Goris i Tatev 

Jadąc z Yeghegnadzoru do Goris osiągnęliśmy niesłychany sukces. Otóż do naszej kolejnej Łady (tym razem Samary) do bagażnika po raz pierwszy zmieściły się wszystkie cztery plecaki. Po raz pierwszy nie trzeba było trzymać przynajmniej jednego plecaka na kolanach. Radość była tym większa, że trasa miała ponad 100km. A po drodze jak zwykle niezłe widoki:

armenia droga do goris

 

I ekologiczny transport hybrydowy, traktorowo-autobusowy:

armenia traktor

 

W Goris zameldowaliśmy się w psycho-pensjoancie, który oficjalnie nazywa się Lyova Mezhlumyan B&B. Wyjątkowość tego miejsca nie podlega dyskusji. W ogrodzie, pod blaszanym daszkiem stoi włączony telewizor, którego nikt nie ogląda, po ogródku zasuwają żółwie, co chwilę ktoś się pojawia nie wiadomo skąd i zaraz znika. Jakiś dziadek zaczął pokazywać jakiś rzekomy ewenement na pobliskim drzewie (wieczorem ten sam dziadek donosił nam paliwo rakietowe, więc może te ewenementy to jego robota). W dodatku w ciągu kilkunastu minut przerzucono nas chyba trzykrotnie z jednego pokoju do drugiego. 

armenia goris tv

armenia goris zolwie

 

Aby nie dać się przerzucic po raz kolejny do innego pokoju poszliśmy zwiedzać okolice. Największą atrakcją Goris jest tzw. skalne miasto, znajdujące się na wschodnich obrzeżach miasta:

armenia goris skaly

armenia goris skalne miasto

 

Obok skalnego miasta jest cmentarz, gdzie można zobaczyć lokalne zwyczaje. Jeśli ktoś był kierowcą to na nagrobku ma namalowaną ciężarówkę itp.

armenia goris cmentarz

 

W pobliżu Goris, kilka kilometrów na wschód, w stronę Karabachu jest jeszcze jedna ciekawa atrakcja: wiszący most nad głębokim wąwozem:

armenia goris most wiszacy

armenia goris most

 

Pomimo, że most jest nowy to nie polecam tej atrakcji osobom z lękiem wysokości, zwłaszcza, że ulubioną zabawą miejscowych chłopaków jest podskakiwanie na nim by przechodzące panny piszczały z przerażenia.

Wieczorem trafiliśmy w naszym psycho-pensjonacie na huczną imprezę. Okazało się, że kilkunastoosobowa grupa Ormian z Erewania przyjechała tam w oczekiwaniu na swojego "brata", który wracał właśnie z wojskowych szkoleń doszkalających na terenie Karabachu. Impreza trwała w najlepsze, grillowały się setki kurczaków, jednak żołnierz nie wracał. Okazało się, ze w jednostce wybuchła mina i przyjazd się opóźnił o kilka godzin. Gdy w końcu bohater dojechał wryło nas na jego widok. Spodziewaliśmy się zwinnego żołnierza, który walczy z nie-ludźmi Azerami (jak to mówią w Armenii). Przyjechał natomiast wielki spasiony rudy knur. Na wejściu wrzucił w swoje 150 kilowe cielsko z 15 kurczaków (nie przesadzam). Gdy pojadł i popił towarzystwo w ciągu pięciu minut spakowało się i ruszyło w drogę do Erewania. Widać mobilność jest w krwi Ormian. Nie wiem w jakiej formie są pozostali żołnierze Armenii, ten jednak wyglądał jak pocisk dużego rażenia albo broń taktyczna. 

Następnego dnia poprosiliśmy gospodarza naszego psycho-pensjonatu by załatwił nam Wołgę byśmy mogli pojechać w 6 osób do Tatev. A ze znanych nam armeńskich pojazdów tylko Wołga dawała szansę na pomieszczenie naszej czwórki i przygarniętego Anglika, który miał jakieś 2m wzrostu. Anglik ten, roboczo nazwany przez nas Długopisem przyjechał do Goris wraz z parką jadących do Iranu Niemców. To znaczy, pan był Niemcem, natomiast Pani była Polką tylko za wszelką cenę próbowała to ukryć i rozmawiała z nami po angielsku. No cóż, bywa i tak.

Po długich poszukiwaniach znalazł się szczęśliwiec z Wołgą. Najpierw miał nas zawieźć do stacji nowoczesnej kolejki górskiej, którą można dotrzeć wprost pod monaster Tatev. Jechaliśmy bocznymi drogami by uniknąć ew. spotkania drogówki. Kierowca chyba bardziej obawiał się nie tego, że jedziemy w szóstkę, ale reakcji władz na rozmiary Długopisa. Oto nasz wehikuł na jednym z postojów (rzekomo dla podziwiania widoków):

armenia tatev wolga

 

Po dojechaniu do stacji kolejki okazało się, że trafiliśmy na jeden z dwóch dni w roku, gdy kolejka jest nieczynna z powodu konserwacji. Z daleka widać jednak było, że kolejka zbytnio kontrastowała z tym co działo się dookoła więc nie mieliśmy dużego żalu omijając taką atrakcję:

armenia tatev kolejka

 

Tym samym nasz plan wycieczki został zmodyfikowany. Musieliśmy podjechać autem, to znaczy Wołgą pod monaster. Po drodze, na dnie doliny kierowca zatrzymał się i powiedział by zejść po schodach w dół i można się tam wykąpać. Faktycznie, w dole stał betonowy basen z drabinką. Wokół krzaki i chaszcze, trochę skał i komarów. Zrezygnowaliśmy szybko z pomysłu kąpieli. Było tam tak pięknie, że nawet nie zrobiliśmy zdjęcia. Dopiero niedawno, czytając relację Buby doznałem olśnienia, gdyż okazało się, że wystarczyło zejść po kolejnej drabince i lądowało się w jaskiniach wypełnionych wodą. No cóż, jest po co wracać. Teraz rozumiem już reakcję drivera, który zdziwił się, że nie zabawiliśmy dłużej na dole...

Klasztor Tatev to jeden z symboli Armenii i jej historii. Położony wysoko na niedostępnych skałach przez wieki opierał się najazdom ulubionych przez Ormian Turków.

armenia tatev widok

armenia tatev

 

Wnętrze Tateva jest również fascynujące. Gra świateł robi wrażenie:

armenia tatev swiatlo

armenia tatev wnetrze

 

Trafiliśmy w dodatku na chrzest lub inny podobny obrzęd. Kapłan w czarnym kapturze odprawiał modły nad grupką dorosłych osób.  pewnym momencie przerwał i zrobiło się zamieszanie. Okazało się, że wśród artykułów spożywczych złożonych na ołtarzu czegoś brakuje. Szybko doniesiono brakującą butelkę z olejem jadalnym i ceremonia była kontynuowana...

armenia tatev chrzest

 

W Okolicy Tateva naszą uwagę zwróciły jeszcze dwa pojazdy:

armenia tatev czajka

armenia tatev osiol

 

Nowoczesna kolejka linowa naprawdę tam nie pasuje...

 
 

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!