Podróż do Kirgistanu AD 2013 z pewnością jest jedną z tych z kategorii "niezapomnianych". Po wyjeździe do Armenii rok wcześniej, poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko. Miałem pewne wątpliwości czy Kirgistan podoła wyzwaniu. Jednak już w trakcie pobytu w Kirgistanie byłem pewien, że ten kraj pozostanie na długo w pamięci. A zaplanowanie równie ciekawego wyjazdu na kolejny rok będzie nie lada wyczynem.

ala-kul kirgizja

Decyzja o wyjeździe do Kirgistanu była pochodną kilku czynników: chęci odwiedzenia ciekawego, niezbyt popularnego kraju z piękną przyrodą. Nie bez znaczenia był też fakt, że udało się kupić bilety tureckimi liniami lotniczymi Pegasus za 1500 pln z Berlina przez Stambuł (cena jak na dwumiesięczne wyprzedzenie była dość atrakcyjna). Była też opcja lotu ze Lwowa jednak pomimo, że z Krakowa do Berlina jest znacznie dalej to jednak czas i łatwość dojazdu zdecydowały.

Skrótową trasę naszej podróży widać na poniższej mapce:

kirgistan mapa

Czytaj dalej...


Issyk-Kul

Po przylocie do Biszkeku około godziny 5-tej rano wsiedliśmy do taksówki, która zawiozła nas (z przesiadką w samym Biszkeku) do najbardziej turystycznego miejsca w Kirgistanie - nad jezioro Issyk-kul.

kirgistan droga do Tamgi

Taksówki w Kirgistanie to dobry środek transportu nie tylko na niewielkie odległości ale również w komunikacji między miastami. A jeśli jedzie się w kilka osób jazda taryfą ma rozsądny stosunek ceny do komfortu i czasu przejazdu. W przeciwieństwie do Armenii, Kirgizi jeżdżą raczej na benzynie, dzięki czemu do bagażnika popularnych tam reliktów motoryzacji niemieckiej (Audi 100 i Mercedesy) mieszczą się 4 plecaki.

Wiedzieliśmy, że północne wybrzeże jeziora jest bardziej turystyczne, dlatego na pierwsze dni pobytu w Kirgistanie naturalnym krokiem wydawało się znalezienie spokojnej miejscowości położonej nad południowym brzegiem jeziorem. Wybór padł na Tamgę - rosyjską wioskę u wejścia do doliny Barskoon. Po wyjściu z taksówki dzięki pomocy miejscowych szybko udało się znaleźć przyzwoity pensjonat, w którym większość stanowili obcokrajowcy (był już wrzesień i sezon już się kończył).

 tamga pensjonat

Sama Tamga nie miała zbyt wiele do zaoferowania poza pamiątkami po dawnych czasach, gdy m.in. Jurij Gagarin przygotowywał się tu do lotu w kosmos, a później dekompresował. We wsi pozostało sporo rosyjskiej ludności, choć to pewnie kwestia czasu gdy Kirgizi stanowić będą tu większość - zwłaszcza biorąc pod uwagę potężny skok demograficzny notowany w tym kraju po uzyskaniu niepodległości. W Tamdze zachowało się jeszcze post radzieckie sanatorium, a na obrzeżach wybudowano eleganckie drewniane domki letniskowe. Ceny tych domków, według miejscowych przypominają raczej te europejskie, a nie centralnoazjatyckie :(

kirgistan tamga plaża

 

Pamiątka po Gagarinie:

kirgistan Tamga issyk-kul

 

Plaże są nie tylko dla ludzi:

kirgistan tamga Issyk-kul

 

Centrum Tamgi:

kirgistan tamga - issyk-kul

 

Centrum handlowe:

kirgistan relacja 028

 

Próba wyciągnięcia niebieskiego antyku z plaży metodą na Ładę Nivę:

kirgistan tamga - issyk-kul


Okolice Tamgi - dolina Barskoon

Aby lepiej poznać okolice gospodarz naszego pensjonatu polecił nam Paszę, młodego lokalnego Rosjanina, który dorabiał jako przewodnik i kierowca. W drugim dniu pobytu Pasza zabrał nas na dwie kilkugodzinne wycieczki: jedną do doliny Barskoon, do wodospadów, a drugą do "Skazki", miejsca, o którym jedne źródła rozpisywały się w samych superlatywach, a inne zalecały omijać szerokim łukiem. Naszym zdaniem oba miejsca, do których zabrał nas Pasza są godne uwagi, a "Skazkę" najlepiej zobaczyć popołudniu lub pod wieczór, gdy zachodzące słońce potęguje wrażenie czerwonych skał.

Dolina Barskoon w pełnej okazałości:

kirgistan dolina Barskoon

 

Kurz od ciężarówek jadących w konwoju do położonej wysoko w górach kopalni złota Kumtor (odpowiada za kilkanaście procent Kirgiskiego PKB):

kirgistan relacja 035

 

 Pasące się wszędzie owce i kozy:

 kirgistan owce

kirgistan relacja 034

 

Jeden z kilku wodospadów:

kirgistan wodospad

 

Jeszcze jeden wodospad:

kirgistan relacja 064


 

"Skazka"

Skazka to coś w stylu miasta skalnego. Czerwone skały przybrały w wielu miejscach ciekawe kształty, a w ślad za tym ludzie nadali im swoje nazwy. Znajdziemy tam m.in. Mur Chiński, hipopotama, męskiego członka itp. Spacer po Skazce może zająć od kilkunastu minut po kilka godzin. Nie ma tam wyznaczonych ścieżek - idzie się tam dokąd oczy poniosą, lub Pasza poprowadzi...

kirgistan relacja 071

 

Hipopotam w Kirgistanie:

Skazka

kirgistan relacja 079

kirgistan relacja 081

kirgistan relacja 083

kirgistan relacja 086

 

A w tle Issyk-kul:

kirgistan relacja 101

 

:)

kirgistan relacja 126

 

U wjazdu z głównej drogi do Skazki jest piękna plaża, a woda w jeziorze jest znacznie cieplejsza niż w innych miejscach. Spowodowane jest to tym, że w pobliżu nie wpływa żaden górski, zimny potok.

kirgistan relacja 141

 

Droga wzdłuż jeziora Issyk-kul

kirgistan relacja 146


Karakol - Jezioro Ała-kul

Po dwudniowym lenistwie w Tamdze i okolicach nadszedł czas na poważniejsze wyzwania i zwiększony wysiłek. Celem było dojście do jeziora Ala-kul, które znajduje się na ponad 3500m. n. p. m. Położone jest ono na południe od miasta Karakol (Przewalsk, od "tego" Przewalskiego, który zakończył tam swój żywot).

kirgistan trasa do Karakol

Podróż busikiem, a później taksówką zajęła nam mniej niż 2 godziny. W Karakolu wysiedliśmy na potężnym bazarze. Nie było innej opcji: do Karakolu wszyscy jeżdżą na bazar więc dla kierowcy było oczywiste, że my także jedziemy na zakupy. W Karakolu mieliśmy kupić gaz do Jetboila (takie nakręcane kartusze z gwintem). Byliśmy chyba w 6 punktach, w których te kartusze miały być ale wszędzie okazywało się, że to już końcówka sezonu i że kartusze wyszły. Gdy już traciliśmy nadzieję, gaz w końcu się znalazł w ostatnim sportowym sklepie w mieście. Po paskudnym obiadku (jedzenie to chyba najsłabszy punkt Kirgistanu - swoją drogą nie dość, że prawie wszystkie obiady lokalnej kuchni były paskudne to jeszcze obarczone sporym ryzykiem wywołania brązowego deszczu, zwanego też zemstą Faraona) podjechaliśmy do bram parku narodowego koło Ak-Suu i ruszyliśmy w naszą drogę.

kirgistan droga z Ak Suu

Wprawdzie wszystkie przewodniki opisują trasę do Ala-Kul w przeciwnym kierunku (tj. od doliny Karakol, przez jezioro i powrót doliną Araszan) to my zdecydowaliśmy się iść pod prąd, co poza jedną wadą (o niej później) okazało się być dobrym wyborem. Droga wzdłuż doliny Araszan jest bardzo urokliwa. Klimaty są swojskie, a krajobrazy przypominają raczej Tatry Zachodnie. No może za wyjątkiem tego szczegółu, że nie ma tam ludzi.

Trasę od Ak-Suu można pokonać jeepem lub ciężką ciężarówką przerobioną na autobus. Takie tury organizowane są przez lokalne biura podróży. Moim zdaniem traci się wówczas możliwość podziwiania okolic. A są one zacne: 

kirgistan dolina Araszan

kirgistan relacja 185

kirgistan relacja 193

kirgistan relacja 195

 

Chyba jedyni napotkani turyści:

kirgistan relacja 217

Trasa od bram parku do osady Araszan zajmuje z plecakami grubo ponad 4 godziny. Szybko zorientowaliśmy się, że kupiona w Karakolu mapa turystyczna tych terenów jest nic nie warta i w zasadzie przestaliśmy z niej korzystać. Mniej więcej w połowie drogi jest pole biwakowe, my jednak mieliśmy plan by dotrzeć do wioski. W związku z tym, że z Ak-Suu ruszyliśmy po południu to w pewnym momencie naszły nas obawy, że będziemy musieli przenocować gdzieś po drodze. Gdy zaczęło się już ściemniać, za kolejnym pagórkiem naszym oczom ukazała się upragniona wioska Araszan:

kirgistan Araszan

Jeden z pierwszych domów po prawej to słynne schronisko u Walentina. W sumie nie dowiedzieliśmy się kto jest tym Walentinem bo załoga była wyłącznie damska. Miłym zaskoczeniem był fakt, że trafiliśmy na przygotowania do kolacji, niemiłym obecność kilkunastu zachodnich turystów. W oczekiwaniu na posiłek, chcąc nie chcąc siedząc w ciemności (brak prądu) wsłuchiwaliśmy się w litanię miejsc kto gdzie był i czego tam nie robił. Czasami wydaje mi się, że ludzie jeżdżą po świecie tylko po to by się tym pochwalić (co i ja właśnie robię tutaj). Jeden z obieżyświatów zaczął nawet opowiadać coś o carycy Katarzynie ale szybko okazało się, że reszta nie wiedziała kto to i o co mu chodzi...

Następnego dnia z rana ruszyliśmy w góry, miła dziewczyna ze schroniska wskazała nam drogę i powiedziała, że do przełęczy i z powrotem to ona potrafi dojść w 4 godziny. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że tego dnia dojdziemy nie tylko na przełęcz, ale także zejdziemy do jeziora gdzie zanocujemy. Żegnając się i płacąc za wikt i opierunek zaskoczeni dowiedzieliśmy się, że u Walentina był basen z termalną wodą. Tzn. wiedzieliśmy, że do Araszan ciągną tłumy by użyć kąpieli w wodach, nie sądziliśmy jednak, ze w rozwalającej się drewnianej budzie z wychodkiem nad rzeką jest jakiś basen.

Od osady w stronę Ala-kul idzie się początkowo około pół godziny w górę rzeki. Oto cała osada Araszan:

kirgistan Araszan

kirgistan relacja 233

kirgistan relacja 234

kirgistan relacja 237

 

Widać już w oddali ośnieżone wysokie góry (ok 5000m npm):

kirgistan relacja 240

 

Ostatnie fragmenty drogi doliną Araszan:

kirgistan relacja 247

kirgistan relacja 254

 

W pewnym momencie odbija się w prawo w dość wąską dolinkę, którą płynie górski potok. Po chwili przechodzi się przez ten potok i mając go po prawej stronie podchodzi się przez las. Powyżej górnej granicy lasu jeszcze przez jakiś czas idzie się wzdłuż prawego brzegu potoku, by w pewnym momencie, przy rozlewisku przejść na drugą stronę i dalej piąć się w górę. Cały czas nie widać celu wędrówki, tj. przełęczy. Jednak im wyżej tym łatwiej dostrzec w górze wydeptaną ścieżkę.

Powoli zostawiamy dolinę w dole...

kirgistan relacja 255

 

...by wejść na ścieżki wydeptane przez konie:

kirgistan relacja 256

 

Przy górnej granicy lasu (ok 3000 m npm):

kirgistan relacja 260

kirgistan relacja 262

 

Krajobraz robi się coraz bardziej surowy:

kirgistan relacja 269

kirgistan relacja 271

 

Tylko ilość koni się nie zmienia.

kirgistan relacja 277

 

Z każdym krokiem robiło się ładniej ale też coraz bardziej dawała o sobie znać wysokość...

kirgistan relacja 279

kirgistan relacja 282

kirgistan relacja 285

 

Nasze tempo spadło na tyle, że po ok 6h drogi, gdy w końcu zobaczyliśmy przełęcz (na zdjęciu poniżej) podjęliśmy decyzję o rozbiciu namiotów. Tak, wiem - pani ze schroniska robi tę trasę w 4h w obie strony. Dla nas 6h okazało się niewystarczające. W dodatku dopadła mnie choroba wysokościowa, a myśląc, że to tylko zmęczenie nie zszedłem w dół, co okazało się być poważnym błędem.

kirgistan relacja 293

 

Następnego dnia najpierw walczyliśmy z zamarzniętą wodą - piękny strumyk, koło którego specjalnie się rozbiliśmy zniknął gdyż lodowiec, z którego wypływał po prostu w nocy zamarzł. Później walczyliśmy z podejściem na przełęcz. To jest jedyny minus odwrotnej trasy. Wprawdzie przełęcz wydawała się być na wysięgnięcie ręki i zakładaliśmy, że pokonanie jej to kwestia kilkudziesięciu minut. W rzeczywistości okazało się, że sypkie kamole i strome podejście powodują, że robiąc dwa kroki do przodu zsuwało się o 1,5 w dół.

kirgistan relacja 300

kirgistan relacja 307

 

Momentami szło się na czworaka (zdjęcie nie oddaje stromizny):

kirgistan relacja 309

 

Nagroda była jednak okazała. Na końcu mordęgi, na przełęczy ok 3850m npm ukazał nam się taki oto widok:

kirgistan ala kul

 

Zapewne idąc w rzeciwnym kierunku jezioro odsłaniałoby swoje uroki powoli. Ma natomiast doznaliśmy Alakulskiej terapii szokowej:

kirgistan ala kul jezioro

 

Jedni z nielicznych napotkanych turystów. Idą w kierunku "jak pan bóg przykazał":

kirgistan ala kul

kirgistan relacja 322

 

Ostatni widok za siebie:

kirgistan relacja 324

 

Lodowiec zasilający jezioro:

kirgistan relacja 330

 

Widoki z drogi w dół wzdłuż jeziora:

kirgistan relacja 353

kirgistan relacja 355

 

"Drugi koniec" jeziora:

kirgistan relacja 363

 

W związku z tym, że moja choroba wysokościowa się nasilała, stało się oczywiste, że z noclegu nad brzegiem jeziora trzeba zrezygnować. Tafla jeziora jest na ok. 3500m npm, a ja pilnie potrzebowałem zejść poniżej 3000 m npm. Droga w dół prowadzi wzdłuż rzeki wypływającej z jeziora. Droga jest kamienista i stroma ale zdecydowanie łatwiejsza niż podejście pod wcześniejszą przełęcz. 

kirgistan relacja 364

kirgistan relacja 371

kirgistan relacja 376

 

W dole widać już dolinę Karakol:

kirgistan Karakol

 

Po dłuższym zejściu doszliśmy do obozowiska zwanego "Sirota":

kirgistan Sirota

 

 

gdzie gospodarzem były wiewiórki:

kirgistan relacja 389

 

Rankiem ochoczo ruszyliśmy w dół do doliny Karakol. Mieliśmy cichą nadzieję na znalezienie transportu by nie trzeba było dymać kilkunastu kilometrów w dół doliny, zwłaszcza, że pogoda zaczęła się psuć. Okazało się jednak, że nad rzeką w dolinie Karakol nie ma już śladu po letnim obozowisku, a tym bardziej o jakikolwiek transporcie.

kirgistan dolina Karakol

 

Wbrew pierwszym wątpliwościom na szczęście okazało się, że po wyjściu z lasu jest most przez rzekę. Wskazał nam go jakiś dobry człowiek z drugiej strony gdy szukaliśmy już miejsca do przejścia w bród...

kirgistan relacja 404

 

Droga wiedzie wzdłuż rzeki. Moim zdaniem dolina Karakol, na odcinku, który widzieliśmy nie jest tak atrakcyjna jak Araszan ale też ma swój urok.

kirgistan relacja 411

kirgistan relacja 416

kirgistan relacja 420

 

Po około 3 godzinach drogi umilanej widokiem niezliczonych koni...

kirgistan konie karakol

kirgistan relacja 430

kirgistan relacja 433

kirgistan relacja 447

 

...dotarliśmy w końcu do cywilizacji, miasta Karakol. Oto ulica w centrum, na której znaleźliśmy fajny nocleg (polecany w Lonely Planet).

kirgistan relacja 450

W pensjonacie spotkaliśmy kilku turystów, którzy uświadomili nas, że mieliśmy sporo szczęścia z pogodą, gdyż oni czekali na poprawę pogodę kilka dni w dolinie Karakol, a później kilka kolejnych w Araszan. Udało im się dojść do Ala-kul po około tygodniu wyczekiwania. My całą trasę zrobiliśmy bez jakichkolwiek przerw. Widzieliśmy jednak schodząc do Karakolu, że w górach pogoda się załamuje - przez kilka kolejnych dni sypał tam śnieg...

Wspominając widoki Ala-kul i zajadając się lokalnymi owocami i warzywami planowaliśmy dalszy ciąg wycieczki...


Chillout w Jeti-Ogoz

Aby odzyskać siły postanowiliśmy następnego dnia zrobić sobie spokojną wycieczkę do pobliskiego Jeti-Ogoz. Wioski słynnej z formacji czerwonych skał i sowieckiego sanatorium, w którym rzekomo Jelcyn z Akajewem (ex. prezydent Kirgistanu) dzielili Sawiecki Sajuz.

Podróż taksówką minęła na tłumaczeniu kierowcy, że to nic niezwykłego, że w wieku 30+ nie mam dzieci. Zresztą wszystkie dyskusje z miejscowymi zawsze zahaczały o dzieci. Ich opowieści o kimkolwiek zawsze zaczynają się od wyliczenia wszystkich dzieci w rodzinie. U nas raczej powie się: "ten garbaty Franek", Kirgiz powie: "Ten dżygit z piątką dzieci" (w sensie, że tak mało ich ma). 

Droga z Karakolu do Jeti-Ogoz zajmuje samochodem około 40 minut + obowiązkowa wizyta na stacji benzynowej. Kirgizi zawsze zaczynają kurs na oparach. Absolutnie zawsze.

W Jeti-Ogoz przywitały nas osły...

kirgistan osly

 

... konie:

kirgistan konie

 

Sama miejscowość jest dość senna. Jest tam kilka sklepików, czerwone skały no i wspomniane sanatorium.

kirgistan relacja 457

kirgistan Jeti-Ogoz

 

Pod tym oto sklepikiem spędziliśmy kilka godzin popijając lokalne piwo, rozmawiając z rodziną sklepikarza i obserwując lokalne życie (ludzi i zwierząt)...

kirgistan relacja 468

 

A działo się sporo: przyszedł 3-4 latek po wódkę dla ojca, przyjechało dwóch Dżygitów konno na oklep na zakupy, było też dwóch Europejczyków, którzy wybierali się w góry i po około godzinnej analizie mapy poszli oczywiście w złą stronę. Na szczęście sklepikarz wiedział, że oni pójdą źle więc jak w końcu schowali mapę to czujnie zaczął ich obserwować by upewniwszy się, że wybrali zły kierunek naprowadzić ich na dobrą drogę. Ciekawe czy ku rozczarowaniu sklepikarza ktoś wybiera od razu dobry kierunek?

Były też dziesiątki osłów, które zaczęliśmy karmić kupionymi w sklepie jabłkami - w sumie to coś ledwo przypominało jabłka, jednak to pewnie był jedyny raz w życiu tych pociesznych zwierząt gdy ktoś coś dla nich specjalnie kupił. Po jabłkach osły tak się rozochociły, że zaczęły szturmować lokalne ogródki, skąd jednak brutalnie były wypędzane. A one myślały, że w tym dniu wolno im wszystko...

Popijając piwo i przegryzając smażony bób (ponoć to przysmak lokalnych chińczyków) dowiedzieliśmy się od sklepikarza, że przygodą jego życia była służba wojskowa w NRD. I że Warszawę z okien pociągu zwiedził. Później okazało się, że chyba każdy Kirgiz odbywał służbę wojskową w NRD i każdy widział Warszawę. W sumie może mieć to sens bo jest małe ryzyko, że chłopcy z Kirgizji zachłysną się Europejskim życiem i porzucą swe konie i dzieci.

Po powrocie do Karakolu obeszliśmy jeszcze bazar w poszukiwaniu kilku brakujących rzeczy (m.in. paska do spodni) i ustaliliśmy, że następnego dnia ruszamy nad jezioro Song-Kul...


Jezioro Song-kul

Pod dworcem autobusowym w Karakolu stoją kierowcy gotowi na dalekie podróże. Gotowi, za wyjątkiem benzyny. A tankują tyle ile trzeba by dojechać do miejsca docelowego, ani kropli więcej. Pojechaliśmy za naprawdę niewielkie pieniądze do Koczkoru, chyba najbrzydszego miasta w Kirgistanie. Same budy, bazar w centrum miasta i kilka sklepów. Oto główna ulica:

kirgistan Koczkor

 

Był tam też oddział CBT (Community Based Tourism), czyli organizacji turystycznej skupiającej lokalnych właścicieli "agroturystyk", koni, samochodów etc. Nasz chytroplan zakładał, że podjedziemy z Koczkoru kawałek autem a następnie w 2 dni konno dotrzemy nad jezioro Song-kul. Szybko sprowadzono nas jednak na ziemię gdyż okazało się, że w górach spadł śnieg i nie tylko nie będzie koni ale także nie wiadomo czy pasterze nie zejdą na zimę w dół przez co nasz nocleg w jurtach również stanął pod znakiem zapytania. 

Ostatecznie okazało się, że jurty jeszcze stoją ale jedyną możliwością dojechania tam jest samochód terenowy, czyli Audi 100 z 1990r. Nie sądzę by producent przewidział, że auto to będzie pokonywać rzeki w bród na wysokości ponad 3000 m npm. Jazda po nachyleniach bocznych ok 30% też nie stanowiła przeszkody dla tego samochodu. Miły kierowca, który raczył nas coverami muzyki filmowej najbardziej zdziwił się gdy powiedziałem mu, że u nas bazarów praktycznie nie ma, że w miastach są jeszcze place z marchewkami, ale takich bazarów z prawdziwego zdarzenia uże niet. Po chwili milczenia zadał mi jedno z ważniejszych pytań jakie usłyszałem: "a jeśli chcesz kupić konia albo osła to w takim razie dokąd jedziesz skoro nie macie bazarów?". 

Po drodze mija się kilka przełęczy. Tak to jest słupek przy drodze:

kirgistan Song-kul

 

Trochę jaków:

kirgistan relacja 496

 

Niezłych widoków:

kirgistan relacja 499

 

I stref klimatycznych:

kirgistan Song-kul

 

Samo jezioro położone jest na nieco ponad 3000 m npm. Prowadzi do niego kilka dróg przez przełęcze na wysokości 3200 - 3500 m. npm. Po ujrzeniu z przełęczy tafli jeziora wydawało nam się, że już dojechaliśmy. Okazało się, że to tylko złudzenie, gdyż do jeziora było jeszcze kilkanaście kilometrów po stepowych ścieżkach.

W obozowisku CBT stało kilkanaście jurt, których część była przeznaczona dla turystów. W kilku mieszkali pasterze, którzy na co dzień wypasali bydło, konie i osły na okolicznym stepie. Co ciekawe na jednym niewielkim wzniesieniu dało się złapać sygnał GSM. A zorientowaliśmy się dopiero gdy lokalsi zaczęli pielgrzymować do tego wzgórza. Nam sygnał GSM nie był niezbędny do życia, tak jak i zasilane solarnie radio, którego słuchali gospodarze.

 

Oto nasz dom:

kirgistan jurta

 

Nasze osiedle pośród stepu:

kirgistan relacja 541

 

Brzeg jeziora Song-kul:

kirgistan song-kul

 

Węzeł sanitarny:

kirgistan osioł

 

Następnego dnia stwierdziliśmy, że jest tak cholernie zimno, że nie zostaniemy tam na drugą noc. W jurcie śpi się na kilku kocach i pod kilkoma pierzynami. Mimo to podmuchy zimnego wiatru przechodzą pomiędzy warstwami skór i wychładzają wnętrze. Prószący śnieg czasami zawiewał do naszej jurty. Wprawdzie w każdej jurcie stoi piecyk-koza opalany suszonym gównem to jednak ciepła nam bardzo brakowało. Nawet mroźna noc pod przełęczą Ala-kul nie dała nam w kość tak jak cały dzień na wietrznym stepie i noc w zimnej jurcie.

Przed wyjazdem postanowiliśmy spróbować swoich sił w jeździe konnej. O tę atrakcję nie było trudno:

kirgistan songkul - konie

 

Ciekawym doświadczeniem była jazda konno (umiejętności brak) i napierające tuż przed tobą stado rżących osłów, które właśnie zerwały się ze sznurka...

A to przyszły tragarz wody - w tym stepie osły pełniły głownie tę rolę :)

kirgistan osiołek

 

W drodze powrotnej tuż za przełęczą:

kirgistan przełęcz song kul 

 

Po kilku kilometrach wjazd do innej strefy klimatycznej - szybko trzeba było zdejmować ciepłe warstwy:

kirgistan songkul

 

W pięknym inaczej Koczkorze zjedliśmy obiad i znaleźliśmy najbardziej rozwaloną taksówkę (oczywiście Audi 100), którą ruszyliśmy do Tamczy nad północnym brzegiem Issyk-kula...


Tamczy - północny brzeg Issyk-Kul

 

kirgistan mapa Issyk-kul

Choć odległość z Koczkoru do Tamczy nie była duża to jednak wybór zdezelowanego auta dał o sobie znać. Na prostej drodze jechaliśmy 40km/h. Choć dziadek wciskał gaz do dechy... Co parę kilometrów stawaliśmy by dziadek drucikiem podreperował linkę gazu - po takiej naprawie czasami osiągaliśmy nawet zawrotne 60km/h. Ale tylko na chwilę. Po drodze minęliśmy nawet stado wielbłądów ale nawet nie chciało nam się nawet wyjąć z kieszeni aparatu by je sfotografować. Nasza odyseja z prędkością światła wydawała się nie mieć końca. W dodatku dziadek starał się nas wysadzić przed naszym celem podróży wmawiając nam, że już dojechaliśmy. To chyba był najsłabszy moment wycieczki do Kirgistanu. W końcu jednak dotarliśmy do Tamczy, gdzie szybko znaleźliśmy nocleg. W końcu to turystyczny północny brzeg Issyk-kula. To nic, że wszyscy turyści dawno wyjechali i pozostały po nich tylko śmieci. Nocleg można było znaleźć na każdej ulicy.

Sama miejscowość nie była zachęcająca. Łąka nad brzegiem jeziora...

kirgistan Tamczy

 

...infrastruktura budowana pod turystów to głownie domki w stylu pomiędzy lepianką a bułgarskim wybrzeżem. Był tam jednak CBT. A w CBT był miły dziadek z niezniszczalnym UAZ-em, którym wywiózł nas kilka kilometrów od wioski na wysokość około 3000m. npm., skąd prowadził piękny kilkugodzinny spacer z jednej doliny do drugiej mijając po drodze przełęcz z widokami na pobliskie lodowce i pastwiska:

kirgistan Tmaczy - góry

kirgistan relacja 686

kirgistan relacja 689

kirgistan góry Tien-Szan

kirgistan tien-szan

kirgistan relacja 724

kirgistan skały

kirgistan issyk-kul

 

Po powrocie do Tamczy dziadek zawiózł nad do swojego domu gdzie czekał już obiad. Był Beszbarmak - miejscowa klasyka. Jest to baranina gotowana w wodzie po makaronie z dodatkiem klusek. Kiepskie. Na szczęście niemal wszędzie podają pyszne konfitury z malin. Są one w stanie zabić smak większości lokalnych dań głównych, a także monotonnych śniadań: kaszy jaglanej na mleku. Podczas pierwszego śniadania myśleliśmy, że to jajecznica, gdyż do kaszy dodano startą marchewkę. Można sobie wyobrazić jakie rozczarowanie spowodował pierwszy kęs jajecznicy, która była kaszą na mleku.

Wracając do wycieczki: jeśli kiedyś będziecie w Tamczy uderzajcie do CBT. Nieważne, że biuro będzie zamknięte, zaraz ktoś przybiegnie. A wtedy poproście o wycieczkę z dziadkiem z UAZ-em. Naprawdę warto!

Wieczorem jeszcze spacer po plaży z widokiem na Tamczy i północny Tien-Szan:

kirgistan Tamczy

 

Kolejnego dnia zachęceni fajną wycieczką UAZ-em z dziadkiem postanowiliśmy pojechać z nim w inne okolice. Szybko okazało się, że ta wycieczka to czysta improwizacja. Zaczęło się od wypytywania miejscowych pastuchów o drogę:

kirgistan Issyk kul

 

Na szczęście w okolicach Tamczy jest chyba wszędzie ładnie. Wprawdzie byliśmy w linii prostej raptem kilka kilometrów od wczorajszego miejsca to krajobraz był zupełnie różny, ale równie fajny:

kirgistan podróż

kirgistan turystyka

kirgistan góry

 

Kilkugodzinny spacer po pagórkach i kanionach zakończyliśmy spotkaniem miejscowych pastuchów, którzy stwierdzili, że zachowaliśmy się nieelegancko gdyż jak widzieliśmy ich samochód przejeżdżający w oddali to nie pomachaliśmy im.  Ich zdaniem najważniejsze jest by zawsze wypytać napotkanego człowieka o to skąd jest, ile ma dzieci itp. Ot, takie zwyczaje, które trzeba uszanować.

Pod wieczór, z przesiadką w Kemin pojechaliśmy do doliny Czon-Kemin...


Dolina Czon-Kemin

kirgistan Czon-Kemin

 

Dolina Czon-Kemin oddzielona jest od Issyk-kulu pasmem wysokich gór. W linii prostej od Tamczy to raptem 30km, drogą ponad 100km. Krajobraz doliny jest jednak zupełnie inny. Są to tereny rolnicze, akurat trwały sianokosy i wykopki ziemniaków. Mogliśmy więc obserwować codzienne życie miejscowych. A wygląda ono następująco:

Jedyny we wsi sklep, do którego pewnie nie trafilibyśmy gdyby nie nasza gospodyni, która po naszym niespodziewanym przyjeździe poszła zrobić zakupy na kolację:

kirgistan wiejski sklep

 

Jurta w naszym ogrodzie, chyba ustawiona dla turystów, których tam jednak zbyt wielu nie trafia:

kirgistan jurta

 

Jazda konno od małego. Aby wsiąść na konia dzieci wskakują najpierw na żerdź:

kirgistan relacja 853

 

Wszechobecne osły. Ten wita podróżnych przy wjeździe do naszej wioski:

kirgistan relacja 862

 

No i piękne krajobrazy (za tymi górami są Ałma-Aty):

kirgistan relacja 871

 

A to mój strudzony rumak po powrocie z wycieczki konnej po okolicznych pagórkach:

kirgistan relacja 878

 

Następnego dnia w planach był przejazd w stronę Biszkeku, gdyż czas wyjazdu nieubłaganie się kończył...


Kanion Ała-Arcza

 

Aby się dostać do popularnego miejsca wypoczynku dla mieszkańców stolicy musieliśmy najpierw dotrzeć busem do Biszkeku. Po drodze widzieliśmy nawet zbłądzonego busika z napisem "Kraków-Skała 5zł". No cóż, los polskich busików jest taki, że na emeryturę jadą na stepu Kirgizji...

Z Biszkeku pojechaliśmy taksówką do Parku Narodowego Ała-Arcza. Wjeżdża się przez bramę, w której pobierana jest opłata i następnie jedzie się jeszcze kilkanaście kilometrów do alp-łagiera, czyli post-komunistycznego hotelu. W okolicy hotelu i na parkingu da się odczuć atmosferę uczęszczanego miejsca, jednak odchodząc kilkaset metrów dalej ludzie nikną i widać głownie konie.

kirgistan hotel

 

Sama dolina jest bardzo ładna, otoczona przez wysokie góry. Poprowadzono nawet kilka ścieżek turystycznych. Jedną z nich, do wodospadu, poszliśmy zaraz po przyjeździe. Samego wodospadu w sumie nie znalazłem, ponoć minęliśmy go z boku. Doszliśmy jednak dość wysoko, ponownie w okolice 3000m npm., skąd widać było zwisające jęzory lodowca. Ponoć kilkaset metrów wyżej było schronisko. Ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero później.

kirgistan Ała-Arcza

kirgistan Ała arcza

kirgistan lodowiec

 

Wracać musieliśmy niestety tą samą drogą, ale dzięki takim widokom była to czysta przyjemność:

kirgistan góry

 

Kolejnego dnia poszliśmy w górę rzeki Ała-Arcza.

W sumie nic nowego ale i tak z każdej strony widoki były imponujące:

kirgistan Ała Arcza

kirgistan relacja góry

kirgistan ała-arcza

kirgistan góry

kirgistan

kirgistan relacja 1013

 

Nasze małe pożegnanie z kirgiskimi końmi, które towarzyszyły nam codziennie przez dwa tygodnie podróży:

kirgistan konie

 

Później był już tylko powrót...


Biszkek

O Biszkeku wiele pisać nie będę. Jest to pewnie jedna z brzydszych stolic świata. Miasto jest jednak w pełni ucywilizowane: jest komunikacja miejska, kawiarnie, restauracje. Trochę nawet europejsko.

Najładniejszą rzeczą w Biszkeku była flaga:

kirgistan relacja 1037

 

A najlepszą rzeczą - samsy prosto z pieca:

kirgistan relacja 1044

kirgistan relacja 1047

 

Takie jeszcze oto połączenie socrealizmu z orientem:

kirgistan biszkek

 

A to główny plac Biszkeku:

kirgistan biszkek

kirgistan relacja 1051

 

KONIEC

Do komentowania relacji zapraszam do wątku na naszym forum 

 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!