W zasadzie nie pamiętam skąd wziął się pomysł na wyjazd do Armenii. Chyba miał to być kontrast do poprzednich wakacji w Bułgarii. Jak można było wpaść na pomysł by jechać na urlop nad bułgarskie morze? Nie wiem. Sam sobie zadaję do dzisiaj to pytanie...

armenia wstep

Z pewnością ważnym czynnikiem przemawiającym za Armenią było uruchomienie bezpośrednich lotów z Krakowa do Moskwy Aerofłotu, tym samym można było kupić bilet za 1200pln w obie strony na trasie Kraków - Moskwa - Erewań (w tym czasie bezpośrednie połączenie LOTu z Warszawy do Erewania wychodziło drożej).

Tak oto Armenia miała stać się antybułgarią ale nie wiedzieliśmy czego się tam spodziewać, wszyscy dookoła opowiadali o Gruzji jak o raju na ziemi, a o Armenii mało kto wspominał, a jeśli już, to nie były to zbyt pochlebne opinie: że drogo, że nic nie ma itp, itd. Z braku czasu sami też nie przygotowaliśmy się do wyjazdu, nawet nikt nie przeczytał przewodnika, nie wzięliśmy też namiotów, bo skoro nic nie ma to po co nam namioty? Wiedzieliśmy, że jest tam koniak, jezioro Sevan, góry, monastyry, góry, koniak, Karabach, góry, szaszłyki i jeszcze raz góry. Śmiało można powiedzieć, że Armenię poznawaliśmy na żywioł, bez jakichkolwiek uprzedzeń i wyobrażeń, które mogłyby wpłynąć na naszą percepcję. 

Orientacyjna trasa naszej wycieczki:

 


Tym sposobem wieczorem 21 września AD 2012 wylądowaliśmy w Erewaniu. Pierwszą rzeczą jaka nas zaskoczyła to terminal lotniska. Po wielu doświadczeniach w prowincjonalnych lotniskach byłego ZSRR spodziewałem się post-radzieckiego baraku, gdzie bagaż wydawany jest ręcznie, a toaleta jest na zewnątrz. Otóż terminal w Erewaniu jest nowoczesny, przemyślany i zadbany. Wygląda jak na średniej wielkości lotnisku Europy Zachodniej. Europę przypomniało także to, że za taksówkę można było zapłacić uniwersalną walutą, wprawdzie nie Euro, a rosyjskimi rublami Zawsze to coś :)

Po krótkich poszukiwaniach zarezerwowanego wcześniej hostelu w centrum miasta, udało nam się ulokować w przerobionym na hostel mieszkaniu na ostatnim piętrze bloku. W sąsiednim pokoju egzystował młody Ormianin Celowo nie używam czasownika "mieszkał", gdyż ów człowiek rozmawiał bez przerwy przez telefon przez 48h naszego pobytu. Trudno powiedzieć by ktoś mieszkał skoro cały czas rozmawia przez telefon. No cóż, bywa i tak.

Standard hostelu, jak i jego otoczenie przypominało Ukrainę albo Mołdawię. Ku naszemu rozczarowaniu Azja nas nie zaatakowała. W dodatku 21 września okazał się być świętem narodowym w Armenii, przez co w ścisłym centrum miasta trwały imprezy i tysiące ludzi spacerowało po ulicach. Co gorsza, pierwsza knajpa, w której siedliśmy by spróbować miejscowego wina była bardziej europejska niż te w Berlinie, czy Paryżu. Długo musieliśmy się nachodzić by znaleźć swojskie miejsce na kolację. W końcusię udało: ogródek przysłonięty blaszaną konstrukcją, telewizor Rubin na zewnątrz i pierwsze zetknięcie z kępą traw (głownie kolendry) na talerzu:

armenia knajpa

armenia jedzenie

Dzięki tej kolacji jeden z naszej czwórki spotkał się z Azją, a właściwie to jego żołądek spotkał się z Azją. Nawet spore ilości koniaku nie przeszkodziły azjatyckiej burzy wywołującej brązowy deszcz :)


 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!