Nagorny Karabach

Dalszy plan zakładał powrót do Goris, pożegnanie z Długopisem, zabranie plecaków i dalsza jazda z naszym dziadkiem do Karabachu. W tym miejscu muszę wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie podróżowania armeńskimi taksówkami. Chodzi o muzykę. W każdym, nawet najbardziej rozwalonym aucie był transmiter FM spięty z pendrivem. Wydawać by się mogło, że dzięki temu lecieć będzie wszelaka muzyka. Otóż nie! Prawie w każdej podróży słuchaliśmy armeńskiego disco po rosyjsku w tonacji tureckich dźwięków. Najbardziej utkwiły nam dwa hity wykonawcy Саро: Марина oraz Я так хочу тебя любить. Próbka tego czym w kółko katował nas dziadek całą drogę do Karabachu:

 

Cała podróż do Karabachu minęła nam na wysłuchiwaniu opowieści skąd strzelano do dziadka, a skąd on strzelał i ilu cholernych Azerów załatwił. Dziadek nie mógł się doczekać kolejnej wojny z Azerbejdżanem bo, jak stwierdził teraz Ormianie pognali by Azerów do samego Morza Kaspijskiego. Jak widać atmosfera jest tam nadal napięta. Nie wiem tylko czy dziadek widział naszego Knura - obrońcę Armenii. Mógłby jego bojowy duch nieco upaść.

Granicę Armenii i Karabachu wytycza głęboka dolina. Na granicy znajduje się posterunek graniczny. Trzeba się tam zadeklarować, dostaje się od ręki papier, z którym trzeba w Stepanakercie udać się do Ministerstwa by zalegalizować pobyt. Przy wyjeździe z Karabachu papier ten trzeba zwrócić. W sumie przekraczanie granicy nie stanowi problemu.

Dziadek zawiózł nas prosto do wspomnianego ministerstwa w Stepanakercie. Tam po ok. 30 minutach mieliśmy wbite do paszportów wizy Karabachu. Dzięki nim, aby pojechać do Azerbejdżanu musimy wymienić paszporty. Ponoć można uzyskać te wizy na osobnej kartce, nam ta sztuka jednak się nie udała. 

W Stepanakercie zanocowaliśmy w pensjonacie na ulicy Kamo. Nazywał się wg przewodnika Ella & Hamlet. Jeśli Ella to imię gospodyni, to Hamlet musiał być gospodarzem, który pod niebiosa wychwalał Jaruzelskiego. Jak widać w Karabachu Jaruzela wspiera nawet Hamlet. Nieźle.

Samo miasto Stepanakert było bardziej Europejskie od Erewania. Czysto, dość bogato, sprawna komunikacja miejska oparta o autobusy, a nie marszrutki. Bardzo pozytywne wrażenie. 

armenia stepanakert

armenia stepanakert-centrum

 

Wieczór minął na poszukiwaniach czegoś do jedzenia. Mały bunt przeciwko szaszłykom spowodował, że przemaszerowaliśmy kilka kilometrów po Stepanakercie i ostatecznie zjedliśmy... szaszłyki. Były naprawdę niezłe. Ognisko rozpalane było przy użyciu suszarki do włosów. Szaszłyki był tak dobre, że następnego dnia też je zjedliśmy w tym samym miejscu. 

Pod koniec dnia poszliśmy jeszcze na koniak z Karabachu (lub jak wolą Ormianie: Arcachu). Zawędrowaliśmy do wypaśnego lokalu "Rossija". Nasze wrażenie było takie, że to coś a'la nieformalna placówka dyplomatyczna Rosji. Przy wejściu szwajcar spytał czy jesteśmy dziennikarzami czy naukowcami. Gdy go rozczarowaliśmy przyznał się, że codziennie rano sprawdza czy proch pod łóżkiem jest suchy i gotowy na ew. wojnę.

Kolejnego dnia ruszyliśmy eksplorować Karabach. Najpierw obowiązkowa wizyta pod pomnikiem-symbolem Karabachu: Dziad i Baba. Pomnik ten jest uwieczniony na wszystkich dokumentach, znaczkach itp. 

armenia dziad

 

Dalej pojechaliśmy do najbardziej znanego monasteru w Karbachu: Gandzasar. Znajduje się on jakieś 50km na północ od Stepanakertu, w lesistych wzgórzach. Jest on bardzo podobny do większości monasterów, które widzieliśmy w Armenii. W pewnym momencie następuje przesyt nie tylko szaszłyków ale także monasterów. 

armenia karabach monaster2

armenia karabach monaster

 

U podnóża górki, na której ulokowany jest monaster trafiliśmy na dwie dodatkowe atrakcje. Mur wyłożony azerskimi tablicami rejestracyjnymi. Coś jakby wystawa skalpów...

armenia karabach tablice

 

...oraz kamiennego cudownego  lwa:

armenia karabach lew

 

W drodze powrotnej poprosiliśmy kierowcę by zawiózł nas do Agdamu, zniszczonego podczas wojny o Karabach miasta azerskiego. Gość długo się opierał, mówiąc, ze przecież tam nic ciekawego nie ma, że nie warto itp. W końcu dał się przekonać. Miasto faktycznie to obraz nędzy i rozpaczy. Same ruiny i górujący nad nimi minaret, ponoć służący jako wieża obserwacyjna dla stacjonujących tam wojsk. Pomiędzy ruinami widać opuszczone sady. Można stać w czymś ogródku i zajadać się pięknymi granatami. Generalnie Ormianie unikali tematu Agdamu. Woleli opowiadać o bestialstwach Azerów. Na pytanie, dlaczego nie chcą odbudować tego miasta, stwierdzili, że jest im ono potrzebne dla ormiańskiej diaspory za granicą. Gdy Ormianie wszystkich krajów postanowią wrócić do ojczyzny to Agdam będzie jak znalazł miejscem dla nich.

armenia agdam granat 

armenia agdam ruiny

armenia agdam ruiny domu

 

W przeciwieństwie do większości terenów Karabachu, Agdam leży na równinie, ciągnie się ona aż do Baku. Nie ma więc naturalnej granicy na Wschodzie między Karabachem i Azerbejdżanie. Wymowne było to, że w Agdamie telefony złapały azerską sieć komórkową. 

Zamiast do Stepanakertu, wróciliśmy do położonego pięknie na wzgórzu miasteczka Szuszi. Miejsce to było przedmiotem zaciętych walk i przechodziło kilkukrotnie z jednej strony na drugą. Walczącym nie chodziło z pewnością o walory krajobrazowe Szuszi lecz o jego strategiczne położenie. Władając Szuszi można kontrolować połowę Karabachu, w tym jego stolicę. Ponoć zajęcie tego miejsca przez Ormian przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę w czasie wojny.

Ślady walk są widoczne na każdym kroku:

armenia szuszi

armenia szuszi minaret

armenia szuszi ruiny

 

Odchodząc kilkaset metrów od centrum, na kraj urwiska możemy zapomnieć o wojnie i podziwiać okoliczne widoki:

armenia szuszi widoki

armenia szuszi panorama2

 

Jak widać nawet młode pary przyjeżdżają tu na sesje zdjęciowe:

armenia szuszi wesele

 

Mając w perspektywie 5-cio godzinną podróż busem z Stepanakertu do Erewania zainteresowaliśmy się otwieranym właśnie połączeniem lotniczym między stolicami Karabachu i Armenii. We wszystkich mediach trąbiono, że 1 października 2012 roku ruszy takowe połączenie. Azerowie ogłosili, że zestrzelą ten samolot, gdyż będzie to naruszenie ichniejszej przestrzeni powietrznej (nie uznają utraty Karabachu), zaś Ormianie powiedzieli, że pierwszym rejsem poleci sam prezydent. Nie chcą trafić na pierwsze strony światowych gazet w roli Franciszka Ferdynanda z 1914 roku pokornie rozejrzeliśmy się za busami. Te, jak się okazuje rano odjeżdżają co chwilkę z dworca autobusowego. A samolot do dzisiaj nie został uruchomiony...


 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!