Wczesnym sobotnim porankiem pakujemy się w pociąg do Warszawy. Wprawdzie transport do Gruzji mamy dopiero jutro, ale jakoś ostatnio nie wierzę w punktualność PKP i wolimy mieć zapas czasu. No i jest okazja żeby spotkać się z Romkiem, pogadać i gdzieś wspólnie trochę powędrować. Zabieramy jeszcze jednego romkowego kolegę - Wojtka i suniemy w stronę Puszczy Kampinowskiej. Chlopaki prowadza nas kretymi lesnymi sciezkami do opuszczonego atomowego centrum dowodzenia z czasów PRL. Z zewnatrz obiekt wyglada jak zwykla szkola tysiaclatka 



Gruzja - relacja z podróży

ale ma 3 poziomy bunkra pod ziemia. Mimo zniszczen nadal robi to wrazenie. Wnetrza sa juz niestety calkowicie ograbione oraz wypalone. Zabierzemy wiec do Gruzji woń spalenizny i upaprane sadza ciuchy ;)

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Kolejnym celem naszej wedrowki jest puszczanska wioska Sierakow. Wchodzimy w jej granice i nagle jakbysmy sie znalezli gdzies w sercu Podlasia! Stare domki, ogrodki, sady, senna atmosfera cieplego wieczoru, sympatyczny sklepik bedacy centrum kulturalno-rozrywkowym miejscowosci.. Odwiedzamy ten wazny przybytek, starajac sie zachowaniem i rodzajem poczynionych zakupow stapiac z miejscowa ludnoscia. Siadamy przy drodze.. Taki spokoj... Graja swierszcze i szumi tajemniczo czarna sciana puszczy... Gdzie my jestesmy? Kilka kilometrow od granic stolicy? 
Jak sie okazuje to nie przypadek- park narodowy zabronil tu budowania nowych domow i wszelakich innych, modnych ostatnimi czasy, inwestycji.. Niesamowite miejsce... Wracamy ostatnim miejskim autobusem. 

Rano pozeramy pyszna domowa pizze przyrzadzona przez Romka, z bazylia wyhodowana na oknie. Potem obieramy kierunek Okęcie, foliujemy plecaki w płachty malarskie, zegnamy sie z Romkiem i pelzniemy w strone kas biletowych. Lotnisko jest obrzydliwe (zreszta to w Kijowie i Tbilisi tez..). Zdecydowanie wole klimat stacyjkowy a nawet podmiejskich przystankow PKS ;) Przy wypisywaniu biletow zaczyna sie burdel trwajacy prawie dwie godziny. Dostajemy 4 bilety Kijow- Tbilisi ale zadnego Warszawa- Kijow!! Babka łaskawie zgadza sie naprawic swoj bład ale oswiadcza ze nie da rady abysmy siedzieli przy oknie ani kolo siebie..Upieramy sie , ze to nieprawda.. Jak sie okazuje mamy racje tylko babce sie nie chcialo albo byla niekumata. Przywolany na pomoc chlopak szybko i bez problemu wystawia wlasciwe bilety.. 
A samolocie poczatkowo czuje sie jakos dziwnie, paskudnie kreci mi sie w glowie, cos mnie dusi, dziwna sila wypycha oczy od srodka a nawet ciezko zrobic zdjecie zdretwialymi rękami. Na szczescie potem to przechodzi a humor poprawiaja chmurki za oknem i stewardesa ktora przynosi żarcie i wino :-)

Fajnie z gory wygladaja rozlewiska Dniepru! Dopiero z tej perspektywy widac jaka to ogromna rzeka a sienkiewiczowskie opisy istnych labiryntow wysp, bagien i oczeretow zapewne nie byly wcale naciągane! 

W Kijowie mamy troche czekania ale czas umila spotkanie sympatycznej Gruzinki, lekarki, ktora wraca do Tbilisi po polrocznej pracy w Niemczech. Opowiada fajna historie jak to niedawno przyszli w Tbilisi do taksowkarza turysci i mowia ze chca jechac "w gory". Na pytanie gdzie dokladnie chca- oburzaja sie, ze "to taksowkarz powinien wiedziec lepiej". Taksowkarz wiec ich zapakowal i zawiózl do Swanetii. Wysadzil ich w jakims widokowym miejscu i mowi: "Wot i wasze gory".. I na tym etapie sie okazalo , ze oni chcieli jechac, ale do miasta Gori.. 

Do Gruzji docieramy kolo 3 rano. Na granicznej odprawie, oprocz ladnej pieczatki do paszportu, dostajemy po butelce wina. Czy dlatego, ze pierwszy raz w Gruzji? Dlatego ze Polacy? Bo mamy takie sympatyczne mordy? Nie wiem.. Jedno jest pewne- zaden kraj nas jeszcze tak przyjemnie nie przywital!!!! 

Do miasta dojezdzamy taksowka, ktora z nas potwornie zdziera. Ale jestesmy na tyle zmeczeni, ze marzenie o poduszce jest w tej chwili uczuciem dominujacym. Taksowkarz wogole nie wie jak jechac, co chwile sie zatrzymuje i pyta przechodniow o droge. Jakos przed 4 pojawiamy sie w ciemnej bocznej uliczce przed polecanym przez wszystkich hostelem "U Iriny". Ponoc panuje tu mila, wrecz chatkowa atmosfera, trwa wieczna impreza, turysta jest witany z otwartymi ramionami o kazdej porze dnia i nocy, a wlascicielka zawsze chetnie pogada i doradzi turystom jakies ciekawostki ze swojego kraju. Bardzo przypada mi do gustu brama, schody. Wpelzamy w ciemna czelusc klatki schodowej. Rzucaja sie w oczy wesole malowidla na scianach: 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Otwiera nam jakas mloda rozespana babka, robiaca wrazenie ze jest na nas wsciekla, ze smielismy ja obudzic o tak nieludzkiej godzinie (potem okazuje sie ze byla to corka Iriny) Po dlugim dobijaniu sie do jednego z pokoi, udaje sie znalezc dla nas miejsca i ukladamy sie do snu. A za oknem wyje wiatr, szarpie praniem na balkonie i drewnianymi fragmentami budynku. A cykady maja chyba takie ambicje , ze staraja sie go zagluszyc :-)

Budzimy sie rano tzn kolo 11 i przypominamy sobie, ze mamy tylko puszke rybek do zarcia. Na szczescie udaje sie wysępic kilka kromek chleba od wspołlokatorow wiec szczesliwie mozemy rozpoczac dzien od sniadania a nie od biegania po miescie i szukania sklepow. 
Poznajemy Irine, ktora rzeczywiscie jest przemilą babką, ciepla, sympatyczna i bardzo chetna do pomocy, porady i pogaduszki. Niestety jest bardzo schorowana, zmęczona i nie ma siły ogarniac wszystkiego, wiec wiele razy zastepuje ją corka, osoba juz o troche innym charakterze i powierzchownosci... 

Mieszkancy hostelu to glownie Polacy. Droga do Gruzji minela nam niesamowicie szybko (nigdy wczesniej nie lecialam samolotem), tu ciagle slychac polski jezyk- kurcze- czy mysmy wogole wyjechali z kraju? ;) Bo czuje sie tu troche jak w PTSMie I klasy, w jakims Białymstoku albo Bielsku... 


Mieszkajacy u Iriny Polacy opowiadaja nam o jednej z dzielnic Tbilisi gdzie ponoc "strach isc" bo wszystko sie sypie i zawala na glowe. Domy sa popodpierane żerdziami, wszedzie biegaja koty a drogi wygladaja jak po ostrzale z artylerii. No to juz wiemy co dzisiaj robimy!!! :)

Na ulicach Tbilisi panuje straszliwy kociokwik. Auta jezdza szybko, trabiąc bez przerwy, a znaki drogowe czy swiatla traktuja jak nic nie znaczaca sugestie. Miedzy tym wszystkim kłębi sie tlum pieszych poruszajacy sie bardzo chaotycznie, starajac sie aby nie zostac rozjechanym oraz jak najszybciej podazac w obranym wczesniej kierunku. 
Kwitnie handel uliczny, prawie w kazdej bramie i na skwerku sa sprzedawane apetyczne owoce, warzywa i ser. Lokalny ser przypomina skrzyzowanie naszego bialego sera z oscypkiem, w roznych stadiach uwędzenia. 

Gruzja - relacja z podróży

Na dziale mięsnym mozna podziwac rewie nóżek. 

Gruzja - relacja z podróży

Dzis po raz pierwszy nabywamy gruzinski, uszasty chleb! Jest to plaski, chrupiacy placek o fantazyjnym ksztalcie. Jest przepyszny jak jest swiezy a pozniej podsycha i mozna go bez obrzydzenia jesc takze po tygodniu. I teraz wreszcie rozumiem biblijne stwierdzenie "łamac sie chlebem" ;)

Gruzja - relacja z podróży

Jedziemy metrem. To ponoc najlepszy srodek komunikacji w miescie bo marszrutki sa potwornie zatłoczone, ulice zakorkowane a tramwajow nie widzialam. Metro w Tbilisi jest bardzo głeboko. Zjezdza sie ruchomymi schodami w podziemna czelusc , w wielu miejscach przywolujaca na mysl zapach korytarzy MRU. 

Gruzja - relacja z podróży

Przed schodami takowa tabliczka, przypominajaca o czasach powstania tego obiektu. 

Gruzja - relacja z podróży

Odwiedzamy tez lokalna knajpke gdzie pożeramy chinkali. Sa to pierozki przypominajace sakiewke z nózka z ciasta. We wnetrzu pierozka siedzi mięsno- ziolowy farsz zatopiony w aromatycznym rosole. Chinkali najlepiej pożerac trzymajac za nózke, nadgryzc lekko, wyssac bulion i dopiero wtedy zjesc mięso. W innym wypadku rosól konczy w najlepszym przypadku na talerzu lub stole, a szkoda bo on chyba jest najsmaczniejszy. Chinkali najlepiej smakuje popite domowym winem. 

Gruzja - relacja z podróży

W Tbilisi wystepują tez knajpy tzw "miedzynarodowe". Kto przeczyta? ;)

Gruzja - relacja z podróży

Stara dzielnica zachwyca mnie od pierwszego wejrzenia. Ogluszajacy chaos balkonikow, schodkow, antresoli, wykuszy, altanek, ganeczkow, komórek, szopek, połpiwniczek i tajnych przejsc. Wszystko wycinane w drewniane ozdoby, oplecione wiekowymi gałeziami winorosli, bluszczu, kabli i sznurkow na pranie. Walace sie gdzieniegdzie opuszczone domy, mieszaja sie ze smiechem i gwarem biegajacych dzieci. Pelne zakamarkow uliczki pelne sa zakladow szewskich, krawieckich, naprawiajacych lodowki i pralki oraz malutkich sklepikow. Z otwartych okien mieszkan wydostaja sie na ulice powiewajace firany porwane przeciagiem i charczacy glos telewizorow emitujacych miejscowe seriale. Na balkonach stoja sloiki na przetwory, dymiony z winem, wietrzy sie posciel i leniwie przeciagaja sie grzbiety kotów.. Powiewa na sznurkach suszace sie pranie, rybki, grzyby i czuszki. Wiekszosc balkonow i kładek wisi gdzies pod niebem niczym nie podparta, zawieszona w niebycie przecząc zasadom grawitacji. Pordzewiale stare wolgi oplecione bluszczami i nie opuszczajace swego legowiska od lat stoja obok uzywanych aut spowitych swiezą benzynowa mgla. Stare miesza sie z nowym, zycie i radosc slonecznego dnia z upadkiem i rozkladem zbutwialych desek na pokruszonym malowniczo chodniku.. 
Ogromny bardak i anarchia a jednoczesnie jakis dziwnie zaklety w tym spokoj i harmonia, brak pospiechu i pogoni za wlasnym ogonem. Letnie upalne popoludnie pod pergolą ze szklanka wina w dloniach i puszystym mruczacym kotem na kolanach.. 
W kazdej uliczce widac tchnienie mijajacego czasu, a w pogietych konstrukcjach drzemie wspomnienie dawnych radosci i smutkow polaczone z wciaz pachnaca drewnem terazniejszoscia.. 
Ta dzielnica zdaje sie byc jakas oaza dawnych dni, jakims wspomnieniem czegos co dawno juz ulecialo w niepamiec, czegos na co brak juz miejsca we wspolczesnym zagonionym swiecie... 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Kawalek dalej miasto wyglada juz zgoła inaczej. Ryk klaksonow miesza sie ze swistem i zgrzytem koparek i młotow. Wielki plac budowy, wielkie miasto. Remont goni remont, czlowiek goni czlowieka.. Jest "normalnie"... 

Jutro jedziemy w gory. 


Po powrocie z gor znow nam przychodzi spedzic jedna noc w Tbilisi. Postanawiamy obejrzec kolejne polecane miejsce noclegowe. Tym razem jest to hostel "Romantik" gdzie w sierpniu byl Chris z kolega. Zaleta tego miejsca jest przystepna cena oraz ciepłe zarcie i wino bez ograniczen w tej cenie sie zawierajace. Chociaz mamy dokladny adres poczatkowo nie mozemy znalezc tego obiektu. Chodzimy w kolko dluzsza chwile i chyba nie udaloby sie nic znalezc bez pomocy miejscowych, ktorzy pokazują nam ciemna brame prowadzaca do podziemi duzego budynku handlowo-uslugowego. 

Gruzja - relacja z podróży

Piwnica-garaz zostala podzielona sciankami dzialowymi na pokoiki, kibelki, łazienki. Dostajemy pokoik o wielkosci porownywalnej z naszym namiotem. 

Gruzja - relacja z podróży

Nad sciankami dzialowymi jest ulozony pseudosufit z luznych desek. Chyba albo jestem juz bardzo zmeczona, albo zbyt czesto nocuje w rozwalonych wiatach i bacowkach, bo patrze na owe deski i sobie mysle "mam nadzieje ,ze nie bedzie dzis padac". 

Gruzja - relacja z podróży

Sekunde pozniej dochodzi do mnie, ze my przeciez jestesmy w piwnicy!! A deski sufitowe beda sie swietnie nadawac do rozwieszenia prania, ktorego nam sie sporo nazbieralo. 

Gruzja - relacja z podróży

W hostelu oczywiscie jak wszedzie dominuja Polacy. Jest tez para Uzbeków, wrecz wciagnietych w ekrany swoich laptopow. Chlopak ma na imie Stanisław mimo, ze ponoc nigdy nie mial w rodzinie nikogo o polskim pochodzeniu. Wdajemy sie w rozmowe o pozostalosciach sowieckich w bylych azjatyckich republikach, postapokaliptycznych klimatach nad wyschnietym morzem Aralskim i wyzszosci (lub jej braku) fejsbuka nad mailem. 
Jest tez w schronisku chlopak z Izraela , ktory przez 6 tygodni postanawia przejsc jak najwiecej tras gorskich w Gruzji i Armenii oraz sympatyczni rowerzysci ze Szwajcarii. Widok ich rowerow od razu wywoluje usmiech na twarzy i chec nawiazania kontaktu z ich wlascicielami. Jeden rower jest totalnie objuczony butami, palnikami, menazkami, butelkami a w wolnych miejscach "karoserii" zatkniete sa bukieciki kwiatkow. Drugi- na kierownicy obok dzwonka ma kolorowe cymbalki o bardzo przyjemnym dzwieku (wiem, wyprobowalam!) a trzeci rower- po prostu sie usmiecha do calego swiata. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wyjadamy resztki pulpy z gara (niestety nie ma jej jak podgrzac) oraz ochoczo korzystamy z przywileju darmowego wina. W tej konkurencji kroku nam dotrzymuja jedynie Uzbecy, co chwile biegajac po kolejne dzbany! 

W nocy budzimy sie gdy jeden z Polakow uderza do recepcji z awanturą. On i jego dziewczyna nie moga spac bo na oknie siedzi jakis ptak i swoim swiergotaniem nie pozwala im zasnac. I obsluga hostelu ma natychmiast cos z tym zrobic! Rozespana babka z recepcji mruga oczami i probuje zrozumiec czego od niej chcą? Gdy w koncu do niej dociera zaczyna sie śmiac. Bo to nawet nie ptak ale cykada! Facet mruczac cos pod nosem o "niepowaznym podejsciu do klienta" trzaska drzwiami. Cykada ma wszystko w d... i dalej zapodaje swoj piekny koncert. 
Juz nigdy zadna cykada nie bedzie dla nas taka sama :-)

Spimy do 9:30, kiedy budzi nas potworna duchota mikroskopijnego pokoiku i radosne pokrzykiwania szykujacych sie do drogi szwajcarskich rowerzystow. 

Jedziemy do Gori i dalej do Upliscyche. Po drodze opuszczone domy, w ktorych dzieciaki bawia sie w wojne, osiolki ciagna wozy, ogolnie okolica przyjemna.

Gruzja - relacja z podróży

Upliscyche to wioska wyprazona sloncem, pylista, polozona wsrod żółtopomaranczowych skał o fantazyjnych ksztaltach. Zupelnie kowbojskie klimaty! 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Zwiedzamy skalne miasto, polozne na wysokim brzegu nad rzeką Mtkwari zwana rowniez Kura. Jest to ponoc jedna z najstarszych osad miejskich w Gruzji. Powstanie budynków datuje się od V wielu p.n.e do późnego sredniowiecza. Miejscami ciezko jednoznacznie okreslic, ktore jaskinie powstaly samoistnie a ktore stworzyla reka czlowieka. Niektore fragmenty musialy byc remontowane w czasach mocno "nowożytnych" bo noszą slady betonu 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


Z gorki nad skalnym miastem fajne widoki na rozlewiska rzeki i cala okolice. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


Oprocz stad turystow spotykamy tez bardzo dorodne jaszczury. 

Gruzja - relacja z podróży


Idziemy nad rzeke i tu stawiamy namiocik. Czujemy sie troche jak na planie jakiegos westernu. Zachodzace , pomaranczowe slonce podswietla skały. Sciezką, stromymi półkami schodza krowy. Slychac pokrzykiwania pasterza i nieregularne muczenie.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Stadko bydlat zwartym sznureczkiem podążą do domu. Najpierw przez most, potem ulicami calej wsi. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wokol rosna kłujace suchorośla, trawa pod krokami szelesci i rozpada sie w pył. Cykady czuja sie tu chyba lepiej niz na tbiliskich parapetach bo graja o wiele glosniej. Ciekawe czy tu sa skorpiony? Hmmm.. to chyba juz taka strefa klimatyczna, ze warto pamietac o zapinaniu namiotu i o wytrzepywaniu buta przed załozeniem na noge ;)

Rano dlugo wygrzewamy sie do slonka nad rzeką. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

W okolicy kręci sie jakis rybak, zarzuca wędki, potem strąca cos kijem z drzew. Caly czas nam sie przypatruje z oddali. W koncu do nas podchodzi. Juz mam wrazenie, ze pewnie bedzie mial pretensje, ze biwakujemy gdzie nie wolno, albo ze gotujemy na butli wsrod suchorosli- a on po prostu przyszedl dać nam orzechy! Nie rozumiemy co do nas mowi, ale wysypuje na karimate zawartosc wszystkich kieszeni, usmiecha sie, macha na pożegnanie i odchodzi.. I usmiecha sie jakos szerzej gdy mowimy mu "madloba" - ale niestety nic wiecej powiedziec nie umiemy.. 

Potem, gdy juz suniemy w strone wsi, spotykamy babuszke, ktora obdarowuje nas pomidorami, ktore wlasnie zerwala na swojej działce. Az sie nie chce wierzyc, ze w tej samej galaktyce leżą takie miejsca jak Karpacz gdzie probowali kazac nam płacic za przymierzenie czapki na straganie albo zatrzymanie samochodu na poboczu na 30 sekund.. 
Na naszej drodze leżą owieczki, moszcza sie w piachu, machaja ogonkami i wyciagaja pyszczki do słonca. 

Gruzja - relacja z podróży

Czekamy na marszrutke do Gori. Mijaja nas dwie w przeciwnym kierunku i wpadaja w czarna dziure. Ludzie, ktorzy tez ponoc chcieli jechac do Gori rozchodza sie do domow albo odjezdzaja taksowkami. Idziemy na kolejny przystanek, ktory stanowią kinowe krzesełka ustawione pod drzewem. 

Gruzja - relacja z podróży

W koncu po ponad dwoch godzinach cos przyjezdza. 

W Gori idziemy zwiedzać muzeum, które stanowi ogromny betonowy pawilon podparty kolumnami, wagon kolejowy i mały drewniany domek. Ponoc tu, w tym małym domku, przyszedł na swiat Josif Wisarionowicz Dżugaszwili, który okrył sie na calym swiecie ponura sławą pod pseudonimem Stalin. Pozniej domek nakryto betonową wiatą udekorowana w sierpy z młotami. 

Gruzja - relacja z podróży

W roznych ksiazkach, przewodnikach i relacjach pisali, ze po muzeum oprowadzają starsze babki, które z ogniem w oczach i zapałem opowiadaja o "tym najbardziej znanym na swiecie Gruzinie", omawiając dokladnie kazda makatke, fotografie czy kubeczek. W ich opowiesci czuc zadziwiajace uwielbienie albo smutek i dramatyzm gdy przytaczaja historie z czasów okołowojennych. Mozna je podpytac o ciekawostki, podyskutowac, posprzeczac sie, cieszą sie jesli ktos wykaże zainteresowanie tematem.. Tak bylo ponoc kiedys.. Ale te czasy w muzeum w Gori minely widac bezpowrotnie.. 
W drzwiach muzeum kasują calkiem spore pieniadze bo po 30 zl od osoby. W srodku siedzą nadęte młode panienki przekonane o swoim profesjonalizmie. Z turystami chca rozmawiac wyłacznie po angielsku, ale niestety nie potrafia. 

Toperz probuje dopytac o mozliwosc rozbicia namiotu w parku kolo muzeum. Dziewczyny kompletnie nie kumaja co sie do nich mowi, albo sa oburzone , ze wogole mozna o cos takiego spytac. Domyslalamy sie, ze pewnie jest to niemozliwe od czasu zmiany personelu muzeum. No i w parku trwa jakis ogromny remont wiec i tak by nas zapewne pobudzili wiertarkami o 6 rano.. 
Jedna z mlodych przewodniczek prowadzi nas do wagonu i wyglasza po angielsku "To byl wagon Stalina. Zbudowano go w.. roku. Stalin tym wagonem podrozowal". Koniec zwiedzania i wykladu. 

Gruzja - relacja z podróży

Pozniej "przewodniczka" proponuje nam, ze mozemy dołączyc do jakiejs polskiej wycieczki. Wogole mamy wrazenie, ze turysta jest w muzeum nieproszonym gosciem i przeszkadza młodym dziewczetom w odpoczynku i zabiegach pielęgnacji urody. 

Polacy maja miny jakby pobyt w Gruzji byl dla nich jakas straszliwa kara za grzechy. Stojac przez muzeum wspominaja z wyraznym zniecheceniem i rozżaleniem pobyt w Kazbegi. Na Kazbek trzeba bylo isc po kamieniach i bylo zbyt daleko aby dojsc i wrocic w jeden dzien. I bylo zimno!! Gruzja ich rozczarowala! 

Wchodzimy do muzeum. Uczestnicy polskiej wycieczki widzac na scianach portrety, makatki i dywany z podobizna Stalina nie kryją oburzenia. "Jak takiego zbrodniarza mozna namalowac i powiesic na scianie?", "Tyle ludzi wymordowal i zrobili mu muzeum!" I piana leje im sie z pyskow a twarze wykrzywiaja w jeszcze wiekszym grymiasie niezadowolenia.. Abstahujac od prawdziwosci oceny postaci- ale kogo oni spodziewali sie zobaczyc na scianach muzeum w Gori?" :shock: Wałęsę? Kennedy'ego?? Z jakiegos powodu przyjechali do Gori, miasta ogolnie mowiac mało atrakcyjnego.. Z ciekawych dla przecietnego turysty miejsc to jest tu tylko muzeum i twierdza.. I nie poszli na twierdze, przyszli do muzeum.. I zaplacili kupe kasy, zeby je zwiedzac.. Nikt im nie kazał tu przyjsc.. Mogli ten czas spedzic nad rzeka lub w knajpie.. Strasznie jestem ciekawa co oczekiwali tu zobaczyc? 

Tracimy nadzieje, ze ktos nas oprowadzi czy opowie jakies ciekawostki- idziemy zwiedzac sami. Zniesmaczone wycieczki i huk remontowych młotow zostaje za grubymi murami. Wchodzimy do cienistych, chlodnych i duzych sal.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Ogolnie mowiac eksponatow jest malo.. Aby nie swiecily puste sciany przemycono wiele zdjec i rysunkow mało zwiazanych z tematem: przegląd poetów gruzinskich XX wieku i "faszysci w Wiedniu". Ciekawe jest porownanie autentycznych zdjec Stalina z roznych okresow zycia i dzieł artystycznych- obrazów, wyszywanek,plakatów. Widac rys podobienstwa, ale na malowidłach jest znacznie przystojniejszy i ma bardziej rozgarniety wyraz twarzy. 

Oprocz zdjec z roznych okresów zycia dominują przedmioty codziennego uzytku: kubeczek Stalina, plaszcz Stalina, chusta, łyzeczka.. Jest tez papierośnica.. Przygladam jej sie szczegolnie uwaznie, analizujac kazdy kawalek. Nie ma zadnych napisow. Zdrada! Wiec albo dowcip jest nieprawdziwy albo owa papierosnica zostala nikczemnie podmieniona: 
"Jałta. Wielka trójka siedzi na tarasie daczy i chwalą się swoimi papierośnicami. Roosevelt wyciąga swoją, piękną, ze srebra, pokazując wygrawerowany napis: 
- PREZYDENTOWI ROOSEVELTOWI - NARÓD 
Następny w kolejności - Churchill. Pokazuje swoją - piękną srebrną, inkrustowaną kamieniami półszlachetnymi z napisem: 
- PREMIEROWI CHURCHILLOWI - KRÓLOWA 
Kolej na Stalina. Pokazuje swoją, piękną, złotą papierośnicę, inkrustowaną kamieniami szlachetnymi, pyszną robotę najlepszych jubilerów, a na niej wygrawerowany napis: 
- POTOCKIEMU – RADZIWIŁŁ" 

Kazdy, najmniejszy, najzwyklejszy przedmiot jest dokladnie opisany na bialej laminowanej karteczce, po gruzinsku, angielsku i rosyjsku. Rozwazamy, jakby wziac kawalek srajtasmy, ladnie zalaminowac, podpisac identyczna czcionka :"Tualetna bumaga specjalnego przeznaczenia, Moskwa, rok 1946" i przypiac pinezka do sciany. Jak dlugo by powisialo? Czy ktos by wogole zwrocil uwage? 

Przykuwaja uwage prezenty od ludu dla "wodza wolnych narodow". Jest harmoszka z opisem brylancikami oraz ręcznie malowany talerz prosto z Wałbrzycha!

Gruzja - relacja z podróży

Idziemy na twierdze. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na szczycie wzgorza powiewa gruzinska flaga i jest posterunek straznikow. Czego oni tu pilnują? Kawałka murów? A moze twierdza ma znaczenie strategiczne, zwlaszcza , ze lezy tak blisko granicy z Osetia? Probuje sie dopytac mlodego straznika o mozliwosc noclegu i jak dojsc na dworzec kolejowy. Niestety mowi tylko po gruzinsku i kompletnie nie rozumie jezyka migowego czy tego co probuje mu narysowac patykiem na żużlu. Nic nie zaradzimy. Trzeba bedzie szukac miejsca na namiot gdzies nad rzeka... Wylazimy z twierdzy. Toperz znajduje na schodach zgubiony telefon komorkowy. Taki dosyc nowy i drogi. Nikogo nie ma w poblizu. warto by zadzwonic na numery z ksiazki telefonicznej i ustalic wlasciciela.. Ale spis zapewne w "robakach".. Zanosimy wiec telefon na gore do straznikow. Chce go zostawic młodemu, ale ten zaczyna sie straszliwie wzbraniac. Nie wiem czy mysli, ze to łapowka czy jak? ;) Kłade telefon na ziemi, pokazując ze go znalazlam, ze nie wiem do kogo nalezy. Nic nie pomaga... Sytuacja robi sie dosyc napieta bo ja chce mu zostawic ten telefon a on za skarby swiata nie chce go zabrac , odskakujac co chwile do tyłu. Ostatecznie chlopak biegnie do budki i budzi starszego kolege. I nagle swiat staje sie prosty!! :) Straznik bierze telefon i dzwoni gdzies z niego. Mowi, ze oczywiscie mozemy postawic namiot w twierdzy, mozemy tu spac, a jak chcemy isc na miasto to nam popilnują plecaków. Pokazuje tez z murów w ktorej czesci miasta znajduje sie dworzec kolejowy i jak najprosciej sie tam dostac. A pociag do Borzomi mamy kolo 9. 
Straznik rosyjkiego nauczyl sie w armii, sluzyl gdzies na dalekiej polnocy. Mowi, ze "młodzi to teraz jak bez ręki- ani dogadac sie nie umie, ani strzelac dobrze nie potrafi" a chlopak patrzy na nas z niepokojem bo chyba intuicyjnie wyczuwa ze o nim mowa ;)
Chwile pozniej przybiega maly chlopczyk, zabiera telefon i gdzies z nim biegnie. Rozwazamy, ze sa trzy opcje. 
1. Byl to telefon tego chlopczyka 
2. Przywolali malego i dostal polecenie odniesc telefon wlascicielowi 
3. Pobiegl z telefonem do lombardu i przez najblizszy tydzien straznicy maja na wodke ;)


Latwiej w Gori odbyc seans w salonie urody albo kupic wypasny telefon (jeszcze latwiej znalezc ;-) ) niz zjesc cos cieplego. Znajdujemy jakies knajpy ale oferuja tam fajki wodne zamiast zarcia albo wyszukane wnetrza, biale obrusy i natretni kelnerzy sugeruja napiętą atmosfere i ceny z kosmosu. W koncu znajdujemy jakas niby-pizzerie, gdzie zjadamy chaczapuri. Obsluga miła, ale wszechobecne czerwone swiatlo powoduje, ze oczy bola jeszcze przez godzine. 
Wracamy w strone naszej twierdzy. Rozpytujemy w sklepach o wino. Nigdzie nie ma, oferuja nam piwo, wodke, soki.. Pytamy na straganach, na ulicy, ludzi siedzacych przed domami. Nie ma. W najsmielszych snach bym nie pomyslala, ze moze byc takie miejsce w Gruzji gdzie moze zaistniec problem z kupnem wina! W koncu jedna z babuszek obiecuje nam sprzedac domowe. Wchodzimy na podworko. Cale jego cieniste wnetrze jest przykryte pergola z winorosli. Pergole tworza cztery krzewy, teraz juz drzewa o grubych pniach. Rosliny maja po 70 lat. Babuszka mowi, ze pamieta jak sadzila je z rodzicami jako mała dziewczynka. Ponoc rocznie robia 300 litrow wina, tylko na potrzeby domownikow. Po podworku przechadzaja sie dwa dorodne koty. 

Gruzja - relacja z podróży

Milo gada sie z babcia i jej dwoma corkami. Mamy przeczucie, ze gdybysmy nie zostawili plecakow w twierdzy i tam sie nie umowili na nocleg, to bysmy juz tu zostali pod ta pergola .. Wyłazimy z dwoma pękastymi butelkami. 

Z ruin zamku obserwujemy wieczorne miasto. Ciekawie wyglada uliczka, nad ktora sa przewieszone gałęzie winorosli, tak dorodne, ze nie miescily sie juz w ogrodkach i uciekly podbijac kolejne tereny. 

Gruzja - relacja z podróży

Robi tez wrazenie dzielnica identycznych małych domkow, z identycznymi kibelkami, połozonych w strasznym zagęszczeniu. Pozniej nam ktos mowil, ze to sa osiedla dla uchodzcow z Osetii i w okolicy jest ich kilka. 

Gruzja - relacja z podróży

Zreszta Osetia zaczyna sie chyba juz tu gdzies niedaleko.. I chyba jakis malo zaludniony jest to teren... Konczy sie Gori, potem widac jeszcze kilka wiosek pełgajacych nieregularnymi swiatełkami. Potem juz jest jednolicie ciemno az do ogromnych gor zamykajacych horyzont. Blisko juz gor, na ciemnej przestrzeni, polozonej z dala od wiosek wyroznia sie jedno miejsce. Swiatla sa tam bardzo skupione, regularne i jasno swiecace, wrecz jasniej niz niektore w centrum Gori. Czyzby jakas baza wojskowa? 

Choc musimy jutro wczesnie wstac to jakos dlugo siedzimy na murach, sączac winko i obserwujac nocną okolice. 

Gruzja - relacja z podróży

Pojawiaja sie tez fajerwerki, ktore bezskutecznie probuje sfotografowac. Babcia od wina mowila, ze jest dzis w Gori koncert jakiegos rapera, syna znanego polityka. Pewnie z tej okazji cala impreza. 

Twierdza jest podswietlona i zamieszkana chyba przez setki nietoperzy. Zabawnie wyglada jak lataja w tą i spowrotem z podswietlonymi brzuszkami! :)

Juz wieczorem zaczyna mi sie jakos lać ciurkiem z nosa, ze musze go caly czas trzymac w chusteczce. 
Rano budze sie z katarem, bolem glowy i gardla. Wstawanie o 6 jest ostatnia rzecza na jaka mam w tej chwili ochote.. Ale coz robic, pociag do Borżomi nie poczeka.. 

Wszyscy nam mowili, ze pociag jest o 9. Tymczasem przychodzimy o 8:10 i udaje sie zdążyc na styk. Gruzinska kolej ma sie chyba tak samo "swietnie" jak polska.. Pociagi z Tbilisi dojezdzaja tylko do Borżomi, dalej juz nie jezdza.. Linia prowadzaca m.in. nad jezioro Paravani tez zostala zamknieta.. Na wielu liniach smigaja tylko nocne pociagi dalekobieżne.. A trasy kolejowe w tym gorzystym kraju sa niezwykle malownicze! Do Borżomi jedzie sie caly czas wzdłuz rzeki, a okolica zupelnie przypomna przełom Dunajca! Tylko gorki jakby ciut wyzsze i nie widac nigdzie tablic z dlugimi listami nakazow i zakazow.. 

W Borżomi okazuje sie, ze wąskotorowka do Bakuriani odjezdza ze stacji wczesniej, kursuje tylko jedna dziennie i odjezdza za 10 minut. Jedziemy wiec taksowka i zdążamy na styk. 
W naszym wagonie podrozuje dziadek z nastoletnia wnuczka. Mieszkaja w Tbilisi i dziadek zabiera dziewczynke na rozne wycieczki bo postanawia pokazac jej piekno Gruzji. Dziewczyna cala droge spi, patrzy ze znudzeniem w sufit albo w ekran swojej komorki. Nawet nie pofatygowala sie wyjsc na balkonik miedzy wagonami! Wiec ja tam jade sobie z dziadkiem , ktory naprawde ciekawie opowiada o okolicy, zadowolony, ze wreszcie znalazl jakiegos wiernego sluchacza. 

Kolejka posiada smieszna lokomotywke- jeszcze nigdy takiej nie widzialam, jakas taka w polowie niska i splaszczona. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na sklad wchodza trzy wagoniki, ktorymi podrozuja zarowno miejscowi jak i turysci. Caly sklad jest duzo nowszy i bardziej odmalowany niz stareńkie, skrzypiące wagoniki wąskotorowek Polesia i Zakarpacia. 

Gruzja - relacja z podróży

Ku mojej radosci kibelek jest otwarty (na forum kaukaskim pisali, ze nie ma kibelka! ) 

Mozna do woli wywieszac sie za drzwi i okna, stac na balkonikach, łazic po ruszajcych sie podestach miedzy wagonowych, ktorych luźne blachy chrzęszcza na wybojach i wygrzewac sie do słonka. 

Zabawne jest, ze tylny podest wagonika jak zamocowany na identycznym karabinku jak moj chlebak! Ciekawe czy tez kupili go na bazarze Samgori! 

Gruzja - relacja z podróży

Po drodze mamy tez awarie kolejki. Jedno kółko sie zablokowalo, przestalo sie kręcic, trze o tor i strasznie iskrzy wydajac dziwne odglosy. Kilka stukniec wielkiego młota i kółko naprawione! 

Gruzja - relacja z podróży

Na jednej ze stacyjek doczepiaja miniwagonik! Przywiazują drutem i jedzie za nami. Troche mi zal, ze siedze w tym duzym.. Jeszcze nigdy nie jechalam w "kuligu za pociagiem" ;) Chwile pozniej wygladam z kolejki a małego wagonika juz nie ma.. Nie wiem czy planowo mial jechac tylko jedna stacje czy odczepil sie na ktoryms z ostrych zakretow? 

Gruzja - relacja z podróży

Wagoniki mijaja kolejne wioski, wjezdzaja prawie na podworka zabudowan. Z torowiska uciekaja kury, oraz leniwie zwlekaja sie obrazone na caly swiat kozy. Chyba im sie dobrze lezy z wygrzanym torem pod kuprem! Mijane stacyjki pełnia chyba role miejsc kulturalno-rozrywkowych dla okolicznych przysiołkow. Przesiaduje na nich sporo ludzi, jedza, piją , graja w rozne gry. Ale rzadko wsiadaja do pociagu, machaja tylko radosnie innym podroznym. 

Za wspoltowarzyszy w wagonie mamy grupke młodych Ukrainców ze Lwowa i okolic. Jeden chlopak jest z Kałusza i bardzo sie cieszy, ze mozemy pogadac o Gorganach i ukrainskich kolejkach. Jest wielkim sympatykiem gorganskich lesnych chatek. Jego ulubiona jest chatka "pod wodospadem" na zboczcah Parenek. Twierdzi, ze faktycznie miejsce ma w sobie jakis niezwykly urok! 
Ekipa czestuje nas owocami i czekoladkami a my ich domasznim winem od babuszki z Gori. Opowiadaja nam o niesamowitej miejscowosci nad morzem, tuz przy granicy z Abhazja. Wioska nazywa sie Anaklia. Miejscowosc powstala podobno pare lat temu. Zrobili deptak, nasadzili palmy, wszystko podswietlili. Ot niby zwykly kurort.. Ale rozni sie tym od pozostalych, ze nasi Ukraincy byli tam jedynymi turystami. Spali na plazy. Pokazuja nam zdjecia- faktycznie, jakby nagle wszystkich wymiotlo! Nie ma tez sklepow i knajp. Totalne zadupie! A do tego czyste morze i miejscowi, jakby ze zwyklej rybackiej wioski. Postanawiamy wiec w miare mozliwosci odwiedzic to ciekawe miejsce, ale niestety nic z tego nie wyszlo.. Braklo czasu :(

Nasi nowi znajomi zaczynaja spiewac jakies nieznane mi piosenki. W jednej przewija sie w refrenie "jade tam gdzie nie ma asfaltu". dziewczyna z ekipy zna nawet 'Hej sokoly", ktore ochoczo odpiewujemy! 
Niestety na tym etapie wjezdzamy do Bakuriani i konczy sie nasza wspolna podroz. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Ukraincy wracaja do Borżomi, a my suniemy szukac drogi na Akahalaki. 

Bakuriani to dosyc turystyczna wioska, chyba miejscowe zagłebie sportow zimowych. Widac wiele hoteli i pensjonatow. Mozna ogolnie powiedziec, ze architektura miejscowosci jest zroznicowana i style w budownictwie bardzo sie przeplataja. 

Gruzja - relacja z podróży

Z pomoca miejscowych udaje sie znalezc droge na Akahalaki- szeroki pylisty trakt prowadzący ku górom, wysokim przełeczom i kolejnym przygodom!!!! :)


Pełzniemy sobie drogą w kierunku Achalkalaki. Na obrzeżach Bakuriani siadamy przy drodze i postanawiamy złapac stopa. Grunt, zeby nas cos podwiozło na przełecz, w dól to juz mozemy sobie potuptac pieszo. Mało aut jezdzi ta droga, ale i tak szybko pokrywamy sie warstwa unoszącego sie pyłu. Mija nas kilka gruzawików. Wszystkie chetnie sie zatrzymują, zagadują, ale niestety nie moga nas zabrac bo jada tylko do lasu po drzewo. W końcu zatrzymuje sie busik a w nim dwa roześmiane pyski. W czasie jazdy opowiadaja nam, ze jadą dalej za przełecz, do Tabaskuri. Ponoc tam jest jezioro, piekne widoki, zrobimy impreze, nałowimy ryb, bedziemy sie kąpac i pływac łódka. No to nas namówili!!!! Przełecz nie ucieknie a praktycznie to przeciez nigdzie nam sie nie spieszy i własnie po to tu przyjechalismy aby plan wyjazdu sie sam układał. Nasi wspóltowarzysze to Boria i Sanat. Sa Ormianami i mieszkaja w Bakuriani. Boria ma dzis urodziny- konczy 41 lat. Impreze rozpoczeli juz chwile temu. Poszli z flaszka na grób matki Borii, gdzie przy stoliku powspominali kobiecinke i "pokrzepili sie nieco". Boria tłumaczy, ze wspolne spozywanie posiłkow z rodzina i przyjaciolmi przy grobie bliskiej osoby, daje poczucie, ze ta osoba wciaz jest wsrod nich, ze uczestniczy w zyciu, w biesiadach, ze mozna sie jej wyżalic, zwierzyć, spojrzec w oczy, choc tylko te wygrawerowane na pomniku. Moze to wszystko złudzenie, ale warte zachodu. Boria zarzeka sie, ze matka zza grobu kilka razy pomogla mu w rozwiazaniu trudnych problemow zyciowych.. Wspolne jedzenie i alkohol pomagaja w nawiazywaniu konktaktu z zaswiatami i "uspakajaja dusze". 
A wiec Boria, i takze Sanat ,ktory jest kierowca, maja juz dosyc rumiane twarze. Szybko w czasie jazdy puszczaja w krąg kieliszek abysmy i my nadrobili spoznienie. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Droga pnie sie zakretami pod góre, widoki coraz ładniejsze. 

Gruzja - relacja z podróży


Opowiadaja nam o swoich rodzinach. Boria ma trzy córki, dwie nastoletnie i jedna trzymiesieczna. Co ciekawe- jego zona jest młodsza ode mnie!! Ożenil sie z nią kiedy miała 14 lat i niedlugo pozniej sprawili sobie potomka. Boria na swoja zone mowi Kobra. Chwali sie tez, ze ma kochanke z Kazachstanu. Poznali sie w internecie i poki co nie wiem czy ich znajomosc ma charakter wyłącznie wirtualny czy juz kiedys sie widzieli. Wiem jedynie, ze Boria wzdycha ze chcialby miec kazachska wize i zobaczyc ten niesamowity kraj- step, ktory jest płaski i nie ma zadnych gór!! (bo przeciez nawet gruzinskie dziecko wie , ze gory sa wszedzie ;) ) 

Sanat natomiast cieszy sie, ze toperz "tez jest troche Ormianinem". Toperz przedstawia sie jako "Jan" a ponoc wiekszosc ormianskich nazwisk wlasnie na fraze "-jan" sie konczy np. "Adżirian". Tak nazywa sie jakis znajomy albo kuzyn, ktory dołącza do naszej imprezy przy źródełku. No wlasnie- źródełka! Wystepują przy naszej drodze i przy kazdym z nich jest obowiązkowy postój, ktorych celem bynajmniej nie jest picie wody. Tzn wode tez pijemy, jest bardzo zimna i ma mineralny posmak! 

Gruzja - relacja z podróży

Chlopaki robia stół z reklamowki, wykladajac na nia chleb, pomidora, ogorki. No i przystepują do toastow- rzeczy chyba w Gruzji najwazniejszej. Niektore z nich trwaja po kilka minut i sa wręcz opowiesciami, z ktorych mozna sie duzo dowiedziec o naszych nowych znajomych, ich rodzinie, podejsciu do zycia, marzeniach i planach na przyszlosc. A ja mam okazje sie popisac jednym z trzech gruzinskich słow jakich sie nauczylam- "Gaumardzios" czyli "na zdrowie" albo raczej dokladniej "na zwyciestwo" bo wlasnie owego "zwyciestwa" zyczą sobie tutaj zawsze przy szklanicy napoju. Nie pozwalaja jednak abym tym jednym slowem wykrecila sie z toastu wiec tez musze pare razy jakas dłuzsza mowe zapodac. 

Gruzja - relacja z podróży

Chlopaki probuja nas wciagnac w rozstrzyganie sporu, ktore źrodelko jest lepsze- czy to na stoku czy blizej przełeczy. Jak dla mnie oba zrodelka sa wspaniale, zawsze z takowych bym chciala pic wode w gorach. Po prostu niebo w gębie w porownaniu z tymi błotnistymi kałuzami, z ktorych nieraz bylismy zmuszeni korzystac na karpackich poloninach! 

Po drodze mijamy kilka aut. To niesamowite ze wszyscy sie tu znaja! W kazdym aucie jak nie siedzi przyjaciel Borii, to siedzi przyjaciel Sanata! a jak nie przyjaciel to kuzyn. Albo w ostatecznosci przyjaciel kuzyna! Z kazdym z nich trzeba sie pozdrowic kilkakrotnym nacisnieciem klaksonu, a nastepnie uscisnąc łapke, paść w objecia "na niedzwiedzia" albo wycalowac po policzkach, co jest w calej Gruzji bardzo praktykowanym zwyczajem. To normalne, ze tak witaja sie lub zegnaja przyjaciele na ulicy, w autobusie i nikt bynajmniej nie widzi w tym niewlasciwych podtekstow. 

Kawałek dalej korek i przymusowy postój na widokowej serpentynie na srodku drogi. Zepsula sie niwa, cos sie stało z kołem a raczej z osią i mocowaniem koła. Wszyscy sie oczywiscie schodzą kolo auta , pytaja czy nie trzeba pomóc. Naprawa juz w toku wiec pozostaje tylko czekac na jej rezultat. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


U nas zapewne zaraz by sie zaczeli wszyscy denerwowac, spieszyc i probowac omijac popsute auto gdzies bokiem, rowem i poboczem aby moc dalej gnac na oślep ku swemu przeznaczeniu. Tu nikt tego nie robi. Ponoc w bardzo zlym tonie jest omijac na bocznej drodze niesprawny samochod i zostawiac jego pasazerow samych w gorach. A moze za chwile akurat twoja pomoc bedzie im potrzebna? Ostatecznie gdy naprawde musisz przejechac (bo np. wieziesz rodząca żone do szpitala) wskazane jest zatrzymac auto, wyjsc, przywitac sie i usprawiedliwic, dlaczego musisz omijac stojacych. Miejscowi zapewniaja, ze łamanie takich zasad jest potepiane zarówno przez ludzi jak i przez "moce nadprzyrodzone" czyli Boga, duchy przodkow czy kto tam jeszcze inny obserwuje Kaukaz z zaświatów. Ponoć przepascie sa pełne takich, ktorym sie spieszylo.. Fakt napewno jest taki, ze drogi są wąskie, a przepascie głębokie i ominiecie zatoru wcale nie jest proste i bezpieczne nawet pod wzgledem czysto technicznym.. 

Sytuacja wiec sprzyja kolejnym toastom, a spora czesc z nich przypomina mi dokladnie refren pewnej piosenki, ktora w orginale bynajmniej nie traktuje o polsko -gruzinskiej przyjazni ;) "Dawaj za was, dawaj za nas, i za druziej i za Kavkaz!" 

Gruzja - relacja z podróży

Dobrze, ze los zgotowal nam postoj w tym miejscu, wsrod widokow, gdzie mozna złapac do kieliszka promienie słonca.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


a okoliczne góry oplatają jak sznurami korali stada owiec 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na samej przełeczy o nazwie, ktorej nigdy nie zapamietam i nie naucze sie jej wypowiadac (nazywa sie Zkhratskaro albo cos kolo tego ;) ) znajduje sie policyjny posterunek. Sprawdzaja paszporty i wypytuja o cel podrozy, choc do jakiejkolwiek granicy jest stad daleko... Chyba.. No bo troche zgłupialam, ze wszystkich kontroluja w srodku kraju? 

Zjezdzamy do Tabaskuri mijajac kolejne bacowki, gdzie oprocz zwierzyny wystepuja w duzych ilosciach dzieci radosnie bawiace sie piłeczka. 

Gruzja - relacja z podróży

Mijamy ogromne stada owiec i innego bydełka wszelakiego. To one tu mają pierwszenstwo i króluja na wszystkich drogach. 

Gruzja - relacja z podróży

Sanat bierze zakręty iscie po kozacku, gdy sie do nich zbliza to z niewiadomych przyczyn przyspiesza, jedzie srodkiem i glosno trąbi. Przypuszczalnie w ten sposob ostrzega auta jadace z przeciwka. Acz co jesli z przeciwka jedzie taki sam radosny Ormianin i zamiast nasluchiwac skupia sie na wciskaniu klaksonu? No ale powiedzmy ze metoda ostrzegania dziala na kierowcow innych aut. Ale co jesli za zakretem znajduje sie stado pięciuset owiec? Zapewne na dzwiek trabienia nie skoczą na komende w przepasc, a znając je to nie zrobia nic, tylko bedą stały gdzie stoją i gapiły sie swoim baranim rozbrajajacym wzrokiem, kolektywnym pobekiwaniem dodajac sobie animuszu... 

A droga wije sie malowniczo wsrod gor.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Boria opowiada nam o krótkim lecie w Bakuriani. I dlatego prawie wszyscy faceci z tej miejscowosci to sportowcy, specjalizujacy sie w konkurencjach zimowych. On np. uprawia narciarstwo biegowe. Kiedys nawet wygrywal jakies medale. 
Rozmawiamy tez o myslistwie. Chlopaki proponuja nam wspolne łowy na zajace lub kaczki. Smieje sie, ze niedzwiedz pewnie tez bedzie. Boria tłumaczy, ze z niedzwiedziem to trudna sprawa w Gruzji, bo kara za ustrzelenie takowego liczy sie w tysiacach dolarow. Wiec jakis z tego wniosek? "Niedzwiedzia trzeba ubić po cichu!" - wyglasza Boria z powazna mina. 

I wreszcie widok na jezioro! Rzeczywiscie jest niesamowite! Wioska rozlozyla sie nad jego brzegami a dokladnie to głownie na pólwyspie. Tabaskuri to jedyna wieksza osada nad jeziorem. Pozostale brzegi, nie wiedziec czemu, sa zupelnie puste.. W szeroko rozlanych wodach przegladaja sie szczyty Gor Samsarskich, spowite wieczorna mgła. Niektore z nich zadziwiaja regularnoscia w budowie scietych stozków, wygladajac na jakies nie do konca wygasłe wulkany. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Przed sklepem postoj planowany (trzeba dokupic wodki) i wymuszony (zabraklo benzyny). Na dodatek zaczyna lać i zrywa sie straszny wiatr. Do ekipy dołacza jeszcze jeden gosc, ktorego imienia zapomnialam ale przypuszczam, ze przy kolejnym spotkaniu nie mialabym problemow aby go rozpoznac w tłumie. 

Gruzja - relacja z podróży

Co chwile zaglądaja tez na chwile (tzn na przynajmniej trzy stakanczyki) inni miejscowi, przywitac sie z przyjaciólmi czy zaspokoic ciekawosc co to za dziwni nieznajomi przyjechali do ich wioski. Pożeramy spore ilosci pysznych solonych rybek! 

Gruzja - relacja z podróży

Odwiedzamy tez miejsce zwane tu "rybnym sowchozem". W srodku pólmrok, jakies biurko a na nim pełno papierow, wielkie skrzynie oraz kłebowisko kabli i ociekajacych sieci. W powietrzu unosi sie zapach tytoniowego dymu i swiezej ryby oplecionej wodorostem. Niektore ryby sa tak swieze, ze jeszcze machaja ogonkami! 

Gruzja - relacja z podróży

Chłopaki kupuja cale naręcze małych rybek, ktore jakos tak wychodzi, ze pozniej lądują w mojej czapce z braku innego naczynia ;)

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Pogoda jakos nie sprzyja biwakowi, ktory planowalismy zrobic nad jeziorem a siedzenia w aucie chyba wszyscy maja juz dosc. Sanat zabiera nas wiec do domu swojego brata. Tak sie sklada , ze brata akurat nie ma, a jego żona i dzieci robią wrazenie nieco zdziwionych i skrępowanych nagłym najsciem krewnych, w dodatku troche juz podpitych i co gorsza w towarzystwie jakis nieznajomych i to jeszcze obcokrajowcow! Z domownikami mozna sie porozumiec wyłacznie po gruzinsku (albo ormiansku?) wiec tym samym jestesmy z toperzem troche wyłaczeni ze wspolnej rozmowy, chyba ze Sanat lub Boria nam jej kawalek przetłumacza. Czasem jednak mam odczucie, ze tłumaczenie jest mocno naciągane i selektywne typu: "Sprawilismy rodzinie wielka radosc,ze ich odwiedzilismy. U nas w Gruzji tak jest, ze wszyscy uwielbiaja przyjmowac gosci".. No a my w oczach gospodyni widzimy troche co innego... 

Gruzja - relacja z podróży

Corka gospodarzy staje na wysokosci zadania, przerywa ogladanie telenoweli i nakrywa stól. Zaczyna tez myć i patroszyc rybki. Ja tez jej troche w tym pomagam, ale idzie mi to znacznie gorzej, tzn. ze trzy razy wolniej. No ale ja sie nie wychowalam nad jeziorem!! :-P
Rybki zostają poddane obróbce cieplnej majacej cos wspolnego z gotowaniem, prażeniem i duszeniem. Dawno nie jadlam takich pysznych ryb, choc trzeba przyznac , ze sa paskudnie osciste!! 
Ciekawa niezwykle rzecza jest tez "herbata po tabaskursku". Dostajemy od gospodyni do szklanek wrząca wode. Czekamy na jakis ciag dalszy ale nie nastepuje. Wrzatek stygnie a my nie wiemy czy wypada nam wyjac wlasne torebki i wrzucic, czy mamy chłeptac ta sama wode- czy tym samym wyjdziemy na debili. Sytuacje ratuje Sanat, ktory sugeruje, zebysmy sobie nalozyli do szklanki ktore konfitury. Czynimy to wiec, wychodzi jakas dziwna breja o straszliwie slodkim smaku, ale jest to jedyna rzecz do picia w tej chwili (no oprocz wodki oczywiscie...). A po slonych rybach chce sie bardzo pic! 

Gruzja - relacja z podróży

Spiewamy Borii "Sto lat". Mamy wrazenie, ze strasznie sie tym ucieszyl. Sanat probuje zapamietac slowa, prosi kilkakrotnie aby mu przypomniec i calkiem niezle mu to idzie. Akurat tak sie ulozyly slowa, ze wszyscy je rozumieja, nawet nic nie trzeba tlumaczyc! Acz tylko glowna zwrotka bo o "gwiazdce pomyslnosci" juz nie są w stanie nawet powtorzyc ;)

Impreza trwa w najlepsze, na stól wjezdzaja kolejne flaszki. Na pewnym etapie ja i toperz rezygnujemy z dalszego picia chcac jutro byc w miare zywymi ,kontynuowac wycieczke i nie powtorzyc schematu znad karpackiego jeziorka nad Białym Czeremoszem. Odmowa wymaga od nas sporej asertywnosci i hartu ducha. Niełatwo odpierac rozne namowy i zachęty, od "ale ja was tak kocham" do "ja was zastrzele" ;) Ostatecznie wypracowujemy kompromis. My nie pijemy, ale wstajemy przy kazdym kolejnym toascie, bierzemy pelna szklaneczke w dłon, stukamy sie nia ze wszystkimi , po czym odkladamy na stół. 
Bo toast jest najwazniejszy. 

Na dworze juz dawno zrobilo sie ciemno, a teraz dodatkowo zerwal sie huraganowy wiatr, a my wciaz mamy wątpliwosci co zostalo postanowione w sprawie naszego noclegu. Sanat uswiadamia nas, ze spimy dzis w tym oto domu gdzie sie znajdujemy. To "letni domek" jego brata i to nie bedzie dla nikogo problem, mamy sie czuc jak u siebie w domu, jako goscie i przyjaciele rodziny. Nie jestesmy pewni czy gospodarze tez o tym juz wiedza.. (gdy Sanat nam przedstawia wizje spedzenia nocy to gospodyni patrzy na nas okrąglymi oczami nie rozumiejac ani slowa..) Mamy spore podejrzenia, ze domownicy pałaja znacznie mniejszym entuzjazmem do tego, jakze wspanialego, pomyslu.. Nie wiemy tez czy to napewno "letni domek"- wszedzie sa porozkladane jakies ubrania, garnki i inne sprzety codzienniego uzytku swiadczace ze domek jest zamieszkany i na bieżąco uzywany! Ale Sanat postanowil: Tu spimy i koniec. Jestesmy jego goscmi, on nie pozwoli abysmy sie włoczyli gdzies po nocy. Tu jest cieplo, sucho, bezpiecznie. Tu zostajemy. Koniec. Kropka. 

Probujemy oponowac, ze my mamy namiot, moze postawimy go w ogrodku? Ale w ogrodku ponoc albo grządka albo gnojówka i sie nie nadaje do biwakowania. A sami raczej nic nie znajdziemy w totalnych ciemnosciach w srodku wsi.. Boria i Sanat wprawdzie proponują jako alternatywe, ze zawiozą nas autem do Bakuriani, do siebie do domu, albo gdzies "na prirodu", w jakies najpiekniejsze miejsce w calych gruzinskich gorach. Obaj niestety sa juz tak zaprawieni, ze potykaja sie o wlasne nogi wiec wsiadanie z nimi do samochodu jest ostatnia rzecza jaka sklonni jestesmy zrobic. Z dwojga złego lepiej byc nieproszonym gosciem niz przechodzic przyspieszony kurs latania na kaukaskich przełęczach! 

Okolo 22 wkraczamy w pętle czasoprzestrzeni. Gospodyni idzie spac. Jej syn siedzi z nami z kwasna mina poziewując. Boria wstaje, wyglasza dlugi toast za Gruzje, za Polske, za nas wszystkich albo kogos pojedynczo. Sanat usciskuje mlodego, mowiac, ze jest mu jak syn. Wstaje z kanapy, podchodzi do drzwi, juz trzyma klamke jedna reką... Druga reke podnosi do góry i wyglasza mowe ze czas sie zbierac do domu,bo goscie z Polski sa zmeczeni a i gospodarze musza sie wyspac. Boria wypija toast, podchodzi do stołu, bierze rybe i idzie z nia w ręku w strone drzwi. Zatrzymuje sie na srodku izby i... wszystko powtarza sie od poczatku!. Sanat znow jest na kanapie a Boria przy stole z kieliszkiem w reku. I nastepny raz. I kolejny. I znów tak samo! Z ta sama melodia toastow, szurnięc nogami, iloscia krokow. Jak w "Dniu Świstaka" ;) Tylko mijajace kolejne godziny, odmierzane przez tykający scienny zegar, sugerują, ze czas jednak plynie, przynajmniej gdzies daleko, gdzie wyprodukowano ten zegar... Bo tu nie plynie napewno.. No chyba ze plynie po jakiejs dziwnej spirali- dookola izby ;)
Tylko mlody ziewa coraz szerzej a po godzinie ja z toperzem tez mu wtórujemy ochoczo, marzac o kawalku poduszki. 
Jakos kolo 1 zdaje sie cos drgnac. Boria z Sanatem sie o cos posprzeczali. Sanat podkresla raz jeszcze , ze dzis ten dom jest naszym domem. (Chwala mu za goscinnosc, ale szkoda tylko ze tak ochoczo dysponuje nie swoim domem...) Probuje nam jeszcze skombinowac posciel i poduszki ale na szczescie udaje sie jakos wykrecic.. 
Razem z Boria wychodza na dwor. Udaje im sie odnalezc drzwi do auta. Ruszaja, raz do przodu, raz do tyłu. Silnik bardzo wyje albo gasnie. Ciekawe czy maja dosc benzyny czy wszystko wychlapali przez zgubiony korek.. Wiem, ze oni sa miejscowi, wiem, ze maja wprawe.. Ale jak oni beda w tym stanie wracac do Bakuriani nad przepasciami, droga stu zakretow? Jakis czas slychac ze jezdza w kółko po wsi. Nie wiem czy szukaja drogi na przelecz, benzyny czy wiecej wodki? Syn gospodarzy znika natychmiast w ciemnej bramie domu obok.. 

Zostajemy sami.. W jakiejs ciemnej gruzinskiej wsi, w domku nieznanych ludzi z ktorymi nawet nie potrafimy sie porozumiec... Noz coz.. Chcialam przygod i gruzinskiej goscinnosci - to je mam ;)
Wychodze do kibelka. Noc jest pogodna ale nie ma ksiezyca. Wokol totalnie namacalna ciemnosc. Tylko w swietle latarki ucieka mi spod nóg z dziwnym kwikiem jakies kotopodobne jasne futerko. Przelatuje nad domem ogromny ptak, łopocąc skrzydłami. Łopocą tez na wietrze drzwi do kibelka i stodoły. Świszcza cienkim glosem pordzewiale drzwi od komorki. W srodku cos sie rusza, chrząka.. Moze to koza? Moze to wiatr? Moze mi sie zdawalo? Szybko czmycham do domu. Wiatr duje na zewnatrz jakby chcial drzwi i okna wepchnac do srodka.. Jest godzina druga... 
Jakos nie moge spac. Co chwile sie budze. Męcza mnie jakies dziwne sny. Ani złe ani dobre. Jakies takie pogmatwane i irracjonalne- jak sytuacja w ktorej sie znalezlismy.. 
O 5 rano budzi nas swiatlo i szeleszczenie w izbie. To synowie gospodarza wyciagaja z roznych kątow, a takze spod naszych plecakow rozne fragmenty swojej garderoby.. Co robic? Udawac, ze spimy? Podniesc glowe ze spiwora, usmiechnac sie i powiedziec "dzien dobry"? Rowniez wstac, ubrac sie i wyjsc? Tylko gdzie? Za oknem czarna noc.. Wybieramy wersje nr 1- udajemy ze spimy. Chlopaki sprawnie sie ubieraja i wyruszaja w strone swoich obowiazkow. Spimy dalej. Przed 7 zaczyna zagladac gospodyni i pochrzakiwac. Potem po cichu wybiera popiol z pieca. Widac chce zaczac cos gotowac bo przyniosla wielki garnek. A tu plecak toperza oparty o piec.. Trzeba stad spadac... Ale jedno jest pewne! Nasza nieco dziwna impreza miala zbawienny wplyw na moje zdrowie. Budze sie i czuje jak mlody Bóg! Przeszedł katar, kaszel, ból glowy i drapanie w gardle! Jestem makabrycznie niewyspana ale zupelnie zdrowa! 

Gdy wychodzimy z domku do srodka izby wslizguja sie dwie kury! Toperz probuje je przepedzic. Jedna sie udalo wyprowadzic spowrotem na podworko. Druga, mam nadzieje, ze wyszla sama. Bo toperz jej w pokoju nie znalazl. 

Gruzja - relacja z podróży

Czerwone promienie slonca podnosza sie zza gor i oswietlaja jezioro. Rzadko mam okazje ogladac wschod slonca i to jeszcze w takich pieknych okolicznosciach przyrody. Choc oczy sie kleją a gęba sie drze z niewyspania to zachwyt nad ta wsia nie ma granic! Chałupki, stodółki, stogi, spichlerzyki, wszystko stłoczone na cyplu wychodzacym w jezioro, ktorego rowna tafla odbija promienie budzacego sie dnia. 
Horyzont zamykaja wielkie czarne szczyty gór, przez ktore przelewaja sie mgly. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Po drogach spowitych cieplym slonecznym blaskiem kazdy gospodarz wyprowadza swoj inwentarz na pastwisko. Koń tarza sie na grzbiecie fikajac kopytami. Z podstrychowych komórek wypędzane sa owce, ktore dzielnie pokonują wąskie i chybotliwe kładki. Spod krowich kopyt zmykaja przestraszone kury. Stadko jagniąt przyspiesza pobekując, na widok niecodziennych uzytkownikow przydomowego traktu. Ludziska z usmiechem na twarzach i zdziwieniem w oczach odpowiadaja na pozdrowienia. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wszystko jest tu jakies mnogie i stadne- jak owiec to po horyzont drogi, jak kury to cale ich podworko. Tylko jakas samotna "panienka z okienka" wyglada przez suszaca sie na strychu sieć. I tylko dwa plecakowe wielbłady podążaja droga ku przełęczy. 

Gruzja - relacja z podróży

Za wsia robimy sobie sniadanko. Herbatka, skumbria i duzo czosnku. 

Przy drodze ucinamy sobie pogawedke z milymi pasterzami na koniach. Oni tez podkreslaja, ze sa Ormianami. Sa ubrani w czerwone identyczne kombinezony. Nie wiem jaki jest tego powod- zeby ich bylo widac z daleka? 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na przełecz podjezdzamy gruzawikiem. Jedziemy na pace razem z workiem ziemniakow. Kierowca przed odjazdem wychyla sie z szoferki i prosi nas o niesiadanie na ziemniakach. Gruzawik pokonuje wysokosc rzężąc i dławiąc się na niskich biegach oraz sprawnie sie przedziera przez potoki owiec. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na przeleczy znow nam sprawdzaja paszporty a ja bawie sie z dwoma młodymi pieskami, ktore probuja mi zjesc aparat. 

Dalej na wzgorzu czają sie betonowe, poradzieckie ruiny. Ponoc byla tu jakas baza wojskowa i budowali stacyjke kolejki wagonikowej. Dzis tylko wiatr wyje w pokruszonych scianach a wiszace żelbetowe kawałki bujaja sie w jego podmuchach 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Kawałek dalej spotykamy dwoch bardzo milych pasterzy. Opowiadaja, ze sa z Kachetii i przyjechali tu ze swoimi owcami na cale lato. Niedlugo beda spędzac owce w doliny. Tysiace sztuk kudłatych, białych i łaciatych , beczących biegajacych kulek bedzie podążac zwarta kolumna ku cieplejszym terenom, gdzie latwiej wyskubywac trawe, nawet spod sporadycznie zalegajacego sniegu. 

[img][img]images/relacje/gruzja_buba/IMG_0019.JPG[/img][/img] 

Pytaja czy w Polsce tez mamy wypasy w gorach i ile u nas kosztuje baran. Bardzo sie wstydzimy, ale nie znamy nawet przyblizonej ceny. Oni swoje barany sprzedaja glownie Turkom na kebaby. Pytaja czy lubimy baranie mięso i czy w naszym kraju sie je czesto jada. Bardzo je reklamuja, ze jest smaczniejsze od swinskiego, od wołowiny i drobiu. Proponuja abysmy z nimi zostali i wspolnie spedzili wieczor. A my popełniamy najpaskudniejszy i najbardziej karygodny błąd na calej trasie wycieczki.. Odmawiamy! Mowimy, ze jest jeszcze wczesnie (chyba kolo 9-10) i musimy isc dalej, tłumaczac sie zaplanowana trasa. . Nie mozemy sobie tego wybaczyc do konca wyjazdu. Ba! Nawet teraz jak o tym mysle to pluje sobie w brode i mnie po prostu skręca ze zlosci! Ale jestesmy tak niewyspani i zmeczeni, ze marzymy tylko o namiociku postawionym gdzies w zacisznym miejscu i zeby nam wszyscy dali swiety spokoj! Dlaczego imprezy z miejscowymi tez musza chodzic stadami? Jak te owce na halach? Albo nic, totalna posucha, nikt nie chce sie z nami bratać, integrowac, zapraszac i kazdy miejscowy zapycha przed siebie z oczami wbitymi w niebo.. A potem wystepuje takie zagęszczenie imprez , ze nie sposob stawic im czoła! Dlaczego wlasnie dzis, dlaczego nie jutro albo przedwczoraj? Juz widze oczyma wyobazni jak idziemy do goscia do bacowki. On zażyna barana (byla cos mowa o degustacji mięsa), piecze szaszlyki, wyciąga dymion czaczy wlasnej roboty, cieszy sie na przyjazn miedzy narodami, a my z toperzem zjadamy po kawalku, wypijamy po kieliszku i idziemy spac o 20 jak niemowleta.. Nieee, to juz chyba lepiej odejsc z honorem.. Dlaczego nie spotkalismy ich dzien pozniej??? Dlaczego?? 

Idziemy sobie wiec droga wsrod połoninnych gór, ziewając donosnie. Mijamy kolejne stada a chmurki na niebie ukladaja sie w tak piekne kompozycje jakby jutro mialo nam solidnie dolać. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wiekszosc spotykanych po drodze pojazdow to sama radosc! Machaja nam, trabia radosnie, albo wrecz zatrzymuja sie, pytaja czy nie pomoc, nie podwiesc czy mamy wode i jedzenie. Albo po prostu przystaja z ciekawosci na krotsza lub dluzsza pogawedke. 

Stawiamy namiot w widokowym miejscu i chyba jeszcze przed zapadnieciem zmroku kładziemy sie spac. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Ciekawa rzecza jest w tych gorach, acz wogole chyba w calej Gruzji jest tak- ze jest albo za goraco albo za zimno. Jak wyjdzie slonce to piecze jak w tropikach, jak sie schowa to nagle znikad pojawia sie lodowaty wiatr przewiewajacy do kosci. Amplitudy temperatur wynosza chyba po kilkadziesiat stopni! Zdarza sie , ze czlowiek siedzi w podkoszulce i łapczywie pije wode z upału a 15 minut pozniej szczęka zębami w trzech polarach! 

Jednym z powazniejszych problemow na tych poloninach jest wyprawa do kibelka. Do tego, ze nie ma sie za co schowac i teoretycznie widza nas wszyscy pasterze w zasiegu 20 km, mozna jakos przywyknac. Gorsza rzecza jest występowanie groźnych latajacych węży, formujacych z uzytej srajtasmy. Podstawowym wiec wyposazeniem polowego kibelka wietrznej poloniny jest duzy kamien, ktorym zawczasu przyciskamy owego "węża" do ziemi. 

Wita nas sloneczny dzien. 

Gruzja - relacja z podróży

Wygrzewamy sie przed namiotem obserwujac gory zamykajace horyzont i wirujace po łakach stada owiec. Patrzac z daleka takie stado przypomina jeden wielki organizm. Cos jakby wielka biala ameba, wyciagajaca to kurcząca na wszyskie strony nibynóżki. Najciekawiej wyglada gdy "ameba" przelewa sie przez wzgorze. Wtedy przypomina wode albo lawine. 

Wleczemy sie pylista droga i udaje nam sie złapac kolejnego stopa. Busikiem jedzie dwoch kolesi z Bakuriani. Jeden prowadzi tam hotel. Daje nam jego wizytowke i zaprasza na zime, na narty. Gosc bardzo zachwyca sie Polską, twierdzi, ze musi to byc bardzo bogaty kraj- tak sądząc po wygladzie i zachowaniu polskich turystow , ktorych spotyka w Gruzji. (my mu chyba ten obraz lekko zaburzamy ;) ) Bardzo sie dziwi, ze nie mamy ze soba laptopa. Chyba wogole w jego wyobrazeniu (albo w doswiadczeniu ;) ) polski turysta chodzi opleciony w zwoje kabli, a z kazdej strony dynda mu inna elektronika za grube dolary.. 
Na pace auta jada materace, opony i owieczka. Mamy spore podejrzenia, ze godziny owieczki sa policzone. Zapewne nie wiozą jej do weterynarza ani na wystawe.. Dzis jest piatek.. zapewne juz dzis skonczy na talerzu, suto zapita czaczą.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Milo, ze udalo sie przejechac troche kilometrow.. Ale złapalismy tego stopa w wyjatkowo zlym momencie.. Kawalek dalej mijamy baraczek Paszy. A tak chcielismy do niego zajrzec i pozdrowic go od rowerzystow, ktorzy goscili u niego w zeszlym roku! 

W mijanej okolicy wystepuja jakies stare kopalnie odkrywkowe, kamieniolomy albo inne zapadliska. 

Gruzja - relacja z podróży

Wioska, do ktorej docieramy to Gadolari. 

Gruzja - relacja z podróży

Rozsiadamy sie z piwkiem pod barakosklepem, takim jakich bezskutecznie szukalismy nad Bialym Czeremoszem. Mily sprzedawca przynosi nam krzesła i buduje nam stoł z roznych paczek i kartonów, m.in. po ukrainskich czekoladkach. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wreszcie udaje sie naładowac wszelakie bateryjki. (Od dwoch dni robie zdjecia na "auto" z wylaczonym wyswietlaczem, na ślepo celujac w obrany obiekt..) Probujemy tez nabyc litr benzyny. Sprzedawca probuje poczatkowo wyslac po benzyne chlopca grajacego nieopodal w piłke. Młody ma ogolnie w d.. pomoc komukolwiek, zaczyna cos strasznie pyskowac, rzuca butelke w kąt i odchodzi z obrazona mina. Ostatecznie sprzedawca wstaje, wzdycha, zamyka sklep i po chwili wraca z butelka żółtego plynu. Pachnie rzeczywiscie jak paliwo, acz nie mamy zludzen, zeby mialo powyzej 70 oktanow a nawet moze jest ropą spuszczona z traktora? 

W calej wiosce suszy sie nawóz, najprawdopodobniej przeznaczony na opał. Najpierw suszy sie na gnojowce, potem formuja z niego kostki i lezy ułozony w rowne stosiki kostek przy drodze, na polach, przy domach i płotach. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


Wszedzie na polach pracuja miejscowi, trwaja wykopki. Wiekszosc ludzi ma scisle pozawijane twarze roznymi szmatkami. Zwykle widac tylko oczy. Nie wiem czy od pylu czy od slonca? Pracują cale rodziny, ale glownie kobiety. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Faceci jezdza traktorami, ostro biora zakrety, hamuja wznosząc tumany pyłu. Co chwile zajezdzaja traktorami pod sklep po kolejne piwo. Wiekszosc z nich albo nas kojarzy albo o nas slyszala od znajomych- ze dwoje takich dziwnych idzie pieszo od Bakuriani.. 

Na nocleg zatrzymujemy sie za wsią, przy sosnowym lasku. Jest tam tez wielkie rumowisko kamieni, wygladajace jak jakis stary kurhan. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wieczorem mijaja nas wracajace z pola traktory oraz stada krow. Z jednym stadkiem gospodarze maja spory problem, nie moga go zagnac do wsi. Krowy przechodzily akurat przez zdziczaly sad, caly wypelniony dywanem strasznie kwasnych jabłek. (Wiem, probowalam. Uwielbiam kwasne jabłka ale tych sie zjesc nie dalo..). Juz kiedys na wsi w Bieszczadach widzialam, ze takie dzikie, lekko nadgniłe jablka to dla krow najwiekszy przysmak. Bydlątka maja wiec ogolnie gdzies popedzanie ich bacikami i glosne pohukiwanie opiekunów. Żarłocznie pochłaniają wiec jabłuszka, grzdykajac i ksztuszac sie z łapczywosci. 

Gruzja - relacja z podróży

Jako ze mamy benzyne wreszcie mozemy sobie ugotowac duzo zarcia i do woli herbaty. Wczoraj mielismy strasznie dziwne doswiadczenia z gazowa butla. Wiem, ze bylo zimno, wiem ze byl wiatr! Ale przez ponad godzine nie moglismy zagotowac porzadnie wody, mimo zawiniecia w karimate.. Woda byla z dosc niepewnego zrodelka wiec chcielismy aby sie chwile pogotowala. A tu woda zaczynala lekko bulgotac, na sekunde, dwie i przestawala.. I znowu oczekiwanie 10 minut na pare bąbelkow i dalej nic.. Nigdy nam sie jeszcze takie cos nie zdarzylo.. W koncu po godzinie sie poddalismy, zalalismy makaron ciepla wodą i zjedlismy taki pol twardy bo oczywiscie nie zmiękł odpowiednio niezalany wrzatkiem.. 

Benzyna kopci niemilosiernie, zaraz cala maszynka i my jestesmy upaprani w sadzy. Ale herbatka i cieple zarcie jest w 5 minut. Kuchenka jest z nami na drugim wyjezdzie a juz zdążylismy sie bardzo do niej przywiązac i ogromnie ją polubic. Dziś nadalismy jej imie- bedzie sie nazywac "Marusia". 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Dzis niestety zaden pasterz nas nie zaprasza na barana... :-(

Rano udaje sie złapac stopa do Achalkalaki, jedziemy z bardzo malomownym kierowca. 
W Achalkalaki jest fajna stara twierdza, niektorzy mowili, ze raczej warowny klasztor. Tak sobie mysle, ze jakby to bylo w Polsce to pewnie zaraz obok by byla budka z hot-dogami i napojami dla turystow. A okazuje sie, ze i tutaj jest podobnie! Niedaleko przy twierdzy stoi sobie baraczek a w srodku trzech facetow popija wodeczke. 

Gruzja - relacja z podróży

Toperz zaglada do srodka i zaraz dostaje kielonka oraz bulke z parowka. Ja rowniez. Podzamkowy "hot-dog po achalkalacku" jest wyjatkowo smakowity! 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Probuje sie popisac znajomoscia paru gruzinskich slow. Okazuje sie jednak, ze nasi wspoltowarzysze sa Ormianami i wolą rozmawiac po rosyjsku, a na dzwiek gruzinksich slow krzywia sie z obrzydzeniem. Kurcze! nie wpadlam na to aby nauczyc sie choc jednego slowa po ormiansku! Ciezko sie polapac na tym Kaukazie w tych ich wzajemnych antypatiach! Gruzini lubia Azerów, a z Ormianami i Rosjanami sie nie lubią.. Ormianie nienawidzą Azerów ale za to lubia Rosjan. Czeczenów nikt nie lubi, no moze troche Azerowie. Wszyscy lubia Turkow bo robia z nimi interesy i sprzedaja im barany! Pasterz wczoraj nam jeszcze mowił ze Kachetyjczycy, Adżarowie i Swanowie nie do konca są Gruzinami i maja swoj język, kulture i z Gruzją niekoniecznie sie identyfikują.. Ale w tym to sie zaczne łapac pewnie dopiero jak bede tu dziesiaty raz ;-)
Kolesie z barakowozu nic nie sa nam w stanie pomoc w sprawie lokalizacji mostu z wagonu, ktory pamietam z jakiejs relacji i gdzies tu, w Achalkalaki powinien sie znajdowac. 

Idziemy na twierdze, ktora malowniczo sobie stoi na gorce. Bardzo dogodne miejsce na biwak by tu bylo! Cudny kraj do wolnej włóczegi- wszedzie mozna biwakowac, na stopa chca zabierac.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Z twierdzy najbardziej nam sie podoba budynek z kopuła. Mozna wejsc do srodka. Po ilosci nawozu na ziemi widac , ze czesciej od turystow bytuje tu bydelko. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Toperz zostaje na twierdzy z plecakami a ja ide do pobliskiego kafe po piwo. Otwieram drzwi baru a tam schody prowadzace na gore. Na gorze dlugi korytarz, jedne drzwi otwarte. W srodku kanapa, stolik, szafka, telewizor. Widac jakis hotelik. Na scianie w korytarzu wisi kartka a na niej napis "kafe-bar" i strzalka. Ciągne wiec za klamke najblizszych drzwi... a tam... jakas parka sobie w najlepsze baraszkuje! Zupelnie nie przejmujac sie naglym najsciem i nieproszonym gosciem w drzwiach.. Eeeeeeee.. Tak jakos wyszlo, ze trafilam wlasnie przypadkiem na lokalny burdel! :-) Z konca korytarza przybiega jakas babka i wskazuje mi drzwi do wlasciwego baru. Zaczyna tez bardzo przepraszac za zaistniala sytuacje i lekkomyslna pracownice, ktora nie zamknela drzwi od pokoju. Babka tłumaczy mi tez, ze to budynek dla kierowcow, głownie tirowcow z Turcji. Maja tu co dusza zapragnie- full wypas! Jest wulkanizacja, czesci zapasowe do ciezarowek, mechanik, hotel, bar i oczywiscie panienki. "Tak, tak, Turcy uwielbiaja nasze piekne ormianskie dziewczyny! I nasze barany! Jedno i drugie wychowane tu, w naszych Gorach Samsarskich!". Przychodzi sie tez przywitac wlasciciel obiektu, bardzo dumny z szerokiego asortymentu proponowanych usług. Mowi, ze lubi Polaków i jesli jacys koledzy z mojej ekipy chcieli by skorzystac z usług- to 50% znizki!!! Pyta tez gdzie reszta ekipy. Mowie mu wiec , ze ekipa niewielka i tylko jest moj mąż, ktory czeka w twierdzy na piwo, ktore mam przyniesc z baru. Tu twarz burdel-taty sie rozpromienia! Zaraz woła swoja żone i widze, ze stawia mnie za przyklad odpowiednich zachowan w rodzinie ;)
Pytaja tez czy bylismy juz w Armenii, bo tam pieknie, ciekawe zabytki i mili ludzie. Mowie im wiec, ze po co jechac do Armenii skoro w Gruzji sami Ormianie! Na tym etapie oboje rzucaja mi sie na szyje, wznoszac okrzyki o polsko-ormianskiej przyjazni! 
Pytam o most z wagonu. Tłumacza mi, ze to zapewne gdzies kolo ruin rosyjskiej bazy wojskowej- wiec brzmi zachecajaco. 
Babka odprowadza mnie do drzwi "coby zaden klient mnie nie zaczepil" 

Obiekt pt: "wszystko dla kierowcow" prezentuje sie tak: 

Gruzja - relacja z podróży

Wracam na twierdze. Jest kupa smiechu jak opowiadam toperzowi moja przygode. Wypijamy piwko z widokiem na stare kamienne mury i nowsze jakies ruiny postindustrialne , zamykajace płowy, pylisty horyzont. 

Gruzja - relacja z podróży

A wokół góry, wąwozy i ogolnie cala okolica bardzo nam przypadła do gustu: 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Obkupujemy sie na targu w rozne pysznosci. Jedno jest pewne- Achalkalaki zostanie nam w pamieci jako najmilsze i najbardziej przyjazne miasto na trasie naszej włóczegi. Wszyscy chcą nam tu pomóc, zagadują, usmiechaja sie i zycza wszystkiego najlepszego na przyszlosc, udanej wędrowki, zdrowia i szczescia do piątego pokolenia! Nie wiem czy ma to jakis zwiazek, ale nie spotkalismy tu zadnego turysty.. (no chyba ze mianem "turysty" nazwac tureckich tirowcow ;-) ) 

Zjadamy pierozki w malutkiej przybazarowej knajpce. Na zapleczu jest bardzo klimatycznie, babka lepi ciasto, dymi żeliwny piecyk, skwiercza osmolone wielkie patelnie. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Szukamy dalej mostu z wagonu. Miejscowi robia wrazenie jakby kompletnie nie mieli pojecia o jakim miejscu mowie.. Kazdy chce nam pomoc i kazdy kieruje nas w inna strone. Trafiamy do wiszącego mostu nad wąwozem albo do starego wagonu kolejowego w czyims ogrodzie. Po kilku godzinach poddajemy sie. Nie bedzie mostu z wagonu. Ale plus taki , ze dokladnie obejrzelismy cale miasteczko obchodzac go kilka razy dookola. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wychodzimy serpentyna z miasta i na zakrecie probujemy łapac stopa w strone skalnych miast. Lapanie stopa w tym kraju to bajka, poezja po prostu!! Nawet jak ktos nas nie moze zabrac to czesto sie zatrzymuje, pokazuje ze nie ma miejsca, albo mowi, ze jedzie w inna strone. Jakos tu nikomu nie przeszkadzaja ani wielkie plecaki ani odrazajace elementy wygladu , ktore muszą napawac panicznym strachem lub odrazą 99% polskich kierowcow. 

Gdy suniemy juz autem w strone Kertwisi, pare kilometrow za miastem, mijamy nasz most z wagonu. Mignął tak szybko, ze nawet nie zdążylam zrobic zdjecia... 





Ruszamy ku górom. Najpierw do Kazbegi. Nad Kaukazem wisi ogromny wał chmur. Dokladnie widac to z dworca Didube. Silnie duje wiatr, wiec moze sie przewieje? Po drodze na Gruzinskiej Drodze Wojennej pojawiaja sie widoczki wiec zdaje sie, ze jest szansa na poprawe pogody. 


Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Mijamy jakies narciarskie kurorty, wypasne nowe hotele, opuszczone pensjonaty przygladajace sie nam wypalonymi oczami okien, mijamy zapadle wioski, osiolki i konie. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Mgly sciela sie pod kola marszrutki rozjezdzajacej z impetem kałuzasta nawierzchnie wysokich przeleczy. Gory zdaja sie siegac nieba albo albo jeszcze troche wyzej, serpentyty wiją sie jak węże. Az nie chce sie wierzyc ze tędy leci tranzyt do Rosji, acz co chwile przypomina o tym pomruk ogromnego tira z trudem pokonujacego wysokosc. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

W Kazbegi jeszcze zanim udaje sie opuscic pojazd juz opadaja nas stada miejscowych proponujacych noclegi. Zwlaszcza namolny jest pan Wasilij , ktory prawie siła ciagnie nas do swojego auta, pokazujac nam opis pensjonatu po polsku ,twierdzac ze kocha Polaków i "wszyscy Polacy nocują u niego". Moze i jego oferta nawet nie byla taka zla, ale jakos nie lubimy ludzi natrętnych, probujacych nas do czegos przymuszac. Jak sie pozniej dowiadujemy- Wasilij ma opisy swoich usług w kilkunastu roznych językach, gdy zajezdza do Kazbegi marszrutka, dowiaduje sie od kierowcy jacy obcokrajowcy przyjechali i w zaleznosci od tego pokazuje inna strone ksiazeczki, wyglaszajac odpowiednio zapewnienia o sympatii do Francuzów, Czechow albo Żydów... 
Uwalniamy sie z jazgoczacego kordonu, ktory otoczyl marszrutke i pelzniemy glowna ulica. Dziwne to Kazbegi. Ni stare ni nowe. Ni gorska wies ni popularny kurort. Ni to dzikie ni zagospodarowane. Ogolnie chyba calkiem fajne. Tylko chwila!! Tu powinny gdzies byc gory!!! .. Musza gdzies tu byc? Omiatamy wzrokiem okolice ale wszedzie tylko chmury i mgla... I mgla... 
Ogolnie pizga potwornie, jest chyba ponizej 10 stopni i wyglada jakby zaraz mialo zaczac lac.. W tym momencie rozbijanie namiotu jest ostatnia rzecza jaka nam sie marzy, wiec szukamy kwatery. Znajdujemy taka jedna w centrum z malwami pod oknem i knajpa nieopodal. 

Gruzja - relacja z podróży

Czasem mgla sie przewieje i pokaze sie kawalek góry. Ale nie takiej normalnej gory-, takiej ,ze aby zobaczyc wierzcholek trzeba tak wysoko zadrzec glowe, ze zaczyna skrzypiec w karku. I pewnie wszedzie wokol sa tu takie gory, bo czuc chlodny oddech lodowcow , zapach skaly i spienionych potokow. 

Gruzja - relacja z podróży


Przez chwile odslania sie wzgorze z cerkiewka Tsminda Sameba. Tam dzisiaj idziemy! 

Gruzja - relacja z podróży

Mijamy sympatyczna wioske Gergeti i pniemy sie pod gore serpentynami w coraz to bardziej gestniejacej mgle.. Cerkiewke dostrzegamy jakies pol minuty przed przywaleniem nosem w mur... 

Gruzja - relacja z podróży

I ta swiadomosc, ze tu zaraz siedzi Kazbek, pięciotysiecznik a widoki pewnie nie maja sobie rownych.. Co za pech! Co my zrobimy jak jutro bedzie tak samo? I pojutrze? ech.. :(

Dzis mamy szanse podziwiac widoki tylko na taki Kazbek. Tez niczego sobie :-)

Gruzja - relacja z podróży

Schodzimy w doline. W knajpie siedzi wesola i juz rumiana gromadka Polaków z klubu Anapurna w Tychach. 

Gruzja - relacja z podróży

Wlasnie wracaja z Elbrusa. Pokazuja zdjecia, mieli zarąbista pogode. Opowiadaja o lokalnej specyfice. Zwykle ekipy miedzynarodowe rozpoczynaja atak szczytowy na Elbrus kolo 2-3 w nocy, wiec staraja sie polozyc spac kolo 20. Spotkani przez nich Rosjanie chlali do 3, po czym spakowali sie i poszli na szczyt. Przegonili wszystkich a na szczycie zamiast pamiatkowych zdjec czy zatkniecia flagi- wyciagneli kolejna flaszke ;-) Byli to studenci z Nowosybirska. W przyszlym roku planuja Pamir. 
Co chwile na stol wjezdzaja kolejne flakony z czacza, a babki z baru nie moga sie doliczyc piwa w lodowce. Zjadamy tez ostri- bardzo pyszne danie bedace jakby bardzo rzadkim gulaszem albo bardzo gęsta zupą, fajnie ostro przyprawiona i posypana zielenina. Jak sie wciagnie miseczke od razu jakos cieplej. 

Gruzja - relacja z podróży

No wlasnie- pisalam juz, ze jest potwornie zimno? W naszym pokoju tez pizga jak szlag. Pokoj jest duzy- moze rozbijemy w nim namiot? 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Marzylam od niepamietnych czasow, zeby byc na Kaukazie. Oto i jestem. Ale czlowiekowi nie dogodzi.. Teraz jeszcze marze aby ow Kaukaz zobaczyc ;)

Budzik dzwoni o 7.. Z drzacym sercem podchodze do okna.. Co tam zastane? Gory, slonce czy jednolita zaslone mgly- ktora oznacza dla nas powrot do Tbilisi.. 
Widze to: 

Gruzja - relacja z podróży

I donosnych kwik radosci niesie sie po calej okolicy!!!! 


Jest pieknie! Pierwsze promienie slonca oswietlaja Kazbek i ciemna sylwetke cerkiewki. Ale chmur jest duzo.. Czy jak dojdziemy tam gdzie wczoraj znow sie wszystko nie schowa? Po drodze spotykamy miejscowego z biala niwa (zreszta co drugie auto w Kazbegi to biala niwa) ktory proponuje podwiezienie pod cerkiew. Wczoraj juz tam deptalismy- to dzis sobie pojedziemy!! Nukri- czyli kierowca, opowiada nam rozne rzeczy o okolicy. O wodospadach pod rosyjska granica, o lodowatych jeziorkach, licznie wystepujacych tu jaskiniach i pasterskich osadach wsrod gor. Wychodzi na to ze w okolicy samego Kazbegi mozna by spedzic ze 2 tygodnie i bynajmniej sie nie nudzic! 
Nukri opowiada tez , ze w pewnym sensie jest z Polska zwiazany. Jego brat ozenil sie z Polka z Krakowa. Wyjechal tam i handlowal autami sprowadzanymi z Niemiec- mercedesy, audi, bmw.. Powodzilo mu sie niezle, ale konkurencja byla bardzo niezadowolona, ze sprzedaje auta zbyt tanio, ponizej cen ustalonych na czarnym rynku.. Ktoregos dnia gosc zostal zastrzelony w Gdansku przez tzw "nieznanego sprawce".. Ow brat Nukriego wyjechal z Gruzji w latach 90 tych.. Ponoc biednych, niespokojnych, wojennych i niebezpiecznych na calym Kaukazie. Wyjechal, by w dalekiej Polsce szukac dobrze platnej pracy oraz spokojnego, rodzinnego i latwiejszego zycia.. Mowil, ze Gruzja nie jest w stanie mu tego zapewnic.. Jak sie okazalo- Polska rowniez.. Jego cialo sprowadzono samolotem i pochowano w Kazbegi. Z widokiem na gory, ktore zawsze bardzo kochal i przed ktorymi probowal uciekac.. Zona z coreczka zostaly w Polsce i nie utrzymuja konktaktow z gruzinska rodzina.. 
Nukri zawozi nas pod cerkiew w cenie nizszej niz proponowal poczatkowo, stojac z kumplem przy moscie. Mowi ze jestesmy sympatyczni, opusci nam troche.. Tylko zebysmy absolutnie i pod zadnym pozorem nikomu w miescie nie mowili, ze zawiozl nas taniej bo wszyscy taksowkarze w Kazbegi maja ustalone ceny ,ponizej ktorych nie wolno im schodzic... 
Coz.. Chyba maja to rodzinne ;-)

A tymczasem nasza niwa szparko sunie do gory. Nukri opowiada o terenowych biegach, reduktorach, popierajac opowiesc odpowiednimi przestawieniami lekko podrdzewialych wajch. To auto zachwyca mnie coraz bardziej!! Takie dzielne, takie proste, takie zarąbiste!!!!!! Pali ponoc od 15 do 20 litrow na sto.. Ale co tam! Ale jak wspaniale przeskakuje koleiny! jak dogodnie wziela ten blotnisty zakret! Oj skodusia to by tu nie wjechala, chocbysmy na glowie staneli i na sznurku ja wciagali! 

Ponoc do Kazbegi najtrudniej dotrzec wiosna. W marcu na przyklad. Na drodze wojennej czesto wtedy lawiny schodza. W tym roku 10 osob zabraly. Leża teraz tam gdzie brat Nukriego. Tam gdzie wszyscy. Tam skad widac Kazbek.. O ile jest ladna pogoda oczywiscie.. 
Tzn teraz ladnej pogody nie ma.. Kazbek znowu w chmurach.. Ale nie narzekamy- widac pieknie gory po drugiej stronie. Zegnamy sie z Nukrim i umawiamy na jutrzejszy wspolny wyjazd do Dżuty. 

Gruzja - relacja z podróży

Biegamy w kólko z radosnym okrzykiem na ustach, robimy zdjecia i wydaje sie ze zaraz oszalejemy z radosci, z widokow, z poczucia szerokich przestrzeni, z porannych promieni slonca!! 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Odpuszczamy sobie podejscie do lodowca. Lodowiec jest zimny a poza tym za daleko i nie damy rady. Zwlaszcza z tym przystawaniem co 2 metry na zdjecie, na wytarzanie sie w trawie, na obserwacje wirujacych mgiel i nieba, po ktorym szybuja ogromne ptaki, nieba, do ktorego mamy tutaj jakos blizej.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wspinamy sie na kolejne pagory, cerkiewka zostaje daleko w dole. 
Odslaniaja sie kolejne nieznane szczyty, czesc z lodowcami, czesc z czarna albo ruda skala.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wokol glebokie doliny, pelne jaskin i formacji skalnych o fantazyjnych ksztaltach, wypelnionych szumem wezbranych potokow. Zdaje sie dostrzegac wsrod skal powykrzywiane mordy zakletych przed wiekami potworow, ruiny pradawnych grodow, kosciolow, fortec i baszt.. Ciekawe co zyje w postrzepionych otworach jaskin? 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży


Widac tez dalekie, sloneczne doliny z meandrujacymi rzekami, otoczone scislym murem wysokich szczytow. 

Gruzja - relacja z podróży

Wystepuja tu rozne rosliny, niektorych nigdy wczesniej nie widzialam 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gotujemy zarcie i herbatke. 

Gruzja - relacja z podróży

Poznym popoludniem pogoda sie poprawia. Wylaza kolejne pasma. W koncu i ogromne cielsko Kazbega powoli i dostojnie wyłania sie z mgly. Widoki wrecz przytlaczaja, zwlaszcza kogos nieprzywyklego, ktory przez cale zycie rozumie gory przez pryzmat łagodnych, olesionych lub łakowych pagorkow. A tu skała, snieg i poskrecany jęzory lodowca. Tu widac ogrom i przestrzen, chlod spienionych potokow, dziki i zlowrogi powiew niedostepnosci. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

W ktoryms momencie na owianym mgla poszarpanym szczycie i podswietlonym od drugiej strony pojawia sie ognista pomaranczowa wirujaca kula! Nigdy nie widzialam takiego zjawiska! Kula kreci sie, pełga i rozplywa we mgle.. Trwalo to chyba z 15 sekund.. 

Słońce zaczyna sie robic jakies pomaranczowe, kolorki do zdjec coraz ładniejsze, wiec zaczynamy powoli spełzac w strone dolin... 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Jestesmy chyba na jednej z bardziej turystycznych, popularnych i rozdeptanych tras gruzinskiego Kaukazu, wiec dzis przez caly dzien spotkalismy kilkunastu turystow.. No dobra! moglo ich byc dwudziestu! 

W ostatnich promieniach slonca schodzimy w doline. We wsi toczy sie normalne zycie. Zarży kon, dzieciak zagania bacikiem stado krów, dziadek nabija fajke.. Czasem ktos do nas zagada ale w ząb nie rozumiemy co mowi w lokalnym , bulgoczaco-charczacym języku.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Mrok i chłod nocy siada w doline. Szczyty jeszcze ploną odbiciem zachodzacego slonca.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Miejscowi lubia zjezdzac z gory bez swiatel i na wylaczonym silniku. Dobrze ze droga jest wyboista i z daleka slychac turkot kól na kamienistym podlozu. 

Zachodzimy wieczorkiem do jednej z knajp. Jej wlasciciel jest niesamowity- caly czas cieszy mu sie geba! Czy widzi nas czy miejscowych, czy niesie talerze- caly czas ma banana od ucha do ucha! Zjadamy znane juz chinkali oraz chaczapuri bedace plackiem nadzianym wedzonym stopionym serem. Troche przypomina to pizze ale jest smaczniejsze. 

Gruzja - relacja z podróży

Przez zaslonke lub okienko podpatrujemy jak babki zagniataja i wałkuja ciasto a potem nadaja pierozkom odpowiednie ksztalty. 
Pod oknem knajpy stoi pieniek z wbitym w niego toporem. Ale to nie do rąbania drewna. Tu rąbie sie mięso. Pewnie na nasze chinkali. Nad pokrytym krwista mazią toporkiem błyska kolorowy neon "Open". 

Gruzja - relacja z podróży

W polaczeniu z pokruszonym betonem, wiatą i lodowatym nocnym wiatrem tworzy to niesamowity koloryt. I domasznie wino. Caly dzban. I muzyka. Tak. Muzyka. Ona chyba przede wszystkim. Charczacy, podskakujacy od wibracji magnetofon. Zarąbista lokalna piosenka. Cos ponoc o dziewczynie co chodzila po wode i chciala nie tego chlopca co trzeba. Czyli tak jak zawsze w takich piosenkach. Gdy piosenka sie konczy i zaczyna leciec nastepna, jakas po angielsku, to miejscowi zaraz sie rzucaja na magnetofon, cofaja i znow gruzinska dziewczyna idzie po wode! I znow. I chyba dziesiaty raz. Miejscowi zaczynaja tanczyc. Zapraszaja nas do tanca ale zupelnie nie wiemy czy powinnam isc ja czy toperz.. No bo sami faceci tancza.. Tanczy tez jakis maly chlopczyk, ktory zaplatal sie tu chyba przypadkiem.. Jakos czuc w tej ich muzyce zadume i ekspresje zarazem a na pewno magie niedostepnych gor.. 
Pytam wlasciela knajpy co to za piosenka. Na poczatku sie troche peszy bo mysli ze przyszlam z pretensjami "bo turysci nie lubia lokalnej muzyki". Zareczam go ze jestem zachwycona. Geba mu sie rozjasnia i podkreca magnetofon jeszcze glosniej. Na kartce zapisuje mi tytul i chyba wykonawce. Niesamowite jest jak oni szybko i sprawnie stawiaja te "robaki" ktorych ja sie mozolnie probuje od pol roku nauczyc... Ale pisanych nie odczytam w zadnym razie... 

Gruzja - relacja z podróży

Po powrocie dzieki pomocy milych ludzi z kaukaskiego forum udalo sie ta piosenke odnalezc: 
http://www.myvideo.ge/?video_id=1390555

Do knajpy przylega bazar. Kupujemy cala siate warzyw i owocow. Wpada nam w oko cos, co przypomina swieczke. Sprzedawca mowi ze to "gruzinski snickers"- ale w smaku rzeczywiscie przypominal swieczke ;)

Dzis jedziemy do Dżuty. Nukri czeka na nas w ryneczku juz przed umowionym czasem. Pakujemy sie w niwe i jedziemy. Dzis pogoda idealna, niebieskie niebo, malutkie chmureczki i zapowiada sie naprawde upalny dzien, choc o poranku czuc jeszcze zimno ciagnace z cienistych gorskich dolin. Nukri poleca nam przykryc sie pasem bezpieczenstwa. Od paru lat policja wlepia mandaty za brak pasow, ale spora czesc Gruzinow nadal nie moze sie pogodzic z tym ograniczeniem wolnosci. W niwie pasa i tak nie ma gdzie wpiąć wiec wiec trzeba jedynie stwarzac pozory, ze pas jest. Jednoczesnie wielu kierowcow ma w tym momencie satysfakcje, ze zagralo wladzy na nosie a metoda "biernego oporu" jest czesto najskuteczniejsza. 
W niwie fajnie zapala sie silnik- poruszajac pokretłem podobnym do kapsla, zawieszonym na pęku kabli. Trzeba tez ta czynnosc powtarzac kilkakrotnie w czasie jazdy bo silnik sobie gasnie. Za kazdym zgasnieciem jestem pewna, ze tym razem to juz napewno zabraklo benzyny, bo Nukri juz od wczoraj jezdzi na rezerwie. 
Podoba mi sie tez operacja otwierania szyby. Zawsze napawaly mnie niechecia szyby zjezdzajace na przycisk. A tu nawet korbka wydaje sie byc jakas zupelnie zbedna nowoczesnoscia. Szybe łapiemy oburącz, zawieszamy sie calym ciezarem ciała i sciagamy ją wedle uznania :-) Zamykania jeszcze nie opanowalam ale wierze w Nukriego i jego techniczny zmysl :-)
Mijamy pare turystow z Izraela poruszajacych sie (a przynajmniej majacych to w planach) konno. Dziewczyna dobrze sobie radzi z rumakiem natomiast kon chlopaka kreci sie w kolko, skubie krzaki i nic sobie nie robi z wysilkow jezdzca. Kawalek za Kazbegi zatrzymujemy sie przy malutkiej i uroczej stacji benzynowej. Nukri nabywa dwa litry do karnistra. Wciaz mam nadzieje, ze kiedys zatankujemy na takowej skodusie. 

Gruzja - relacja z podróży

Zjezdzajmy w boczna droge. Tu tez zatrzymujemy sie na chwilke. Nukri biegnie do sklepiku celem nabycia piwka, ktore umili mu czas oczekiwania na nas w dolinie gdy bedziemy na wycieczce. Po drugiej stronie drogi czai sie wioska z baszta na wzgorzu. 

Gruzja - relacja z podróży

Na przystanku autobusowym pasą sie krowy. Obok lezy przewrocony znak drogowy. Pewnie ktos nie wyrobil zakretu albo zignorowal kolejne "ograniczenie wolnosci". 

Gruzja - relacja z podróży

Mijamy wioske Sno z kolejna zruinowana basztą. Na polance przy drodze leża tajemnicze ogromne kamienie, rzezbione w ludzkie twarze. Powyciagal je kiedys traktor podczas prac polowych. Badali je rozni naukowcy. Poki co nie stwierdzono z jakich czasow pochodza i w jakim celu byly wykonywane. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Mijamy kolejne wioski: Achalcyche, Karkuche. Znika asfalt a niwa pokrywa sie szczelna warstwa pyłu. Przy drodze spacerują osiołki, ucieka do rowu z kwikiem rodzinka łaciatych swinek. Male chatki przycupnely na ostrych zboczach. 
Co chwile pokazuje sie imponujący stozek Kazbega z lodową czapą, po czym znowu znika w chmurach lub za krawędzia wąwozu. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

W jednej z wiosek mieszkancy sie zbuntowali ze im droga pyli pod oknem i zagrodzili przejazd ogromnymi kamieniami. Samochody musialy sobie wyjezdzic droge bokiem. 
Nukri pokazuje nam dom swojej tesciowej. Ponoc nie rozmawiaja ze soba od lat i zyją w wielkiej niezgodzie. Babka byla przeciwna malzenstwu corki z chlopakiem z biednej rodziny. Na dodatek skonczyl politologie w Azerbejdzanie i pracowal w urzedzie. Wszystko rozbijalo sie o pieniadze. Nie stac ich bylo na wyprawienie hucznego wesela na 300 osob jakie w rejonie byly wowczas w modzie. 
Temat schodzi z antagonizmow rodzinnych na narodowe. Nukri nienawidzi Ormian. Twierdzi, ze sa gorsi niz Rosjanie i Żydzi tzn sa jeszcze bardziej pazerni i wlasna matke by sprzedali jakby na rynku, jesli zaproponowac by im oplacalna tranzakcje. Twierdzi tez ze podczas konfliktu w Abchazji pomagali mordowac Gruzinow aby podlizac sie Rosji. 
Z niewiadomych przyczyn Nukri daży wielka sympatia obywateli krajów nadbałtyckich i skandynawskich (pewnie dlatego ze sa daleko ;) ) 

W jednej z mijanych wiosek mamy okazje ogladac przedwyborczy wiec. Niesamowity ruch samochodow i scisk jak na taka malutka wioske. Ludzie stoja w grupkach, machaja rekami i cos pokrzykują. Nukri takze bardzo emocjonuje sie wyborami. Nie lubi obecnego gruzinskiego prezydenta. Mowi, ze on jest prezydentem mlodych i bogatych z duzych miast a jego polityka rozwoju stolicy, metra, autostrad i rozbudowy nadmorskich kurortow malo interesuje prostych ludzi z kaukaskich dolin. Jego kandydatem jest Iwaniszwili. Ponoc on bardziej popiera ludnosc wiejska. Nukri wierzy w obietnice ulg na traktory, pomocy dla hodowcow bydla, czy usprawnienie sluzby zdrowia na prowincji. 

Po minięciu Karkuchy droga zaczyna sie wspinac coraz wyzej, robi sie bardziej wyboista. Prowadzi wąska polka nad glebokim wąwozem spienionej rzeki pelnej wodospadów. Nukriego bardzo dziwia nasze zachwyty nad wodospadami czy odslaniajacymi sie widokami na Kazbek- ot gory, zwykle gory.. Co w tym nadzwyczajnego??? ;)

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Przed wsia zwracaja uwagę pamiatkowe tablice dwoch chlopaków. Ponoc mieszkali w Dżucie i zgineli w Abchazji. Obok tablic przeplywa potoczek. Leżą kieliszki i resztki jedzenia. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

W Dzucie Nukri sie rozsiada z piwkiem, bedzie na nas czekal. A my suniemy w boczna doline prowadzaca do masywu Chaukhi. Poczatkowo chcemy dotrzec do lodowca. Potem okazuje sie jest on daleko i nie jest chyba az tak imponujacy jak ten pod Kazbekiem. Wyglada jak łacha sniegu. Zatem nacieszymy sie urokliwa dolina, pelna skalistych i poloninnych gor. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Zwraca uwage ogromna ilosc pluszczacych potoczkow, ktore wypelniaja cale powietrze zapachem swiezosci, wilgoci i rzeskiego poranka. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gdzies na sąsiednich szczytach pasą sie stada koni 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wszedzie pasa sie cieleta. Jest ich chyba z kilkadziesiat. Sa wyjatkowo puszyste i kudlate. Jedno z nich z apatytem oblizuje mi ręke. Ma bardzo sympatyczny szorstki jęzorek. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Odnajdujemy przypadkiem malutkie gorskie jeziorko. Jest bardzo głebokie i ma niesamowiscie czysta i przejrzysta wode. Poczatkowa chec kąpieli szybko gasnie po wsadzeniu do jeziorka nóg. Jest tak upiornie zimne, ze snieg lezacy w zimie zdaje sie byc symbolem czegos cieplutkiego. No ale nie ma sie co dziwic, do jeziorka wplywa potok plynacy prosto z lodowcow. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na srodku trawiastej doliny leży kilka ogromnych głazów o wyjatkowo rownych krawedziach. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Zalujemy , ze nie zabralismy namiotu aby sobie pobiwakowac w tej pieknej dolinie. Nie chce sie wracać, co chwile przysiadamy na kolejnym pagorku albo nad jednym, to nad drugim i dziesiatym potoczkiem. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Wies Dzuta to platanina, istny labirynt podworek, bydlecych sciezek i ogrodkow. 

Gruzja - relacja z podróży

Kluczymy wiec miedzy domami i szopkami probujac zejsc do drogi a nie w głeboki wąwoz. W pewnym momencie jakis facet biegnie za nami i cos pokrzykuje. Poczatkowo myslimy, ze chce nam pokazac droge, albo przegonic ze swojego podworka. On natomiast nas mija, wpada na podworko i uwiazuje psa. Pies jest wielkosci sporego cielaka.. 

Gdy wracamy , Nukri opowiada nam historie sprzed kilku lat. Byli u niego turysci, Litwini. Przyjechali terenowka marki chrysler, ale z jakis, tylko im znanych powodow nie mogli tym samochodem wrocic. Twierdzili, ze auto moze sie popsuc a oni musza szybko wrocic do domu, najlepiej samolotem. Samochod zostawili Nukriemu. W ramach zaplaty zażądali psa- prawdziwego owczarka kaukaskiego. Nukri znalazl w Tbilisi u znajomego odpowiedniego szczeniaka, nawet z rodowodem. Zalatwil weterynarza, pozwolenia na przewoz przez granice. Psiak pojechal na Litwe, chrysler zostal w Gruzji ze wszystkimi papierami. Auto jest w pewni sprawne. I nikt nadal nie zna przyczyn dziwnego zachowania Litwinow. Moze sie cos wyjasni gdy Nukri bedzie probowal auto sprzedac? 

Opowiada nam tez smutne historie swoich znajomych, ktorzy musieli zostawic swoje domy i groby przodkow po osetyjskiej stronie. A ponoc dla Gruzina najgorsze jest nie moc odwiedzac grobu bliskiej osoby... Zwlaszcza zal mu jednego ze znajomych- Gogiego. Facet cale zycie marzyl aby zamieszkac na wsi. Pracowal w Tbilisi i wszystkie oszczednosci i czas poswiecal malemu, slicznemu domkowi w gorskiej dolince. Planowal tam osiasc na emetyturze. Na emeryture przeszedl w czerwcu 2008. Niedlugo pozniej Osetia Poludniowa przestala byc dla Gruzinow dostepna. Gogi siedzi wiec w Tbilisi i nie bardzo wie co ze soba zrobic.. Nawet nie wie czy ktos mieszka w jego domku, oraz jaki los spotkal wymyslna tame na potoczku, zrobiona tak aby tworzyla jeziorko.. 

A nasza droga powrotna wije sie przez malownicze wioski 

Gruzja - relacja z podróży

Wieczorem w Kazbegi jest koncert. Mówia, ze ma byc to narodowa muzyka gruzinska. Poczatkowo ją nawet troche przypomina. Dziewczyny krzyczace cos na cale gardlo do mikrofonow mają nawet ludowe stroje i bębenki. 

Gruzja - relacja z podróży

Potem jednak zaczyna sie regularna łupiąca dyskoteka z angielskojezyczna mieszanina disco i techno.. :(

Wyjezdzamy z Kazbegi. Dzis pogoda duzo lepsza niz mielismy w tamta strone wiec i widoki na Gruzinskiej Drodze Wojennej sa nieporownywalne. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Po drodze mijamy zbiornik i twierdze Ananuri. 

Gruzja - relacja z podróży

W Tbilisi pytamy na dworcu o marszrutke do Szatili- faktycznie jest jutro o 9. Wyruszamy zatem na poszukiwania hoteliku kolo stacji metra Samgori. Mamy na jego temat bardzo szczatkowe informacje. Ktos kiedys napisal na forum kaukaskim w temacie "Noclegi odradzane"- "Noclegownia robotnicza dla handlarzy z bazaru. Pokoje zamykane na kłodke. Brak prądu". Nie sposob oprzec sie takiej reklamie i nie odwiedzic tak ciekawego obiektu! Wysiadamy na odpowiedniej stacji i rozpoczynamy poszukiwania. Niestety wszyscy bezładnie rozkladaja ręce. Ktos kieruje nas do pobliskiego hotelu "Elit" ale to nie jest to miejsce ktorego szukamy. Rozpytujemy dalej.. Kluczowe okazuje sie stwierdzenie: "To nie taki hotel dla turystow. Tam spia ludzie z bazaru". Mlody handlarz przyglada nam sie ze zdziwieniem (pewnie rozwaza czym handlujemy, ze przenosimy to w takich dziwnych plecakach ;) ) i wskazuje nam kierunek. Chyba tym razem sie udalo, bo faktycznie wzdluz ulicy rozlozyl sie ogromny bazar. Szukamy 4 pietrowego budynku, bo hotelik ma sie miescic na ostatnim pietrze. Sa jakies budynki ale wygladaja po pierwsze na przemyslowe a poza tym na opuszczone.. 

Gruzja - relacja z podróży

Mijaja nas z piskiem opon rozpadajace sie łady i wołgi, z ktorych dachowych bagaznikow sypie sie cebula i pomidory. Aromat powietrza wybitnie wskazuje ze jestesmy juz na peryferiach miasta. Jest dobrze, jest wrecz rewelacyjnie! Ale jakos nie widze gdzie by tu mozna zanocowac? I nagle widzimy, ze jedna z przemyslowych hal przechodzi w budynek mieszkalny! Jest!!! Jest tabliczka "Hotel Mze". Pniemy sie w gore slimakiem klatki schodowej o stopniach wygryzionych przez czas. 

Gruzja - relacja z podróży

Obsluga mowi wylacznie po gruzinsku. Tzn wtracaja czasem rosyjskie liczebniki. 20 lari za dwoje? charaszo?.. To slowko babka tez wplata co chwile w potok gruzinskich slow, chyba dla podkreslenia, ze rozmowa ma charakter miedzynarodowy, bo na poprawe komunikacje wplywu to raczej nie ma. Jakos na migi udaje sie nam wytlumaczyc, ze nie chcemy apartamentu z telewizorem i pokojem wielkosci boiska futbolowego. Babka prowadzi nas na ostatnie pietro, ktore bedziemy dzielic chyba tylko z azerskimi handlarzami. Niestety juz nie udaje nam sie wytlumaczyc, ze nie chcemy pokoju lux tzn. ze zlota klamka zamiast kłodki i szyba w oknie zamiast kartonu. 

Nasza złota klamka: 

Gruzja - relacja z podróży

Inne pokoje są tak zamykane: 

Gruzja - relacja z podróży

Dostajemy najlepszy pokoj w korytarzu a kilka babek zaraz sie rzuca go zamiatac i zmieniac posciel. Dowodzaca hotelem mruczac pod nosem "charaszo charaszo" oddala sie gdzies z toperzowym paszportem. 
Oczekujac na zwrot paszportu odkrywamy kilka ciekawostek w pokoju. Po pierwsze jest prąd. Gniazdko elektryczne nie jest osadzone w scianie tylko dynda na kablu. 

Gruzja - relacja z podróży

Zaslona wisi na ciekawym karniszu. Tworzy go gruby, metalowy, żłobiony pręt. Taki sam przechodzi tez przez drugą scianie gdzie nie ma okna. Na rure to nie wyglada- predzej na jakis kawalek konstrukcji budynku. 


Gruzja - relacja z podróży

Odzyskujemy paszport i i dziemy zwiedzac okolice. Zaczynamy od apetycznego bazaru. Czego tu nie ma!! Pod warzywami i owocami uginaja sie stoły. Mnogosc i ogrom stoisk z pysznosciami jest wrecz przytlaczajacy. Mam wrazenie , ze zaraz nadgryze sobie język. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Nabywamy trzy rodzaje winogron: zielone, czarne i takie dziwne- o gruszkowatym ksztalcie, zielone jakby w czerwone paseczki i plamki. 

Gruzja - relacja z podróży

Kupujemy tez czosnek, cebule, wianuszek suszonych czuszek, pomidory, marynowane papryczki. Część zakupow dostaje za darmo "w prezencie dla przyjaciol z Polski". Wszystko pachnie niesamowicie, zwlaszcza sektor zielenin :pietruszki, ogromne kopry czy inne salatopodobne, marszczone liscie. Specyficzny zapach roznosi sie tez wzdluz ogromnych stolow wypelnionych wiadrami i miednicami pelnymi mielonych przypraw. Powietrze jest tu az geste od ziolowego pyłu, ktory troche kreci w nosie a przede wszystkim powoduje napad wilczego apetytu. Na drewnianych dechach lad leża grube rybie cielska, o spasionych brzuchach i ogromnych blyszczacych łuskach. W wielkich akwariach plywaja inne rybne okazy, raźnym ruchem ogonkow podkreslajac swoja swiezosc. 

Gruzja - relacja z podróży

Ech... Zeby z babkami z hotelu szlo sie jakos lepiej dogadac..Zapytalabym czy maja tu kuchnie a w kuchni patelnie- mozna by rybke usmazyc. Toperz wprawdzie proponuje abym narysowala na kartce kalambur rybny i wspomogla go bubowym usmiechem nr 8, ale chyba wrodzona niesmialosc staje mi na przeszkodzie. 
Udane zakupy konczymy wizyta przy stole z winami. Domowy specyfik koloru bordowego ma silnie kwaskowaty smak i swietnie gasi pragnienie. 

Wkraczamy w rejon targu bardziej przemyslowy. Tu chyba jak ktos sie zna , to moze skompletowac i zlozyc cala łade. No moze bez karoserii ;) Wielkie mloty, piły, siekiery,agregaty, grzewcze spirale, śruby, śrubki i śrubeczki oraz tajemnicze mechanizmy o ktorych przeznaczeniu nie mamy pojecia. Mozna nabyc metalowe pale, zaostrzone z jednej strony. Do wyboru zardzewiale lub swiecące wypolerowaniem. Od malutkich wielkosci zapałki do ogromnych, ktorych zapewne nawet Azja Tuhajbejowicz by sie nie powstydzil. Dopada mnie na chwile, na sekunde wręcz, zapach. Ten sam , ktory przesladuje mnie od lat. Ni to metal, ni smar, ni impregnat do odziezy z demobilu. Najpiekniejszy zapach swiata.. Wracam. Chodze w kółko, niucham po stoiskach.. Juz go nie ma.. Ulecial.. Zniknal.. Jak zawsze.. 
Kupuje karabinki do chlebaka. Jako zagraniczny gosc z zaprzyjaznionego kraju dostaje znizke. Znow chlebak wisi na dwoch karabinkach. Jeden stracilam w lipcu gdy zostal jako mocowanie masztu na zaglowce na Jeziorze Mietkowskim. 
Widze tez fajna scene- na drewnianym stole śpi snem sprawiedliwym lekko podchmielony jegomosc. To stoisko z siekierami. Przytula twarz do wielkiego ostrza jakiegos topora jak do poduszki i usmiecha sie przez sen cos mamroczac. Moze powinnam zrobic zdjecie.. Ale jakos czasem nie potrafie... 

Przy ulicy jest tez spory sektor gdzie w worach sprzedaja owcza wełne. 

Gruzja - relacja z podróży

Odwiedzamy tez przybazarowa piekarnie i nabywamy chleb "płastuge". Strasznie podoba mi sie wnetrze piekarni. Sprzedawczyni ma troche glupia mine ale zgadza sie abym weszla do srodka. Mlody piekarz nawoluje abym podeszla zobaczyc piec. Pokazuje mi gdzie sie oblepia go ciastem, pozwala zajrzec do wnetrza, prezentuje upieczone chlebki. Piec wyglada jak wulkan! Cale pomieszczenie wypelnia tak apetyczny zapach ze trace smaka na owoce! Teraz bede jadla sam chleb i zagryzala buleczka!!! 

Gruzja - relacja z podróży

Idziemy dalej powłoczyc sie po dzielnicy. Zdecydowanie to jest ta czesc Tbilisi gdzie zagraniczni turysci nie zapuszczaja sie zbyt czesto. Klimaty robia sie coraz bardziej industrialne.Jakies fabryczki, warsztaty, male pokoiczki gdzie faceci wsrod kłębow fajkowego dymu walą młotami w rozne zelastwo. Obok skwierczy ogien w pordzewialych, malych piecykach, a dlugie rury kominkow wyprowadzaja pachnacy dym na ulice. Oczyma wyobrazni widze juz skodusie w ktoryms z warsztatow na kanale jak miejscowi ja naprawiaja. Warsztaty tutaj sa na tyle klimatyczne, ze bedac tu skodusia warto by w niej cos zepsuc by moc sie zwrocic do miejscowych po pomoc ;)

Kawalek dalej przykuwa wzrok opuszczony budynek poprzemyslowy. 

Gruzja - relacja z podróży

Juz, juz chcemy rozpoczac zwiedzanie.... a tu sie okazuje ze on dziala!!! W srodku jest biuro, widac ze jakas babka cos drugiej pokazuje i sprzedaje.. W podziemnych warsztatach swieci sie swiatlo, pracuja ludzi i maszyny.. Kurde...Trzeba tu uwazac ze zwiedzaniem ruin... 

Gruzja - relacja z podróży

Pełzniemy przez jakies blokowisko. Tu kazdy wymienia okna wedlug wlasnego uznania. Jedne sa ogromne i zajmuja cale sciany, inne malutkie, lub umieszczone daleko od siebie. Kazdy uzywa budulca do jakiego ma dostep :cegly, pustaki, drewno.. Juz nawet nie widac co bylo na poczatku a co jest przeksztalceniem. Choc pewnie tu nikt sie nad tym nie zastanawia. To samo dotyczy balkonow. Balkony poczatkowo byly wnekami w budynku. Niektorzy takie sobie zostawiaja. Inni zabudowuja balkon uzyskując dodatkowe pomieszczenie. To jeszcze nic ciekawego i dziwnego. Ale niektorzy ida krok dalej. Do zabudowanego balkonu, na grubych prętach doczepiaja dodatkowy balkon, wychodzacy juz poza linie budynku!! Jak oni to mocuja ze nie odpadnie? Balkony maja rozne ksztalty, wielkosci i przeznaczenie. Te na dolnych pietrach bywaja nieraz podparte od spodu, te na gornych wzmocnione łancuchem. Raz po raz widac wychodzace ze sciany rury piecyka. W budownictwie panuje tu totalny chaos, pochwala tworczosci wlasnej i radosna dzika wolnosc! Nie ma widac zakazow, nie ma monotoni, nie ma narzuconych schematow... 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Miejscowi siedza pod domami i grają w gre przypominajaca połaczenie kosci i warcabów. 

Gruzja - relacja z podróży

Juz mamy swoja ulubiona dzielnice Tbilisi. Musimy tu wrocic.. Choc moze warto poznac inne zakamarki miasta? 

Wieczorem robie spore pranie. Wyłaze z łazienki z nareczem mokrych ubrań a tu nagle wyrasta przede mna jakis mlody Azer. Jest ciemno. Nie udaje mi sie wyhamowac. Rozlega sie plask i donosny kwik chlopaka.. Z pokoju obok wybiegaja koledzy sprawdzic kto bije ich pobratymca. A tu stoi buba i zbiera rozsypane czyste skarpetki.. Rozlegaja sie smiechy i jakies komentarze. Gestem zapraszaja mnie do swojego pokoju, gdzie widac trwa impreza. Cieszą sie, ze jestem z Polski, mowia ze oni tez nie miejscowi. Wymieniaja jakies regiony z ktorych pochodza. Nie wiem jakie sa zwyczaje w ich kulturze, czy dziewczyna dolaczajaca do imprezy samych facetow nie jest czyms niewlasciwym.. Troche mi zal, ale grzecznie odmawiam i wracam do pokoju. A poza tym musimy jutro wstac o jakiejs nieludzko wczesnej godzinie!


Rano przemykamy przez bazar w Tbilisi. Kilku handlarzy woła "Druzja, Polsza!" i radosnie nam macha. Kolo dworca Didube nawiazuje sie mila rozmowa z babka kibelkowa. Mowi, ze pochodzi z Ukrainy i rzuca mi sie na szyje po raz pierwszy, ze "my sasiedzi". Opowiada, ze ma meza Gruzina i dzieci tez Gruzinami sie czuja, a ona tęskni za krajem swoich przodkow. Opowiadam jej , ze czesto jezdzimy na Ukraine, zwlaszcza we wschodnie Karpaty. I tu babka rzuca mi sie na szuje po raz drugi. Okazuje sie , ze pochodzi wlasnie z Karpat, z wioski pod Nadwórna. Mowi, ze Karpaty to najpiekniejsze gory, połoniny, krowy z dzwoneczkami, szalasy. Kaukaz za wysoki, groźny, niedostepny.. A tam bacóweczki, chaty drewniane, jesienne zbiory jagód. Prawie płacze na wspomnienie tamtych gór.. A gdy mowie jej na pozegnanie "do pobaczenia" rzuca mi sie na szyje po raz kolejny.. 


Pakujemy sie do marszrutki do Szatili. Jakas nam wyszla ta marszrutka wyjatkowo miedzynarodowa! Jedzie z nami Australijczyk, lat 70. Dluga broda, pekasty plecak, kapelusz i identyfikator z zarysem kraju, kangurem i nazwa "Australia" napisana w alfabecie gruzinskim. Spedza w Gruzji 3 miesiace. Byl juz w Omalo, w Kazbegi a teraz jedzie na 10 dni do Szatili malowac tutejsza twierdze. Bardzo niepochlebnie wypowiada sie o fotografach, bo prawdziwy artysta to ołowkiem, w zeszyciku, z sercem, a nie guzik naciska. W Szatili ma go odebrac jakis Dato, u ktorego ma spac i nie traci nadziei, ze bedzie tam tez karmiony (na 10 dni zabral tylko jeden chleb) 
Jedzie tez Sebastiano- pochodzacy z Kolumbii, milosnik muzyki metalowej i artystycznych tatuazy. W Szatili ma sie spotkac ze swoja dziewczyna, Litwinka. Chlopak zdaje sie byc totalnie zakrecony sytuacja ktora go spotkala. Poczatkowo wsiadajac w samolot w Ameryce Poludniowej myslal, ze leci do USA, do stanu Georgia. A tu lot trwal jakos nadpodziw dlugo i wyladowal gdzies na granicy z Rosja... 
Jedzie tez para Litwinow planujacych przejsc gorami do Tuszetii oraz dwie Gruzinki spod Tbilisi, matka z corka, ktore wybraly sie w góry na weekendowa wycieczke. Ja i topeerz godnie reprezentujemy nadwiślański kraj. Jest tez kilku miejscowych oraz duzo chleba, jajek i innych zapasow ktore jada wspomóc szatilskie lodowki. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Trasa ma ślady asflaltu na samym poczatku. Dalej to wyboisty, krety i wijacy sie nad przepasciami trakt. Poczatkowo wiedzie nad wodami zalewu Ananuri 

Gruzja - relacja z podróży

Potem pastwiskami gdzie wystepuja kozy o dlugich i zagietych, muflonich rogach, leśnym tunelem nad szeleszczacymi potokami by wkroczyc nastepnie w tereny wysokogorskie. Przy drodze sporo ruin nieznanego przeznaczenia, ktorych styl architektoniczny wyraznie wskazuje ze powstawaly w czasach komunistycznych. Mijamy betonowe tunele, ktore ponoc zaczeli budowac Rosjanie w latach 70 tych i nigdy nie ukonczyli projektu. Tunel w zalozeniach mial byc jakis koszmarnie dlugi- prowadzic mial az do Rosji, na druga strone Kaukazu. W czasie budowy wystapily jakies "problemy natury technicznej" i inwestycja zostala przerwana.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Kilkakrotnie mijamy tez wloty do jakis osypujacych sie sztolni. 

Postrzepione zęby skal wiszących nad droga przypominaja o swoim panowaniu w tej krainie i od czasu do czasu osypuja sie na droge. Na poboczach widac sporo kamieni zepchnietych tam przez spychacze. 

Gruzja - relacja z podróży

Silnik rzęzi, kierowca wrzuca coraz nizsze biegi a autko sapiac pnie sie w gore i w góre.. Wąwozy i przepascie coraz głębsze, wodospady coraz częstsze i coraz wiecej gór wyłazi zza horyzontu. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Miłe jest na tej drodze, ze mijajac inne auto, rower, pieszego czy biwakujacych na poboczu kierowcy zatrzymuja sie, pytaja czy wszystko ok, czy nie trzeba pomoc, wymieniaja sie informacjami o warunkach na drodze i w okolicznych wioskach. Albo poprostu stają zeby pogadac.. Bo tu nikomu sie nie spieszy.. Kwitnie tez obwoźny handel wymienny. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Powoli wpełzamy na przełecz 2676 m. npm. Po drodze kapliczki i groby pelne jadla i napoju dla duchow.. 

Na przeleczy Datwis Dżwari krotki postoj. Biegniemy z toperzem na pobliski szczyt z dzwonnica, robimy zdjecia. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Przeraźliwie tu zimno - nic dziwnego , znajdujemy sie wyzej niz najwyzsze szczyty Tatr!!! a wybieglismy w samych podkoszulkach.. Na przeleczy grupa mlodych Gruzinow raczy sie przezroczystym napojem z butelek po coli. Toperz komentuje "nie wode oni tam pija!".Chyba zrozumieni bo pokrzykuja "czacza, czacza" i wołaja nas do gromady! Solidny łyk z plastikowego kubeczka przywraca krążenie w zgrabialych rekach i mile cieplo rozchodzi sie po brzuszku. Piekny kraj ta Gruzja!! :-)

Gruzja - relacja z podróży

Jedziemy dalej, tym razem juz tylko w dól.. Droga staje sie coraz bardziej stroma i kamienista. Rzeka huczy po ogromnych kamulcach, co chwile przekraczamy brody na jej doplywach. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Nie raz ze skał leją sie prosto na dach kaskady wody. W ostrym słoncu rozszczepiajacym sie na kropelkach wyglada to jak potoki brylantow! 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na kolejnych zakretach lecą w dół uciekajace spod kól kamienie. Skały przybieraja ciekawe ksztalty, stoją przyczepione do skal dawno zburzone twierdze, gdzieniegdzie nie widac co skala, a co stworzyla ludzka reka , formujac jakies baszty czy umocnienia..Góry pna sie pod niebo.. 

Gruzja - relacja z podróży

Wreszcie Szatili. 100 km jechalismy kolo 6 godzin! Miejscowi odbieraja zakupy, wynoszac spod siedzen marszrutki kolejne paczki. 

Gruzja - relacja z podróży

Kierowca proponuje, ze za drobna oplata moze nas zabrac dalej, do Mutso. Jedziemy w 6 osob, z Gruzinkami, Sebastianem i jego dziewczyna Evelin, ktora czekała w Szatli przy moscie. Dziewczyna jest niesamowita, wiekszosc zycia spedzila podrozujac po calym swiecie. Zna chyba wszystkie jezyki jakie istnieja. Poki co wyczailismy, ze mowi po litewsku, angielsku, rosyjsku, gruzinsku i hiszpansku. Potrafi tez zlozyc pare sensownych zdan po polsku. Twierdzi, ze nie zna francuskiego ale potrafi w kazdym znanym sobie jezyku mowic z francuskim akcentem 

Podjezdzamy pod rosyjska granice. Po drodze góry przybieraja rozne fantazyjne formy. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Widac posterunek z powiewajaca flaga. Tam zaczyna sie Czeczenia. 

Gruzja - relacja z podróży

Tu przez ten głeboki wąwóz, wbrod, przez wezbrane strumienie zmykali uchodzcy podczas czeczenskich wojen, szukajac w Gruzji bezpiecznej ostoi.. 

Na zakrecie drogi Gruzinki pokazuja nam miejsce zwane Anatorija. Jest to kilka kamiennych chat, ktore w srodku sa pelne ludzkich szkieletow. Bezladnie poniewieraja sie piszczele, miednice, żebra. Przy samym wejsciu lezy urwana, zmumifikowana ręka, ktora jakby wyciaga w nasza strone dlugie, kosciste palce.. Czachy patrza na nas pustymi oczodolami. Jedna jakby do mnie mrugnela.. Nie.. Musialo mi sie zdawac, pewnie jakos dziwnie padlo swiatlo.. Ponoc to szczatki mieszkancow okolicznych wiosek zmarlych na dzume. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

No wlasnie nikt nie wie kiedy zmarli ale ponoc dawno. Aby nie szerzyc zarazy we wsiach tutaj ich osiedlano, tu dożywali swoich dni w małych domkach, ktore ostatecznie stawaly sie ich zbiorowymi, anonimowymi mogiłami.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Ciezko sobie wyobrazic tych chorych ludzi, ktorzy lezeli tu wsrod juz wystyglych trupow swoich wspólplemiencow.. Na pewno wtedy nie byli w stanie docenic piekna miejsca, w ktorym przyszlo im po raz ostatni patrzec na swiat.. A miejsce zdaje sie przekornie byc bajkowe: gory, potoki, wodospady.. Raj by sie wydawalo.. 

Gruzja - relacja z podróży

Czy wąwóz ten zdawal sie byc rajem dla czeczenskich uchodzcow, ktorzy stawali z ulga na gruzinskiej ziemi? Tu wsrod tych kosci i trupow sprzed lat, ale daleko od swiezych ofiar wojny? 

Czy dzuma napewno juz zniknela? ponoc uwaza sie ja za chorobe wymarła, ktora juz sie nie odnawia.. Czy zakazenie droga kropelkowa obejmuje wdychanie pyłu z kosci unoszonego wiatrem? 

Niesamowite miejsce, piekne, ciekawe, a zarazem smutne i straszne.. Acz napewno nie mozna o nim powiedziec, ze jest nijakie.. Jest tu cos dziwnego, niematerialnego, ale widocznego niegorzej od stromych scian opadajacych do potoku.. W ostrym gorskim powietrzu wciaz czuc jakby skłebione, zduszone emocje, ktore krążą po tym zakrecie jakby nie mogac znalezc ujscia, jakby przywiazane do tej ziemi, do tych skał.. Choc minelo juz tyle lat.. 
Ciesze sie ze moglam tu byc, zobaczyc, ale z pewna tez ulga opuszczam to miejsce.. 

Jedziemy dalej, skrecamy w prawo bo dalej juz granica, nasz cel to Mutso, opuszczona wioska i ruiny twierdzy na szczycie gory. Po drodze mijamy pasterskie osady. Puste? Zamieszkane? Coz, uzywane chyba nie wiecej jak 5 miesiecy w roku. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Twierdza rozlozyla sie na skalistej gorze. Baszty, wieze, wąskie uliczki. Wszystko ulozone z płaskich kamieni, bez zaprawy. Wieże sie chylą ku ziemi, przekrzywiaja, uliczki wypelnia rumosz.. Miejscami juz gubi sie ktory fragment stworzyla przyroda a ktory ludzka reka.. Baszta upodabnia sie do skal, skała do zamkowego muru. A wokol widoki na niebosieżne szczyty, kryjace sie we mglach, zlewajace sie z niebem i chmurami.. Dziwny swiat, gdzie nie ma wyraznych granic, wszystko zdaje sie byc jakies płynne, nierealne, rozmyte.. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Na okolicznych gorach widoczne sa samotne baszty- tzw dostrzegalnie. 


Gruzja - relacja z podróży


Gruzja - relacja z podróży

Palono tam ogien gdy zblizal sie wrog. Taki system komunikacyjny byl nadwyraz skuteczny i z blyskawiczna szybkoscia obiegal okoliczny teren. Szybciej niz by teraz przez komorke zadzwonic.. No zwlaszcza, ze tu nadal nie ma zasiegu ;)

Chyba to najfajniejszy zamek jaki dotychczas widzialam! Polozenie, wyglad, klimat, stan zachowania.. 

W Mutso nad rzeka znajduje sie specyficzny kibelek. Jest to sławojka ale nie ma szamba- jest "spuszczana" woda. Co ciekawe, spust wody odbywa sie automatycznie, nie trzeba ciagnac za sznurek ani naciskac guzika! 
Kibelek jest zawieszony na palach nad potokiem. W czasie korzystania mozna podziwiac pod podloga spienione rzeczne fale :-)

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Rano jest przerazliwie zimno. Wyłaze z namiotu. Widok przywoluje na mysl slowa znanej ogniskowej piosenki "Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień. Szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień". 

Gruzja - relacja z podróży

Wdajemy sie w pogawędke z Litwinami. Ponoc sa juz 4 raz w Gruzji, zawsze przyjezdzaja na dwa lub trzy miesiace. Tym razem idą do Omalo przez gory, planuja ta trase na okolo poltora tygodnia, niespiesznie, zwiedzajac po drodze wioski, twierdze i podziwiajac dzika przyrode. Wczoraj sie dowiedzieli ze na przeleczy Atsunta spadl juz snieg, ale sa na to przygotowani. Licza, ze latwo im bedzie dostac sie z Omalo w doliny , bo planuja tam dotrzec na moment gdy miejscowa ludnosc bedzie sie ewakuowac na zime. (gorzej jak im sie cos opozni, zejda do wsi a tam juz pusto.. ;) .) 
Polecaja tez bardzo okolice Dawid Geredża. Mieli w zeszlym roku szczescie, pogranicznicy przepuscili ich na azerska strone i zwiedzili tam skalne miasto. 

Idziemy zwiedzac twierdze w Szatili. 
Wieksza czesc twierdzy jest opuszczona. Mozna swobodnie wchodzic na tarasiki, balkoniki, poszczegolne pietra. Wiele pomieszczen wydaje sie byc bardzo dogodna na nocleg. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Bardzo mi sie podobaja drabiny, wyciete z jednego kawalka drewna. 

Gruzja - relacja z podróży

Twierdza czesciowo jest zamieszkana, w czesci ludzie zrobili sobie składziki. Widac jakies siano, beczki, narzedzia. Mały kawałek twierdzy sluzy za hotel. Zeby wszystkie hotele tak wygladaly to zapewne bym sie stała ich zagorzała fanka!! 

Gruzja - relacja z podróży

Kierowca naszej marszrutki namawia nas na zakup miodu. Cena jest zachęcajaca a i miod z takiej okolicy musi byc pyszny. Chwile sie zastanawiamy, ale nawet malutki sloiczek miodu wylany w plecaku brzmi jak jakas masakra. Odmawiamy.. Chwile potem widzimy kierowce jak wraca z 5 litrowa butla miodu!! Uffff... 

Nie chce sie wracac.. Zostalibysmy w Szatili jeszcze z jeden dzien.. Ale niestety mamy wybor- albo dzis wracamy, albo dopiero za 4 dni.. 

Jedziemy znana juz drogą, ale jest tak klimatyczna, ze mogłabym nia jezdzic codziennie! Znow potoki, przepascie, wodospady.. Tym razem dostrzegam leżacy na dnie przepasci samochod. Nasze Gruzinki mowia ze lezy tam juz 20 lat. 

Mijamy wiele stad owiec, ktore zalewaja drogi jak lawina, wypelniajac je zwarta , biala, kudłata masą, ktora radosnym beczeniem zaglusza nawet klaksony samochodow :)

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Jakis miejscowy pokonujący trase konno probuje sie scigac z marszrutka. Idzie mu to nawet calkiem niezle, przez jakies pol godziny ma duza przewage. Jednak potem odpuszcza bo zziajany konik rozglada sie jedynie za potoczkami i kałużami. 

Gruzja - relacja z podróży

Gruzja - relacja z podróży

Jedziemy z grupa miejscowej młodziezy. Wyjmują instrument przypominajacy mała okragła gitare o innej ilosci strun i zaczynaja spiewac stare chewsurskie piesni. I to wszystko przy akompaniamencie wyjacego silnika i telepiącej sie po dziurach marszrutki! A za oknami owce, osiołki i kolejne malutkie osady zagubione gdzies w głębokich dolinach. 
Gruzinka podrozujaca z corka probuje nam tlumaczyc o czym sa piosenki, niektore znaja wszyscy Gruzini, niektore sa typowe jedynie dla tego, gorskiego regionu. Jedna z piosenek, chyba ulubiona tej grupy, bo spiewaja ją kilka razy traktuje o "cziornym malcziku". Mowie, ze to zapewne o toperzu bo on tez jest "cziorny malczik" i jakos wszyscy w marszrutce bardzo sie ciesza. A toperz zyskuje nowe przezwisko :-P

Gdy wyjmujemy bagaze z marszrutki to trudno je odroznic miedzy soba! Wszystkie sa szaro-beżowe, pokryte rowną warstwa pyłu :)

Ponoc tydzien pozniej sobotnia marszrutka juz nie dojechala do Szatili. Na przeleczy spadł snieg..

 


 

Do Khertwisi dojezdzamy stopem. Z daleka widac juz ogromna twierdze górujaca nad wioską. 


Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Poczatkowo planujemy spac gdzies na dziedzincu (spodobalo nam sie w Gori spanie w twierdzach). Niestety jednak Khertwisi jest na trasie wszystkich zorganizowanych wycieczek jadacych na jeden dzien do Wardzi.. Chyba by nas zadeptali- co chwile bowiem pojawia sie tłumek, ktory w szalenczym pędzie przegalopowuje przez zamek.. 

Namiocik stawiamy nad rzeka, za fajna kładka. 


Gruzja - relacja z podróży 


Mamy widok na zamek a jest tu cicho i spokojnie. Nocą twierdza jest podswietlona (wiec pewnie tez lataja nietoperze ze swiecacymi brzuszkami!!). 


Gruzja - relacja z podróży 

We wsi trudno kupic domowe wino. Zagadywani ludzie mowia, ze maja tylko czacze, a wogole w ich oczach widac, ze maja powyzej dziurek w nosie wszelakich kontaktow z turystami.. To juz nie Gory Samsarskie, to nie Achalkalaki... gdzie kazdy miejscowy sie cieszyl widokiem nieznajomego, usciskiwal łapke i zyczyl szczescia.. 
W koncu w sklepie zakupujemy domowe wino w butelce po coli.. Degustacja jednak konczy sie po pierwszym łyku.. Mnie ow napoj przypominal troche barszcz..Toperz mowil cos o zielonej plesni ;) Pożeramy zatem ser i warzywa zakupione jeszcze w Achalkalaki a "Marusia" pelgajac płomieniem konkuruje z podswietlonym zamkniem. 

Rano zimno , wiatr i leje.. W potokach deszczu wypelzamy na droge aby cos złapac w strone Wardzi. Tu nam idzie znacznie gorzej ze stopem niz na bocznych drogach. Mijaja nas glownie autokary pelne turystow albo auta na rosyjskich blachach. Smiga tez jakas wielka terenowka i za chwile wraca. Wyglada, ze odbyla sie jakas narada rodzinna, przemysleli sprawe i jednak nas zabiora! Miejsca maja bardzo malo i duzo bagazu. Wszyscy musza wyjsc z samochodu i ulozyc sie powtornie z torbami, walizkami i plecakami na kolanach. Nam rozkladaja jakies male foteliki w bagazniku, dostajemy na kolana i głowy kolejne bagaze. Caly zaladunek odbywa sie w ulewnym deszczu. Jedziemy "na glonojada", woda z mokrych plecakow ścieka po szybach i po naszych pyskach- ale jedziemy! Bardzo jestesmy wdzieczni tej gruzinskiej rodzince, ze zdecydowala sie nas zabrac! 



Skalne miasto w Wardzi usytuowane jest na zboczu góry Eruszeli. Jego początek istnienia datuje się na XI wiek, służyło jako schronienie podczas najazdów mongolskich, mogło pomieścić nawet do 60 tys osób. 

Pod wzgledem architektonicznym i krajobrazowym jest rzeczywiscie bardzo ciekawe. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Ale mamy poczucie, ze spoznilismy sie tu z 5 lat.. Zupelnie inaczej wygladalo to na zdjeciach znajomych. Wszedzie porobili nowe barierki, poręcze, wybetonowane schodki i przewala sie tłum prawie jak w sloneczną niedziele w Karkonoszach. Co ciekawe dziki tłum wystepuje tylko i wyłacznie w skalnym miescie. Cała miejscowosc u podnóża, okoliczne knajpy, wąwozy i inne skalne miasta wygladaja o niebo lepiej. Tłum wystepuje glownie na trasie parking z autokarem- skalne miasto Wardzia. 


Odwiedzamy tez drugie skalne miasto Vanis Kwabebi. Wciaz mieszka tu 4 mnichow. To miejsce podoba sie nam znacznie bardziej. Tu rzeczywiscie mozna odrobine poczuc klimat klasztoru wsrod skał a nie kiczowatego muzeum.. 



Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Robi wrazenie malutka cerkiewka przyklejona wręcz do skaly. Az sie nie chce wierzyc, ze da rade tam wejsc! 


Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Oprocz skalnych wnęk i grot sa tu takze wewnetrzne korytarze. Niektore z nich są pionowe i włazi sie po drabinach. Przy drabinie czatuje miejscowy, ktory prowadzi nas dalej. Od kazdego obowiazkowo kasuje drobna oplate i wrzuca ja pozniej do skrzynki z napisem "Dobrowolne datki na rzecz klasztoru". 
Jeden z mnichow daje mi kisc winogron. 

Na nocleg zatrzymujemy sie w schronisku przy moscie. 


Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Obsluga mowi wyłacznie po gruzinsku, ale zawsze w okolicy kręci sie jakis mnich ktory robi za tłumacza. Pokoj dzielimy z dwoma sympatycznymi Niemcami, ktorzy przyjechali tu niwą przez Rosje (chyba jeszcze nigdy nie widzialam niwy na niemieckich blachach :) ). Jest tez rowerzysta z Łodzi, ktory polowe nocy spi na werandzie. Wczesniej załapal sie na impreze z grupa Gruzinów. Impreza musiala byc mocna! Widzielismy wczesniej jak babki z baru sie do niej szykuja, dziesiatki talerzyków roznych pysznosci i dzbany wina przypominajace raczej wiadra! Jest jeszcze w schronisku grupa Czechów. Jeden z nich polecal mi jakas ciekawa ksiazke o swoim kraju (po polsku) ale niestety zapomnialam tytułu. Dwie dziewczyny z ich ekipy bez przerwy sie smieją, a smiech maja tak glosny i świdrujący, ze po godzinie juz wszystkich w okolicy boli głowa. (nawet barmana- a on by sie wydawalo przyzwyczajany do roznych dziwnych dzwiekow). Czesi poczatkowo planuja dzis jeszcze jechac na rowerach gdzies dalej, ale po wizycie w knajpie osiedlaja sie w niedokonczonym domku kolo schroniska. 
W schronisku grasuje bardzo sprytny kot. Wynosimy go na zewnatrz, Niemcy wyciagaja go kilkakrotnie z torby z jedzeniem, wystawiaja na werende i zamykaja drzwi. Nie mija 10 minut a pod łozkiem znowu cos miauczy i zaczyna szelescic w plecaku 

Koło schroniska biega kilka psów. Sa raczej przyjacielsko nastawione do ludzi i milo popatrzec jak dokazuja w grupie i sie ze soba bawia. Najbardziej zabawny jest jeden szczeniak ktoremu co chwile przydarza sie jakies nieszczescie. To wlezie w kolczaste rosliny, to spadnie z murku, to sie potknie o wlasna łape. W ktoryms momencie szczeniak znika nam z oczu na pewien czas i chwile pozniej rozlega sie strasznie żalosny skowyt dochodzacy z okolic rzeki. Inne psy biegna w tamta strone. Mija chwila a wycie sie nie konczy a raczej nasila. Ide wiec na brzeg i okazuje sie, ze szczeniak wpadł do rzeki i nie potrafi sie wygramolic na wysoką skarpe. Zimna woda i bardzo bystry nurt mu raczej tego nie ułatwiaja. Nie jestem w stanie tam ani zejsc ani dogodnie złapac psiaka bo sama wlece do wody. Kłade sie na brzuchu i jedyne co moge zrobic to złapac go za ogon albo za skóre na karku. Wybieram to drugie. Nie bylo to dla niego chyba mile bo zawyl okrutnie ale udaje sie go wydobyc na brzeg i posadzic w bezpiecznym miejscu. Acz obserwujac tego pieska przez okolo godzine wydaje sie bardzo prawdopodobne, ze nie dozyje on doroslosci i wczesniej lub pozniej to sobie jakas krzywde zrobi... 


Gruzja - relacja z podróży 


Odwiedzamy tez basen z termalna woda solankowa. Nie udaje sie nam namowic nikogo z turystow na wspolna kapiel. Natomiast bardzo lubia tu bywac mnisi z okolicznych skalnych miast. Co zagladamy do srodka to moczy sie tam jakis mnich. 
Miejsce robi wrazenie troche opuszczonego. Na drzwiach wejsciowych wprawdzie wisza jeszcze tablice, po rosyjsku i gruzinsku, z opisem jakie jony wystepuja w wodzie, jaka jest jej temperatura oraz na jakie schorzenia pomaga. 


Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Wiekszosc pomieszczen w srodku jest pusta. Widac ze kiedys robily np. za szatnie a teraz sa chyba jakimis prywatnymi skladzikami. Do pomieszczenia z basenem wchodzi sie od tyłu budynku. Jest ono dosyc przewiewne, częsc dachu sie juz zawaliła, przez dziury widac gwiazdy.. 


Gruzja - relacja z podróży 



Ale rura wciaz pompuje ciepła wode do basenu. Zapach siarki i innych minerałow unosi sie w powietrzu. Miło wsadzic kuper do cieplej wody i troche poplywac, zwlaszcza w taki zimny wieczor! Spłukujemy z siebie pył sześciu dni- az od Tbilisi. Smar gruzawików i wąskotorowek, kurz pylistych drog Gór Samsarskich, pajęczyny starych twierdz...Im dluzej sie siedzi w basenie tym trudniej potem wyjsc na lodowaty swiat. 


Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Wydaje sie, ze nietrudno by na obecnym etapie załatac dziury w dachu, nawet metoda gospodarcza, kilka desek, jakas folia.. Bez małej naprawy raczej nie wytrzyma on kolejnej zimy..Ale chyba nikomu nie zalezy specjalnie na ocaleniu tego miejsca w obecnym stanie.. Pewnie wszyscy czekaja az sie calkowicie rozpadnie by postawic tu jakis eksluzywny hotel albo SPA. Obok byl jeszcze kiedys basen zewnetrzny ale juz nie spływa do niego woda, zarastaja go chwasty i coraz wyzsza trawa.. 


Rano opuszczamy Wardzie i suniemy w strone wioski Tmogwi. Robimy sobie mała przerwe nad kanionem rzeki Mtkwari. Wąwóz zupelnie przypomina scenke z mojej indianskiej koszulki, ktora wlasnie suszy sie na plecaku. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Przygladamy sie od dolu twierdzy Tmogwi przucupnietej na szczycie wysokiej góry. Nie zostalo z niej duzo, a fragmenty scian i baszt zlewaja sie z pobliskimi skałami. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Wogole cale zbocza gory sa usiane jakimis murkami, basztami i innymi tworami wskazujacymi, ze jakis czlowiek kiedys przykladal ręke do ich powstania. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Ponoc w ktoryms ze zboczy byl tunel ktory prowadzil do zamku. Nie mamy czasu tak dokladnie obejrzec terenu ale udaje sie wypatrzec schody wychodzace z jakiejs szczeliny, ktory prowadza prosto do spienionych nurtow rzeki. 

Gruzja - relacja z podróży 

Łapiemy stopa do Achalcyche. Kierowca zaprasza nas do siebie do domu, ale niestety zaczyna nas juz troche gonic czas. Zostaniemy dzis w Achalcyche to nie zdążymy do przemyslowych miasteczek na ktorych zalezy nam chyba bardziej. 
Kazda z mijanych wiosek zasluguje aby sie w niej zatrzymac i powczuwac w lokalne kliamty przynajmniej przez dwa dni.. Ech.. tak na pol roku tu przyjechac, nie miec zadnego planu, tylko isc przed siebie... 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

W Achalcyche nad miastem góruje twierdza. Wyglada na nowo zbudowana albo swiezo odnowiona wiec chyba nam sie nie chce tam podreptac. 

Gruzja - relacja z podróży 

Zwlaszcza, ze wlasnie podjechala marszrutka do Khaszuri. Na dworcu zwraca uwage kibelek tak ciemny, ze musze zapalic czołowke. Nie wiem czy wszyscy tu nosza latarki czy miejscowi maja rozwiniete jakies specjalne zmysły ktore u mnie niestety zanikły? Podroz z latarka wokoł kibelka okazuje sie nie byc bezcelowa- znajduje na scianie tabliczke o ciekawym przesłaniu " Szanujcie prace sprzataczek". 

Gruzja - relacja z podróży 

W podskakujacej na wybojach marszrutce mijamy twierdze w wiosce Atskura i druga miedzy Atskura a Kvabiskevi. Wogole ilosc twierdz w tym kraju jest niesamowita. Prawie z kazdego wzgorza patrzy na okolice jakas zruinowana baszta. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Mijamy tez transport kolejowy pilnowany przez wojsko. Żołnierze wyłozyli sie tłumnie przy torach i grzeja sie w sloncu. Na wagonach jadą czołgi i wozy pancerne. Hmmm.. Jada do jakiejs Osetii, Abhazji czy po prostu wybory ida?? ;) Pociag jest dosyc długi. Zdjecia nie wyszly za dobrze.. Juz ktorys raz sobie obiecuje , ze zanim wejde do marszrutki to potajemnie umyje swoje okno ;) 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Wysiadamy w Khaszuri i kierujemy sie na bazar, bo juz prawie nic do jedzenia nie mamy. Obkupujemy sie w lokalne specjaly i szukamy jakiejs knajpy. Handlarze kieruja nas do malutkiego przybazarowego baru. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Pytamy czy jest moze chinkali albo chaczapuri. Babka mowi, ze sa tylko "kebaby" i wskazuje na dymiacą patelnie, na ktorej smażą sie jakies grube parówy z mielonego mięsa. Potrawe podaje nam w miseczce, zalaną pomidorowym sosem i posypana zielenina. Myslalam, ze to chinkali bedzie potrawą, ktora najbardziej przypadła mi do gustu. A jednak nie.. Kaszurskie kebaby- ponad wszystko!!!! Przy innych stolikach miejscowi pożeraja z apetytem kolejne porcje, a osmolona patelnia na kuchence zaraz za lada nie przestaje skwierczec i roznosic smakowitego zapachu na cala okolice! 

Gruzja - relacja z podróży 


Pelzniemy potwornie zatłoczona i pelna ryczacych ciezarowek droga w kierunku Zestaponi i lapiemy stopa. Facet poczatkowo mowi, ze nie jedzie do samego Zestaponi tylko do wioski nieopodal, do Szoropani. Postanawiamy jechac z nim, z mapy wynika, ze jest tam jakas twierdza. Postawimy namiot i jutro pojedziemy dalej. Nawet sie dobrze sklada bo idzie ku wieczorowi i co bysmy ze soba zrobili w miescie.. Droga jest bardzo ruchliwa i nieprzyjemna, prawie same tiry, ledwo wyrabiajace na zakretach. Przy drodze bazary oferujace gliniane dzbany, rogi do wina, slodkie chlebki i inne pamiatki, identyczne jakie mozna dostac we wszystkich turystycznych miejscach na calym swiecie. Kierowca mowi, ze pamiatki tu sa wyjatkowo drogie, dopasowane do portfeli turystow przemierzajacych trase Tbilisi- Batumi. Przejezdzamy nowowybudowany tunel i tym samym wjezdzamy do Gruzji zachodniej. 
Skrecamy gdzies w boczna droge i zaczynamy sie bardzo piąc do gory. Mijamy kolejne wioski, kazda z nich polozona wyzej i wyzej i droga coraz bardziej stroma. Z mapy wynika, ze Shoropani zostalo gdzies z boku a my suniemy gdzies w strone Kharagauli. Dopytujemy skad taka zmiana, a kierowca mowi, ze jedzie jeszcze po swoich znajomych. Zajezdzamy pod jakis zaklad z ktorego akurat cala zmiana wychodzi z pracy. Czekamy na kolege kierowcy ale kolo samochodu zaczyna sie tez krecic babka z malym chlopcem. Okazuje sie ze wszyscy jada z nami. Toperz dostaje na kolana dzieciaka, ja plecak i jedziemy dalej. Zaczynamy gdzies kołowac po wsiach, zapewne celem odwiezienia tych znajomych do domu. Na tym etapie trasy trace juz calkowicie rozeznanie gdzie jestesmy. Teren przestaje sie zgadzac z mapą a mijane wioski chyba nie sa zaznaczone. Zreszta i tak nie wiem jak wiekszosc sie nazywa bo nie ma zadnych tabliczek. Wjezdzamy na widokowe przełecze skad widac blyskajace na horyzoncie szczyty pokryte lodowcem. 
Pojawiaja sie masowo wozy ciagniete przez woły. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży

We wsiach cielęta rzucaja sie pod koła, w aucie wszyscy pokrzykuja cos po gruzinsku a z radia puszczonego na full leci po raz dziesiaty refren "Dawaj za mnoj, ja lublu ruskuju ziemlu" albo "Guliaj krasawica, żyzń tolka adna" 
Okazuje sie, ze kierowca postanowil nam pojsc na ręke i zawozi nas do samego Zestaponi.. Szukamy wiec miejsca na nocleg. Wszyscy kieruja nas do hoteliku gdzies na wylotówce z miasta. Przy pomocy starszego pana i taksowkarza udaje sie dotrzec na peryferie miasta. Rycząca droga, stacje benzynowe.. Pierwszy przydrozny motel ma cene masakryczna.. Ja juz totalnie padam na pysk wiec jest mi naprawde wszystko obojetne, ale toperz zachowuje zimna krew i odmawia noclegu w takim paskudnym przybytku. Szukamy zatem dalej. Na namiot ciezko tu znalezc miejsce, coby nie przelazic przez płoty jakis fabryk ani nie rozbic sie w miejscu gdzie moze w nas wjechac jakis manewrujacy tir.. Kolejny przybenzynowy motel jest ciut tanszy.. Mowimy, ze nie chcemy telewizora, łazienki a tak naprawde to mozemy spac w komórce na miotły. Cena spada wiec o 1/3 ale i tak ladujemy w pokoju z telewizorem i łazienka. 
W pokoju mamy tez tajemnicze dziury w suficie. Zastanawiamy sie nad ich pochodzeniem. Moze ktos pociagnal seria z kałacha? Albo szczury sie przegryzały aby złozyc wizyte poprzednim lokatorom? 

Gruzja - relacja z podróży 

Żadna relacja bubowa nie bylaby kompletna gdyby sie w niej nie pojawily jakies klimaty postindustrialne. To prawda, ze Gruzja jest krajem bardzo malo przemyslowym, ale i tu udalo nam sie takowe miejsca odwiedzic. Własnie w Zestaponi zaczyna sie "manganowy szlak". Niedaleko miejsca gdzie wypadlo nam nocowac wlasnie takowa fabryka sie znajduje. Na wszystkich bramach znajduje sie symbol "Mn" wskazujacy jakiego pierwiaska przetworswem sie ona zajmowala. 

Poczatkowo myslimy ze fabryka jest opuszczona. Jednak wewnatrz jezdzi pociag, ciagnacy ogromne kotły i kręci sie sporo ludzi w roboczych ubraniach. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Fabryka jest udekorowana roznistymi mozaikami i malowidlami 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

W centrum Zestaponi tez mozna odszukac płaskorzeźby odnoszace sie do przemyslowego charakteru miasta 

Gruzja - relacja z podróży 

Idziemy w strone skrętu na Cziature i w zakolu koło wraku auta decydujemy sie złapac stopa. 

Gruzja - relacja z podróży 

Idzie nam nieszczegolnie, po godzinie wciaz tkwimy w tym samym miejscu. Wiekszosc przejezdzajacych aut jedzie tylko kawałek, tylko do nastepnej wsi, nikt nie jedzie do przełeczy a co dopiero do Cziatury. 

Zagaduje nas miejscowa babka i zaprasza do domu na herbate, ktora konczy sie poczęstunkiem chlebem, serem i ciasteczkami. Przychodzi tez jej mąż i druga babka z malym chlopcem. Wszyscy sie bardzo ciesza ze spotkania, bardzo pragna kontaktu, jednak rozmowa prowadzona wylacznie po gruzinsku pozwala nam jedynie kiwac głowami , szczerzyc zęby w usmiechu i oblizywac sie na potwierdzenie, ze poczestunek nam smakuje. Żegnamy sie padajac sobie w objecia i machajac rekami na wszystkie strony. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Wracamy pod nasz wrak. Po jakims czasie zatrzymuje sie marszrutka i jakos upychamy sie tam z plecakami. Miejscowy mowi, ze jedzie ona az do Saczkere wiec sie sie dobrze sklada bo i my sie tam wybieramy. 

Droga do Cziatury wiedzie w gore, w gore i w gore. Z kazdej kolejnej wioski roztaczaja sie coraz piekniejsze widoki na dalekie osniezone szczyty. 

Gruzja - relacja z podróży 

A poza tym jak zwykle, krowy, osły, kury, kaczki i domy oplecione dorodną winorośla. Zdaje sie, ze mijane wioseczki leżą gdzies na koncu swiata, a jednak w prawie kazdej jest sklep, szkoła, ludzie tłumnie gromadza sie na przystankach. 
W Cziaturze jakis miejscowy zaczyna do nas pokrzykiwac, ze musimy sie przesiasc na inny autobus do Saczkere.. Szybko, szybko, musimy sie spieszyc bo zaraz odjedzie.. Zahaczam sie plecakiem o siedzenie, nie moge go wyjac, gosc coraz glosniej pokrzykuje trzymajac juz druga marszrutke za drzwi. Biegne wiec z obłedem w oczach i jakos udaje sie zdążyc. Gdy juz odjezdzamy uswiadamiamy sobie, ze zapomnielismy w tamtym busiku zaplacic za przejazd i jest nam troche głupio... 
W marszrutce do Saczkere nie ma juz miejsc siedzacych. Kierowca zaraz zgania dwoch Gruzinów i nas tam sadza, bo "to nasi goscie". Starszy facet usmiecha sie do nas miło natomiast mlody wdaje sie w ostrą kłótnie z kierowca, widac ma inna wizje okazywania goscinnosci przybyszom.. 
Migaja nam za oknem kolejki linowe - praktycznie to z ich powodu tu przyjechalismy. Mijamy tez podupadle kopalnie i zaklady manganowe. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

W Saczkere nie ma juz zadnych kolejek, o twierdzy zaznaczonej na mapie tez nikt nie slyszal. Miejscowosc jest dosc spora wiec bedzie nam ciezko znalezc dogodne miejsce na namiot. Decydujemy wiec sie wracac do Cziatury. 

Stoimy juz na przystanku gdy z piekarni wybiega facet. Przedstawia sie jako Waża, mowi ze nas ugosci, pokaze okolice i mamy na niego czekac. Gdzies dzwoni, a za chwile podjezdza autem jego przyjaciel- Kola. Pakuja nasze plecaki o odjezdzamy gdzies w dal. Najpierw zapraszaja nas na piwo. Potem jedziemy na peryferie miasteczka, gdzie domki sa juz niewielkie i wszyscy sie znaja, witaja i koniecznie ucinaja sobie choc krotka pogawedke. 

Zawijamy pod malutki sklepik. Waża kładzie 50 lari i zaczyna pakowac co sie da: ciasteczka, pierniczki, piwo, koniak, słone paluszki, landrynki, chleb, rybke w puszce, orzeszki, lemoniade. Jako, ze puszka rybek nie ma otwieradełka zabiera tez nóz ze sklepu. 

Gruzja - relacja z podróży 

Tak wyposazeni jedziemy na piknik "na prirodu". Rozkladamy sie na kamienistej wysepce na rzece. My skaczemy po kamieniach a miejscowi ida po prostu wbrod przez rzeke nie przejmujac sie przemoczonymi spodniami az do kolan i chlupotaniem w butach. Waża opowiada, ze tu wszedzie w okolicy biją mineralne źródla i za sajuza byly tu sanatoria. 
Rozpoczynamy konsupcje pozyskanych w sklepie specjalow. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Waża pokazuje nam rozne sztuczki karciane. Najbardziej niesamowita jest dla mnie jedna. Pokazuje mi wachlarz kart i mowi zebym sobie zapamiatala jedna dowolna karte. Potem sklada wachlarz, tasuje go i wyrzuca jedna karte... Tą moja! Ki diabeł? Jak on to zrobil????? Waża twierdzi, ze byl kiedys w Australii i tam sie tego nauczyl. Koledzy mówia na niego "awstralijski żulik" 
Spiewamy tez rozne piosenki, raz my, raz oni. Okazuje sie tez, ze znamy kilka wspolnych "Padmoskownyje wiecziera", "Pidmanuła", "Czeremszyna". Te odspiewujemy wyjatkowo ochoczo, az echo niesie po okolicznych dolinach! 

Gdy wieczor zaczyna wpełzac w doline przenosimy sie do domu Koli. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Kola jest samotny, nie ma rodziców,dzieci chyba tez nie. Żona zmarła dwa lata temu. Wisi na scianie jej zdjecie i mam wrazenie, ze przyglada sie imprezie. Ponoc razem z Ważą czesto chodza na jej grób i biesiaduja tam przy stoliku. 

Ucza mnie jak pić z rogów, ale jako ze niestety wina nie mamy, pijemy tak lemoniade. 

Gruzja - relacja z podróży 

W miedzyczasie toperz wchodzi w posiadanie noża pozyskanego od babki ze sklepu. Jest to prezent od Waży. 

Sporo osob ogladajac to zdjecie twierdzi, ze z calej trojki tylko toperz wyglada na Gruzina! :-D 

Gruzja - relacja z podróży 

Zanim kładziemy sie spac ma miejsce jeszcze dosyc zabawna sytuacja. Toperz akurat jest w drugim pokoju , ja rozwijam spiwor a tu przychodzi Waża i zaczyna mnie ciagnac za reke w strone balkonu. Pamietam, ze balkon ma lekko niekompletna podloge wiec nie chce spaść z pierwszego pietra na grzadki pietruszki, wiec sie zapieram i nie chce isc. Waża cos mowi, ale niestety pod koniec imprezy zaczal wplatac juz tyle gruzinskich slow ze przestalam go rozumiec. Zgłupiał czy co? gdzie on mnie ciagnie? Ciągnie mnie coraz mocniej, ja sie wyrywam, juz nawet przychodzi mi do glowy, zeby zaczac sie drzec, moze toperz przyjdzie na pomoc. Jak sie okazuje na balkonie na poreczy balkonu rozsiadly sie dwa piekne puszyste koty, a Waża chcial mi je pokazac, bo wczesniej mowilam, ze bardzo lubie koty! :-D 

Ukladamy sie do snu na skrzypiacych metalowych łózkach, pod czujnym okiem dziesiatek małych ikon na domowym ołtarzyku. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

O 7 rano wpada Waża z dwulitrowa butelka piwa. Piwo jest akurat ostatnia rzecza na ktora mamy ochote o tak nieludzkiej godzinie. Chetnie bysmy jeszcze ze dwie godzinki pospali. Wzrok Koli mowi, ze on tez. Ale Waża juz sie rozsiadł w pokoju, przychodza tez jacys inni jego koledzy. Ktos komus probuje sprzedac jakies złote branzoletki i pierscionki ale w koncu jakos nie dochodzi do tranzakcji. 
Planujemy dzis pojechac do Cziatury zobaczyc kolejki, wiec Waża zaraz organizuje transport- Zacziko zawiezie nas swoja niwa. 

Gruzja - relacja z podróży 

Kola przygotowuje nam na droge cala paczke jabłek, ciasteczek i cukierków. 

Cziatura to miasteczko polozone w dolinie wsrod skalistych gor, ktore opadaja prawie pionowymi scianami do rzeki. Domy stoja i na gorze, i na dole. Jedynym transportem łączacym rozne czesci miasta sa wagoniki linowych kolejek. Jest ponoc 20 linii ale nie wszystkie sa ogolnie dostepne. Niektore wożą tylko robotnikow, inne urobek z kopalni manganu, rozciagajacych sie od Zestaponi po Saczkere. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Ponoc za sajuza kwitł tu przemysl a miasto bylo jednym z bogatszych w calej Gruzji. Potem wszytsko upadlo i popadlo w ruine na 20 lat. Kilka lat temu czesc kopalni przywrocono do uzytku. Znow w okolicznych zakladach wyplukuja czysty mangan potrzebny do produkcji stali i innych stopow. Ponoc wagoniki kolejek sa w duzej czesci wykonane ze stopow manganu. 

Gruzja - relacja z podróży 

Mamy okazje przejechac sie dwoma kolejkami. Niesamowity jest ten mały bujajacy sie wagonik sunacy gdzies pod niebo, ktorego okienka tworza wyciete w metalu otwory- w sam raz aby wsadzic tam glowe. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Dopiero z wagonika zawieszonego miedzy skalami widac kolejne linie i nawleczone na nie koraliki wagonikow. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Dzieki Waży mamy mozliwosc zobaczyc maszynownie kolejki- wielkie koła zębate, kable, pokrętła i liny wychodzące z sufitu. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Waża sie smieje, ze kiedys jechal kolejka z turystami. Dwie godziny pozniej owi turysci mieli oplacony transport do Suchumi. A tu myk i przerwa w dostawie prądu. Caly dzien spedzili w wagoniku bujajacym sie na wietrze, wysoko nad wiezowcami Cziatury. 

Nasza kolejka jest niezalezna od dostaw prądu, dziala glownie na zasadzie przeciwwagi- jeden wagonik jedzie do gory, drugi w doł. Obslugujacy maszynownie pokazuje nam tez wielką korbe- ratunek na takie przypadki aby sciagac wiszace wagoniki. 

Gruzja - relacja z podróży 

Fajne jest to ze kolejka po prostu sluzy miejscowej ludnosci. Ludziska jada nia do pracy, po zakupy, dzieciaki do szkoly. Jak najnormalniejszy srodek komunikacji miejskiej. A tu przyjechaly takie Polaki i jak dzieci z buszu ciesza sie tramwajem ;) Fajnie, ze poki co, nie jest to cepelia i atrakcja tylko dla turystow. Fajnie, ze mamy okazje obejrzec linowa kolejke ktora zyje naprawde! 

Przejazdy kosztują jakies tam grosze, ale Waża załatwia nam , ze jezdzimy wszedzie za darmo. 

A ze sciany glownej stacji w Cziaturze łypie na nas dwóch powaznych panów ;) 

Gruzja - relacja z podróży 

Wracamy do Saczkere. Waża i Zacziko bardzo emocjonuja sie wyborami, ktore maja byc za kilka dni. Beda glosowali na Iwaniszwilego, ktory pochodzi gdzies z tego regionu. Specjalnie wiozą nas pod nowy szpital zbudowany przez ich kandydata. Jest tu wiele oddzialow, duzo nowoczesniej wyposazonych niz najlepsze szpitale w stolicy. Mieszkancy miasta i okolicy moga sie tu leczyc za darmo, ludzie z innych regionow Gruzji musza zaplacic za pobyt. Ponoc 3/4 szpitala jest wciaz nieczynne bo obecny prezydent nie pozwala na otwarcie. Sale juz sa gotowe i wyposazone. A Iwaniszwili mowi- glosujcie na mnie to wam otworze szpital... W ramach kampanii wyborczej polozyl tez nowe dachy z czerwonej blachy falistej wszystkim chetnym z miasteczka.. Faktycznie... W Saczkere jest ponad polowa czerwonych dachow... 

Wracamy do Tbilisi. Po drodze widzimy ze w gorach obserwowanych jakis czas temu z Gori spadl juz snieg.. 

Gruzja - relacja z podróży 

Kolejnego dnia jedziemy do Mcchety.To chyba najcieplejszy dzien z calej naszej wycieczki- jest chyba z 50 stopni! Zwiedzamy tamtejsza cerkiewke. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

W srodku ma miejsce jakis specyficzny obrząd. 

Gruzja - relacja z podróży 

Idziemy tez na twierdze, na jej zboczach rosna dziwne rosliny- cos jakby skrzyzowanie trawy i kaktusa. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 


Rozglądajac sie z twierdzy z radoscia stwierdzamy, ze nie musimy wracac do miasta, jest drugi most, a raczej grobla ktora mozemy pokonac rzeke. Poczatkowo mamy plany aby pomoczyc sie w rzece, jedna im blizej podchodzimy tym bardziej jej zapach zaczyna przypominac śląskie ścieki ktore pamiatam z dziecinstwa. 

Gruzja - relacja z podróży 

Suniemy w strone Dżwari, cerkiewki polozonej na szczycie góry. Według tradycyjnych źródeł Święta Nino, która nawróciła Gruzję na chrześcijaństwo, zatrzymała się tu własnie na modlitwę, na najwyższym wzniesieniu Mcchety i postawiła na nim krzyż. Z daleka miejsce sie wspaniale prezentuje. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Od twierdzy musimy isc wzdluz autostrady. Idzie sie ogolnie mowiac beznadziejnie. Co chwile pęd powietrza od przejezdzajacego tita zrywa czapke z glowy albo co gorsza sypie kamieniami. Probujemy obejsc polem ale tam chca nas zjesc wsciekle psy.. No to chyba wole juz tiry.. 

Na gore wpełzamy stromym zboczem, z ktorego otwieraja sie coraz ladniejsze widoki na Mcchete i cala okolice 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Po drodze urocze zrodelko w cienistym lasku. Akurat skonczyly sie nam wszelakie napoje wiec rzucam sie na zrodelko jak smok wawelski. I tylko donosne siorbanie niesie sie po okolicy. Toperz zwraca uwage ze woda z owego zrodelka jest jakas podejrzanie ciepla.. Faktycznie- zwykle zrodlana woda jest lodowata! Nie wiem na ile rzeczywiscie zrodelko mialo cos z tym wspolnego, ale od tego momentu oboje z toperzem mamy problemy z żoladkiem, nie jakies powazne ale ciagnace sie jeszcze z tydzien. Wiec ogolnie jesli ktos bedzie korzystal z tego wodopoju to polecam wieczorem wypic duzo czaczy celem "odkazenia" ;) 

Gruzja - relacja z podróży 

Cerkiewka Dżwari robi na nas jakies bardzo nerwowe i nie za przyjemne wrazenie. Cala okolica to jeden wielki parking i tłum. Wnętrze cerkwi mało przypomina obiekt sakralny, raczej krzykliwy sklep z pamiatkami. Wszedzie chodza przewodnicy i cos glosno opowiadaja. Drzwi cerkwi sa oblepione rysunkami czego nie wolno (kobietom wolno palic i wnosic broń) 

Gruzja - relacja z podróży 

Opadaja nas tez stada straszliwie nachalnych żebraków, ktorzy prawie czepiaja sie ubran i wołaja "money, money" 

Widok z gory potwierdza nasze najgorsze przypuszczenia- nie ma zadnego dodatkowego mostu ani nawet kładki aby wrocic do Mcchety. Trzeba albo znow wracac godzine wzdluz autostrady do wiaduktu i do grobli kolo twierdzy albo przekicac przez kilka ruchliwych rozjazdow autostrady i isc naokolo do mostu. Cokolwiek zrobimy nie zdązymy dojsc do Mcchety przezd zmrokiem.. Hmmmm.. ciekawe do ktorej godziny jezdza marszrutki do Tbilisi? Chyba przemieszczanie sie pieszych miedzy Mccheta a Dzwari nie bylo nigdy brane pod uwage.. Przez chwile rozumiem co moze czuc żaba , dla ktorej nie ma zbyt czesto przepustow pod autostrada... 
Żadne marszrutki nie dojezdzaja tu pod Dzwari... Ciekawe wiec jak tu dodarly te stada żebrakow? Babuszki, beznogie kaleki, matki z dziecmi? Nie widze, zeby szli tą stromą trasa od autostrady... Swoimi autami przyjechali? Albo ktos ich tu musial przywiesc i kolektywnie wystawic na zarobek.. 

Probujemy zatem złapac stopa, niezaleznie w ktora strone, grunt zeby do jakiegos normalnego miasta lub wsi. Wszystkie mijajace nas auta sa jednak wypelnione po brzegi pasazerami, dopchane po dach dziecmi, psami i bagazami.. A czas plynie i slonce coraz nizej... W koncu zaczepiona na drodze parka, wygladajaca na faceta z kochanka decyduja sie nas zawiesc do Mcchety. 

Kolejnego dnia juz sie staramy nie oddalac z Tbilisi, bo jak sie zepsuje autobus albo co innego nas zatrzyma to nam zwieje samolot i bedzie niewesolo. Idziemy wiec na twierdze Narikala, skad roztacza sie fajny widok na cale miasto. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Odwiedzamy tez sympatyczna knajpe gdzie zjadamy czkmeruli- jest to kurczak w sosie czosnkowym, posypany serem i razem z nim zapieczony- przepyszne!! 

Gruzja - relacja z podróży 

Ze scian samej knajpy i okolicznych budynkow usmiechaja sie do nas fajne malowidła. 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Wieczorem odwiedzamy jeszcze glowna ulice miasta zwana Rustaweli, ktora wyglada jak wszystkie glowne ulice wielkich nowoczesnych miast we wszystkich krajach.. Totalna unifikacja.. Zakupujemy kilka pamiatek ktore obiecalismy znajomym. Juz mamy sie zwijac z tego niebubowego miejsca- ale odkrywamy w jednym z podworek antykwariat. Kupujemy tam okolo 7 kg ksiazek, w tym np. album o "wielkiej wojnie ojczyznianej", "bajki narodow CCCP" i jakas bardzo stara i dziwna ksiazke pisana niemieckim gotykiem z ładnymi ilustracjami. Niestety wiecej sie nie da, bo bagaz przekroczy norme w samolocie.. a zapewne bysmy jeszcze poszaleli.. Wiec i ta glowna ulica wydaje nam sie teraz przyjazniejsza gdy targamy przez nia opasłe tomiska :-) 

Metro jezdzi w Tbilisi dopiero od 6 rano wiec umawiamy sie z jednym z taksowkarzy, ze zawiezie nas rano na lotnisko. I okazuje sie ze za calkiem normalna cene a nie jak ci lotniskowi zlodzieje.. Taksiarz jest wielkim milosnikiem obecnego prezydenta Gruzji. Jest caly dumny, ze ma tak samo na imie - Misza. Mowi, ze wszystko co Gruzja osiagnela to zawdziecza temu czlowiekowi, a glownie bezpieczenstwo w górach i na ulicach miast. Zlikwidował bandy rozbojnikow w Swanetii a ich szefow kazał rozstrzelac. Miejskie gangi i mafie obsadzil swoimi ludzmi, wiec sa spokojni bo wiecej dostana słuchajac sie władzy i z nia wspolpracujac. "Tak, tak- cale Tbilisi kocha Misze!! Cala Gruzja tez"... Hmmmm....acz jak mielismy okazje sie przekonac- Saczkere i Kazbegi niekoniecznie.... 
Kierowca jednoczesnie z ogromnym szacunkiem i sympatia wyraza sie o naszym byłym prezydencie- Kaczynskim. Zreszta nie dziwi nas to- w rozmowie z kazdym ze spotkanych Gruzinów (a nawet Ormian) rozmowa zawsze schodzila w koncu na Kaczynskiego, ktory napewno w Gruzji ma wiecej wielbicieli niz w Polsce. Irina z hostelu w Tbilisi miała zdjecie pary prezydenckiej na scianie nad biurkiem, gdzies widzialam tez takie zdjecie w domowym ołtarzyku, wcisniete miedzy portret swietych i krolowej Tamary. Gruzini nigdy mu nie zapomna, ze przyjechal tu gdy wybuchła wojna z Rosja. Wszyscy wiedzieli, ze ani Kaczynski, ani Polska wielka obrona nie beda jakby przyszlo co do czego.. Ale wszyscy powtarzali to samo " w tym trudnym dla nas momencie wiedzielismy, ze tam, daleko na polnocy, jest taki kraj ktory o nas mysli i pamieta. A slowo, pamiec i usmiech to wielka pomoc , mogąca zdzialac cuda" 

Trasa samolotu wiedzie nad Kaukazem. Musze przyznac bez bicia- byly to najpiekniejsze widoki gorskie jakie udalo mi sie w zyciu zobaczyc.. Tyle pasm gorskich naraz, takie mgly w dolinach, taka gra swiatła, taka przestrzen, takie spojrzenie w niedostepne doliny i przelecze.. Zapewne nawet z Elbrusa w najladniejsza pogode takiego widoku nie ma! Jedno zastrzezenie- samolot mogl leciec troche nizej, troche wolniej i zeby sie dało odkrecic szybe i wystawic glowe za okno :-P 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 

Gruzja - relacja z podróży 



Wrocimy jeszcze zapewne na Kaukaz.. W samej Gruzji tyle zostalo do zobaczenia.. Nie bylismy w Swanetii, w Tuszetii, nie pilismy kachetyjskiego wina, nie bylismy nad morzem, na grzbiecie Gór Samsarskich, w skalnym miastach pod azerska granica.. a ile bocznych drog, a ile gorskich dolin, a ile ruin twierdz rozproszonych po calym kraju... Praktycznie mowiac to prawie nigdzie nie bylismy.. Bo co to sa trzy tygodnie, to tylko jak mgnienie by przekonac sie, ze jest fajnie, by zaciagnac gorskiego powietrza, rozprostowac nogi... i juz trzeba wracac.. Nie mielismy okazji i czasu poznac Gruzji. Mielismy tylko okazje zorientowac sie, ze mimo ostatniej popularnosci i mody wsrod turystow na ten kraj- jest tu jeszcze co zobaczyc, da sie jeszcze bez problemu znalezc miejsca gdzie jest normalnie, gdzie czas plynie powoli i lokalne klimaty nie zostaly sprowadzone do roli cepelii na sprzedaz, ze nawet w samej stolicy sa miejsca gdzie mozna poczuc magie Wschodu..
 
 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!