Karakol - Jezioro Ała-kul

Po dwudniowym lenistwie w Tamdze i okolicach nadszedł czas na poważniejsze wyzwania i zwiększony wysiłek. Celem było dojście do jeziora Ala-kul, które znajduje się na ponad 3500m. n. p. m. Położone jest ono na południe od miasta Karakol (Przewalsk, od "tego" Przewalskiego, który zakończył tam swój żywot).

kirgistan trasa do Karakol

Podróż busikiem, a później taksówką zajęła nam mniej niż 2 godziny. W Karakolu wysiedliśmy na potężnym bazarze. Nie było innej opcji: do Karakolu wszyscy jeżdżą na bazar więc dla kierowcy było oczywiste, że my także jedziemy na zakupy. W Karakolu mieliśmy kupić gaz do Jetboila (takie nakręcane kartusze z gwintem). Byliśmy chyba w 6 punktach, w których te kartusze miały być ale wszędzie okazywało się, że to już końcówka sezonu i że kartusze wyszły. Gdy już traciliśmy nadzieję, gaz w końcu się znalazł w ostatnim sportowym sklepie w mieście. Po paskudnym obiadku (jedzenie to chyba najsłabszy punkt Kirgistanu - swoją drogą nie dość, że prawie wszystkie obiady lokalnej kuchni były paskudne to jeszcze obarczone sporym ryzykiem wywołania brązowego deszczu, zwanego też zemstą Faraona) podjechaliśmy do bram parku narodowego koło Ak-Suu i ruszyliśmy w naszą drogę.

kirgistan droga z Ak Suu

Wprawdzie wszystkie przewodniki opisują trasę do Ala-Kul w przeciwnym kierunku (tj. od doliny Karakol, przez jezioro i powrót doliną Araszan) to my zdecydowaliśmy się iść pod prąd, co poza jedną wadą (o niej później) okazało się być dobrym wyborem. Droga wzdłuż doliny Araszan jest bardzo urokliwa. Klimaty są swojskie, a krajobrazy przypominają raczej Tatry Zachodnie. No może za wyjątkiem tego szczegółu, że nie ma tam ludzi.

Trasę od Ak-Suu można pokonać jeepem lub ciężką ciężarówką przerobioną na autobus. Takie tury organizowane są przez lokalne biura podróży. Moim zdaniem traci się wówczas możliwość podziwiania okolic. A są one zacne: 

kirgistan dolina Araszan

kirgistan relacja 185

kirgistan relacja 193

kirgistan relacja 195

 

Chyba jedyni napotkani turyści:

kirgistan relacja 217

Trasa od bram parku do osady Araszan zajmuje z plecakami grubo ponad 4 godziny. Szybko zorientowaliśmy się, że kupiona w Karakolu mapa turystyczna tych terenów jest nic nie warta i w zasadzie przestaliśmy z niej korzystać. Mniej więcej w połowie drogi jest pole biwakowe, my jednak mieliśmy plan by dotrzeć do wioski. W związku z tym, że z Ak-Suu ruszyliśmy po południu to w pewnym momencie naszły nas obawy, że będziemy musieli przenocować gdzieś po drodze. Gdy zaczęło się już ściemniać, za kolejnym pagórkiem naszym oczom ukazała się upragniona wioska Araszan:

kirgistan Araszan

Jeden z pierwszych domów po prawej to słynne schronisko u Walentina. W sumie nie dowiedzieliśmy się kto jest tym Walentinem bo załoga była wyłącznie damska. Miłym zaskoczeniem był fakt, że trafiliśmy na przygotowania do kolacji, niemiłym obecność kilkunastu zachodnich turystów. W oczekiwaniu na posiłek, chcąc nie chcąc siedząc w ciemności (brak prądu) wsłuchiwaliśmy się w litanię miejsc kto gdzie był i czego tam nie robił. Czasami wydaje mi się, że ludzie jeżdżą po świecie tylko po to by się tym pochwalić (co i ja właśnie robię tutaj). Jeden z obieżyświatów zaczął nawet opowiadać coś o carycy Katarzynie ale szybko okazało się, że reszta nie wiedziała kto to i o co mu chodzi...

Następnego dnia z rana ruszyliśmy w góry, miła dziewczyna ze schroniska wskazała nam drogę i powiedziała, że do przełęczy i z powrotem to ona potrafi dojść w 4 godziny. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że tego dnia dojdziemy nie tylko na przełęcz, ale także zejdziemy do jeziora gdzie zanocujemy. Żegnając się i płacąc za wikt i opierunek zaskoczeni dowiedzieliśmy się, że u Walentina był basen z termalną wodą. Tzn. wiedzieliśmy, że do Araszan ciągną tłumy by użyć kąpieli w wodach, nie sądziliśmy jednak, ze w rozwalającej się drewnianej budzie z wychodkiem nad rzeką jest jakiś basen.

Od osady w stronę Ala-kul idzie się początkowo około pół godziny w górę rzeki. Oto cała osada Araszan:

kirgistan Araszan

kirgistan relacja 233

kirgistan relacja 234

kirgistan relacja 237

 

Widać już w oddali ośnieżone wysokie góry (ok 5000m npm):

kirgistan relacja 240

 

Ostatnie fragmenty drogi doliną Araszan:

kirgistan relacja 247

kirgistan relacja 254

 

W pewnym momencie odbija się w prawo w dość wąską dolinkę, którą płynie górski potok. Po chwili przechodzi się przez ten potok i mając go po prawej stronie podchodzi się przez las. Powyżej górnej granicy lasu jeszcze przez jakiś czas idzie się wzdłuż prawego brzegu potoku, by w pewnym momencie, przy rozlewisku przejść na drugą stronę i dalej piąć się w górę. Cały czas nie widać celu wędrówki, tj. przełęczy. Jednak im wyżej tym łatwiej dostrzec w górze wydeptaną ścieżkę.

Powoli zostawiamy dolinę w dole...

kirgistan relacja 255

 

...by wejść na ścieżki wydeptane przez konie:

kirgistan relacja 256

 

Przy górnej granicy lasu (ok 3000 m npm):

kirgistan relacja 260

kirgistan relacja 262

 

Krajobraz robi się coraz bardziej surowy:

kirgistan relacja 269

kirgistan relacja 271

 

Tylko ilość koni się nie zmienia.

kirgistan relacja 277

 

Z każdym krokiem robiło się ładniej ale też coraz bardziej dawała o sobie znać wysokość...

kirgistan relacja 279

kirgistan relacja 282

kirgistan relacja 285

 

Nasze tempo spadło na tyle, że po ok 6h drogi, gdy w końcu zobaczyliśmy przełęcz (na zdjęciu poniżej) podjęliśmy decyzję o rozbiciu namiotów. Tak, wiem - pani ze schroniska robi tę trasę w 4h w obie strony. Dla nas 6h okazało się niewystarczające. W dodatku dopadła mnie choroba wysokościowa, a myśląc, że to tylko zmęczenie nie zszedłem w dół, co okazało się być poważnym błędem.

kirgistan relacja 293

 

Następnego dnia najpierw walczyliśmy z zamarzniętą wodą - piękny strumyk, koło którego specjalnie się rozbiliśmy zniknął gdyż lodowiec, z którego wypływał po prostu w nocy zamarzł. Później walczyliśmy z podejściem na przełęcz. To jest jedyny minus odwrotnej trasy. Wprawdzie przełęcz wydawała się być na wysięgnięcie ręki i zakładaliśmy, że pokonanie jej to kwestia kilkudziesięciu minut. W rzeczywistości okazało się, że sypkie kamole i strome podejście powodują, że robiąc dwa kroki do przodu zsuwało się o 1,5 w dół.

kirgistan relacja 300

kirgistan relacja 307

 

Momentami szło się na czworaka (zdjęcie nie oddaje stromizny):

kirgistan relacja 309

 

Nagroda była jednak okazała. Na końcu mordęgi, na przełęczy ok 3850m npm ukazał nam się taki oto widok:

kirgistan ala kul

 

Zapewne idąc w rzeciwnym kierunku jezioro odsłaniałoby swoje uroki powoli. Ma natomiast doznaliśmy Alakulskiej terapii szokowej:

kirgistan ala kul jezioro

 

Jedni z nielicznych napotkanych turystów. Idą w kierunku "jak pan bóg przykazał":

kirgistan ala kul

kirgistan relacja 322

 

Ostatni widok za siebie:

kirgistan relacja 324

 

Lodowiec zasilający jezioro:

kirgistan relacja 330

 

Widoki z drogi w dół wzdłuż jeziora:

kirgistan relacja 353

kirgistan relacja 355

 

"Drugi koniec" jeziora:

kirgistan relacja 363

 

W związku z tym, że moja choroba wysokościowa się nasilała, stało się oczywiste, że z noclegu nad brzegiem jeziora trzeba zrezygnować. Tafla jeziora jest na ok. 3500m npm, a ja pilnie potrzebowałem zejść poniżej 3000 m npm. Droga w dół prowadzi wzdłuż rzeki wypływającej z jeziora. Droga jest kamienista i stroma ale zdecydowanie łatwiejsza niż podejście pod wcześniejszą przełęcz. 

kirgistan relacja 364

kirgistan relacja 371

kirgistan relacja 376

 

W dole widać już dolinę Karakol:

kirgistan Karakol

 

Po dłuższym zejściu doszliśmy do obozowiska zwanego "Sirota":

kirgistan Sirota

 

 

gdzie gospodarzem były wiewiórki:

kirgistan relacja 389

 

Rankiem ochoczo ruszyliśmy w dół do doliny Karakol. Mieliśmy cichą nadzieję na znalezienie transportu by nie trzeba było dymać kilkunastu kilometrów w dół doliny, zwłaszcza, że pogoda zaczęła się psuć. Okazało się jednak, że nad rzeką w dolinie Karakol nie ma już śladu po letnim obozowisku, a tym bardziej o jakikolwiek transporcie.

kirgistan dolina Karakol

 

Wbrew pierwszym wątpliwościom na szczęście okazało się, że po wyjściu z lasu jest most przez rzekę. Wskazał nam go jakiś dobry człowiek z drugiej strony gdy szukaliśmy już miejsca do przejścia w bród...

kirgistan relacja 404

 

Droga wiedzie wzdłuż rzeki. Moim zdaniem dolina Karakol, na odcinku, który widzieliśmy nie jest tak atrakcyjna jak Araszan ale też ma swój urok.

kirgistan relacja 411

kirgistan relacja 416

kirgistan relacja 420

 

Po około 3 godzinach drogi umilanej widokiem niezliczonych koni...

kirgistan konie karakol

kirgistan relacja 430

kirgistan relacja 433

kirgistan relacja 447

 

...dotarliśmy w końcu do cywilizacji, miasta Karakol. Oto ulica w centrum, na której znaleźliśmy fajny nocleg (polecany w Lonely Planet).

kirgistan relacja 450

W pensjonacie spotkaliśmy kilku turystów, którzy uświadomili nas, że mieliśmy sporo szczęścia z pogodą, gdyż oni czekali na poprawę pogodę kilka dni w dolinie Karakol, a później kilka kolejnych w Araszan. Udało im się dojść do Ala-kul po około tygodniu wyczekiwania. My całą trasę zrobiliśmy bez jakichkolwiek przerw. Widzieliśmy jednak schodząc do Karakolu, że w górach pogoda się załamuje - przez kilka kolejnych dni sypał tam śnieg...

Wspominając widoki Ala-kul i zajadając się lokalnymi owocami i warzywami planowaliśmy dalszy ciąg wycieczki...

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!