Dilijan

Kolejny ranek nie należał do łatwych, nie tylko z powodu spożytego paliwa rakietowego. Rano okazało się, że nasz barak otwarty jest na oścież i brakuje kilku przedmiotów, w tym zegarka. Rozmowa z gospodarzem obiektu była bezowocna, zwłaszcza, że ni w ząb nie znał rosyjskiego. Dopiero sprowadzony lokalny autorytet wysłuchał naszego problemu. Oczywiście wszystkie podejrzenia miejscowych skupiły się na bogu ducha winnym Armanim, ale według ichniejszej logiki gość, który nas w nocy odwiózł musiał nas okraść. Lokalny mędrzec wydumał, że jak mu powiemy jakim autem jeździł Armani to będą w stanie go zlokalizować. Po setnym tłumaczeniu, że kradzieży dokonano rano, a nie w wieczorem skapitulowałem i odpowiedziałem mu, że Armani jeździ białą Ładą. Tym samym poszukiwania zawęziły się do około 70% samochodów w Armenii. Gdy jednak pokazaliśmy im zdjęcie Armaniego na aparacie, wtedy mędrcy stwierdzili, że to jednak na pewno nie Armani nas okradł bo to równy gość. Poczułem niesamowitą ulgę gdy nie musiałem im więcej tłumaczyć, że to nie Armani jest winien zamieszania. 

Po oswojeniu się z myślą, że zegarek przepadł i oczyszczeniu Armaniego z zarzutów pojechaliśmy na północ, do Dilijanu. Oczywiście podróż zaczęliśmy od tankowania gazu do butli w bagażniku. Droga z Sevana do Dilijanu prowadzi albo przez tunel albo starą drogą przez przełęcz. W tę stronę wybraliśmy wersję z tunelem. Po jego przekroczeniu wjeżdża się w zupełnie inny świat. Dookoła wszędzie lasy, a powyżej górnej granicy lasu łąki i pastwiska. Krajobraz przypominał trochę Karpaty Wschodnie:

armenia lasy

 

Samo miasteczko Dilijan nie jest jakieś szczególnie piękne, choć w przeciwieństwie do Sevanu posiada stare centrum z kilkoma ciekawszymi budynkami.

armenia dilijan2

armenia dilijan

 

W centrum Dilijanu ulokowane jest jezioro, które w lecie pewnie służy za miejsce wypoczynkowe:

armenia dilijan jezioro

 

W Dilijanie zanocowaliśmy w pensjonacie polecanym przez Lonely Planet: Nina B&B. Ten pensjonat to nic innego jak spory dom leżący na obrzeżach miasta. Warunki całkiem fajne, dobre jedzenie podawane z paliwem rakietowym (niewielkie ilości są mimo wszystko polecane po każdym posiłku by nie spędzić reszty wakacji na desce).

Jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy w okolice, gdzie czekać na nas miała piękna przyroda i Fioletowo - wioska Mołokan, starego odłamu prawosławia, którzy mimo ówczesnych zakazów pili mleko. Trzeba przyznać, że współcześni Mołokanie różnią się strojem od innych ludzi, natomiast czy piją nadal mleko nie mieliśmy okazji się przekonać. 

Samych Mołokan nie fotografowaliśmy by nie pomyśleli, że sprawdzamy czy nie nadużywają mleka, natomiast trzeba stwierdzić, że ich wioska położona jest uroczo:

armenia molokanie

armenia okolice dilijanu

armenia okolice dilijanu2

Na jednym ze zdjęć widać malowniczo położoną linię kolejową. Niestety, podobnie jak większość tras, tak i ta nie obsługiwała ruchu pasażerskiego. Widocznie wożą tamtędy wyłącznie cysterny z mlekiem :)

 

W drodze powrotnej kierowca zjechał z drogi by koniecznie pokazać nam cudowne źródełko, które wypływało spod nasypu kolejowego. Sama woda pachniała podobnie jak nasyp. Nie ośmieliliśmy się jej spróbować bo mogłoby nie starczyć paliwa rakietowego u Niny by nas zdezynfekować.

armenia zrodelko 

 

Kolejnego dnia Nina skombinowała nam zaprzyjaźnionego kierowcę. Miał on miał dwukrotnie wyższe stawki niż pozostali kierowcy. Zawieźć miał nas do największych atrakcji okolicy: monasterów: Haghartsin oraz Goshavank. Na pierwszy ogień poszedł położony w lesie, na wzgórzu Haghartsin

armenia haghartsin

armenia haghatsin monaster

 

Natomiast do Goshavanku chcieliśmy zrobić sobie spacer. Dlatego dojechaliśmy do jeziora Parz, skąd przez lasy i łąki mieliśmy wygodnie dojść do Goshavanku. Jezioro Parz położone jest dość wysoko w górach - było tam trochę sprzętu pływającego i jakieś budy. W lecie pewnie życie tam kwitnie. Pod koniec września były tylko kaczki i gęsi.

armenia parz jezioro

armenia parz jezioro budy

armenia parz kaczka

 

Pierwsze dwie godziny spędziliśmy na podchodzeniu i schodzeniu na wzniesienie, na które nie powinniśmy wchodzić. Z głównej drogi od jeziora idącej w las trzeba odbić w lewo po niecałym kilometrze, zaraz za rzeczką. Niech nikogo nie zmylą strzałki z drogowskazami na początku drogi. W kluczowym miejscu ich nie ma!

Właściwa droga wiedzie przez łąki powyżej górnej granicy lasu. Widoki na północą stronę są niczego sobie.

armenia droga do goshavank

armenia goshavank okolice

armenia goshavank widoki

 

W okolicy kręcą się jacyś pasterze i można nawet spotkać przejeżdżający UAZ. Gdy spytaliśmy gości z samochodu o drogę to wskazali nam chyba jedyny nieprawidłowy kierunek. W pewnym momencie wyłania się widok na wioskę Gosh i przytulony do skały Goshavank. Wprawne oko go wypatrzy na poniższej fotce:

armenia goshavank

 

Zbliżając się do wsi Gosh monaster Goshavank staje coraz lepiej widoczny:

armenia goshavank monaster

 

Jeśli nie zjedzą was setki ujadających we wsi psów to macie szansę podejść pod sam monaster:

armenia goshavank monaster2

 

Wioska Gosh ewidentnie utrzymuje się z turystów odwiedzających monaster, dlatego jest tu kilka sklepów i knajpka, w której na zupę czekaliśmy raptem 3 godziny :)

armenia wioska gosh

 

Pod koniec dnia złapaliśmy transport  do Dilijanu. Wiózł nas gość o aparycji goryla. Miał on jednak niezwykłe umiejętności: pędząc starą Ładą 100km/h krętą górską drogą w dół wymieniał kartę sim w telefonie nie patrząc na drogę długimi chwilami.

Podsumowując, Goshavank smakuje zdecydowanie lepiej jeśli się do niego dojdzie niż dojedzie. Dlatego zaczynajcie od jeziorka Parz!

Wieczór w pensjonacie u Niny minął nam w międzynarodowym towarzystwie: byliśmy my, był gość z Izraela, była para 40-to letnich Niemek, z których przynajmniej jedna była w ciąży i chyba sama nie wiedziała co tam robi, było młode małżeństwo z niemowlęciem, on Szwed, ona Ormianka ze Szwecji. Prowadziliśmy wszelakie dyskusje: Izraelczyk przekonywał wszystkich, że Izrael to normalny kraj i że Europa ma problem z migrantami. Szwed się oburzał twierdząc, że jego żona-Ormianka nie jest żadnym problemem, a jego Szwecja przyjmuje wszystkich bo Szwedzi są po prostu mili. My z kolei nie mogliśmy się nadziwić, że Szwed wynajął w Armenii samochód i jeszcze się nie zabił wśród miejscowych kierowców. Tylko Niemki milczały gdyż, jak już wspomniałem nie bardzo wiedziały co tam robią. 


 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!