Wybrane artykuły z działu Muzyka

Poniżej znajduje się szereg odnośników do serwerów z muzyką w formacie MP3. Ze względu na przepisy prawne (w szczególności prawo autorskie) serwisy mogą być czasowo niedostępne. Wymienione tutaj archiwa należą do największych i najpopularniejszych w ...

Na naszej stronie znajdą Państwo bezpłatne dzwonki/melodie do telefonów komórkowych. Są to oczywiście melodie z rosyjskich piosenek i utworów. W przeciwieństwie do 99% stron oferujących dzwonki na telefony my nie pobieramy żadnych opłat za ...

Piotr Ilicz Czajkowski (1840-1893) Muzyczny geniusz, mistrz paradoksu i bohater narodowy. Tak można w kilku słowach podsumować życie najpopularniejszego i największego rosyjskiego kompozytora, Piotra Ilicza Czajkowskiego. Przez całe swe życie ...

Duchową treść muzyki można ocalić tylko zaprzeczając jej uczuciowej treści Hanslick    Niezwykle trudno jest zamknąć życie człowieka w jakiś wyznaczonych ramach, na kilku stronach... Zadanie to wydaje się być jeszcze trudniejszym, ...

Dymitr Szostakowicz urodził się 12 (25) września 1906 roku w Sankt Petersburgu. Jego ojciec, z wykształcenia inżynier był miłośnikiem muzyki, natomiast matka grała na pianinie. Co ciekawe, Szostakowicz w przeciwieństwie do wielu wybitnych ...

  Modest Pietrowicz Musorgski urodził się 21 marca 1839 roku w Kariewie, w pskowskiej guberni. Pochodził z bogatej rodziny, której korzenie sięgały dynastii Rurykowiczów. Za namową rodziców Musorgski wstąpił do szkoły wojskowej w ...

Na tej stronie znajdą Państwo libretta niektórych oper Piotra Ilicza Czajkowskiego. Zdecydowaliśmy się zamieścić je tutaj gdyż ich poszukiwania w Internecie są dosyć żmudne i długie. Zapraszamy więc do ściągania tekstów oper z nasze strony!

Włodzimierz Semionowicz Wysocki urodził się 25-go stycznia 1938 roku w Moskwie. Matka - Nina Maksymowna Wysocka (ur. 1912) była z wykształcenia tłumaczem z języka niemieckiego, zaś ojciec - Semion Władimirowicz Wysocki (ur. 1915) był pułkownikiem ...

Zamieszczone tu pliki udostępnione zostały przez autora strony http://vv.uka.ru i znajdują się na jej serwerach (czasami są niedostępne - należy spróbować później!)   Piosenki Wysockiego w formacie MP3 Lp.TytułMP3TekstMB ...

Песня автозавистника Произошел необъяснимый катаклизм:Я шел домой по тихой улице своей —Глядь, мне навстречу нагло прет капитализм,Звериный лик свой скрыв под маской "Жигулей"!Я по подземным переходам не пойду:Визг тормозов мне — как ...

Twórczość Władimira Wysockiego i Bułata Okudżawy zasługuje na szczególne miejsce w historii literatury XX wieku. Poeci ci posługując się nowatorskimi sposobami przekazu treści, potrafili dotrzeć do serc i dusz milionów odbiorców. ...

Bułat Okudżawa urodził się 9 maja 1924 roku w Moskwie. Jego ojciec był Gruzinem, zaś matka Ormianką. Oboje zajmowali wysokie stanowiska partyjne. Od 1934 r. rodzina Okudżawów mieszkała w Niżnim Tagile. Ojciec awansował na stanowisko pierwszego ...

W związku z tym, że współczesna rosyjska muzyka jest niemal zupełnie nieznana w Polsce, pragnę napisać kilka słów by przybliżyć przeciętnemu Polakowi zespoły i piosenki rosyjskich wykonawców. Faktem jest, że do naszego kraju docierają ...

Grupa 5'nizza jest niewątpliwym objawieniem ostatnich lat na muzycznej scenie Ukrainy i Rosji. Duet ten zdołał wspiąć się na szczyt popularności bez dostępu do wielkich pieniędzy, bez znajomości, teledysków i reklamy. 5'nizza ...

O grupie Okean Elzy w Polsce słyszało niewiele osób, a szkoda. Z całą pewnością warto jest zapoznać się z twórczością tego najpopularniejszego ukraińskiego zespołu, zwłaszcza, że od czasu do czasu Okean Elzy gości w Polsce i na Zachodzie. Styl ...

Na tej stronie przedstawiamy pokrótce jeden najbardziej rozpoznawanych współczesnych zespołów muzycznych w Rosji - grupę Leningrad. Swoją popularność zespół Leningrad zawdzięcza przede wszystkim liderowi i założycielowi grupy - Siergiejowi ...

Chciałbym zwrócić uwagę na nieoczekiwanie fantastyczną scenę rosyjskiej muzyki  elektronicznej. Oczywiście błędem byłoby patrzeć na Rosjan jedynie przez pryzmat Tatu, skądinąd grupy przeciętnej, gdyż poza tym zespołem funkcjonuje rzesza innych ...

Polski tekst: Wyklety powstan, ludu ziemi,Powstancie, ktorych dreczy glod.Mysl nowa blaski promiennymiDzis wiedzie nas na boj, na trud.

Союз нерушимый республик свободных Сплотила навеки Великая Русь. Да здравствует созданный волей народов Единый, могучий Советский Союз !

Россия - любимая наша страна! Могучая воля, великая слава - Твое достоянье на все времена.

Tekst polski: Nie umarla Ukraina, ni chwala, ni wolnosc,Jeszcze do nas, bracia mlodzi, usmiechnie się los.Pojda precz wrogowie nasi jak rosa na sloncu,Zapanujem wreszcie, bracia, w naszym milym kraju.

Cholera
(Cholera)
Choć wszędzie czyha niewidzialny wróg.
dla społeczeństwa wirus nic nie znaczy:
cholera zwala ludzi pracy z nóg,
lecz ludzie pracy stają znów do pracy.
Zamknięty Krym, zaraza jest i tam,
sterty arbuzów palą w Astrachaniu,
ale robotnik wykonuje plan
i od maszyny nie odejdzie za nic!

Nieważny bilans poniesionych strat,
gdy w piersiach nam chęć walki wzbiera szczera!
Nie będzie drwić z potęgi Kraju Rad
jakaś niemrawo tląca się cholera!
Zgodnym wysiłkiem pracujących mas
damy cholerze solidarny odpór!
No pasaran! Cholera nie ma szans!
Naród zarazę stłumi już w zarodku!
Wróżyłem z kart, i widząc damę trefl
rzuciłem jej dla żartu: "ty cholero!",
i nagła myśl - cholera to był blef,
walczyliśmy z chimerą, nie z cholerą!
Dziś kwestię tę przejrzałem aż do dna,
i na tym dnie dostrzegłem treści głębsze:
cholera fakt, rzecz groźna ale ta.
co ciska nas i rzuca. albo trzęsie.
Ruszymy znów na choleryczny front,
lecz walka ta nie będzie już lak prosta,
bo wredny szept ze wszystkich słychać stron:
"Panie, pan wie, cholery można dostać!"


Na górę

Mam telewizor - a żeby się zepsuł!
(Jest telewizor - podajtie tribuny)
Mam telewizor - - a żeby się zepsuł!
Okno na świat, ale coś mi tu nie gra;
okno to nie jest, przecież w okno bym nie pluł.
prędzej już drzwi, których zamknąć się nie da,
trzęsie się dom od wydarzeń i cyfr,
to Elton John, to inwazja na Cypr,
szczyt EWG, Ku-Klux-Klan, potem Żyd,
co wrócić chce, bo Izrael mu zbrzydł.
W pierwszym programie film, a w drugim balet,
"Z wizytą u was" i magazyn "Czas",
potem "Dziewczęta -- start", można oszaleć,
parada gwiazd dla mas i turniej miast.
Wszystkie zgryzoty calutkiej planety
walą z ekranu w mój mózg udręczony.
Zachód i Wschód, Oenzety, rakiety,
plus Richard Nixon z psem, dziećmi i żoną.
Mam tego dość - włączam dziennik, a w nim
dostojny gość, premier Indii czy Chin,
patrzę na gościa, a gość przez TV
wpycha się wprost do mojego M-3.
Potem się leje stal i drętwa mowa.
jedni wałcza o plon, drudzy o plan,
i znowu "Chłopcy start", można zwariować.
strzelają. skaczą wzwyż, budują ÂŔĚ.

Możesz próbować nie włączać go wcale,
Lecz telewizor dopadnie cię wszędzie,
Wciśnie ci dziennik i cztery seriale,.
i po raz setny "Jezioro łabędzie" -
wieczorem mecz: RFN będzie grać,
mecz ważna rzecz, wiec nie kładę się spać,
gram z RFN. potem waląc się z nóg
słyszę przez sen, że alkohol mój wróg.
Dyskusja, koncert, mecz, festiwal w Warnie,
na zmianę wielki pic i wielki piec,
"Chłopcy, dziewczęta - start!", i wszystko dla mnie,
w moim mieszkaniu, można się wściec!
Żona do kina mnie ciągnie w sobotę,
krzyczy, że chyba już całkiem mam dosyć,
że telewizję wynalazł idiota,
by na idiotów patrzyli idioci,
więc guzik wciskam, wyłączam, a tu
w pokoju Nixon i Georges Pompidou!
Ja chyba śnię, ale czuję, że nie:
Georges wita mnie miłym "Bonjour, monsieur!"
Wtem siedemnaście mgnień widzę Stirlitza,
spikerka ciągnie mnie z pola na stół,
dziewczęta robią start, kwadrans rolniczy, 
i określony wpływ wiadomych kół!
...Nawet w zacisznym szpitalu bez klamek,
gdzie mnie zamknięto, bym sobie odpoczął,
telewizyjne namolne programy
prześladowały mój mózg dniem i nocą -
produkcji wzrost, podorywki i siew,
kolejny gość. koncert życzeń, psiakrew,
tajfun, powodzie, batalia o plon.
żniwa w kołchozie i on, Elton John!
W świetlicy stoją trzy telewizory,
ale nie dla mnie już ekranu blask,
"Chłopcy, dziewczęta start!". Kochani moi,
jakaż to piękna rzecz nie widzieć was!

Na górę


Kozioł ofiarny
(Kazioł otpuscienija)
Był raz sobie las, nie pamiętam gdzie,
otóż w lesie tym pewien kozioł żył,
taki zwykły cap, ot - ni be, ni me,
wzorem wszystkich kóz śmierdział, jadł i pił,
snuł się kozioł po ostępach rozsiewając kozi smród,
czasem meczał, jak to kozioł, coś głupiego,
z oczu starał się zejść, słowem, robił co mógł,
żeby tylko nie czepiano się do niego.
Cicho sobie żył, cały czas się pasł,
nie potrafił ni wierzgać, ni bóść, ni gryźć,
lecz któregoś dnia zdecydował las,
że ofiarnym kozłem ma kozioł być.
Kiedy czasem wilk owcę sobie zje,
albo kilka kur zdusi cichcem lis,
kozła wzywa się, i za grzechy te
kozłu daje się parę razy w pysk,
nie sprzeciwiał się przemocy i cierpliwie znosił los,
zawsze cichy był, ofiarny i pokorny,
nawet niedźwiedź mawiał: "Chłopcy, kozioł to jest ktoś,
przywiązałem się do tej paskudnej mordy!"
Orzekł leśny sejm: kozioł to nasz skarb,
choć przygłupie to, odkupuje zło,
trzeba kozła strzec, kozioł tego wart,
i poza nasz las nie wypuszczać go!
A on sobie żył jakby nigdy nic,
tylko poczuł chęć do niewinnych psot,
zającowi chciał rogi w tyłek wbić,
Z krzaków krzyknął raz, że niedźwiedź jest łotr,
a gdy znowu brał po pysku za to, co nabroił wilk,
bo faktycznie wilk naturę ma dość podłą,
nagle spiął się kozioł w sobie i niedźwiedzi wydał ryk,
choć nie zwrócił nikt uwagi na ten odgłos.
Wkrótce cały las naszła taka myśl:
skoro wilk i lis się ze sobą żrą,
to niech rządzi ten, kto nie umie gryźć,
kozioł, jasna rzecz, kozioł, tylko on!
Kozioł słysząc to wypiął dumnie pierś,
wrzasnął: Poszli won, teraz ja tu pan,
teraz każdy mi będzie z ręki jeść,
teraz, wasza mać, mordy skuję wam!
Poodbieram przywileje, zaprowadzę nowy ład,
porozstawiam was po kątach jak należy,
żaden ssak mi nie podskoczy, żaden płaz i żaden gad,
ja ze wszystkich najważniejsze jestem zwierzę!
Oj, niejeden z was będzie ziemię gryźć,
jeśli tylko coś strzeli mu do łba,
co do grzechów zaś, wiedzcie, że od dziś
o tym, co jest złe, decyduję ja!
Był raz sobie las, nie pamiętam gdzie,
kozioł twardo w nim dzierżył rządów ster,
ostre rogi miał i spojrzenie złe,
zasmakował mu krwawy wilczy żer,
a koźlęta poszły dziarsko młodym wilkom wycisk dać,
żaden wilczek bić się z nimi nie odważy,
skoro tatuś rządzi w lesie, no to czego tu się bać,
fajnie mordę komuś skuć pod okiem władzy!
Tak to kozioł wszedł na tak zwany szczyt,
niech więc dalszy ciąg nie zaskoczy was,
niedźwiedź, ryś i dzik, borsuk, lis i wilk...
dziś ofiarnych kozłów pełen las.

Na górę

Mgła
(Tuman)
popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa mgła!
Chcesz do nich dojść, lecz niewiele masz szans,
mgła cię pochłonie, ale wiedz - kiedy przegrasz z nią,
zęby zaciśnij i idź jeszcze raz!
ref.: Zawsze i wszędzie,
nawet we śnie,
pamiętaj, że
wygrać potrafisz,
byle we mgle
wiary nie stracić,
byle we mgle
odnaleźć się!
Przez tysiąclecia mgła pomagała nam,
w jej mleczną toń nie śmiał wejść żaden wróg,
dzięki ci, mgło, ale czas dziś już nie ten sam:
tajgę nam daj, daj nam klucz do jej wrót.
ref.: Zawsze i wszędzie... itd.
Kłęby oparów mącą myśli i wzrok,
oślizgły knebel wpychają do ust,
skarby w zasięgu rąk, ale spowite mgłą -
milcząca mgła strzeże tajgi jak stróż.
ref.: Zawsze i wszędzie... itd.
Więc wszystko na nic, wszystko zostać ma tak jak jest?
Mgła będzie górą i radę nam da?
Nigdy bo wiem, że od ciepła człowieczych serc
topnieje mgła, i coś więcej niż mgła...
ref.: Zawsze i wszędzie... itd.
Na górę

Jechać lub dół dla siebie ryć
(W dorogu, żywo, ili w grob łozhys')
(Ballada z radziecko-jugosłowiańskiego filmu "Droga") Jechać lub dół dla siebie ryć -
wolność wyboru daje kat, więc wybieramy:
będziemy żyć, powoli, długo żyć,
przykuci do kierownic łańcuchami.
Niejeden z nas, choć prawdę przecież znał,
posłuchał kłamstw i dał się nabrać na nie,
lecz jakże żyć, gdy ręce skuwa stal,
i jakiż wybór może mieć skazaniec?
Ech, dano nam skosztować wolnej woli -
nadmiar wolności zwalić może z nóg:
powiemy "tak" - to będą. strzelać swoi,
powiemy "nie" - to będzie strzelać wróg..
Bierne ofiary bezlitosnej gry,
schylamy kark w oczekiwaniu ciosu,
upokorzenie szczerzy do nas kły
i nie odmieni nic naszego losu!
Ach, gdyby tak za tę ich wolność psią
choć jeden raz móc skoczyć im do krtani!
Ale łańcuchy na przegubach rąk
przypominają, żeśmy pokonani.
Porzućmy więc nadzieje nasze płonne,
do końca już wypełnił się nasz czas,
oprawcy drwią z bezsilnych i bezbronnych
nie chcemy ich wspaniałomyślnych łask!

po zwyciężonych wyciągają dłoń,
mówią o zgodzie, wchodzić chcą w układy,
Niewola? Grób? Kajdany? Ależ skąd,
możemy żyć, możemy żyć - za cenę zdrady..
pochopnie dość zwycięstwo swe święcicie,
nie wejdzie nikt w odmęty waszych kłamstw,
każecie nam męczeńskim umrzeć życiem,
lecz za to śmierć unieśmiertelni nas!



Na górę

Maderę piliśmy i rum...
(Stachanowiec)
Maderę piliśmy i rum, mieszając z bimbrem pół na pół,
i nagle alarm, wszyscy w dół - odcięło szyb,
a w szybie stachanowiec nasz, przodownik pracy - no i masz,
pod zawał trafił on, i więcej nikt. 
Były oficer, gwiazda gwiazd, ozdoba zebrań, wzór dla mas,
jak pionier gotów cały czas tyrać za trzech,.
kilofa nie wypuszczał z rąk, wyrabiał dziennie tysiąc ton,
aż wreszcie spadło mu tych parę ton na łeb.
Zjeżdżamy na dół, a nasz szef, eks-wyrokowiec, łebski człek,
powiada: - Źle, chłopaki, źle, oj, biada nam!
Uratujemy go, a on? Znów zacznie tłuc po kilka norm,
pobije rekord, a nam co? Podniosą plan.
Pracujmy z głową, nie nerwowo, po co tak szybko go ratować,
sprawdzajmy dobrze każdą piędź i cal,
służył w Tallinie przy Stalinie, a teraz przywalony ginie -
naprawdę go nam jak cholera żal.


Na górę

Łaźnia na biało
(Bańka po-biełomu)
Rozpal piec i nie żałuj ogniowi drew,
niech z kamieni rozejdzie się żar,
niechaj para wytopi mój żal i gniew,
i ten mróz, który w ciało się wżarł.
powspominam po prostu minione dni,
zimnej wody zaczerpnę na dłoń
i tatuaż z lat kultu jednostki mi
tu, na piersi, nabiegnie znów krwią.
ref.: Rozpal piec, rozpal piec, jeszcze więcej kamieni wnieś,
niech gorącym owioną mnie tchem,
może wtedy przez gardło mi zdoła przejść,
co widziałem, przeżyłem i wiem...
Ile łagrów i kopalń poznałem tam,
ile lasu tam padło, i nas...
Popatrz - profil Stalina pod sercem mam,
a tu, z prawej - Marinka en face.
Za niewinność, za wiarę w ten cały raj
rajskie życie zgotował mi sąd;
tajgę, tundrę i step po najdalszy skraj
przemierzyłem wśród śniegów i błot.
ref: Rozpal piec, rozpal piec. jeszcze więcej kamieni wnieść...

itd.

Przyszli rankiem dlaczego, czort jeden wie.
Próżno matka błagała, i brat
i powieźli z Syberii na Sybir mnie
okrągłych dwadzieścia pięć lat.

Potem w smrodzie baraków niejedną noc
w skórę znaną wkłuwaliśmy twarz,
tuż przy sercach, by słyszał ich gniewny głos -
że wciąż biją, że jeszcze są w nas.
Zostaw piec, bo gorąco wyciska łzy,
nie polewaj kamieni - już dość,
rozkrochmale się w cieple za bardzo i
niepotrzebnie opowiem ci coś...
Od tych wspomnień na nowo ogarnia lęk,
myśl się tłucze o czaszkę jak ćma -
niech więc para gorąca spowije mnie
i wypali koszmary do cna.
Tylko z NIM mnie do śmierci połączył los,
tatuażu nie zmyje już nic,
ot, miotełką brzozową w znajomy wąs
mogę sobie najwyżej go bić...
ref.: Rozpal piec, rozpal piec, jeszcze więcej kamieni wnieś.
Rozpal piec - zostaw piec...


Na górę

Przyjaciel ruszył...
(Moj drug ujechał w Magadan...)
przyjaciel ruszył - chapeaux bas! - do Magadanu, do
Magadanu,
pojechał sobie, bo tak chciał, nie na zesłanie, nie na zesłanie,
nie żeby miał szczególnie dość, nie dla efektu, nie na złość,
nie żeby nowy przetrzeć szlak,
ale ot tak, ale ot tak.
Spytacie pewnie, co za sens tak idiotycznie odmieniać życie,
przecież tam łagrów pełno jest, a w nich bandyci, a w nich bandyci,
odpowie: - Bzdura, plotki, łżą, bandyci teraz wszędzie są,
jadę, bo cel przed sobą mam:
to Magadan, to Magadan!
Sam jestem wprawdzie zdrów jak koń, też bym z ochotą wsiadł
w jakiś pociąg,
lecz Magadan? A Boże broń, mnie nie po drodze, a zresztą po co,
najwyżej pieśń zaśpiewam wam
o tym, co kumpel widział tam,
gdzie mapa pełna białych plarn,
gdzie Magadan, gdzie Magadan...
Pojechał jakby nigdy nic, i nie ma sprawy, każdemu wolno,
kolbami go nie będą bić, on nie karany, on dobrowolnie,
któż przeznaczenie swoje zna - może wyruszę więc i ja
do Magadanu - czemu nie?
By lec na dnie.

Na górę

Ach, miły Wania...
(Ach, miłyj Wania)
Ach, miły Wania - po Paryżu sobie łażę
i z całej masy paryskich wrażeń
notuję tyle, ile zanotować zdążę -
na stare lata napiszę książkę
O tym, że Wania, Wania, Wania, Wania, obaj do Zachodu,
tak pasujemy, jak pieprz do miodu!
Spotkałem trochę naszej emigracji,
wszystko rodzone tutaj, już we Francji,
ogólnie biorąc, śmieszna dość kompania,
i ty byś, Wania, był dla nich "Vanja"
A tak w ogóle, Wania, Wania, Wania, to my do Zachodu
tak pasujemy, jak pieprz do miodu!
Zaprzyjaźniłem się tu z Jacąuesem oraz z Jeanem,
z jedną Francuzką kręcę od trzech dni
i z wieży Eifela pluję Paryżanom
na te ich kapitalistyczne łby!
Walcząc o nowy układ na planecie
zadaliśmy już nawet pierwszy cios;
w paryskiej męskiej toalecie
rosyjskie słowo nagryzmolił ktoś!
Lecz prawdę mówiąc, Wania, to my do Zachodu
tak pasujemy, jak pieprz do miodu.


Na górę

Masoni z rozmaitych sfer...
(Ciużyje karbonarii)
Masoni z rozmaitych sfer wypijają sobie po sto gram
i idą knuć do swoich lóż, i wszystko maja gdzieś,
a ja w gablocie tkwię pod szkłem i grzbiet przekłuty szpilką mam,
i zejść nie mogę ani rusz, choć bardzo chciałbym zejść.
Choć wiercę się, bez przerwy tkwię w pozycji żenującej,
a dookoła roi się robactwo pełzające,
od dziecka te insekty znam, od lat tępiłem je,
nie dałem rady, no i sam trafiłem między nie.
Pod każdym napis, że to ćma, modliszka, komar albo co,
a dalej rząd, gatunek, płeć, czy gzica to czy giez,
z wieloma z nich walczyłem ja, i bardzo sobie cenię to,
bo warto rozeznanie mieć, kto jadowity jest.
Już widzę, jak naukowy świat mnie pod swą lupę bierze:
to zdarza się raz na sto lat, nieznane dotąd zwierzę!
Panowie, ja nie jestem wesz, z całą pewnością wiem,
ja jestem homo, sapiens też, ja przecież dumnie brzmię!
Nieraz mnie życie biło w twarz, nieraz łykałem gorzkie łzy,
lecz zawsze z ludźmi chciałem być na dobre i na złe,
lgnąłem do ludzi, no i masz - wśród glist, pijawek oraz wszy
spreparowany muszę tkwić, choć krew zalewa mnie.
Trzmiel mi do ucha kładzie wprost mądrości swe owadzie,
że widać taki już mój los, i nic się nie poradzi,
słyszę zjadliwy głosik gza i wredny chichot larw:
stawiał się, stawiał, to i ma -jak wszyscy, szpilę w kark!
Co jakiś czas odwiedza mnie współbraci moich byłych tłum,
podchodzą, widzą, że to ja, i cieszy ich ten fakt,
rękami macham, wiercę się, lecz na nic mój daremny bunt,
jeden mnie w plecy szpilką dźga, a potem mówi tak:
- To całkiem prymitywny stwór, tak mówiąc między nami,
dlatego właśnie wisi tu, z innymi owadami,
rozumu tyle w nim, co nic, ot, taki żywy śmieć,
więc będzie tu do śmierci tkwić, eksponat numer pięć...
- Panowie - piszczę-to nie tak, to przecież ewidentny
błąd,
niechże ktoś zorientuje się, podniesie dziki gwałt,
do jasnej ciasnej, jestem ssak, podajcież mi pomocną dłoń,
panowie, błagam, włączcie mnie choć do podgrupy małp!
To nie pomyłka, ani błąd, to rzecz zaplanowana,
bym przerwał swój wysoki lot, bym pełzał na kolanach,
i mam swój chrystusowy krzyż, i nie pomoże nikt,
i chociaż ciągle rwę się wzwyż, tkwię w otoczeniu gnid.
Właściwie szpilka nie jest zła, i nawet da się na niej żyć,
być przyszpilonym - żaden wstyd, i znośnie tu jest dość,
wszak to się lubi, co się ma, po diabła o czymś innym śnić
z kokonem nawiązałem flirt i kręcę z jedną z os...
Ja lubię towarzystwo os, nie śmierdzi od nich psiną,
poza tym podziw budzą wprost kibicią swoją zwinną,
w kokonie nota bene jest coś seksownego też;
popatrzysz, a tu taki seks, że tylko bierz i grzesz.
Ślimak odczuwa do mnie wstręt, a pszczoły, bąki oraz
robactwo wszelkie mają gdzieś i twierdzą, że to chłam,
dokoła pełno głupich mend, wszystko po uszy w gnoju tkwi
a ja kontakty chciałbym mieć z takimi jak ja sam!
Świerszczowi w mordę dałem raz, tak trochę, nie za mocno
a jakieś bydlę, pewnie giez, widziało i doniosło,
szybko zgarnęli obu nas, sprawdzili co i jak,
i wbili nam (świerszczowi też) po nowej szpilce w kark.

pająk wysysa ze mnie mózg, po ciele roją mi się wszy.
a osa pyta kiedy ślub, chce złożyć parę jaj,
niech wreszcie coś się zdarzy już, a potem - choć na szpilki trzy,
trzy szpilki to co prawda grób, lecz grób otwiera raj...
Gablota razem ze mną drży, gdy myślę o rodzinie;
więc szerszeń szwagrem będzie mi - a kto mi będzie synem?
Rodzina to co prawda plus, lecz truteń jako teść?
Pora zmartwychwstać, pora już, by z tego krzyża zejść!
Gdy wróg nam szpilką karki dźgał, wypruwał serce, mózg i nerw,
jakże chciał uciec każdy z nas, jak się w męczarniach wił!
Z jednako obolałych ciał ta sama nam tryskała krew.
hej, bracia, już najwyższy czas zapomnieć, kto kim był!
Za chwilę mnie tu trafi szlag, osądźcie zresztą sami;
ja, człowiek i naczelny ssak pomiędzy owadami!
Kto nas uwolni z matni tej, kto szpilkom radę da?
Hej, żuki wszystkich krajów, hej! Wyrwijmy się spod szkła!
Realizując słuszny cel zaczęliśmy zwycięski bój,
choć osy mają za złe, lecz od dziś rządzimy my!
Z pająków, pluskiew, gnid i pcheł oczyściliśmy światek swój,
muchom kazaliśmy iść precz, wytłukliśmy też wszy.
Powiem wam szczerze, nie ma co, przyjemnie jest być władzą,
i żyje człowiek jak ten lord, bynajmniej nie owadzio;
mieszkanie mam, frykasy jem, gorący biorę tusz
na mojej szpilce zaś pod szkłem ktoś inny wisi już...



Na górę

Oto i on...
(Wot eto on...)
(Piosenka z filmu
Ucieczka mister McKinleya)
Oto i on, oto i on!
Przez wieczny mrok i wieczne zło
z wezwaniem na straszliwy sąd
zszedł między nas - nie wiemy kto,
może to on, może to on,
umarły mąż nieszczęsnych żon,
rozdawca kar i rachmistrz win,
ludzkości marnotrawny syn!
Oto i on, oto i on,
nieznany gość z nieznanych stron,
jak w lipcu śnieg, jak z nieba grom,
orkiestra tusz! Oto i on!
Może to zbieg? Może to Bóg?
Może to szpieg? A może wróg?
Jaki mu los wyznaczył czas
i zesłał wprost pomiędzy nas?
Oto i on, oto i on!
Spytałem go, jaki mu cud
pozwolił przejść nicości krąg
i jaki cel przyświeca mu?
Odrzekł mi gość: ,,Ten świat to dno.
miałem już dość, rzuciłem go,
w ciszę i śmierć pragnąłem wejść,
lecz żeby wejść, szmal trzeba mieć.
i cały czas pilnują bram,
resztę już znasz chcesz, spróbuj sam.

A więc to tak, a więc to tak!
W wędrówce swej dotarł na skraj,
lecz piekło mu nie poszło w smak
i wybrał znów nasz grzeszny raj,
zobaczył dno, podniósł się z dna,
a Judasz go ograł do cna,
w sześćdziesiąt sześć, w trzydzieści trzy
sława i cześć! Kwiaty i łzy!
On był wśród gwiazd i w piekle był,
ale na czas cofnął się w tył!
A więc to tak! A więc to tak!
Orkiestra tusz! Orkiestra marsz!
McKinley - Bóg! McKinley - mag!
Zbawiciel nasz i Mesjasz nasz!
Przyjmijmy go - człowiekiem jest,
zabić się - to bez sensu gest,
pochopny czyn, i nie wart nic,
do diabła z tym - kochamy żyć!
A więc to tak, a więc to tak,
już pieje kur, nadchodzi czas,
McKinley Bóg, McKinley mag,
jest pośród nas, jest pośród nas!
Osądził, że
wieczność to chłam
i zjawił się
Przewodzić nam!
To zbawca nasz, on wszystko wie,
na nic mu hasz i LSD,
samotny zbieg z okrutnej gry,
i jak my, taki jak my...

Oto i on, oto i on,
przez wieczny mrok i wieczne zło
z wezwaniem na straszliwy Sąd
zszedł między nas - nie wiemy kto,
może to on, może to on,
umarły mąż nieszczęsnych żon,
rozdawca kar i rachmistrz win,
człowieczy syn,
człowieczy syn...


Na górę

Żyjemy sobie byle żyć
(My wsie żywion kak-budto...)
Żyjemy sobie byle żyć,
i w nocy nie śni nam się nic -
nie wabi nas wędrowny szlak
ni stukot kół, ni morski wiatr,
ktoś inny się w głębiny pcha,
lecz co tam ujrzy oprócz dna?
Po co ten hazard? My od lat
wolimy swój spokojny świat.
ref.: A zewsząd ogniem zioną w nas huraganowym
przypadki, niespodzianki, okazje, ślepe trafy -
niektórzy pod nie nadstawili głowy,
zgarnęli wszystko albo szlag ich trafił,
nas też do walki wzywał los, lecz coś tam nam wypadło,
no a poza tym jak na złość pękło nam sznurowadło...
Pośród codziennych świństw i kłamstw
straciliśmy już ludzką twarz,
umiemy tylko łgać jak z nut
i w porę zawiązywać but...
Kłaniamy się swołoczom w pas,
żebrzemy o okruchy łask,
a gdy przed nami staje wróg,
pierwsi padamy mu do nóg.
ref.: A zewsząd ogniem... itd.
Niekiedy budzi się w nas myśl
i każe nam się wzbijać wzwyż,
nie polecimy, no bo jak,
zwłaszcza że skrzydeł jakby brak,
do chmur przydałoby się wzbić.
więc zaczynamy wódkę pić:
po wódce nas pociesza fakt,
że przecież brojler to też ptak.
ref.: A zewsząd ogniem... itd.
Gdy trzeba zwalczyć jakieś zło,
pytamy najpierw, które to,
i zadajemy taki cios,
by go nam za złe nie wziął ktoś,
lecz gdy już wiemy jak i co,
z pasją rzucamy się na zło,
i trzęsąc się o własny los
bijemy je łagodnie dość...
ref.: A zewsząd ogniem... itd.
Lubimy umywanie rąk -
popatrzcie, jakie czyste są,
więc jakże można od nich chcieć,
by nagie się zwinęły w pięść?
Mamy swój urządzony kąt,
pomału porastamy rdzą,
i wola nas cieplutki piec,
żeby z honorem na nim lec...
ref.: A zewsząd ogniem... itd.


Na górę

Pożary
(Pożary nad stranoj)
przybywa krwawych łun, narasta zły, wesoły blask,
pożary kraj spalają ogniem nienażartym i wysokim,
lecz oto już na koń wskakuje Los, wskakuje Czas -
i galop w step, pod kulę w łeb,
i tętent echo niosło w step, aż cały świat dygotał.
Kule zwęszyły żer, bezmyślne, żądne celu,
pędziliśmy co tchu, ich cienki słysząc głos,
podkowy zdarte z kopyt zostawały wśród kolein -
na szczęście je podniesie ktoś,
pobłogosławi los.
Piana i krew plamiły końskie uzdy,
lecz wciąż czerwienią barwił nas daleki poblask łun,
a wicher dął, wygarniał zwoje z mózgów
i ściskał je jak pęk oślizgłych strun.
Ucieczka - pal ją sześć, strach przed pogonią - w czorty
z nim,
Czas pędzi strzemię w strzemię, i jak dotąd mamy szczęście,
ze słońcem toczyć bój, o promień krzesać iskry z kling,
Pegaza w bok ostrogą dźgnąć, zapada mrok, cwałuje koń,
a kule coraz gęściej.
Nie widział jeszcze świat podobnej galopady,
spod kopyt pryskał żwir, i zapierało dech,
a kule wciąż pragnęły krwi, i chciały trafić, zabić,
zmądrzały, biły prosto w cel, słyszeliśmy ich śmiech.
Śmiertelna gra o klęskę lub zwycięstwo,
kto będzie szybszy, i kto kogo, kto popełni błąd?
A wicher dął, odzierał kości z mięsa,
szkieletom pęd przyjemnie chłodził skroń.
Tam w dali czeka raj, gdzie nie ma ognia, kul i ran,
i Czas jest wreszcie ze mną, wspiera mnie w szalonej jeździe
choć ziemia obiecana to złudzenie - jedźmy tam:
po stepie gnać, i szabla w garść, i z wrogiem stanąć twarz w twarz
doganiam swoje szczęście!
Udało się nam śmierć owinąć wokół palca,
i łatwowierna śmierć odeszła z miną złą,
i rój rozczarowanych kul ku innej ruszył walce,
być może kurz uda się nam zmyć rosą, a nie krwią...
Żyjemy, lecz nie wyszliśmy bez szwanku,
i nagle groźna wichru pieśń w stłumiony przeszła szept,
Czas przestrzelony, a Los ciężko ranny...
Zabitych unosiły konie w step.


Na górę

Mój czarny człowiek
(mój ciornyj czełowiek)
Mój czarny człowiek w szarym garniturze,
nomenklaturze, biurze i w cenzurze...
Złowrogi clown w coraz to innych maskach,
uderzał celnie, mocno i znienacka.
Jakże mi skrzydła podcinali chętnie,
bolało tak, że czasem chciałem wyć,
bezsilnym gniewem dławiąc się i wstrętem
szeptałem tylko: "trzymaj się, to nic..."
Myślałem sobie: "To się da przeczekać,
może odmieni się za jakiś czas",
i przyrzekałem w ważnych gabinetach,
że ja już nigdy, że ostatni raz...
A wokół mnie wzbierały jadem głosy:
"Na Zachód jeździ taki, kiedy chce!
Najwyższy czas wypędzić toto z Rosji!"
Nie wypędzili... Czemu? Czort ich wie.
Na ręce mi patrzyli i liczyli:
dacza, samochód - żyje jak ten król!
Zazdrości ktoś? To oddam w każdej chwili
trzypokojowy apartament mój!
A przyjaciele, twórcy zapoznani,
ciut pobłażliwie w górę wznosząc brew,
cedzili zwolna: - W wierszu, mój kochany,
trzeba unikać rymów "krew" i "gniew".
Wreszcie przelała się goryczy czasza
i śmierć mnie w serce uderzyła wprost.
chciała już wcześniej, tylko ją odstraszał
zadyszany i ochrypły głos.
Przed Stwórcą stanę z podniesionym czołem,
do ukrywania nie mam nic a nic,
dobrze czy źle, ale swój wóz ciągnąłem
i żyłem tak, jak się powinno żyć.
Rozróżniam też, co święte, a co podłe -
przynajmniej w to mnie wyposażył Bóg,
i jedną mam, lecz za to prostą drogę,
i nie chcę szukać żadnych innych dróg.

Na górę

Pomnik
(Moniument)
W życiuzawsze mierzyłem wysoko,
niĺ lękałem się słowa, ni kuli,
mocny miałem charakter i głos,
lecz po śmierci zrobili mi cokół
i za piętę do niego przykuli,
oblekając mnie w marmur i brąz.
Chciałbym strząsnąć to mięso kamienne,
kopniakami rozrzucić stos wieńców,
wyrwać z nogi raniący ją pręt -
ale stoję, zalany cementem,
i nie mogę poruszyć się z miejsca,
tylko dreszcz mi przebiega przez grzbiet.
Byłem twardy i żyłem naprawdę, pełną piersią,
nie wiedziałem, że w łapy im wpadnę tuż po śmierci,
upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej,
by mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.
Krewni gipsu kupili zawczasu,
pośpieszyli się z maską pośmiertną,
zanim jeszcze zatrzymał się puls,
moją twarz, wykrzywioną grymasem,
przerobili na gładką i piękną,
przykleili mi uśmiech do ust.
Póki żyłem, tępiłem i podłość, i łajdactwo,
zwykłą miarą mnie zmierzyć nie mogli, zwłaszcza własną,
i dopiero gdy zmarłem na amen - odetchnęli.
Przyszli do mnie z calówką drewnianą miarę zdjęli...
A po roku stanąłem na skwerze -
nieszkodliwy, pokorny baranek,
dzieci kwiatki zaczęły mi kłaść,
ze ślepaków strzelili żołnierze,
i dla licznie zebranych wybranych
moje pieśni rozległy się z taśm.
I patrzyłem ze swego pomnika,
jak wzruszenie ogarnia słuchaczy,
jak ze łzami błagają o bis;
tylko ktoś coś przerobił w głośnikach -
głos mój zdarty, ochrypły z rozpaczy,
w melodyjny zamienił się pisk.
Pod całunem leżałem bez ruchu - ja, nieboszczyk -
i śpiewałem falsetem eunucha - publiczności,
wpasowałem się w ramy trumienne - chodźcie, zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie - no, nareszcie!
Nie, nie dla mnie piedestał i cokół,
Komandora wezwałem na pomoc
i zrobiłem to samo co on -
tłumy gapiów uciekły w popłochu,
kiedy stopy wyrwałem z betonu,
aż spiżowy posypał się złom.
I na ziemię zwaliłem się z hukiem,
marmurowe strząsnąłem ostatki,
każdy mięsień napiąłem i nerw
krzesząc iskry popełzłem po bruku,
i w głośniki strzaskane upadkiem
wychrypiałem: "Ja żyję, psiakrew!"
 
 

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!