Ukrainiec jako wróg w prasie toruńskiej 1920-1939.

Toruń w okresie międzywojennym był najważniejszym ośrodkiem wydawniczym województwa pomorskiego. Wpłynęły na to przede wszystkim tradycje wydawnicze zaboru pruskiego (drukowano tutaj jedną z najstarszych gazet na Pomorzu - "Gazetę Toruńską") oraz podniesienie miasta do rangi stolicy województwa, centrum życia społeczno-kulturalnego i politycznego. W latach trzydziestych, pomimo konkurencji bardziej uprzemysłowionego Grudziądza i nowo wybudowanej Gdyni, Toruń pozostał przodującym ośrodkiem wydawniczym na Pomorzu. Wciąż ukazywała się w nim największa liczba tytułów (1935: Toruń 28, Grudziądz 22, Gdynia 11), a ponadto znajdowało się w nim najwięcej drukarń w regionie, łącznie dziewięć w mieście i trzy w powiecie toruńskim1. Prasa toruńska przez cały okres II RP była najsilniejszym narzędziem oddziaływania politycznego. Charakterystyczna dla tego regionu Polski była tożsamość redaktorów czołowych dzienników, głównie endeckich i centralnych oraz miejscowych działaczy partyjnych2. Specyfika układu sił politycznych i preferencji wyborczych społeczeństwa powodowała, że toruńska prasa miała przede wszystkim charakter centrowy i prawicowy. Nie zdołało się również ukształtować żadne poważniejsze pismo apolityczne. Liczne próby jego powołania podejmowały najczęściej grupy osób oderwane od szerszego zaplecza społeczno-politycznego. Z tego powodu gazety o charakterze niezależnym upadały już po wydaniu kilku numerów3.

 

Prasa w omawianym okresie była ważnym komponentem życia społecznego i politycznego. Stanowiła bowiem jedyny masowy instrument docierania do wyborcy i kształtowania opinii publicznej. Z uwagi na brak telewizji oraz niewielkie rozpowszechnienie radia, gazeta była jedynym przekaźnikiem informacji na dużą skalę4. Posiadanie własnych organów prasowych stało się koniecznością każdej liczącej się partii politycznej. Do najważniejszych dzienników międzywojennego Torunia zalicza się endeckie "Słowo Pomorskie", sanacyjne "Dzień Pomorza" i "Dzień Pomorski" oraz "Obronę Ludu" i "Głos Robotnika" Narodowej Partii Robotniczej.

Pejoratywny wizerunek Rusinów ukształtował jeszcze w XIX wieku Henryk Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem". Powieść miała znaczny wpływ na utrwalenie wzajemnych antagonizmów. Popularność książki spowodowała konieczność zabrania głosu przez stronę ukraińską. Jako pierwszy wypowiedział się w tej kwestii ukraiński historyk Włodzimierz Antonowicz, według którego Sienkiewicz "przypisuje Ukraińcom takie cechy jak wyjątkowe okrucieństwo, prymitywizm umysłowy i moralny, brawurowa odwaga, nagminne pijaństwo, dzikość"5. Endeccy dziennikarze ze "Słowa Pomorskiego" pochlebnie wypowiadali się o obrazie zaprezentowanym przez pisarza. Uważali, że "romantyzm nasz budował się na stepach, kurhanach i Kozakach. Szereg pokoleń naszej inteligencji śpiewał rzewne piosenki ukraińskie o minionej sławie kozackiej, nie bacząc na to, że ta sława kozacka to była przede wszystkim sława rżnięcia Polaków i buntów przeciw Polsce. Ale nie było ani jednej pieśni o sławie polskich dragonów pancernych i husarzach, którzy swymi piersiami bronili stepów ukraińskich od zagonów tatarskich. Jeden bodaj z poetów i powieściopisarzy naszych, który w Wołyniu, Podolu i Ukrainie widział kraj polskiej pracy cywilizacyjnej i organizatorsko-państwowej, a w wojnach kozackich wspomagany przez dzicz tatarską bunt barbarzyńskiego warcholstwa - to był Sienkiewicz"6. Także "Expressowi Pomorskiemu" przypadł do gustu utrwalony na kartach książki wizerunek: "jak wiadomo wracają "Dzikie Pola" do dziejów odrodzonej Rzeczpospolitej. Wracają w mniejszej grozie obrazowej, ale za to z większym niebezpieczeństwem politycznym. Zniknął ich tylko romantyczny czar opisany mistrzowskim piórem Sienkiewicza"7.

Na wzajemnych kontaktach już na wstępie zaważyło wspólne dążenie do zawładnięcia terenami Galicji Wschodniej. W późniejszych latach często powracano do wydarzeń wojny polsko-ukraińskiej. "Obrona Ludu" przypominała krwawe wydarzenia i pisała o spalonych przez stronę ukraińską siedmiu nagich żołnierzach polskich, owiniętych dodatkowo drutem kolczastym8. "Dzień Pomorza" zmniejszał liczbę ofiar do pięciu, jednak bardziej wnikał w drastyczne szczegóły: "mordercy znęcali się nad Polakami, a następnie półprzytomnych z pokrajanymi członkami powiesili za nogi w stodole, którą po tym podpalili"9. Natomiast "Słowo Pomorskie" zamieściło wiersz poetki, ś. p. Maryli Wolskiej, której syn zginął w 1919 roku w walkach z ukraińską armią:

 

W oczy...

Nie wtedy konał syn mój, słyszycie?!
Gdy rusiński siekł go nahaj do kości!
Nie! On wierzył, że śmierć taka, to życie
Ze swem ciałem szlak do domu wymości!
I nie wtedy konał syn mój, gdy hardo, 
ku luf oczom pierś brodzącą zwróciwszy
Śnił, na zbirów swych patrzył ze wzgardą,
że z za grobu żyw powróci i mściwszy!
Gdy zeń katy łach ostatni obdarły
I rzucono w dół, nagiego jak ziarno -
Nie był on, chociaż w śmierci- umarły!
Jeszcze w ran swych ufny czerwień ofiarną.
Dziś dopiero skona syn mój! Słyszycie?!
Dziś- z druhami- wieczne zawrą go ciemnie.
Nie przyjęła śmierć krwi ceny za życie -
I śmierć wygra, jeśli padli daremnie! 
Więc nie wilcze klnę dziś tropy i żbicze
Lecz po ziemi garść się schylam i milczę.
I w okrutne jedno ciskam oblicze, 
W oczy sroższe niźli sępie i wilcze, 
Grudę tej ziemi, tej ziemi, co tłoczy 
Niepocieszone dziecka mego oczy!10

 

Niechętny obraz Ukraińców podtrzymywał także kult Orląt Lwowskich, silnie występujący w II Rzeczpospolitej. Należy zaznaczyć, iż właśnie jeden z obrońców Lwowa został umieszczony w symbolicznym Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Co więcej ,,podczas transportu zwłok do stolicy umieszczono je w tym samym wagonie pociągu, w którym sprowadzono ciało Henryka Sienkiewicza, zaś ludność entuzjastycznie witała pociąg na kolejnych stacjach. Utworzono także Cmentarz Orląt, na który przeniesiono szczątki wszystkich poległych w walkach o miasto. Powołano liczne organizacje kultywujące pamięć o bohaterstwie młodych osób, między innymi: Polski Związek Obrońców Lwowa oraz Towarzystwo Studiów nad Obroną Lwowa. Obchody rocznicy walk listopadowych miały masowy odzew obywateli Polski, przyczyniając się do wytworzenia poczucia jedności narodu. Nie bez przyczyny właśnie 22 listopada 1920 roku Marszałek Józef Piłsudski, zbiorowo uhonorował całe miasto orderem Virtuti Militari11. Niezwykle uroczysty a zarazem burzliwy przebieg miały obchody dziesiątej rocznicy boju o Lwów. Wydrukowano okolicznościowe broszury i ulotki, zaś kolej zorganizowała darmowe pociągi, przywożące gości do miasta. Christoph Mick podaje, iż "w ciągu następnych trzech tygodni nie było polskiego stowarzyszenia, dzielnicy czy szkoły, w których nie odbywałyby się okolicznościowe imprezy"12.

W tym samym czasie własne obchody zorganizowali Ukraińcy. W 1928 roku doszło do ekscesów wywołanych sprofanowaniem 1 listopada pomnika Obrońców Lwowa. Doszło wówczas do starć pomiędzy narodami oraz z policją. "Słowo Pomorskie" pisało, iż "w dzień uroczystości dziesięciolecia obrony miasta Lwowa przed hajdamackimi hordami ukraińskich siczowników, prowokująca ręka tajnej Ukraińskiej Organizacji Wojskowej spowodowała nowy rozlew krwi"13. Dodawało, iż rozwija się ona praktycznie pod okiem policji, zaś nocami szykuje się do zadania kolejnego zbrodniczego ciosu14. Według gazety, do rozlewu krwi w listopadzie 1918 roku przyczyniła się złośliwa polityka Austro-Węgier, które tuż przed rozkładem świadomie rozogniły sprawę oraz sprowadziły do Lwowa pułki rusińskie ,,wyposażając je w duże zasoby broni i amunicji"15.

Wizerunek żądnych krwi hajdamaków podtrzymywały opisy zbrodni, ukazujące się na łamach gazet. "Głos Robotnika" wspominał, iż "nad Wschodnią Małopolską, zroszoną tyle razy już krwią polską, zawisły znów ciężkie chmury. Budzi się niesyty krwi hajdamaka i ostrzy noże..."16. Często odnoszono się do drastycznych faktów, mających zdyskredytować stronę ukraińską. Rozpisywano się o masowych gwałtach i morderstwach, jakich miały dopuścić się na ludności polskiej terroryści ukraińscy. Podawano przykłady napadów i rabunków świątyń rzymsko-katolickich. Ludności polskiej Kresów Wschodnich szczególnie dawały się we znaki podpalenia folwarków. Pisano o nich często na pierwszych stronach, z oburzeniem informując o kolejnym spalonym polskim dobytku w Galicji Wschodniej: Małopolska Wschodnia w łunach pożarów. Akcja sabotażystów ukraińskich zaczyna być niepokojąca; Hajdamacy palą już całe wsie, mszcząc się na ludności polskiej17. "Dzień Pomorski" twierdził zaś, że: "Niszczenie linii komunikacyjnych, kolejowych i telefonicznych, napady na ambulanse pocztowe, podpalenia, systematyczne niszczenie dobytku ludności polskiej, profanacje pomników i cmentarzy, niegodziwy, bezmyślny mord na ś. p. Tadeuszu Hołówce, zamachy na funkcjonariuszy państwowych i działaczy politycznych - oto etapy tej podstępnej i opętańczej walki, jaką grupka ukraińskich nacjonalistów, terrorystów wydała państwowości polskiej"18.

Za zdecydowaną większością zamachów i sabotaży, zdarzających się głównie w południowo-wschodniej Polsce, lecz także w innych częściach kraju, stała Ukraińska Organizacja Wojskowa. Dążyła ona do utworzenia, drogą zbrojną, niepodległego państwa, składającego się ze wszystkich ziem ukraińskich. Zwalczała zatem zarówno władze polskie, jak i przedstawicieli Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Natomiast terytoria wchodzące w skład Rumunii, Czechosłowacji i Węgier planowała odzyskać w dalszej perspektywie19. Na początku lat trzydziestych ugrupowanie zostało włączone do powołanej w 1929 roku w Wiedniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Przywódcą partii został, przebywający stale poza granicami Polski Jewhen Konowalec. Podobnie jak UWO, w swoim programie kładła nacisk na odbudowę, a następnie obronę niezależnej Ukrainy. Ponadto akcentowała potrzebę reformy rolnej, nacjonalizacji przemysłu ciężkiego i banku, a także solidaryzm nacjonalistyczny i działalność militarną. Od 1932 roku referat bojowy OUN praktycznie połączył się z Ukraińską Organizacją Wojskową, która od tej chwili stała się wykonawczynią akcji zbrojnych planowanych w kierowniczym gronie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów20.

Działalność OUN została przybliżona pomorskim czytelnikom w relacji naczelnika Zyborskiego z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, dokonanej po śmierci Bronisława Pierackiego. Podaje on, iż działalność ugrupowania obejmowała przede wszystkim województwa zamieszkiwane przez znaczne ilości ludności ukraińskiej, czyli: lwowskie, stanisławowskie, tarnopolskie oraz część lubelskiego, a także Wołyń. Jednak zdarzały się także wypadki działalności poza wymienionymi terenami, o czym świadczy choćby napad na urząd pocztowy w Śremie w Poznańskiem. Według Zyborskiego, członkowie OUN bardzo często specjalnie umieszczani byli w legalnie działających stowarzyszeniach. Zadaniem ich była rozbudowa sieci kontaktowej oraz pozyskiwanie środków niezbędnych do prowadzenia dalszej akcji sabotażowej, np. nafty bądź prochu strzelniczego. Zakamuflowani członkowie wielokrotnie wykorzystywani byli do akcji szpiegowskich, często przy pomocy mocarstw ościennych. W podobną aferę zamieszana była niejaka Besarabowa, której sprawa szeroko komentowana była na terenie kraju21. Kierowała ona organizacją dostarczającą informacje bolszewikom. Po zatrzymaniu w 1924 roku popełniła samobójstwo w więzieniu. Prasę oburzyła postawa jej rodaków, którzy uznali ją za bohaterkę narodową. Z drugiej strony, pojawiły się także zaniepokojone głosy, że Rusini gotowi są uczynić z niej swoją świętą, męczennicę idei niepodległości. Posłowie ukraińscy zgłosili wniosek w Sejmie, ,,domagając się przeprowadzenia dochodzenia, mającego wyjaśnić wszystkie okoliczności śmierci zatrzymanej". Podejrzewali bowiem polskie władze, iż przyczyniły się do jej zgonu22. Badanie lekarskie jednak oczyściły atmosferę, albowiem nie wykazały śladów znęcania się nad Besarabową23.

Skrajne organizacje, ze zrozumiałych względów miały jak najgorszą opinię w kraju. Postrzegano je jako wrzód narosły na "ciele miejscowego społeczeństwa ruskiego". Są one wyrazem anarchicznych skłonności społeczeństwa ukraińskiego oraz jego niskiego poziomu rozwoju cywilizacyjnego24. Niepokojący jest fakt, iż skrajne ugrupowania z łatwością i niezwykłą otwartością proklamują niechęć do Rzeczpospolitej. Prowokacyjnie głoszą swój wrogi stosunek do kraju25. Zapowiadają zarazem oderwanie południowo-wschodniej części Polski i przyłączenie ich do pozostałych terenów ukraińskich, "wyrwanych" w podobny sposób innym państwom: Rumunii, Węgrom, Czechosłowacji i ZSRR26. Nie ustają więc przygotowywane przez nie akcje zbrojne oraz agitacja w społeczeństwie ukraińskim. Próbują tym samym stworzyć warunki do powszechnej rewolucji o ostrzu skierowanym przeciw Rzeczpospolitej. Szerzą zatem wśród swoich członków separatyzm narodowy oraz nienawiść do wszystkiego, co polskie, zaś ich organizacje szybko rosną w siłę27. W 1937 roku obawy te miały się ziścić. "Obrona Ludu" donosiła wówczas, że Ukraińcy przygotowywali zbrojne powstanie przeciw państwu polskiemu. Ugrupowanie, planujące militarne wystąpienie ,,określające się mianem Ukraińskiego Narodowego Ruchu Kozackiego, współpracowało z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów". UNRK przygotowany miał całą strukturę hierarchiczną. Na jej czele stał były pułkownik wojsk Pawła Skoropadskiego, Jan Wołoszyn, używający tytułu atamana koszowego, sztab jego tworzyli zaś atamanowie okręgowi. Wszyscy członkowie organizacji podzieleni byli na sotnie, dziesiątki i piątki. Gazeta podsumowywała, iż ujawnienie planów powstania przeciw Rzeczpospolitej wywarło w społeczeństwie piorunujące i przygnębiające wrażenie. Stanowią one dowód rozzuchwalenia się ukraińskich żywiołów irredentystycznych28.

Grupy dywersyjne szczególnie często atakowały w 1924 i 1930 roku. Należy jednak podkreślić, iż w pierwszym przypadku zbrodnie miały miejsce na całym obszarze Kresów Wschodnich, ponieważ znaczny, jeśli nie decydujący udział w krwawych przedsięwzięciach miały komunistyczne bojówki, przenikające na teren Polski przez nieszczelną wschodnią granicę. Niewątpliwie działalność ich znalazła w społeczeństwie ukraińskim liczne grono zwolenników. Wspomagana zresztą była przez Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy. Napady miały miejsce tak często, że zaczęto je postrzegać już nie jako incydentalne przypadki, lecz jako element wojny partyzanckiej skierowanej przeciw państwu: "nie są to napady bandytów i rabusiów, ale jest to zorganizowana partyzantka ludności białoruskiej i ukraińskiej kierowanej z Moskwy"29. Grupy zbrojne posiadały bardzo dobrze zorganizowany wywiad, który sprawiał, iż napady kierowane są tam, gdzie się ich można najmniej podziewać30. Powodowały one, iż autorytet Rzeczpospolitej upadał z każdym dniem, kolejnym aktem zbrojnym. Na terenach południowo-wschodnich zapanowała psychoza strachu. Ludność w panice przenosiła się do miast, pozostawiając swój dobytek na pastwę terrorystów31. Ostatecznie miarka się przebrała, choć nie dokonało to się w Galicji Wschodniej. Decydującym wydarzeniem była publiczna chłosta wojewody poleskiego, miejscowego biskupa i komendanta policji w dniu 24 września 1924 roku. Władze państwowe podjęły wówczas radykalne kroki. Miejscowych dowódców okręgów wojskowych wyposażyły w specjalne pełnomocnictwa, a następnie powołały na wniosek ministra spraw wojskowych, gen. Władysława Sikorskiego, Korpus Ochrony Pogranicza32. Korpus był samodzielną jednostką administracyjną, podporządkowaną pod względem "personalnym, organizacyjnym, operacyjnym i wyszkolenia Ministerstwu Spraw Wojskowych, zaś pod względem ochrony granic i budżetu - Ministerstwu Spraw Wewnętrznych33. Nowa formacja dosyć szybko opanowała sytuację i następny rok przyniósł zmniejszenie liczby bandyckich napadów. Za sprawą aktywnego przeciwdziałania rządu, uważało "Słowo Pomorskie", terroryści przechodzą wręcz do defensywy34.

Ponownie Ukraińcy powstali w 1930 roku, ale tym razem bez pomocy bolszewickich bojówek. Rok wcześniej utworzono Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, która energicznie zabrała się do organizowania antypolskich rozruchów. Rozpoczęły się planowe morderstwa i czystki polskich osadników, niszczenie mienia i podpalenia domostw. Prasa nieustannie alarmowała o kolejnych krwawych atakach ukraińskich grup i zadawała pytanie, "kiedy to się skończy", na które wszyscy Polacy chcieli poznać odpowiedź35. Działalność skrajnych rusińskich nacjonalistów wyliczono na siedem milionów złotych i domagano się wydania zdecydowanych rozporządzeń, normujących położenie Kresów Wschodnich36. Do interwencji państwa doszło na rozkaz Józefa Piłsudskiego. Rozpoczęła się wówczas tzw. pacyfikacja, trwająca od 16 września, do 30 listopada 1930 roku. Zastosowano działania represyjne, aresztowano 30 byłych posłów ukraińskich i licznych mniejszościowych działaczy narodowych, rozwiązano trzy gimnazja oraz organizację młodzieżową "Płast", zdominowaną przez nacjonalistów. Do pomocy lokalnym siłom policyjnym skierowano wojsko, które dokonywało rewizji w siedzibach ukraińskich organizacji i domach rusińskich aktywistów. W przypadku oporu stosowane były środki tzw. rewizji dokuczliwej, np. polewano mąkę naftą37. Mieszkańcy Galicji Wschodniej z radością przyjęli pojawienie się armii, natomiast, jak podawał "Dzień Pomorski", wśród osób, popierających akcję sabotażową, dało się zauważyć przygnębienie38. Ludność polska entuzjastycznie zareagowała na przybycie oddziałów wojskowych, przeznaczonych do walki z wywrotowcami. "Stanowcze i energiczne zarządzenia władz rządowych, aby przywrócić spokój w Małopolsce Wschodniej i położyć kres zbrodniczej działalności bojówek ukraińskich, spotkało się z uznaniem wśród ludności kresowej" 39. Przybycie armii polskiej na południowo-wschodnie tereny przyczyniło się do podniesienia morali w społeczeństwie ukraińskim. Spontanicznie, na własną rękę zaczęli organizować samoobronę przed napadami, "samorzutnie uzbrajali się w widły", aby bronić swych, zagrożonych przez terrorystów domów40. Ponadto zarząd okręgowy dyrekcji szkół ludowych wezwał szkoły do wzmożenia pracy oświatowej, któraby "wzmocniła ducha wsi kresowej i była godną odpowiedzią na zaborcze odpowiedzi obcych"41.

Sytuację podczas pacyfikacji w południowo-wschodniej Polsce "Słowo Pomorskie" charakteryzowało także za pomocą karykatury. Nad wiejskim krajobrazem przedstawiona jest postać ukraińskiego hajdamaki, trzymającego w rękach nóż i pochodnie.

Karykatura nr 1. W Małopolsce Wschodniej krew i pożoga.

karykatura ukraińca

Źródło: "Słowo Pomorskie", 1930, nr 249 (26.10.1930), s. 5.

 

Pacyfikacja niewątpliwie zapobiegła dalszym atakom na ludność polską, jednakże jeszcze bardziej pogorszyła stosunki między narodami. Także dzisiaj w historiografii ukraińskiej owe wydarzenia przedstawia się zdecydowanie negatywnie. Mykoła Kuczerepa pisze, iż "dyktaturze sanacji przy pomocy metod ekstremistycznych udało się na pewien czas zaprowadzić w Galicji i na innych ziemiach zachodnioukraińskich "porządek"42.

Natomiast znany ukraiński historyk, Jarosław Hrycak, konkluduje, iż pacyfikacja jest przykładem łamania praw mniejszości narodowych w Polsce. Jednak "najbardziej odrażający w całej pacyfikacji był fakt, że zastosowano zasadę zbiorowej odpowiedzialności całej wspólnoty ukraińskiej za działania konkretnych jej przedstawicieli. Zgodnie z tą logiką, bycie Ukraińcem oznaczało bycie elementem niepewnym politycznie"43.

Ugrupowania terrorystyczne swoją podstawę oparły przede wszystkim na młodzieży wśród której zbrojna walka znalazła największy odzew i poparcie. Chociaż prasa przytaczała też przypadki werbowania dzieci od lat dziewięciu począwszy44. Organizacje dążyły do zawładnięcia umysłami młodych ludzi, aby skierować ich do walki z Polską45. Gazety przywoływały wiele przykładów negatywnego postępowania rusińskich uczniów, głównie ukraińskich gimnazjów. Zajęciem ich, w oczach prasy, było prowadzenie antypaństwowej propagandy, w tym kolportowanie niedozwolonych pism wzywających ludność Galicji Wschodniej do oporu wobec kraju. Stosowali oni ponadto metody sabotażu, dopuszczając się aktów wandalizmu na mieniu publicznym, np. niszczenie słupów telefonicznych46. Wciąganiu dzieci i młodzieży do antypolskiej działalności sprzeciwiali się nauczyciele akademiccy i gimnazjalni, którzy codziennie zmuszeni byli stykać się z terrorystycznymi spiskami wychowanków. Doszło nawet do paradoksu, zdaniem prasy, że pedagodzy musieli zbroić się z obawy przed atakami swoich podopiecznych. Ukraińska Organizacja Wojskowa wydała bowiem rozporządzenie, aby zwalczać ugodowe jednostki, stojące na gruncie wierności państwu polskiemu47. Zdarzały się zabójstwa i tajemnicze zaginięcia niewygodnych dla ukraińskich bojowników świadków i działaczy społecznych48. Ofiarą przeniesienia zbrodniczej polityki na stosunki wewnętrzne było zabójstwo byłego oficera ukraińskiej armii i dyrektora gimnazjum ruskiego, który odżegnywał się od wywrotowej działalności, prowadzonej przez skrajne ugrupowania. Do jego śmierci przyczyniło się 23 młodych Ukraińców49. Zbrodnię potępił Andrzej Szeptycki, żałując, że "zabijają zdradliwym sposobem największego patriotę, zasłużonego przez wszystkich przyjaciela, opiekuna i dobrodzieja ukraińskiej młodzieży. Zabijają bez jakiejkolwiek przyczyny, chyba jedynie dlatego, że im się nie podoba działalność wychowawcza zmarłego. Ona była przeszkodą w zbrodniczej akcji wciągania młodzieży szkół ukraińskich w podziemną robotę". Zdaniem metropolity, nacjonaliści ukraińscy powinni także zgładzić wszystkich biskupów, albowiem oni od zawsze sprzeciwiali się podobnym metodom i twierdzili, że "kto demoralizuje młodzież, ten jest zbrodniarzem i wrogiem narodu"50. Przystępowanie studentów do organizacji, powodowało, iż zakładali oni lokalne komórki terrorystyczne w miejscach nauki. Najwięcej młodzieży wyjeżdżało na studia do stolicy, Krakowa i Poznania, gdzie wśród licznej mniejszości ukraińskiej z łatwością funkcjonować mogły grupy zbrojne. Co pewien czas władze dokonywały przeszukań akademików, znajdując zakazane ulotki i pisma oraz broń i materiały wybuchowe. Podczas rewizji domów studenckich Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie odkryto nawet długo poszukiwaną drukarnię, w której powielano wiele nielegalnych wydawnictw. Gazety donosiły wówczas o likwidacjach wojskowych ugrupowań i aresztowaniach ich członków. Ponadto studenckie organizacje antypaństwowe podtrzymywały ożywione kontakty z podobnymi na terenie całego kraju, a także na zagranicznych uniwersytetach, dokąd także licznie wyjeżdżali młodzi Ukraińcy. Głównie udawali się do Pragi, Berlina oraz Wolnego Miasta Gdańska51. Bardzo często wyjazd na studia poza Galicję Wschodnią i Wołyń był traktowany przez OUN jak wybieg taktyczny, mający na celu zmylenie czujności władz. Na macierzystym terenie bowiem organy śledcze i prewencyjne wykazywały wzmożoną czujność i zwiększoną skuteczność, uniemożliwiając tym samym przeprowadzanie szeroko zakrojonych akcji zbrojnych52.

 


 

Zamachy na przedstawicieli państwa polskiego

Zamachy na Józefa Piłsudskiego i wojewodę Grabowskiego

Skrajnie radykalne siły ukraińskie dopuszczały się także ataków na oficjeli państwowych. W okresie międzywojennym wykonawczynią ich była przede wszystkim Ukraińska Organizacja Wojskowa oraz Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.

W przeciągu swego istnienia oba ugrupowania dopuściły się wielu zamachów na wysokich funkcjonariuszy Rzeczpospolitej. Zostały one zauważone i odnotowane przez toruńską prasę, niezależnie od reprezentowanej linii politycznej. Najszerzej komentowane były oczywiście akcje zakończone powodzeniem, prowadzące do uszczerbku na zdrowiu oraz śmierci członków polskich władz.

W 1921 roku, we Lwowie doszło do napaści na Naczelnika Państwa oraz towarzyszącego mu wojewodę lwowskiego Grabowskiego. Zamachowcem okazał się młody Ukrainiec, o nazwisku Fedak, który oddał kilka strzałów w kierunku obu mężczyzn. "Słowo Pomorskie" bardzo szczegółowo relacjonowało to wydarzenie: "Naczelnik Państwa przeszedł, wychodząc z ratusza tuż obok niego, poczym wsiadł do automobilu wraz z wojewodą lwowskim panem Grabowskim. Kiedy obaj znajdowali się już w automobilu, nieznajomy oddał kilka strzałów z rewolweru. Dwie kule przebiły okno automobilu. Skonstatowano, że jedna z nich przeszła o kilka centymetrów od głowy Naczelnika Państwa. Pierwsza kula raniła wojewodę Grabowskiego w ramię, druga w rękę. Tłum rzucił się na sprawcę, pobił go do krwi i chciał zlinczować". Sprawca liczył dwadzieścia lat i był synem popularnego adwokata, znanego z działalności w niepodległościowych ugrupowaniach ukraińskich53. Natomiast "Gazeta Toruńska" zwiększa liczbę zamachowców do pięciu osób. Po zamachu czterem towarzyszom mordercy udało się zbiec. Fedak planował zaś ucieczkę do Charlottenburga54. Prasa ujawniła ponadto, według niej zaskakujące i wiele wyjaśniające powiązania rodzinne Fedaka. Okazało się bowiem, ze jest on siostrzeńcem Mirosława Sicińskiego, mordercy namiestnika Galicji, Andrzeja Potockiego55. "Głos Robotnika" wyjaśniał natomiast czytelnikom przyczyny kroku młodego człowieka: "wiadomość o strzałach we Lwowie, skierowanych zbrodniczą ręką ukraińskiego fanatyka do Naczelnika Państwa i wojewody lwowskiego wstrząsnęło żywcem całym społeczeństwem polskim. Opinia polska jednozgodnie potępiając zbrodniczy krok, jest również zgodną na ogół w tym, gdzie szukać należy genezy tragicznego zajścia". Pismo uważało, że wpływ na działalność ukraińskich nacjonalistów ma nieuregulowany stan prawny przynależności Lwowa i Galicji Wschodniej. Powoduje to, że "pozbawieni oparcia we własnym społeczeństwie, obficie zasilani niemieckimi markami oraz zaniepokojeni układaniem się warunków pokojowego współżycia polskiej i ruskiej ludności Galicji Wschodniej rozpoczęli rozpaczliwą agitację przeciw Rzeczpospolitej". Za jeden z jej przejawów postrzegało lwowski zamach Fedaka, "taka metoda leży bowiem zbyt silnie w tradycjach tej nieszczęsnej polityki, by ci zbankrutowani szaleńcy mogli ją odrzucić". Sądziło, że w ten sposób próbują oni zainteresować opinię międzynarodową swoimi niepodległościowymi pragnieniami i wywołać pożądany skutek. Gazeta stanowczo odrzucała owe dążenia i twierdziła, iż tym razem Ukraińcy przeliczą się w swoich rachubach, ponieważ Polska, pomimo, że dopiero mozolnie i żmudnie odbudowuje się po latach niewoli, ma dosyć sił, aby odeprzeć i przeciwdziałać wrogim poczynaniom. Apelowała do państw zachodnich o potępienie mordu jako środka walki politycznej. Podkreślała przy tym, iż każde inne stanowisko doprowadzić może do sztucznego rozniecenia wśród Ukraińców niepodległościowych nadziei, nie przyczyniając się tym samym do idei europejskiego pokoju56.

Śledztwo dotyczące zamachu Fedaka dało nieoczekiwane rezultaty. "Słowo Pomorskie" donosiło, iż w trakcie działań operacyjnych policja znalazła dokumenty dowodzące istnienia tajnego rządu ukraińskiego. Dysponował on rozbudowanymi strukturami terenowymi w okręgach i powiatach, gdzie obok komisji wojskowych, finansowych i oświatowych działały sądy doraźne. Ów rząd planował wybuch powstania, skierowanego przeciw Polsce. Ponadto posiadał on szerokie kontakty z Wasylem Habsburgiem, który po zwycięskim powstaniu miał objąć stanowisko prezydenta w niepodległej Ukrainie57.

 

Zamach na Konstantego Skirmunta

W następnym roku, napaści ukraińskiej doświadczył minister spraw zagranicznych Konstanty Skirmunt. Podczas wyjazdu służbowego do Wiednia został on obrzucony jajkami przez ukraińskich oficerów. Całe zdarzenie miało charakter propagandowy i było skierowane na zwrócenie uwagi na kwestię ukraińską. Zakończyło się ono jedynie na zniszczeniu garnituru ministra, zaś sprawcy zostali oddani w ręce austriackiej policji58.

 

Zamach na prezydenta Stanisława Wojciechowskiego

W 1924 roku na łamach prasy pojawiła się informacja o tajemniczym zamachu na prezydenta Wojciechowskiego we Lwowie. "Express Pomorski" podawał, iż "podczas jazdy powrotnej pana prezydenta z Targów do urzędu wojewódzkiego, w celu zamącenia entuzjastycznego nastroju, jaki panował w całym mieście z okazji przybycia pana Prezydenta, jakiś osobnik rzucił na Placu Mariackim pod oddział ułanów jadących za powozem pana Prezydenta, małą petardę, która zrazu wcale nie eksplodowała, dopiero naruszona kopytami końskimi poczęła wydzielać dym". Gazeta podkreślała, iż demonstracja na nikim nie wywołała najmniejszego wrażenia, a ponadto nie zmąciła wspaniałego nastroju panującego w mieście. Ponadto po przeprowadzeniu gruntownych ekspertyz okazało się, że rzucona petarda zawierała mieszaninę prochu tak niewielką, że nie zagrażała życiu i zdrowiu prezydenta. Sprawcą dla prasy był student Uniwersytetu Lwowskiego, Żyd, syjonista Stanisław Steiger. "Express" podkreślał, iż narodowość sprawcy świadczy, ze zamach nie wyszedł ze środowisk ruskich59. W podobnym stylu początkowo wypowiadało się "Słowo Pomorskie", pisząc iż była to jedynie żydowska prowokacja60. Jeszcze we wrześniu tego roku gazeta skorygowała swoje informacje, podając iż była to jednak próba zamachu na prezydenta Wojciechowskiego, dokonana przez działaczy ukraińskich. Uwolniła jednocześnie od winy podejrzewanych wcześniej Żydów. Owa niegroźna petarda, jak podawał "Express Pomorski", okazała się bombą pochodzenia rosyjskiego, zawierającą bardzo silne materiały wybuchowe61. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w grudniu 1924 roku, kiedy dziennik doniósł o aresztowaniu sprawcy Stefana Banczyszyna, narodowości rusińskiej. Należał on do komunistycznej dywersyjno-terrorystycznej grupy zbrojnej. Po próbie zabicia prezydenta rozpoczął on jako poborowy służbę wojskową, lecz ostatecznie wpadł w ręce wymiaru sprawiedliwości62.

 

Zamach na Tadeusza Hołówkę

Działania zbrojne ukraińskich nacjonalistów zradykalizowały się znacznie, po powołaniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Na początku lat trzydziestych bojówka OUN dokonała morderstwa sanacyjnego posła i zaufanego współpracownika Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Hołówki. 1 września 1931 roku gazety tłustym drukiem i dużą czcionką, na pierwszych stronach donosiły o jego śmierci. Zbrodnia została popełniona późnym wieczorem w pensjonacie S.S. Bazylianek w Truskawcu, gdzie poseł spędzał urlop wypoczynkowy. "Dzień Pomorski" informował, że do pokoju wtargnęło dwóch mężczyzn i oddało trzy strzały, z których jeden trafił w głowę, zaś dwa pozostałe w plecy. Dla pewności denatowi zadano cios sztyletem. W dalszej części artykułu wersja wydarzeń trochę się zmieniła, zaś liczba oddanych strzałów zwiększyła się do sześciu63. Pismo konkludowało, iż wiadomość o śmierci Tadeusza Hołówki w całym społeczeństwie i wszystkich ugrupowaniach politycznych wywołała przygnębiające wrażenie. Za "Kurierem Warszawskim" podawało, że zmarły należał do niestrudzonych zwolenników obozu Józefa Piłsudskiego, zaś trwałość jego poglądów spowodowała, że nawet jego polityczni oponenci darzyli go szacunkiem, ceniąc w nim "nieskazitelną szczerość przekonania, nakazującą mu iść prostą drogą do politycznego celu". Tadeusz Hołówko był "tym wyrazicielem polskiej racji stanu i interesu państwowego, który nakazywał mu jednoczenie wszystkich elementów ludności w naszym kraju w zgodnej współpracy i lojalnym porozumieniu". Jego starania zmierzające do polepszenia stosunków ludności polskiej i ukraińskiej nie spodobały się ukraińskim ekstremistom, ponieważ były one sprzeczne z odśrodkową akcją antypaństwową, prowadzoną "według planów i nakazów patronujących irredencie ukraińskiej, a wychodzących z Berlina i Moskwy"64. Z zupełnie innego powodu pozytywne słowa wyraziło o zmarłym "Słowo Pomorskie". Według niego, poseł dostrzegł fakt, iż sanacyjna polityka w stosunku do ludności ukraińskiej była całkowicie błędna: "poseł Hołówko był naszym zaciętym przeciwnikiem. Polski obóz narodowy miał w nim nieprzejednanego wroga. Mimo to nad jego trumną stwierdzamy, że w jego umyśle zaczęła świtać świadomość szkodliwości tej polityki, którą stosowała pierwsza brygada względem Ukraińców, a którą gorliwie popierał"65. W połowie października 1931 roku "Dzień Pomorski" zamieścił sensacyjne wiadomości, iż "zbrodnicze dzieło nacjonalistów ukraińskich dokonane zostało na rozkaz czynników obcych i za obce pieniądze". Rozkaz został wydany z Berlina, aby jeszcze bardziej skomplikować wzajemne kontakty Polaków z ludnością ukraińską. Zagraniczne czynniki pragnęły doprowadzić do paraliżu postępującej akcji pacyfikacyjnej i stopniowego zbliżania się narodów. Próbowały rozniecić nienawiść i zamęt wewnątrz Rzeczpospolitej i tym samym przy pomocy mordu politycznego zastopować kroki zmierzające do przygotowania gruntu pod lojalną i pokojową współpracę66. Według gazety, mord truskawiecki odsłonił "szatańskie kulisy akcji antypaństwowej wrogów naszej niepodległości, wobec której zmobilizować musimy wszelkie siły i środki, aby okiełznać ją i nakazać posłuch i narodową wolę całego kraju oraz opanować dywersję kierowaną przeciw naszemu państwu ze strony naszych wrogów". Podkreśla, iż idea państwowości polskiej i bolesna ofiara jaką na ołtarzu Ojczyzny złożył Tadeusz Hołówko wymaga, aby "hajdamaczyźnie grasującej w granicach naszego państwa położyć radykalnie kres". Dla prasy, zbrodnicze działania dywersantów ukraińskich, wspomaganych ze strony niemieckiej były wyraźnym ostrzeżeniem, któremu "trzeba przeciwstawić hart, zdecydowaną postawę i wolę całego społeczeństwa, które zwłaszcza dziś twardo i nieugięcie skupi się w jednym szeregu i nie będzie tolerowało barbarzyńskich i dzikich morderstw, godzących w autorytet naszego państwa"67.

"Dzień Pomorski" przedrukowywał również obszerne artykuły dotyczące śmierci Tadeusza Hołówki z ogólnopolskich gazet. I tak "Ilustrowany Kurier Codzienny" stwierdzał, iż " to nie po raz pierwszy w dziejach Polski hajdamacki nóż godzi w piersi tych, których serce bije gorąco dla idei współpracy i współżycia narodowego". "Dzień Polski" dodawał, że "zbrodniarze ukraińscy popełnili czyn, który może mieć bardzo głęboki wpływ na rozwój stosunków narodowościowych w Małopolsce Wschodniej, tym bardziej, że za ofiarę swych zbrodniczych instynktów wybrali jednostkę, która całą dumą i sercem pracowała ku stworzeniu pokojowego współżycia polsko-ruskiego". Natomiast "Gazeta Polska" była zbyt wstrząśnięta zbrodnią, aby dociekać przyczyn i charakteru makabrycznego czynu68.

Pomimo, iż zabójstwo Tadeusz Hołówki zradykalizowało niechętne postawy wobec mniejszości narodowych, na łamach "Dnia Pomorskiego" pojawiły się artykuły o pozytywnych krokach ukraińskich ugrupowań. Gazeta zamieściła informację o odezwie Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego, potępiające mord oraz terror w walce politycznej. Chociaż dodawała zaraz komentarz, iż tym samym UNDO stara się przerzucić winę z ogółu społeczeństwa ukraińskiego69. Wspominała o kondolencjach organizacji przesłanych na ręce wdowy oraz o udziale przedstawiciela partii w ostatnim pożegnaniu posła70. Podawała ponadto komunikat Centralnego Komitetu Ukraińskiego w Polsce: "Ohydny akt zamordowania w sposób skrytobójczy wielkiego przyjaciela Ukrainy jest dziełem wrogów zarówno narodu polskiego, jak i ukraińskiego. Śmierć ś. p. Tadeusza Hołówki pozostawi niezatarty ślad w społeczeństwie ukraińskim. Tragiczna śmierć Tadeusza Hołówki nie powstrzyma zapoczątkowanego wielkiego dzieła zbliżenia obu narodów"71. W podobnym tonie wypowiadał się wojewoda lwowski dr Różniecki, który wzywał społeczeństwo do zachowania spokoju i powagi oraz zaufania władzy, która na pewno doprowadzi do sprawiedliwości. Przestrzegał natomiast przed pochopnymi czynami, które jeszcze bardziej zaognią napięte kontakty z mniejszościami narodowymi72.

Śmierć polskiego polityka odbiła się także szerokim echem poza granicami Rzeczpospolitej. Wydarzenie to było szeroko komentowane w zagranicznej prasie, której co ciekawsze artykuły przedrukowywano w krajowych gazetach. Publicysta francuski, St. Brice, kwestie narodowościowe w Polsce komentował w paryskim "Journalu". Dziennikarz zdawał sobie sprawę, iż jednym z najpoważniejszych zagadnień w Polsce jest problem ludności ukraińskiej. Autor przypominał, że utworzenie niepodległej Ukrainy było jednym z postulatów programowych Niemiec podczas I wojny światowej. Fakt, że zamierzenia te spełzły na niczym, zaś część ziem ukraińskich dostało się pod panowanie polskie, wcale nie uspokoiło sytuacji. Okazało się bowiem, że państwa ościenne wciąż wykorzystują nadzieje ukraińskie na własną państwowość. W tym przypadku działalność rosyjska jest zgodna z niemiecką i oba kraje zmierzają do wywoływania zamieszek w Polsce, celem jej rozbicia od wewnątrz. Morderstwo Tadeusza Hołówki jest zatem czymś więcej niż zabójstwem politycznym; "jest potężną, tragiczną demonstracją rzeczywistości, ukrytej za złudami pogodzenia"73. Odmiennie zareagował "Berliner Tagebl". Korespondent niemieckiej gazety starał się oczyścić Ukraińców, zaś odpowiedzialność za nowe akty terroru w Małopolsce Wschodniej przerzucić na komunistów74. Różne postawy zajęła prasa angielska. "Times" zamieścił obszerny nekrolog, ponadto informując o zabójstwie wyraził przypuszczenie, iż sprawcy zabójstwa należeli do Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Natomiast "Manchester Guardian", określany przez "Dzień Pomorski" mianem polakożercy, właśnie ten dzień wybrał, aby zamieścić trzy antypolskie artykuły, dotyczące położenia ludności ukraińskiej w Rzeczpospolitej75.

Także Liga Narodów ustosunkowała się do truskawieckiego wydarzenia. "Dzień Pomorski" zamieścił artykuł na ten temat pod znamiennym tytułem: Popłoch w Genewie na wiadomość o potwornym mordzie". Ostatecznie, będący pod piorunującym wrażeniem, kongres mniejszości narodowych przyjął deklarację Pimonowa, posła mniejszości rosyjskiej w Polsce. Wskazywał on na istnienie nienormalnych stosunków między narodami europejskimi, a także niegodnych metod walki. Następnie w ciepłych słowach wspominał zamordowanego, z którym wielokroć miał okazję współpracować: "zmarły był posłem na Sejm, wiceprzewodniczącym instytutu mniejszościowego w Polsce. Śledził on uważnie działalność naszych kongresów i uczestniczył w nich. Akt gwałtu, popełniony na osobie Tadeusz Hołówki, który był rzecznikiem pokoju, wzruszył nas do głębi. Uważam przez to za swój obowiązek wyrazić na tym zebraniu głębokie oburzenie przeciw tego rodzaju metodom walki, przeciwnych duchowi, ożywiającemu naszą działalność w Genewie"76. Natomiast "Słowo Pomorskie" charakteryzowało zachowania delegacji ukraińskiej na forum Ligi Narodów i stwierdzało, że próbują oni zrzucić z siebie odpowiedzialność. W związku z tym nie ustają w zabiegach, aby śmierć posła przedstawić jako oznakę zaostrzania się stosunków polsko- rosyjskich77.

Prasę następnie ekscytowało poszukiwanie sprawców zabójstwa, tym bardziej, iż prowadzący śledztwo komisarz Emilian Czechowski również został pozbawiony życia. "Słowo Pomorskie" podkreślało, iż uważany był on za jednego z kierowników walki z ukraińskimi organizacjami terrorystycznymi78. "Dzień Pomorski zaś stwierdzał, iż "Ukraińcy znów rzucili rękawice Polsce". Dodawał, iż w związku ze swoją działalnością kilkakrotnie otrzymywał wyroki śmierci podpisane przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów79. Ponadto w toku czynności śledczych okazało się, iż sprawcy śmierci Hołówki dokonali w grudniu 1932 roku napadu na pocztę w Gródku Jagiellońskim. Część napastników została zabita, zaś przy zwłokach znaleziono ukraińskie czapki. Zdaniem "Obrony Ludu", w mieście był to "dzień krwi i próby"80.

 

Zamach na Bronisława Pierackiego

Ostatnim spektakularnym zabójstwem popełnionym na tle politycznym była śmierć ministra spraw zagranicznych Bronisława Pierackiego w czerwcu 1934 roku. W toku śledztwa okazało się, iż morderca Grzegorz Maciejko "Gonta"81, któremu udało się zbiec poza granice Polski, był członkiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Według ministra sprawiedliwości Czesława Michałowskiego, nie było większych nadziei na pochwycenie zbiega82. "Obrona Ludu" podkreślała, iż jest to zbrodnia przeciwko państwu i wzywała do potępienia jej nie tylko ze względu chrześcijanizm, ale przede wszystkim z powodu miłości Ojczyzny. Odrzucała podobne metody walki politycznej. Nie może mieć miejsca usprawiedliwianie zbrodni celem, w imię którego rzekomo została ona dokonana. Nie mają dla niej znaczenia motywy zabójstw. Ponieważ dla "odwiecznych zasad moralności chrześcijańskiej zbrodnia jest zbrodnią". Gazeta postulowała, aby wydać walkę "wschodniemu duchowi barbarzyństwa", niezależnie od tego pod jakimi rozwija się sztandarami partii. Wymaga od tego bowiem troska o los narodu i państwa83. "Dzień Pomorski" podkreślał, iż po raz kolejny działalność ukraińskich nacjonalistów wstrząsnęła społeczeństwem i na porządku dziennym postawiła kwestię ukraińską, której pomimo wielu starań nie udało się rozwiązać. Skomplikowana jest to bowiem sprawa, ponieważ przeważającym czynnikiem nie jest rzeczywista wola ludności ukraińskiej, lecz wyczyny nieodpowiedzialnej grupy bojowców. Źródła krwawych poczynań są nie w krzywdzie ludu czy w jakimś przemyślanej strategii, lecz tylko w ich psychice, pozbawionej zdolności realnych politycznych kalkulacji. Powoduje to, iż Ukraińcy, w opinii gazety, stawiają za priorytet wywołanie wrażenia, iż społeczeństwa polskie i ukraińskie znajdują się permanentnie w stanie wojny. Podniecać ma to nastroje wewnątrz kraju oraz podkreślać na arenie międzynarodowej mniemanie, iż oba narody nie są w stanie współżyć pokojowo84. Kierownictwo OUN za największych wrogów postrzegało nie przedstawicieli polskiej administracji, lecz Rusinów, postulujących zgodę i harmonijną egzystencję obu narodów85. Dziennik wyliczał także, co dobrego uczynił minister Pieracki dla narodu ukraińskiego oraz polemizował z oskarżeniami strony ukraińskiej. Odrzucał zarzuty polonizowania kościoła greckokatolickiego oraz likwidowania ukraińskich organizacji kulturalno-oświatowych. Wręcz przeciwnie, stawiał tezę, iż do rozwoju zorganizowanego życia społeczno-kulturalnego przyczynił się w znacznej mierze Bronisław Pieracki. Uregulował on ponadto ustawę samorządową, z "dobrodziejstw której korzystali również Ukraińcy". Wprowadzała ona zasadę, że ludność poczynając od gmin wspólnie załatwia swoje problemy86. Dla "Obrony Ludu" nie ulegało wątpliwości, iż w walce o unormowanie sytuacji politycznej organom administracji państwowej powinno pomóc społeczeństwo. Nie powinno one biernie przyglądać się rozwojowi wypadków, lecz służyć państwu oparciem, ponieważ w ich rękach znajduje się przyszłość narodu polskiego. Należy stworzyć warunki, aby mogło ono przez swój współudział przyczynić się do ugruntowania państwowości polskiej87.

Pomimo, iż właściwego zabójcy nie udało się schwytać, na ławie oskarżonych zasiadło aż 12 osób, w tym dwie kobiety. Trzech spośród nich oskarżono o zorganizowanie zamachu, reszcie postawiono zarzut pomocy w dokonaniu zbrodni. W trakcie procesu prokurator Rudnicki uzasadniał prawo Polski do województw południowo-wschodnich: "Odejść stamtąd nie możemy, nie dlatego, że procent mamy w - jednych województwach 70, a w innych 40- 50%. Gdyby odeszła stamtąd polska armia czy administracja, czy sąd, to pozostanie tam polski chłop i inteligent, polska twórczość umysłowa i literacka. Nie mówię przez to, by nie miała się rozwijać kultura ukraińska, ale kraj ten jest krajem kultury polskiej"88. Prokurator dowodził, że przedstawiciele OUN uważają, że życie i rozwój ich narodu zależy od wyeliminowania i zniszczenia polskości na spornych terytoriach. Taką politykę należy uznać za obłąkańczą i przeciwstawić się jej z całą mocą, albowiem prowadzi to do oderwania Galicji Wschodniej od Rzeczpospolitej. Natomiast "Słowo Pomorskie" przedrukowywało rozważania "Małego Dziennika" dotyczące Małopolski Wschodniej. Przewidywał on, że gdyby Polska zrzekła się tych terenów, zostałyby one rozdarte wojną domową, którą niewątpliwie wykorzystaliby bolszewicy, zagarniając owe ziemie. Musiałoby się tak stać, albowiem ludność rusińska nie jest gotowa do samodzielnych rządów. Gazeta powołując się na katolicką moralność jest jedynie w stanie, uznać fakt, iż są to tereny o mieszanym stosunku narodowościowym. Zaszłości kulturowe i historyczne sprawiły, iż stało się niemożliwe sztuczne rozdzielenie Polaków i Ukraińców. Muszą oni zatem wspólnie pracować nad swoim rozwojem i obroną przed komunistycznymi zakusami89. Gazety emocjonował sam przebieg procesu sprawców mordu. Relacjonowały każdą rozprawę, z oburzeniem donosząc o butnej postawie oskarżonych, odmawiających zeznawania w języku polskim. Proces ostatecznie zakończył się trzema wyrokami śmierci, zamienionymi następnie na dożywotnie więzienie90.

 


 

Kościół greckokatolicki

Negatywnie prasa ustosunkowywała się także do funkcjonowania kościoła unickiego. Oskarżano go o antypaństwową agitację, podżeganie do aktów terroru i pomoc bojówkom zbrojnym91. Pomawiano o komunistyczne sympatie i współpracę z bolszewikami. Powołując się na nadzwyczajne wydanie "Gazety Lwowskiej", prasa przyniosła informacje o wykryciu przez policję w ruskiej katedrze św. Jura kongresu komunistycznego. Śledztwo wykazało, że planowany był on od dawna i zjechały na niego liczne ugrupowania bolszewickie. Jednakże ogólne kierownictwo spoczywało w rękach rusińskich. W obradach brali udział członkowie, bliżej nie sprecyzowanych, konspiracyjnych organizacji ukraińskich. Aresztowanie uczestników kongresu podobno zapobiegło wybuchowi zaplanowanego powstania92.

Najbardziej znienawidzoną postacią była oczywiście głowa cerkwi greckokatolickiej, metropolita Andrzej Szeptycki, tym bardziej, że pochodził on z polskiej rodziny o ruskich korzeniach, zaś jego brat został zasłużonym generałem wojska polskiego i ministrem spraw wojskowych.. Dopiero w trzydziestym roku życia, metropolita porzucił obrządek łaciński. Ten "pochodzący z polskiej rodziny i łączący w postępowaniu swoim zuchwalstwo magnata z okresu królowiąt z przewrotnością władyki bizantyjskiego i zuchwalstwem wielmoża", uczynił to dla kariery, albowiem "na chłopach mniemał wypłynąć błękitny karmazyn polski". Nawet wyrzekł się języka przodków, karząc się odtąd nazywać Szeptyćkyjem. Nie wystarczał mu fakt, iż w bardzo krótkim czasie został wyniesiony na arcybiskupstwo lwowskie, on "chciał wypłynąć na wielkiego człowieka, chciał stać się potentatem politycznym. Od samego początku objęcia funkcji prowadził antypolską politykę. Znieprawił ruch ukraiński i rozbudził dawno zapomniane tradycje hajdamackie. Co więcej, sprowadził burzę hajdamacką na głowy i chaty chłopów polskich, a następnie tolerował wystąpienia bojówek ukraińskich, nigdy publicznie ich nie potępiając. Ponadto prowadził niekorzystną politykę religijną, całkowicie ukrainizując cerkiew greckokatolicką", kasując polskie nabożeństwa i nie powołując duchownych - Polaków, dla licznych polskich wyznawców tej religii. Jego władza, zadaniem gazety, szła nawet w sferę uprawnień materialnych, albowiem przez jego ręce przechodziły pobory dla duchowieństwa, które następnie wypłacane były księżom. Posiadł więc istotne źródło nacisku na niepokornych księży. Dla "Słowa Pomorskiego" był to niezwykły paradoks, iż za publiczne pieniądze utrzymuje się agitatorów antypaństwowych. Przekonane było, że nie będzie zgody i pojednania między narodami, jeśli z życia politycznego nie wyeliminuje się działalności Andrzeja Szeptyckiego93.

Pod koniec 1920 roku, metropolita odbył serię podróży do Rzymu, Wielkiej Brytanii, Holandii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Brazylii, Holandii, Francji i Argentyny. Podczas spotkań z wiernymi, duchownymi i politykami, oprócz kwestii religijnych starał się eksponować ukraińskie racje polityczne94. Jedną z takich rozmów przybliżał "Głos Robotnika". Andrzej Szeptycki złożył wówczas wizytę Briandowi. Jednak nic nie uzyskał, ponieważ francuski polityk wykazał solidarność z Rzeczpospolitą, oświadczając, iż Galicja Wschodnia jest wewnętrzną sprawą Polski95. Korzystna dla kraju decyzja Rady Ambasadorów sprawiła, że metropolita zdecydował się na powrót do Polski. Spotkała go jednak niemiła niespodzianka, albowiem pod wpływem negatywnych reakcji polskich środowisk nacjonalistycznych, władze anulowały mu wcześniej przyznaną wizę, zaś po przekroczeniu granicy państwa internowały go na kilka tygodni w Poznaniu. Ostatecznie po złożeniu deklaracji lojalności u prezydenta Wojciechowskiego, zezwolono mu na wyjazd do Lwowa96. "Gazeta Narodowa" wyjaśniała, iż państwo polskie nie działało w zamiarze pozbycia się dostojnika duchownego. Prześwietlając bowiem przeszłość polityczną metropolity przedsięwzięte środki były jak najbardziej usprawiedliwione: "przez kilkadziesiąt lat ciągnie się do dnia dzisiejszego jedna nieprzerwana struga zbrodni i mordów rozpętanych dzikich instynktów hajdamaczyzny i rozbestwienia poprzez życie ociekającego krwią polską metropolity. On posiał zatruty siew i wyhodował troskliwie jad walki bratobójczej"97.

Świadectwo pozytywnego działania politycznego głowy kościoła unickiego przywołuje natomiast "Dzień Pomorski" po śmierci Bronisława Pierackiego. Metropolita wówczas wydał obszerne oświadczenie potępiające popełnione zabójstwo oraz akcje skrajnych, ukraińskich nacjonalistów. Nawiązał do śmierci Babija, powtarzając, że "zbrodnia jest zawsze zbrodnią, że świętej sprawie nie można służyć z zakrwawionymi rękoma". Piętnuje także wykonawcę zamachu na ministra spraw wewnętrznych, pisząc, iż skrytobójca dokonawszy zdradliwego, podłego zabójstwa, uważać siebie może za bohatera. Chociaż popełniwszy swoją zbrodnię, uciekał jak człowiek, który wstydzi się swego postępku"98.

Nie darzonemu sympatią metropolicie Szeptyckiemu, przeciwstawiano greckokatolickiego biskupa stanisławowskiego, Chomyszyna. Zabraniał on bowiem unickim duchownym prowadzenia jakiejkolwiek agitacji politycznej na terytorium własnej diecezji. Ponadto pozytywnie ustosunkował się do przynależności Galicji Wschodniej do Rzeczpospolitej99. W swoje książce biskup, pisał "Dzień Pomorski", przestrzegał przed konsekwencjami skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego. Wzywał kler greckokatolicki, aby stał na straży porządku i lojalności. Zdaniem biskupa, musi się on przekształcić w ostoję pracy pozytywnej, "opartej na zasadach wiary i spokoju"100.

Dopełnieniem wrogiego postrzegania mniejszości ukraińskiej były zamieszczane w prasie karykatury, które ukazywały Rusinów jako krwawych hajdamaków, czyhających na życie osadników polskich i spokój na Kresach Wschodnich. Pojawiał się najczęściej w futrzanej czapce, kozackim stroju i z brodą, w rękach zaś trzymał nóż bądź bombę.


Karykatura nr 2. Ukraiński hajdamaka.

hajdamaka

Źródło: "Słowo Pomorskie", 1928, nr 274 (27.11.1928), s. 5.



Bibliografia

 

Źródła

"Dzień Pomorski", 1926-1936

"Dzień Pomorza", 1936-1938

"Gazeta Narodowa", 1923-1927

"Gazeta Toruńska" 1920-1921

"Głos Robotnika", 1920-1931

"Express Pomorski", 1924-1925

"Obrona Ludu", 1932-1938

"Rekord Ilustrowany", 1936

"Słowo Pomorskie" 1920-1939

Opracowania

Chałupczak Henryk, Browarek Tomasz, Mniejszości narodowe w Polsce 1918-1995, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 1998, ss. 323.

Hrycak Jarosław, Historia Ukrainy 1772-1999. Narodziny nowoczesnego narodu, Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, Lublin 2000, ss. 342.

Koko Eugeniusz, Metropolita Andrzej Szeptycki a państwo polskie w latach 1918-1939. Materiały z sesji naukowej, pod red. Tadeusza Stegnera, Wydawnictwo "Stepan Design", Gdańsk 1995, ss. 55-64.

Kuczerepa Mykoła, Polityka narodowościowa Drugiej Rzeczpospolitej wobec Ukraińców w latach 1919-1939, [w:] Polska-Ukraina: trudne pytania. T. 1-2, pod red. Romualda Niedzielko, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Związek Ukraińców w Polsce, Warszawa 1998, ss. 29-46.

Matelski Dariusz, Ukraińcy i Rusini w Polsce 1918-1935, Wydawnictwo Inter-Arpress, Poznań 1996, ss. 77.

Mick Christoph, Kto bronił Lwowa w listopadzie 1918 roku? Pamięć o zmarłych, znaczenie wojny i tożsamość narodowa wieloetnicznego miasta, [w:] Tematy polsko- ukraińskie, pod red. Roberta Traby, Wspólnota Kulturowa Borussia, Olsztyn 2001, ss. 56-79.

Roszkowski Wojciech, Najnowsza historia Polski 1914-1945, Świat Książki, Warszawa 2003, ss. 688.

Tomaszewski Jerzy, Mniejszości narodowe w Polsce, Editions Spotkania, Warszawa 1991, ss. 58.

Torzecki Ryszard, Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923-1929, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989, ss. 468.

Artykuły

Pepliński Wiktor, Międzywojenna prasa pomorska jako źródło do badania lokalnej kultury politycznej, "Kwartalnik Historii Prasy Polskiej", 1982, nr 3-4, s. 157-163.

Pepliński Wiktor, Organizacja i funkcje prasy lokalnej (na przykładzie woj. pomorskiego 1920-1939), "Kwartalnik Historii Prasy Polskiej", 1980, nr 2, s. 63-71.

Pepliński Wiktor, Prasa toruńska, w latach 1920-1939, "Zapiski Historyczne", 1983, t. 48, z. 3, s. 143- 173.

Radziejowski Janusz, Ukraińcy i Polacy - kształtowanie się wzajemnego obrazu i stereotypu, "Znak", 1984, nr 11/12, s. 1468-1486.

Stawecki Piotr, Korpus Ochrony Pogranicza, "Przegląd Historyczno - Wojskowy", 1996, nr 1, s. 207-217.

 


Przypisy

1 W. Pepliński , Prasa toruńska w latach 1920-1939, "Zapiski Historyczne", 1980, t. 48, z. 3, s. 144.

2 Idem, Międzywojenna prasa pomorska jako źródło do badania lokalnej kultury politycznej, "Kwartalnik Historii Prasy Polskiej", 1982, nr 3-4 s. 158.

3 Idem, Organizacja i funkcje prasy lokalnej (na przykładzie woj. pomorskiego 1920- 1939), "Kwartalnik Historii Prasy Polskiej", 1980, nr 2, s. 67.

4 Idem, Międzywojenna prasa pomorska., s. 157.

5 J. Radziejowski, Ukraińcy i Polacy - kształtowanie się wzajemnego obrazu i stereotypu, "Znak", 1984, nr 11/12, s. 1473.

6 B. a., Kresy i narodowość II, "Słowo Pomorskie", 1930, nr 156 (11.07.1930), s. 3.

7 B. a., Do pnia i do korzenia wypalmy prowokacyjną akcję sowiecką na kresach, "Express Pomorski", 1924, nr 11 (25.05.1924), s. 1.

8 B. a., 7 nagich żołnierzy owiniętych drutem kolczastym spalili Ukraińcy, "Obrona Ludu", 1937, nr 142 (02.12.1937), s. 2.

9 B. a., Bestialscy Ukraińcy spalili żywcem 5 żołnierzy polskich, "Dzień Pomorza", 1937, nr 253 (02.11.1937), s. 3.

10 M. Wolska, W oczy., "Słowo Pomorskie", 1930, nr 175 (31.07.1930), s. 5.

11 Ch. Mick, Kto bronił Lwowa w listopadzie 1918 roku? Pamięć o zmarłych, znaczenie wojny i tożsamość narodowa wieloetnicznego miasta, [w:] Tematy polsko- ukraińskie, pod red. R. Traby, Olsztyn 2001, s. 68-75.

12 Ibidem, s. 70.

13 B. a., Krwawe rozruchy we Lwowie, "Słowo Pomorskie", 1928, nr 254 (03.11.1928), s. 3.

14 B. a., Krew na ulicach Lwowa, "Słowo Pomorskie", 1928, nr 255 (04.11.1928), s. 3.

15 B. a., System ran otwartych, "Słowo Pomorskie", 1921, nr 228 (06.10.1921), s. 1.

16 B. a., Ukraińcy w Małopolsce Wschodniej przygotowują nowe zamachy, "Głos Robotnika", 1922, nr 145 (27.06.1922), s. 2.

17 B. a., Małopolska Wschodnia w łunach pożarów, "Dzień Pomorski", 1930, nr 218 (20.09.1930), s. 1.; B. a., Hajdamacy pala już całe wsie, "Słowo Pomorskie", 1930, nr 197 (27.08.1930), s. 2.

18 B. a., Po wyroku lwowskim, "Dzień Pomorski", 1932, nr 299 (29.12.1932), s. 2.

19 H. Chałupczak, T. Browarek, Mniejszości narodowe w Polsce 1918-1995, Lublin 1998, s. 61.

20 R. Torzecki, Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923-1929, Kraków 1989, s. 251-257.

21 B. a., Zbrodnicza działalność OUN na ziemiach Rzeczpospolitej w oświetleniu naczelnika Zyborskiego z Ministerstwa. Spraw Wewnętrznych, "Dzień Pomorski", 1935, nr 292 (17.12.1935), s. 3.

22 B. a., Tajna organizacja szpiegowska we Lwowie, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 57 (08.03.1924), s. 2.

23 B. a., Na tropie szpiegów i organizacji komunistycznych, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 64 (16.03.1924), s. 3.

24 B. a., Co się dzieje w Małopolsce Wschodniej, "Słowo Pomorskie", 1933, nr 256 (07.11.1933), s. 3.

25 B. a., Kresy i narodowość, "Słowo Pomorskie", 1930, nr 156 (09.07.1930), s. 1.

26 B. a., Terroryzują społeczeństwo polskie, "Słowo Pomorskie", 1928, nr 167 (22.07.1928), s. 2.

27 B. a., Kresy i narodowość, "Słowo Pomorskie", op. cit., s. 1.

28 B. a., Ukraińcy przygotowali zbrojne powstanie przeciw Polsce, "Obrona Ludu", 1937, nr 40 (03.04.1937), s. 2.

29 B. a., Wojna partyzancka na kresach, "Express Pomorski", 1924, nr 145 (06.10.1924), s. 1.

30 B. a., Bezpieczeństwo na kresach, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 274 (25.11.1924), s. 1.

31 B. a., O uspokojenie Kresów Wschodnich, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 279 (30.11.1924), s. 2.

32 W. Roszkowski, Najnowsza historia Polski 1914-1945, Warszawa 2003, s. 180.

33 P. Stawecki, Korpus Ochrony Pogranicza, Przegląd Historyczno - Wojskowy, 1996, nr 1, s. 208.

34 B. a., Walka z bandytyzmem na Wołyniu, "Słowo Pomorskie", 1925, nr 208 (09.09.1925), s. 6.

35 B. a., Kiedyż to się skończy? Nowy zamach sabotażystów ukraińskich, "Dzień Pomorski", 1930, nr 217 (19.09.1930), s. 1.

36 B. a., Na 7 milionów złotych wyrządziła dotychczas szkód Ukraińska Organizacja Wojskowa w Małopolsce Wschodniej, "Słowo Pomorskie", 1930, nr 211 (12.09.1930), s. 5.

37 J. Tomaszewski, Mniejszości narodowe w Polsce, Warszawa 1991, s. 27.

38 B. a., Walka z sabotażem w Małopolsce Wschodniej, "Dzień Pomorski", 1930, nr 222 (25.09.1930), s. 1.

39 B. a., Ludność Małopolski powitała z uznaniem walkę władz z wywrotowcami, "Dzień Pomorski", 1930, nr 231 (05.10.1930), s. 2.

40 B. a., Walka z sabotażem w Małopolsce Wschodniej, "Dzień Pomorski", 1930, nr 222 (25.09.1930), s. 1.

41 B. a., Zdecydowana walka z sabotażystami ukraińskimi rozpoczęła się, "Dzień Pomorski", 1930, nr 220 (23.09.1930), s. 10.

42 M. Kuczerepa, Kuczerepa Mykoła, Polityka narodowościowa Drugiej Rzeczpospolitej wobec Ukraińców w latach 1919-1939, [w:] Polska-Ukraina: trudne pytania. T. 1-2, pod red. R. Niedzielko, Warszawa 1998, s. 33.

43 J. Hrycak,., Historia Ukrainy 1772-1999. Narodziny nowoczesnego narodu, Lublin 2000, s. 191.

44 B. a., Wspólnicy mordercy ś. p. ministra Bronisława Pierackiego przed trybunałem Rzeczpospolitej, "Dzień Pomorski", 1935, nr 268 (19.11.1935), s. 2.

45 B. a., Co się dzieje w Małopolsce Wschodniej, "Słowo Pomorskie", 1933, nr 256 (07.11.1933), s. 3.

46 B. a., Młodzież ruska przeprowadza akty sabotażu, "Słowo Pomorskie",1927, nr 211 (27.09.1927), s. 3.; B. a., B. t., "Słowo Pomorskie", 1927, nr 127 (05.05.1927), s. 2.

47 B. a., Posiew nienawiści rodzi bratobójstwo, "Słowo Pomorskie", 1934, nr 171 (29.08.1934), s. 3.

48 B. a., Krwawy terror ukraińskich hajdamaków, "Słowo Pomorskie", 1935, nr 227 (02.10.1935), s. 2.

49 B. a., OUN przed sądem, "Rekord Ilustrowany", 1936, nr 18 (27.05.1936), s. 3.; B. a., Znowu proces polityczny OUN, B. a., b. t. "Słowo Pomorskie", 1936, nr 123 (27.05.1936), s. 2.

50 B. a., "Zbrodniarze i wrogowie narodu ukraińskiego". Metropolita Szeptycki piętnuje robotę terrorystów ukraińskich, "Dzień Pomorski", 1934, nr 177 (08.08.1934), s. 3.

51 B. a., Bojowa organizacja studencka wśród studentów warszawskich, "Dzień Pomorski", 1931, nr 39 (19.02.1931), s. 10.; B. a., Ukraiński dom akademicki we Lwowie kuźnią knowań antypolskich, "Dzień Pomorski", 1932, nr 237 (14.10.1932), s. 10.

52 B. a., Wywrotowcy ukraińscy na ziemiach zachodnich, "Dzień Pomorski",1932, nr 99 (29.04.1932), s. 10.

53 B. a., Zamach ukraiński we Lwowie, "Słowo Pomorskie", 1921, nr 220 (27.09.1921), s. 1.

54 B. a., W zamachu brało udział 5 hajdamaków, "Gazeta Toruńska", 1921, nr 221 (28.09.1921), s. 2.

55 B. a., Śledztwo w sprawie zamachu, "Słowo Pomorskie", 1921, nr 221 (28.09.1921), s. 1.

56 B. a., Po zamachu lwowskim, "Głos Robotnika", 1921, nr 223 (30.09.1921), s. 1.

57 B. a., Tajny rząd ukraiński w Galicji, "Słowo Pomorskie", 1921, nr 249 (30.10.1921), s. 1.

58 B. a., Z pobytu ministra Skirmunta w Wiedniu, "Głos Robotnika", 1922, nr 120 (25.05.1922), s. 1.; B. a., Napaść Ukraińców na ministra Skimunta, "Słowo Pomorskie", 1922, nr 120 (25.05.1922), s. 1.

59 B. a., Tajemniczy zamach na prezydenta Rzeczypospolitej we Lwowie, "Express Pomorski", 1925, nr 115 (06.09.1924), s. 1.

60 B. a., Prowokacja żydowska, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 208 (07.09.1924), s. 2.

61 B. a., Więc jednak zamach na prezydenta Rzeczpospolitej, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 216 (17.09.1924), s. 1.

62 B. a., Zamach na prezydenta Rzeczpospolitej dziełem komunistów, "Słowo Pomorskie", 1924, nr 284 (06.12.1924), s. 1.

63 B. a., Poseł Tadeusz Hołówko zamordowany, "Dzień Pomorski", 1931, nr 199 (01.09.1931), s. 1.

64 B. a., Zbrodnicze strzały i sztylety wymierzone przeciw Polsce, "Dzień Pomorski", 1931, nr 199 (01.09.1931), s. 3.

65 B. a., Tragiczna śmierć, "Słowo Pomorskie", 1931, nr 201 (02.09.1931), s. 1.

66 B. a., Ukraińcy popierają Hitlera, "Dzień Pomorski", 1931, nr 236 (14.10.1931), s. 2.

67 B. a., Zbrodnicze strzały i sztylety wymierzone przeciw Polsce. "Dzień Pomorski", op. cit., s. 3.

68 B. a., Po zamordowaniu ś. p. Hołówki, "Dzień Pomorski", 1931, nr 200 (02.09.1931), s. 3.

69 B. a., UNDO umywa ręce., "Dzień Pomorski", 1931, nr 201 (03.09.1931), s. 10.

70 B. a., Cała Polska łączy się w żałobie nad trumną ś. p. Hołówki, "Dzień Pomorski", 1931, nr 200 (02.09.1931), s. 1.

71 B. a., Po zamordowaniu ś. p. Hołówki, "Dzień Pomorski", 1931, nr 200 (02.09.1931), s. 3.

72 Ibidem, s. 3.

73 B. a., Morderstwo w Truskawcu na łamach prasy francuskiej, "Dzień Pomorski", 1931, nr 202 (04.09.1931), s. 3.

74 B. a., Berlin o Ukraińcach, "Słowo Pomorskie", 1931, nr 202 (03.09.1931), s. 2.

75 B. a., Deklaracja posła Pimonowa na konferencji mniejszości narodowych z powodu mordu truskawieckiego. Śmierć ś. p. Hołówki w komentarzach prasy angielskiej, "Dzień Pomorski", 1931, nr 200 (02.09.1931), s. 10.

76 Ibidem, s. 10.

77 B. a., Na terenie Genewy, "Słowo Pomorskie", 1931, nr 201 (02.09.1931), s. 1.

78 B. a., Ukraińcy mordują., "Słowo Pomorskie", 1932, nr 69 (24.03.1932), s. 1.

79 B. a., Ukraińcy znów rzucili rękawice Polsce, "Dzień Pomorski", 1932, nr 69 (24.03.1932), s. 1

80 B. a., "Obrona Ludu", 1932, nr 146 (06.12.1932), s. 3.; B. a., "Dzień Pomorski", 1932, nr 289 (16.12.1932), s. 10.; B. a., "Słowo Pomorskie", 1932, nr 278 (02.12.1932), s. 1.

81 B. a., Jak zamordowano ś. p. ministra Pierackiego, "Obrona Ludu", 1935, nr 123 (15.10.1935), s. 3.

82 B. a., Morderca ś. p. min. Pierackiego zbiegł za granicę. Trzech jego wspólników ujęto, "Dzień Pomorski", 1934, nr 183 (11.07.1934), s. 1.

83 B. a., Zbrodnia przeciw państwu, "Obrona Ludu", 1934, nr 74 (21.06.1934), s. 1.

84 B. a., Ukraińcy a Polska, "Dzień Pomorski", op. cit., s. 2.

85 B. a., Wspólnicy mordercy ś. p. ministra Bronisława Pierackiego przed trybunałem Rzeczpospolitej, "Dzień Pomorski", 1935, nr 268 (19.11.1935), s. 2.

86 B. a., Co zdziałał minister Pieracki dla ludności ukraińskiej, "Dzień Pomorski", 1935, nr 293 (18.12.1935), s. 2.

87 B. a., Ministra Pierackiego zabili Ukraińcy, "Obrona Ludu", dodatek "Niedziela", 1934, nr 28 (15.07.1934), s. 3.

88 B. a., "Odejść stamtąd nie możemy", czyli prawo Polski do ziem południowo-wschodnich, "Obrona Ludu", 1936, nr 1 (02.01.1936), s. 3.

89 B. a., My i Ukraińcy, "Słowo Pomorskie", 1935, nr 271 (23.11.1935), s. 3.

90 B. a., Proces o zabójstwo ministra Pierackiego, "Słowo Pomorskie", 1935, nr 270 (22.11.1935), s. 2.; B. a., Roman Myhal - pierwszy oskarżony zeznaje po polsku, "Słowo Pomorskie", 1935, nr 273 (25.11.1935), s. 2; B. a., Trzy wyroki śmierci w procesie o zabójstwo min. Pierackiego, "Słowo Pomorskie", 1936, nr 11 (15.01.1936), s. 2.

91 B. a., Aresztowanie księdza unickiego, "Słowo Pomorskie", 1930, nr 237 (12.10.1930), s. 2.

92 B. a., Wykrycie kongresu komunistycznego we Lwowie, "Słowo Pomorskie", 1921, nr 250 (01.11.1921), s. 1.

93 B. a., Metropolita ruski Szeptycki, "Gazeta Narodowa", 1923, nr 25 (02.09.1923), s. 3.; B. a., Metropolita Szeptycki przeciw Polsce, "Słowo Pomorskie", 1938, nr 28 (05.02.1938), s. 1.

94 E. Koko, Metropolita Andrzej Szeptycki a państwo polskie w latach 1918-1939, [w:] Metropolita Andrzej Szeptycki. Materiały z sesji naukowej, pod red. Tadeusza Stegnera, Gdańsk 1995, s. 57.

95 B. a., Briand a sprawa Małopolski, "Głos Robotnika", 1921, nr 255 (08.11.1921), s. 1.

96 E. Koko, Metropolita.s. 57.

97 B. a., Metropolita ruski Szeptycki, "Gazeta Narodowa", op. cit., s. 3.

98 B. a., "Zbrodniarze i wrogowie narodu ukraińskiego. Metropolita Szeptycki piętnuje robotę terrorystów ukraińskich, "Dzień Pomorski", 1934, nr 177 (08.08.1934), s. 3.

99 D. Matelski, Ukraińcy i Rusini w Polsce 1918-1935, Poznań 1996, s. 55.

100 B. a., Jeszcze czas aby rozpocząć współżycie polsko-ukraińskie, "Dzień Pomorski", 1933, nr 30 (07.02.1933), s. 4.

 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!