Garni i Gerhard

Następnego dnia ruszyliśmy ochoczo na zwiedzanie okolic Erewania. Na pierwszy ogień padły Garni i Gerhard. Aby tam dotrzeć należało piętnaście razy się przesiąść z busika na busik i już po godzinie byliśmy na pętli busików jadących w interesującym nas kierunku. W większości wypadków konieczne jest dopytywanie miejscowych o to, który busik jest nasz, gdyż tablice marszrutek często są pisane wyłącznie po ormiańsku. Nasze wątpliwości co do tego, czy wskazany busik jest na pewno nasz wzbudzały leżące na podłodze ogromne worki z cukrem. W sumie nie byliśmy pewni czy to busik czy ciężarówka:

armenia cukier   

Poza nami nikogo nie dziwił cukier, nawet to, że małym busiku było go z tonę. Nikogo nie dziwiło również to, że większość cukru (w worach po 50kg) zabierały ze sobą wysiadające po drodze stareńkie babuszki. 

Obciążony cukrem i pasażerami busik produkcji ZSRR, wyglądem przypominający pojazd kosmiczny z nieodbytej podróży radzieckich kosmonautów na księżyc, niespiesznie mknął po górzystej drodze w stronę Garni. Czasami rozpędzaliśmy się do zawrotnych 30km/h i chyba wyprzedziliśmy nawet jakiś rowerzystów (oczywiście obcokrajowców, bo któż z miejscowych zasuwałby na rowerze po górach?). W błędzie jest ten, kto sądzi, że przeszkadzała nam ta prędkość! Przez większość trasy za oknami roztaczają się widoki na ośnieżone zbocza góry Ararat. Nie wiedzieliśmy wówczas, że to była jedyna okazja na sfotografowanie tej pięknej góry. Otóż popołudniami Ararat często znika w chmurach. Pomimo, że byliśmy później kilkukrotnie w miejscach dogodnych do obserwacji Araratu to jednak go nie dojrzeliśmy. Tym sposobem będąc 2 tygodnie w Armenii nie mamy ani jednego zdjęcia Araratu :)

Garni to niewątpliwie piękne miejsce. Na skraju wioski znajduje się pozostałość po starożytnej twierdzy, zaś centralnym punktem jest zbudowana z bazaltu pogańska świątynia wybudowana na cześć boga słońca - Mitry. Jak widać na poniższych zdjęciach twierdza jest nadal czynna. Czego strzegą jej mury - nie wiadomo, może tych dziewic pozujących na tle świątyni :) Zwyczaje też się niewiele zmieniły: noszenie baldachimów, rydwany itp. Tylko trochę Mercedesów przybyło...

armenia garni

armenia garni baldachim

armenia garni rydwan

 

Wspomniana dziewica pozująca do zdjęcia:

armenia garni dziewice

 

A samo Garni położone jest zacnie. Takie oto widoki dookoła:

armenia garni okolica

armenia garni okolica2

 

A takie doznania można mieć z znajdującej się w pobliżu knajpy, w której można wypić nie tylko piwo Ararat, czy koniak Ararat. Można także kupić fajki Ararat i kilka innych rzeczy o nazwie Ararat. Można nawet zjeść kilka arkuszy chlebo-papieru. Otóż Armeński chleb (o ile nie jest tzw. lepioszką) to cieniutka płachta złożona z 10 razy - w sklepach sprzedawany jest w formie złożonej, w worku foliowym. Gdyby sprzedawano ten chleb w formie rozłożonej to w wielu małych wiejskich sklepikach arkusze wystawałyby przez okno. Pomimo, że ciężko się je ten chleb, to jest to jednak wyrób praktyczny: mając dwa takie arkusze, jeden można rozłożyć jako obrus na stół, a drugi można zjeść w kulturalnych warunkach :)

armenia garni knajpa

 

Kilkanascie kilometrów w górę od Garni znajduje się monaster Gerhard. Jak widać na poniższych zdjęciach jest on dośc popularnym miejscem wśród lokalnej ludności:

armenia gerhard

armenia gerhard monaster

armenia gerhard monaster2

 

W dodatku trafiliśmy na ślub, co zwiększyło jeszcze ilość odwiedzających. Szkoda tylko, że mina panny młodej nie była zbyt wesoła. Ale to może wina pana młodego.

armenia gerhard slub

 

Wewnątrz świątyni, jak i we wszystkich ormiańskich monasterach królują świeczki i surowe wnętrza:

armenia gerhard monaster swiece

 

W tym, w Gerhard dodatkową ozdobą był strumyk płynący przez wnętrze:

armenia gerhard monaster strumyk

 

Pełni wrażeń z pierwszego pełnego dnia pobytu wsiedliśmy do starej Łady, której właściciel zawiózł nas za 3000 AMD (około 7 USD) do Erewania. Zresztą taksówkarz był skłonny nas zawieźć w dowolne miejsce za 3000 AMD. Nie wiem tylko, czy jego samochód podołałby temu wyzwaniu.

Taksówki w Armenii są generalnie tanie gdyż niemal wszystkie auta jeżdżą na gaz> Nie, nie LPG, a taki gaz do kuchenek. Tankowanie trwa wieki bo gaz wtłaczany jest na specjalnych stacjach za pomocą wężyka od kuchenki. Trzeba wówczas wyjść z samochodu bo ryzyko wybuchu jest zbyt duże nawet dla Ormian. Wadą tego rozwiązania, poza stratą czasu wynikającą z półgodzinnego tankowania co 300km, jest niewielka pojemność bagażników. Nawet do dużego mercedesa wchodzą max. 2-3 plecaki. 

Zdecydowaną większość samochodów stanowią auta made in USRR: Łady i Wołgi. Zdarzają się także stare Mercedesy, ale tylko te, które mogą jeździć na gaz od kuchenek. W dodatku zachodnie samochody chyba wszystkie są po przejściach. Stacyjki większości są wyłamane, co może świadczyć o tym, że Niemiec naprawdę płakał ale nie jak sprzedawał auto, ale jak rano go nie znalazł po domem. Za pierwszym razem wywołuje zdziwienie, że kluczyk ze stacyjki może wypaść w trakcie jazdy, a silnik nie gaśnie. Po pewnym czasie nie robi to już wrażenia.  

Po powrocie do Erewania dowiedzieliśmy się czego strzegą żołnierze w Garni. Otóż chodzi o inwazję żab-mutantów. Erewań był już opanowany przez zielonych przybyszy:

armenia erewan zaba

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!