się aktów wandalizmu na mieniu publicznym, np. niszczenie słupów telefonicznych46. Wciąganiu dzieci i młodzieży do antypolskiej działalności sprzeciwiali się nauczyciele akademiccy i gimnazjalni, którzy codziennie zmuszeni byli stykać się z terrorystycznymi spiskami wychowanków. Doszło nawet do paradoksu, zdaniem prasy, że pedagodzy musieli zbroić się z obawy przed atakami swoich podopiecznych. Ukraińska Organizacja Wojskowa wydała bowiem rozporządzenie, aby zwalczać ugodowe jednostki, stojące na gruncie wierności państwu polskiemu47. Zdarzały się zabójstwa i tajemnicze zaginięcia niewygodnych dla ukraińskich bojowników świadków i działaczy społecznych48. Ofiarą przeniesienia zbrodniczej polityki na stosunki wewnętrzne było zabójstwo byłego oficera ukraińskiej armii i dyrektora gimnazjum ruskiego, który odżegnywał się od wywrotowej działalności, prowadzonej przez skrajne ugrupowania. Do jego śmierci przyczyniło się 23 młodych Ukraińców49. Zbrodnię potępił Andrzej Szeptycki, żałując, że "zabijają zdradliwym sposobem największego patriotę, zasłużonego przez wszystkich przyjaciela, opiekuna i dobrodzieja ukraińskiej młodzieży. Zabijają bez jakiejkolwiek przyczyny, chyba jedynie dlatego, że im się nie podoba działalność wychowawcza zmarłego. Ona była przeszkodą w zbrodniczej akcji wciągania młodzieży szkół ukraińskich w podziemną robotę". Zdaniem metropolity, nacjonaliści ukraińscy powinni także zgładzić wszystkich biskupów, albowiem oni od zawsze sprzeciwiali się podobnym metodom i twierdzili, że "kto demoralizuje młodzież, ten jest zbrodniarzem i wrogiem narodu"50. Przystępowanie studentów do organizacji, powodowało, iż zakładali oni lokalne komórki terrorystyczne w miejscach nauki. Najwięcej młodzieży wyjeżdżało na studia do stolicy, Krakowa i Poznania, gdzie wśród licznej mniejszości ukraińskiej z łatwością funkcjonować mogły grupy zbrojne. Co pewien czas władze dokonywały przeszukań akademików, znajdując zakazane ulotki i pisma oraz broń i materiały wybuchowe. Podczas rewizji domów studenckich Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie odkryto nawet długo poszukiwaną drukarnię, w której powielano wiele nielegalnych wydawnictw. Gazety donosiły wówczas o likwidacjach wojskowych ugrupowań i aresztowaniach ich członków. Ponadto studenckie organizacje antypaństwowe podtrzymywały ożywione kontakty z podobnymi na terenie całego kraju, a także na zagranicznych uniwersytetach, dokąd także licznie wyjeżdżali młodzi Ukraińcy. Głównie udawali się do Pragi, Berlina oraz Wolnego Miasta Gdańska51. Bardzo często wyjazd na studia poza Galicję Wschodnią i Wołyń był traktowany przez OUN jak wybieg taktyczny, mający na celu zmylenie czujności władz. Na macierzystym terenie bowiem organy śledcze i prewencyjne wykazywały wzmożoną czujność i zwiększoną skuteczność, uniemożliwiając tym samym przeprowadzanie szeroko zakrojonych akcji zbrojnych52.

 

 
 

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

facebook log 48twitter log 48google log 48rss Rosja, Ukraina
 
Copyright © 2001 - 2014 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!
 
Nie kopiuj! - uszanuj pracę innych!