Część 1: Azowskie Wybrzeże

Jest rok 1987. W bytomskim przedszkolu w dzielnicy Szombierki jest właśnie obchodzona Barbórka. Tym razem, oprócz śpiewania piosenek o dzielnych górnikach i robienia kartonowych czapek z fontaziem, ogladamy tez film. Film pokazuje życie w zagranicznym okręgu przemysłowym, ponoc blizniaczym do naszego Górnego Śląska, okręgu zwanym Donbas. Pokazują usmiechnietych, umazanych węglem górników, którzy z pasja opowiadaja o swojej pracy, prezentuja maszyny i kopalniane sztolnie. Filmowcy odwiedzaja także przedszkole w miejscowosci Szachtarsk. Wesole dzieci opowiadaja o swoim szczesliwym zyciu, z duma prezentując ordery swoich tatusiow, górników i hutników, wyrabiajacych po 150% normy. Z filmu emanuje atmosfera radosci i wiecznego święta. Ludzie po ulicach chodzą usmiechnieci, wszystkie dzieci w przedszkolu zyją w zgodzie i przyjazni, a w miasteczku wszedzie są place zabaw i kwitna kwiaty.. 
Siedze sobie w kącie (już teraz nawet nie pamietam za co tam trafilam) i rozmyslam czemu u nas nie jest tak samo, jak na tym dziwnym filmie. Przeciez mial to być „bliźniaczy region”? I czy to mozliwe, zeby gdzies wszyscy byli szczesliwi? A może nas troche kłamią na tym filmie? 
Ciekawe, jak tam jest naprawdę?? 

To samo pytanie zadaje sobie w pazdzierniku 2011 siedząc na dolnej półeczce plackartnego wagonu relacji Lwów- Mariupol. Bardzo mało można się dowiedziec o Donbasie. Jakieś enigmatyczne informacje w mediach o duzym bezrobociu, zawalajacych się, niebezpiecznych kopalniach, ogromnym skażeniu srodowiska, epidemii cholery nad Morzem Azowskim i niezmiennym poparciu dla prorosyjskich nurtów politycznych w kazdych ukrainskich wyborach. Polscy turysci tam praktycznie nie jezdzą, najwyzej do większych miast. O donbaskiej prowincji znalazlam na necie tylko jedna relacje- varandeja- chlopaka z Moskwy. 
Ciekawe jak tam jest naprawdę?? 

Zaczynamy jak zwykle czyli od długiego, 10 godzinnego, nużącego przejazdu przez Polske. Tlum jak zwykle po dach. Udaje nam się jakos wcisnąc do przedzialu i tam, razem z gadatliwym chlopakiem i miła babka z siatka pełna kwiatków, narzekamy na PKP i opowiadamy różne swoje barwne przygody zwiazane z polska koleją. 
Na granicy dziki tłum. Wszyscy ciagna wózeczki na kółkach, torby podrózne, plecaki, worki o nieznanym, pierwotnym przeznaczeniu i inne paczki, wszystko szczelnie wyładowane dobrem wszelakim nabytym w przygranicznej „biedronce”. Z toreb wystaja szyjki olejów roslinnych, płyny do płukania tranin, ogromne poduszki i kołdry mieszają się z zapachem wędzonej kielbasy, kupowanej chyba na tony. 
Mimo tłoku przejscie granicy by poszlo zapewne sprawnie gdyby nie kilku kolesi, którzy tamują ruch. Zachciewa im się nagle kultury i porzadku. Nie pchają się razem z innymi, tylko pokrzykują „powoli, spokojnie, kazdy zdąży, nie pchac sie”. Wynik jest taki, ze wszyscy przechodzą bokiem tylko nie oni.. Unieruchomieni są jednoczesnie ci, którzy stoja za nimi- czyli m.in. my. Na szczescie w koncu tlum unosi i tych nawiedzonych obroncow porzadku, więc wreszcie można się zacząc swobodnie poruszac. 

Donbas - relacja z podróży

W marszrutce do Lwowa zapoznaje Andrieja i rozmawiamy o smutnej historii jego dzieci. Córka wyjechala za praca do Włoch, tam wyszła za mąż. Dobrze się jej powodzi, ale przestala utrzymywac kontakt z rodziną. Raz w roku przysyla kartke. Syn wyjechal do Rostowa nad Donem i zachorowal na AIDS. Andriej ma jeszcze dwoje mlodszych dzieci. Twierdzi, ze prędzej przykuje je łancuchem do kaloryfera niż wypusci za granice.. Twierdzi, ze za granica jest szatan. Cicho przytakuję i patrze w okno.. Bo co mu powiem? „Szatana tam nie ma, tylko ty masz pecha”? 

We Lwowie nocujemy w holelu „Arena”. Wieczorem ruszamy jeszcze na poszukiwanie jedzenia. W wieczornym miescie prawie kazdy facet kroczy w skórzanej, czarnej kurtce, wygladajacej jak zdjeta z mlodszego brata. Dziewczyny tymczasem paradują po rozkopanych ulicach na szpilkach, dochodzacych chyba do 20 cm, przewaznie są to bialo-czarne blyszczace kozaczki. Obcasy grzęzna w piachu prawie do polowy, wpadaja w szczeliny swiezo ulozonych chodnikowych plyt, a silny makijaz na twarzy tlumi emocje zwiazane z pokonywaniem kolejnych krokow. 

Rano można obserwowac sympatyczna prace drogowych robotnikow. Aktywnie pracuje srednio jeden na dziesieciu. Reszta bynajmniej się nie nudzi. Na srodku drogi plonie male ognisko, a na przyczepce można co chwile zalac zupke czy herbate goraca woda z bezprzewodowego czajnika. Z kieszeni robotnika biegajacego kolo betoniarki sterczy ogonek apetycznej kielbasy. 

Grzecznie przechodzimy wszędzie tylko na zielonym swietle! 

Donbas - relacja z podróży

Idac do naszej ulubionej knajpki zostajemy niemal rozjechani przez polskich rowerzystow. Z zawrotna predkoscia gnają po chodnikach, krzycząc „uwaga” i „z drogi”. Mam nadzieje, ze im kiedys ktos kija w szprychy wsadzi... 

W naszej knajpce załapujemy się na piekne spiewy. Zaczynaja się przy jednym stoliku, potem dołączaja się kolejne. I bynajmniej nie są to jakieś pijackie wrzaski- część ekipy nawet robi wrazenie jakby spiewala gdzies razem zawodowo. 

http://www.youtube.com/watch?v=TcwbeRk50LU

W pociagu fajna prowadnica- wogole nie zamyka kibla, tylko prosi, zeby nie korzystac na stacjach. Naprzeciw mnie siedzi babuszka, o którą rodzina chyba bardzo się martwi jak zniesie podroz, bo co chwile do niej dzwonia. A babuszka powtarza do telefonu jak mantre: „Tak , dobrze spalam. Jest mi wygodnie, nie jestem glodna, nie, nie jest zimno w wagonie” 

Kawałek za Donieckiem pociag wjezdza na teren jakiegos kombinatu. Naliczylam ponad 20 kominow. Kolorowe dymy buchają prosto w okna pociągu. Próbuje zrobic zdjecie,ale szyba tak brudna, ze nic nie wychodzi :( Gdzies na tle wysokich kominow pasie się stadko przydymionych kóz. Dalej pociag wjezdza w „osiedle garazy”. Kazdy inny, remontowany i rozbudowywany według fantazji wlasciciela. Obite papą, dyktą, eternitem, blachą, jeden dach wyglada jakby był zrobiony ze skrzydeł samolotu. Zwraca uwagę garaz pomalowany swiezo czerwona farba, a na jego scianie staranne grafitti- goła kobieta w wyzywającej pozie. W jednym z ostatnich garazy miesci się kafe „wstriecza”. Przed kafe 3 stoliki z krzeselkami wygladajace na wyniesione z jakiejs szkoly. Pod stolem skubie zwiędła trawe łaciata koza. 

W Dniepropietrowsku i Doniecku mamy dluzsze postoje, ale nikt nie handluje pierozkami. Niech to szlag! Trzeba się było zaopatrzec w zarcie na postoju w Piatichatkach :( I znowu podróż „na glodno”... :(

Do Mariupola dojezdzamy już po zmroku. Od razu kierujemy się do dworcowych „komnat oddycha”. 

Donbas - relacja z podróży

Miejsca sa- ale ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu, babka twierdzi ,ze nie przyjmuja obcokrajowcow. Mowi, ze takie polecenie od naczalstwa i poleca nam hotelik „Azow” polozony blisko dworca. Wydaje nam się to wszystko dziwne , więc idziemy jeszcze zapytac w informacji. Tam potwierdzaja i tez kieruja nas do tego samego hoteliku. Cóż, chyba maja jakiś uklad z tym hotelem... Nie chce nam się już szukac po nocy innego noclegu, więc idziemy tam.. Hotelik był na pewno mily przed remontem..Teraz wszystko jest nowe, ceny również. Smierdzi swieza farba. Wszystko jest tak odpicowane, ze strach plecak przy scianie postawic, babka z recepcji z przerazeniem przenosi wzrok z jasnego dywanu na nasze buty i z powrotem, a po kazdym zabitym komarze zostaje trudny do starcia ślad na sterylnej scianie.. A komarow tu pelno- mimo, ze już polowa pazdziernika! Źródłem wody jest tu prysznic, który wyglada jak panel sterowniczy statku kosmicznego, ale wyprac cos pod nim wymaga ogromnej akrobacji bo leje na wszystkie strony.. Ech.. nie ma to jak lekko zdemolowane , ale funkcjonalne wnetrze lwowskiego hotelu „Arena” :)

Idziemy jeszcze wieczorem do centrum, przekradajac się ciemnymi uliczkami, które zdaja się prowadzic donikąd. Gdzies pod sklepem nachlany facet kopie puszystego kota.. Czasem mi zal, ze nie mam 2 m wzrostu i 150 kg wagi, zeby takiemu przypier*** mimochodem! 
W centrum zjadamy pizze przygladajac się zyciu miasteczka. Złota mlodzież sciga się samochodami, biorac zakrety z piskiem opon. Babuszka chodzi z wylinialym pieskiem i żebra, w siatce niesie jakieś patyki, mowi, ze zbiera opał na zime. Wystrojeni w garnitury chlopcy przechadzają się głównymi ulicami z dziewczynami ubranymi w wyjsciowe dresy. Nie widac nigdzie morza. Nie czuc zapachu morza. Nie czuc klimatu nadmorskiej miejscowosci. 

Rano mgła, mało co widac. Robie wielką głupote bo wychodzę bez sniadania. W planach jest zjeśc na brzegu morza, ale wszedzie kręci się dużo psów , więc plan wyjecia mielonki nie nastraja optymistycznie (acz kto wie? Może by uciekly? ;) ) W nadmorskiej części dominuje wiejska zabudowa. Małe domki położone za wysokimi płotami. Każdy płot jest odzwierciedleniem fantazji własciciela- blacha falista, eternit, deski, a czasem pancerny, gruby metal nieznanego przeznaczenia. Wokół dużo kwiatów, ale niestety tez smieci. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Zagadka- jaki kolor lubią najbardziej mieszkancy tego obejscia? ;)

Donbas - relacja z podróży

Na brzegu połamane płyty i różnoksztaltne garaże dla łódek. 

Donbas - relacja z podróży

W końcu po dwóch godzinach poszukiwań miejsca własciwego na sniadanie wracamy na plaże gdzie spożywamy nasza „konserwe kibica” przywieziona jeszcze z Polski. Ma paskudny chemiczny smak, ale nie mamy w tej chwili nic innego jadalnego ze sobą. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Idziemy zobaczyc najwiekszy kombinat Mariupola zwany Azowstal. Widac go już z daleka. Kominów jest kilkadziesiat i puszczaja różnobarwne dymy: białe, szare, rudobrązowe.. Najbardziej paskudne są te rude... Tak jak w całym mieście powietrze jest w miarę w porzadku, to pod samym kombinatem nie nadaje się już do oddychania. Zaczynają piec oczy, do których ciągle cos wpada. W ustach pojawia się obrzydliwy kwasny smak , który zmusza do ciagłego spluwania. A nad wejściem do kombinatu wyświetlane są rózne napisy, m.in. że w zyciu najwazniejsze jest zdrowie i ekologia... 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Obok zakładu przepływa rzeka. Prosto do niej wali z rury biała, spieniona, cuchnaca ciecz. Wokół niej kręcą się tłumy rybaków z wędkami i roznymi typami samodzielnie wykonanych sieci. Czemu u licha łowią akurat tu? Ryby lepiej biora bo tworzy się wir i nie moga odplynąc? Są zdechle i same wpadaja w siec? A może kazda ma po dwa apetyczne ogony? 

Donbas - relacja z podróży

Morze w przemysłowej części Mariupola jest zupelnie przejrzyste...nie ma koloru ani zapachu. Nie zaobserwowalismy ani pol glona, wodorostu, meduzy, slimaczka. Wyglada na pustynie biologiczna- acz duza ilosc wędkarzy sugeruje ze sa w nim ryby.. Ptaki widziałam na plazy cztery- dwa zywe, dwa zdechle.. 

Marzy mi się jakas wieza widokowa, z której można by dogodnie spojrzec na cały kombinat i miasto.. Ale kto by ją postawil w takim miejscu i po co? W tym momencie toperz zauwaza opuszczony wiezowiec! :) Marzenia się czasem tak szybko spelniaja ;) Wiezowiec stoi w srodku osiedla, widac ze był kiedys zamieszkany. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Jest w nim bardzo dziwna klatka schodowa, która nie prowadzi na piętra tylko na półpietra, z których na mieszkalny poziom trzeba się wspiąc po scianie albo zeskoczyc.. 

Donbas - relacja z podróży

Nie ma w budynku drugiej klatki schodowej acz widac, ze kiedys były windy. Na dach nie udaje się jednak wejsc. 
Przed wiezowcem spotykamy dziwnego goscia, o ciemnej urodzie i totalnie mętnym, nieobecnym spojrzeniu. W połączeniu z rozrzucownymi nieopodal strzykawkami nie robi to dobrego wrażenia. Pospiesznie oddalamy się z tego miejsca. 

Po poludniu znajdujemy kawałek piaszczystej plaży, której brzegiem jedzie pociąg. 
Donbas - relacja z podróży

Morze w tej części miasta jest zielone, pełne drobnych ,lepkich glonów. Widzimy jednego desperata, który się kąpie. Mijamy sanatorium „Metalurg”. To chyba tutaj wypoczywają i dotleniaja się pracownicy zakladu polozonego 3 km dalej? 

Z kładki nad torami widzimy dziwna, ciemna smuge na morzu. Nie wiemy czy to plycizna, tor wodny scieku czy azowski potwór... ;)

Wieczorem idziemy sobie jeszcze wypic piwko na rybackich pomostach, wybieramy miejsce pod opuszczonym dzwigiem. 

Donbas - relacja z podróży

W dali huczy kombinat, płona kominy, lataja nietoperze, miaucza roje puszystych kotów, pokrzykują rybacy i zapada powoli zmrok. Tylko morze jest ciche, spokojne, rowne jak tafla, zlewajace się z horyzontem.. jakieś takie sztuczne..jakieś takie martwe.. 

Wieczorem dostaję dziwnej wysypki.. Mamy dwa typy: albo wyziewy Azowstali były gorsze niż przypuszczalismy, albo to konserwa kibica o zawartosci mięsa 23%... ;) Ale zyrtec, wapno i fenistil dzialaja cuda- rano wysypki już nie ma.. 

W knajpie mamy okazje ogladac modne, rosyjskie teledyski, gdzie dominują wyuzdane panienki, szybkie auta, kradzieże, napady, ucieczki i duze pieniądze.. A slowa piosenek traktuja o milosci, tej jedynej, prawdziwej, na zawsze... 

W sklepach w Mariupolu można wciąz napotkac duze baniaki z „dobra wodą”. Wiosną, kiedy mieli tu epidemie cholery, wprowadzili zakaz picia wody z kranu. Automatycznie wszyscy mieszkancy rzucili się do sklepow i wykupili caly zapas wody mineralnej, nie tylko w miescie, ale i w calym regionie. Zaczely więc jezdzic po osiedlach beczkowozy. Szybko jednak pocztą pantoflową ludzie się dowiedzieli, ze beczkowozy są myte woda z morza, więc większość stracila do nich serce. Potem pojawily się w sklepach duze butle z kranikami gdzie kazdy mogl nabrac „dobrej wody”. Epidemie już dawno odwolano, ale przyzwyczajenie pozostalo. Acz nikt jakos nie porusza tematu skad owa „dobra woda” pochodzi...Jest bezplatna.. Może jest z kranu? 

Donbas - relacja z podróży

Rano leje, a my suniemy w stronę Nowoazowska. Planujemy spać w tym miasteczku więc ruszamy na poszukiwanie noclegu. Hotelik jest ,ale nieczynny. W zakladzie fryzjerskim polecaja nam jakiś przydrozny motel w dzielnicy zwanej Priczał. Postanawiamy zapytac o to miejsce jakiegos taksowkarza. W koncu znajduje jednego- ma ciemna kaukaska urode, płaski bokserski nos i ręce cale w sznytach. O Priczale nigdy nie slyszal. Wogole koles nie jest zbyt skory do rozmowy i jakos dziwnie na mnie łypie. Więc i ja nie kontynuuje rozmowy. Napiernicza deszczem coraz mocniej. Myslimy, zeby jechac dalej, do Siedowa i tam szukac noclegu. Autobus tam dziś jedzie, ale już nie wraca.. Więc jak nic nie znajdziemy to dupa i spimy na plazy w deszczu bez namiotu.. Postanawiamy w koncu jechac do Siedowa taksowka, może taksiarz cos pomoze znalezc. Ale szukamy innej taksowki ;) Trafiamy na milego starszego goscia, który obiecuje nas zawiesć do Jury, swojego znajomego. Stara łada rusza z kopyta przywalajac z impetem podwoziem w jakas dziure..No to koniec jazdy -sobie mysle.. ale łada ochoczo sunie dalej. Siedze z przodu, więc z przyzwyczajenia siegam po pas, a taksowkarz usmiecha się tajemniczo.. Odkrywam, ze nie mam gdzie owego pasa przypiac, już wiem skad ten usmiech, odwieszam pas... 

Jura jest bardzo zaskoczony najazdem turystow- jeszcze o tak dziwnej porze roku, ale zaraz sprawnie odgruzowuje nam pokoik. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży


Zrzucamy plecaki, bierzemy kurtki i mimo deszczu postanawiamy obejrzec miejscowosc. Ubieram moją pelerynke w barwach maskujacych, co Jura kwituje stwierdzeniem: „Teraz to nie tylko deszcz ale i wojna ci nie straszna!”. 
Krążymy po wymarłej wiosce, ciesząc się niezmiernie, ze taksiarz nam pomogl znalezc nocleg, bo wszystko opustoszale i zamkniete na glucho. Widac knajpy, pensjonaty, ogrodki piwne.. 

Donbas - relacja z podróży

Myslimy sobie - „Niet siezona” a latem to pewnie wszystko tętni zyciem. Z braku knajpy zaopatrujemy się w sklepie i zjadamy suchy prowiant na rybackim kawalku plazy. Na brzegu powciagane łódki, stare baraki, miejsca do cumowania łódek z pogiętej, podzewiałej blachy falistej. Nie siedzimy jednak dlugo, wywiewa nas lodowaty wiatr.. 

Donbas - relacja z podróży

Wracamy do wioski. Niebo się troche rozchmurza, w gasnacym sloncu spacerujemy deptakiem opustoszałego kurortu. W jednym z zadaszonych ogrodkow piwnych konsumujemy swoje zapasy. Gdzies obok to samo robia miejscowi. 

Donbas - relacja z podróży

Na drogach wszedzie woda, woda, dużo wody. W kałuzach wielkich jak jeziora odbija się slonce chylacego się do snu dnia. 

Donbas - relacja z podróży

Wracamy do Jury. Wspolnie wypijamy herbate i domowe mlode wino z ogromnej butelki. Po powierzchni wina cos plywa, w konsystencji wyglada jak meduza lub hodowany przez moich rodziców grzybek zwany „kombucha”. Wino jest pyszne, kwaskowate, przypomina troche trunek z delty Dunaju zwany „nowak”. Wypijamy po trzy stakańczyki, bo jak twierdzi Jura: „Boh liubit trojku”. Jura narzeka na dzisiejsze życie. W Siedowym za sajuza był kombinat rybny, kołchoz, teraz wszystko zamkniete. Trawa zarasta dawne maszyny, których jeszcze nie zdążyli rozkraść. Jura, chyba jako jeden z niewielu napotkanych przez nas ludzi na wschodniej Ukrainie, jest zwolennikiem i entuzjastą Unii Europejskiej. Bardzo by chcial aby Ukraina mogla się przyłaczyc. Motywuje to stwierdzeniem- „Był sajuz było dobrze- rozpadl sie- jest źle. Trzeba nam nowego sajuza!” 
Opowiada tez, ze w Azowskim morzu już prawie nie ma ryb. Zorganizowane mafie kłusowników wszystko wyłowiły, znając rybie siedliska, kryjówki i tarliska. Drobnych kłusowników, takich jak on, goni i policja, i mafia. Ale ludzie jeść muszą. Wędkuja po kryjomu, zimą chodza daleko w morze, nieraz kilka kilometrów i łowia spod lodu malutkie rybki, mniejsze dużo od byczka. Ot, takie jak Jura ma dziś na obiad. 

Donbas - relacja z podróży

Pracy w Siedowie nie ma. Czy można dorobic na turystach? Cale wybrzeze jest obudowane pensjonatami. Potencjalny turysta przyjezdzajacy na kwatere nie ma nawet gdzie się wykąpac w morzu. Czasem wpadnie do Jury jakiś znajomy z Donbasu, posiedzi, pogada, napije się. Ale od znajomego to az glupio brac pieniadze...Obcy raczej tu nie wpadają.. 
Pensjonaty byly zakładowe, z hut i kombinatów Donbasu. Dawniej wypoczywaly tu tłumy. Były darmowe wczasy nad Azowem to się jechalo tu, a nie gdzie indziej. Za niepodleglej Ukrainy część obiektów się sprywatyzowala. Duza część nie wytrzymała konkurencji z Krymem. Kurortowe Siedowe zaczęło pustoszeć. Miejscowość ostatecznie dobił ostatni sezon. Wiosna ogłosili epidemie cholery- zakaz kąpieli w morzu, zakaz jedzenia ryb, zakaz picia nieprzegotowanej wody, media odradzały przebywanie w tym rejonie, grupowanie się ludzi. Nie przyjechał więc Donbas, nie przyjechała Rosja, nie przyjechał nawet Rostów nad Donem. Latem otwarly się dwa pensjonaty, dwa z kilkudziesieciu. Nie otwarly się knajpy. Cholery już nie ma. Opinia i sława zostały. Pólnocny Azow= cholera- o tym już wie kazdy na Ukrainie. Wioska stracila jedyne źródło utrzymania. 
Jak będzie za rok? O tym nikt teraz nie mysli. Kazdy mysli jak przetrwac zime, zdobyc opał. 
Zwykle zarabiali na to latem, ale to lato było inne. Na kazdym pensjonacie kartka: „sprzedam lub wynajme”. Ceny polecialy na łeb. Można kupic pensjonat za bezcen. Tylko po co, skoro trzeba pilnie naprawic dach a prawdopodobnie nikt do niego za rok nie przyjedzie? 

Jura narzeka na mlodych, ze albo za granice uciekaja i zapominaja o rodzinie, albo wódke chleja za renty dziadków. 
Ludzie obecnie nie hodują tu zwierzat. Ponoc nie ma gdzie wypasac, ziarno drogie..Oddali, sprzedali, zjedli cała chudobę. Uznali, ze łatwiej doić rosyjskich turystów niż krowe. Teraz nie ma ani turystów ani krowy. 

Cały czas widze w oczach Jury zdziwienie i pytanie..Po co? Dlaczego po sezonie? Rostów nie przyjechal, Donieck nie przyjechal – a przyjechała Oława? Do niego na kwatere prawie 2 tys kilometrów? Dlaczego nie siedzimy latem na Krymie tylko łazimy w zimnym ulewnym deszczu wsrod opuszczonych pensjonatów? Drugiego dnia na Jurę spływa oświecenie- stwierdza , ze on już wie! My nie turysci- my na pewno piszemy ksiazke! Nie pomagają wyjasnienia. On tez już nie pyta.. Tylko jeszcze bardziej ochoczo opowiada o rejonie i prosi aby to wszystko opisac: „Niech swiat się dowie o nas i naszej wiosce! Niech swiat się dowie o Siedowie.” 

Jura ma kota. Przyplątał się wiosną. Zabiedzony kociak, z jednym oczkiem. Przygarnął go, odkarmił. Miał być Nelson, ale okazało się , ze to kotka- została Nelka :-)

Donbas - relacja z podróży

Codziennie Jura nam opowiada dokladnie co mowili w telewizji- to o aresztowaniu i procesie Julii, to o bandytach z Odessy, to o kolejnej pokątnej prywatyzji.. 

Jura twierdzi, ze ma 70 lat- jak dla nas wygladal góra na 50.. Albo znalazl gdzies na stepie źródło mlodosci albo trzeba codziennie wcinac azowskie rybki, zeby się tak swietnie zakonserwować. 

Donbas - relacja z podróży

Oprócz normalnej sławojki kibelek jest tez w domu. Sprytny gospodarz wygospodarowal za zaslonka część kuchni na potrzeby kibelkowo- lazienkowe. Siedzac w kibelku można czynnie uczestniczyc w biesiadzie za stolem ;)

Donbas - relacja z podróży

Rano wita nas slonce, suniemy więc w strone Krywej Kosy. Nie udaje się jednak dotrzec do konca, dochodzimy do szlabanu. Na wartowni nam mowia, ze dalej rezerwat ,można wejsc tylko za biletem i tylko w sezonie. Probujemy ich przekonac, ze my zaplacimy i ze może się jakos dogadamy, ale są wyjatkowo nieprzekupni i nieugięci. Bilet musi przejsc przez kase fiskalna, a mają ją tylko w sezonie. Zabawne jest, ze w miejscowosci turystow praktycznie brak, a dostepu do mierzei pilnuja az trzy osoby: komandir, pomocnik i młody, który się uczy. Aha! Zapomnialam jeszcze o ładzie niwie z napisem „ochrana zapowiednika” , w której siedzialy 3 osoby i wygladalo, ze jada do wsi po wódke. 

Idziemy sobie zatem wybrzezem kosy, przedzierając się przez chaszcz trzcin zakrywajacych nas z głową. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Gdzies tam kołyszą się motorówki, a na łachach piasku wygrzewaja mewy. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Zatoka od strony Nowoazowska jest strasznie brudna, ma zapach przeterminowanego syropu od kaszlu. Nawet grzywy fal są brązowe, takie jakieś blotniste...na brzegu piana, popękany piach, gdzieniegdzie zdechła mewa.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

W takich warunkach to nawet cień musi się napić! ;)

Donbas - relacja z podróży

Dalej kawałek czystej, piaszczystej plaży. Robimy sobie tu krotki biwak. 

Donbas - relacja z podróży

Pobyt na plaży bez fikołków jest nieważny! 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Mijamy tez dziwny cmentarzyk wśród pól, daleko za wsią.. Koło siebie groby z krzyzem i z gwiazdą.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Na betonowym wybrzezu jakiegos dawnego pensjonatu gotujemy obiad- fasolke. Zanim jednak fasolka trafi do menażki musimy stoczyc długą walke z opakowaniem- skrzyzowaniem puszki i sloika.. Nasz chinski nóz i aluminiowy niezbednik nadaja się jedynie do otwierania batoników.. Do walki z puszką używamy gwoździa z ogrodzenia i różnych gabarytów kamieni. 

Idziemy w stronę polecanej przez Jurę wioski Obryw. Cale wybrzeze, ciągnące się przez kilka kilometrow , jest obstawione pensjonatami. Opłotowane, zamkniete. Nie sposob wejsc na plażę czy chociaz zobaczyc morze.. Praktycznie wszystkie pensjonaty opuszczone. Stan różny, w niektórych są jeszcze meble , sprzęty, szyby w oknach..W innych wali się już dach, wnętrze wypatroszone. Jedyne co jest nowe, świecace i tegoroczne to kłódki na bramach. Kazdego pensjonatu pilnuje strażnik i psy. Wyglada na to, ze pół wsi pilnuje, żeby drugie pół nie moglo tam wejśc.. Mamy poczucie totalnej nierealnosci i bezsensu- nie można przebywac na plaży bo należy do pensjonatu, nie można zamieszkac w pensjonacie i korzystac z plaży bo pensjonat już nie istnieje.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Za tabliczka oznaczająca koniec Siedowa konczy się zwarty mur pensjonatów i zaczyna normalna wies. Można podejsc do morza. Na plaży rakuszecznik, a kawałek dalej radar i wieżyczka straznicza. 
Donbas - relacja z podróży

Za radarem zaczyna się gliniasty klif ciągnacy się az na rosyjska stronę. Schodzimy na dół stromym zboczem, które ktoś mądrze zabezpieczył liną. 

Donbas - relacja z podróży

Na dole gliniaste skałki, pofałdowany brzeg, jakieś mini jaskinie. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Wracamy, bo slonce się już chyli ku zachodowi a przed nami jeszcze kilka kilometrow drogi. W zapadajacych ciemnosciach kroczymy sobie szosą. Mija nas autobus, a chwile pozniej z piskiem opon hamuje przy nas łada. Wychodzi z niej dwóch gości, jeden w moro, drugi w cywilu. Pokazuja jakieś pełne pieczątek legitymacje i chca zobaczyc nasze dokumenty. Rutynowe pytania, skad, dokad, gdzie tu mieszkamy i co robimy po zmroku pod rosyjską granicą. Wertują dlugo nasze paszporty wpatrując się wybałuszonymi oczami głównie w pieczątki. Jeden z nich robi wrazenie jakby po raz pierwszy w zyciu widział inna czcionke, niż ta ,do której przywykł na codzien. Dziwia się , ze tak często bywamy na Ukrainie. Pytaja gdzie byliśmy w tym roku na poprzednich wyjazdach. Już mam na koncu języka, ze w maju łazilismy przy białoruskiej granicy a we wrzesniu przy rumunskiej, ale mogloby to dziwnie zabrzmiec ;) A koledzy mogą nie mieć poczucia humoru ;) Po dluzszej chwili oddaja paszporty i odjezdzaja. Nie mija jednak 5 minut jak znow nas doganiaja i proponuja podwiezienie do wsi. Mamy nieodparte wrazenie, ze nie kieruje nimi bezinteresowna chec pomocy strudzonym wędrowcom, a raczej potrzeba sprawdzenia czy my naprawdę spimy w Siedowie pod wskazanym adresem. Wbrew prosbom nie chca nas wysadzic w centrum wsi. Podwożą nas pod sama brame, odprowadzaja wzrokiem gdy wchodzimy do ogrodu. Nie odjezdzaja od razu, czekaja czy wejdziemy do domu. 

Rano wyjezdzamy z Siedowa. Mijamy „bezimienne” zapadłe wioski, 

Donbas - relacja z podróży

rozlewska nad szarym morzem, bezkresne pola porośniete jakaś bordową rosliną. Po drodze przydrozne male cmentarzyki. Kazda mogiła otoczona zelaznym płotem.. Cóż..potrzeba prywatnosci i grodzenia siega nawet poza grób... 
Autobus jakos wyjątkowo mało trzęsie. -pewnie, zeby uspic naszą czujnosc. Przed samym Mariupolem wpada w jakas wielka rozpadline, wyrzuca nas pod sufit, po czym spadamy na twarde siedzenia. Ojej, az mi cos chrupneło w krzyżu.. 

Dziś idziemy w Mariupolu w strone portu. 

Donbas - relacja z podróży

Betonowe mola są przewaznie ogrodzone, ale nikt się tym nie przejmuje. Miejscowi szybko nam wyjasniaja jak najsprawniej ominac zasieki. 

Donbas - relacja z podróży

Dużo ludzi łowi tu bez wędki na sama żyłke. Zwykle spotykalam wędkarzy, dla których łowienie było formą hobby, spedzania wolnego czasu. Tu, w Mariupolu, mam wrazenie , ze dla sporej ilosci rybaków, głównie kobiet, łowienie jest desperacka próba poszukiwania jedzenia. Nie ma tu krzesełka, piwka pod reka, torby z wałówa i czapeczki moro. Jest tylko smutny wzrok wbity w żyłke, tonaca gdzies w ciemnych odmetach brudnego morza. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

A w tle zarys kombinatu zamyka horyzont. Niebo nad Azowstalą chyba nigdy nie jest pogodne.. Chyba zawsze wisi tam mgła, zbieraja się chmury- białe, kłębiaste, znikajace szybko i rude- pełzajace nisko przy ziemi, rozchodzące się powolnymi smugami na cała okolice. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Mam wrazenie , ze w Mariupolu wszyscy chrząkają, a przynajmniej , ze robia to czesciej niż gdzie indziej. Ja jakos nie chrząkam ;) Momentami tylko zapach i charakterystyczne rozszczepianie się slonca w powietrzu przypomina mi bardzo dawne czasy.. Jak dziś widze letni, bezwietrzny, upalny dzien, 40 stopni i duchota namacalna. Mała buba wraca z babcią z przedszkola. Powietrze dziwnie drga, a odlegle przedmioty i kontury załamują się. Linie nie są proste, faluja tak jak obraz widziany nad ogniem. Babcia ciagnie mnie do domu, powołujac się na spuszczony właśnie z huty Bobrek rdzawy dym. Mnie ten zapach nie przeszkadza, nawet na swoj sposob go lubie.. Ku rozpaczy babci biegam po niekoszonych dawno osiedlowych trawnikach i zbieram dorodna koniczyne. W końcu dostaje w kuper i wędruje za łapke do domu. Ale mam ze soba mój koniczynowy bukiecik, który wciąż utrzymuje zapach. Ten zapach. Ten sam. Ten z molo w Mariupolu. Nie czułam go nigdzie już ponad 20 lat... 

Dalej tuptamy sobie w stronę portu. Na teren nie udaje nam się wejsc ale i z zewnatrz można się nacieszyc widokiem dzwigów i maszyn. Kilkakrotnie wzrok krzyzuje się ze zdziwionym wzrokiem umundurowanych straznikow. Ale tym razem się nie boje, ze mi którys zabierze aparat! Mam zapasowy i dodatkowo zmieniam codziennie karte :)

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży


Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Spotykamy dziś w Mariupolu pierwszego turyste. Ma plecaczek, kurtke moro i wielki aparat. Robi z zapałem zdjecia opuszczonego dzwigu i kombinatu. Mam nadzieje, ze może uda się nawiązac kontakt wzrokowy i cos zagadac, ale koleś jest tak wpatrzony w ekranik swojego aparatu, ze nawet nas nie zauwaza. 

Wieczorem babka z hotelu włącza nam ciepla wode więc decydujemy się umyc łebki. Wytrząsamy z nich pyły Azowstali, rakuszecznik nadazowskich plaż (fikołki!), wilgotny tynk opuszczonych wieżowców, różnobarwne błoto oraz wszelakie inne potencjalne żyjątka z koców, materacy i poduszek, z którymi mielismy szanse się zaprzyjaźnić w ciągu minionego tygodnia ;)

Poza tym jakiś zły los spotkał nasze lewe buty- mój i toperza. Rozumiem , ze na wyprawie dominuje zapach nieświeżego buta- to się zdarza i jest normalne. Ale nasze nabrały silnego aromatu wilgotnej piwnicy opuszczonego domu gdzie od lat w szafie leżą jej własciciele..;) No może troche przesadzilam- zwykla zatęchła piwnica! ;) Wplywa to również mocno na stan skarpetek, które decydujemy się wyprac- choc nie bardzo mamy je gdzie wysuszyc.. Trudno, będą dyndac na plecaku w elektriczce :)

A jutro do Doniecka! 


Dziś jedziemy elektriczką z Mariupola do Doniecka. Po drodze mijamy drugi co do wielkosci kombinat Mariupola 

Donbas - relacja z podróży

Zimno jak szlag i wieje ze wszystkich szczelin. Rozgrzewamy się lubelska żurawinówka przywieziona jeszcze z Polski. W pociągu handlują wszystkim oprócz upragnionych pierożków i wareników :( Można nabyc gazety- odpowiednik naszego „Super Expresu”- skąd mozemy się dowiedziec, ze Verka Serduszka wychodzi za mąż (ups, a ja myslalam, ze to facet ;) ). Jest tez gazeta kryminalna „Cziornaja koszka” a na tytułowej stronie rodzinne morderstwo pod Odessą z użyciem piły spalinowej. Sprzedają tez krzyżówki, skarpety, robocze rękawice albo lekko używaną motykę. Noszą tez po wagonie coś, co przypomina szare, filcowe mufki- nie wiem czy to jest z psa, czy dla psa- ale nazywa się „sobaczka” ;)
Przemawia tez staruszka, która miała objawienie. Rozmawiała niedawno z Matką Boską. Teraz na swiecie alkoholizm, narkomania, złodziejstwo, ale kto się tego wyrzeknie to uda mu się nawiązac kontakt z siłami nadprzyrodzonymi. Nie wszystko jednak od razu. Rozpoczynamy codziennymi rozmowami ze świetymi, którzy nam dadzą wskazówki jak postepowac dalej. 

Elektriczką jadą przewaznie starsi ludzie i wiozą drzewka na działke. Rozmawiają, śmieją się, jedzą, graja w karty... 

Donbas - relacja z podróży

Jedzie tez jeden mlody, lat kilkanascie. Glowa wbita w kołnierz modnej kurtki, zacięta , wręcz wroga mina, słuchawki szczelnie na uszach, ciemne okulary na oczach mimo jeszcze porannego mroku. Na kolanach laptop. Zdawaloby się, ze stara się wszystkimi mozliwymi sposobami odgrodzic od sympatycznego, elektriczkowego tłumu, udaje , ze nie ma z nim nic wspolnego, ze jest jest z innego, lepszego swiata. Ale mimo wielkich staran-dla nas jest integralnym skladnikiem tej donieckiej elektriczki, zabawnym i smutnym zarazem... 

W Doniecku, nagle i bez ostrzeżenia, wpadamy w inny świat.. Paskudny, drogi, szybki, głosny, bezosobowy. Świat, którego mamy przesyt na co dzień i od którego staramy się uciekać.. Już wiem skąd był ten„młody” z pociagu.. 

Na dworcu kolejowym trwa remont- „No bo euro bedzie”- uświadamia mnie dumna babka w kolejowym uniformie. Z tej racji komnaty oddycha zamkniete, poczekalnia zamknieta. Kibel jest, ale nie tam gdzie zwykle, tak, tak, na pewno jest, ale nikt nie wie gdzie.. No to zdechł nasz cały plan kilkudniowego pobytu w Doniecku z noclegami na dworcu.. Pytam o noclegi w przydworcowym hotelu „Rubikon”. 350 UAH od osoby, a na dodatek wyelegantowany, zlany dezodorantem odźwierny mówi do mnie po angielsku (choc zapytalam o nocleg normalnie). Patrze na niego z odrazą. On na mnie też.. Nic tu po mnie.. 
Ruszamy zatem na poszukiwanie „noclegów rezerwowych”, które spisalam z przewodników albo ktos na forach polecal.. Hotel „Szachtar” jest po remoncie. Wygląda jak szklana płyta, która picuje do połysku kilka mrówek zawieszonych na sznurkach. 

Donbas - relacja z podróży

Po „Drużbie” została dziura w ziemi, „Olimp” w remocie.. „Dynamo” nie ma nawet szyldu, ale ma za to zgrymaszona niunie na pseudorecepcji, która oświadcza , ze ostatecznie może łaskawie sprawdzic w kartach czy maja jeszcze miejsca za 300 UAH.. Hotel „Eva” jeden wydający się choc odrobine odpowiednio ekskluzywny do kosmicznej ceny.. I co wazne- miła obsluga, która zaraz zaczyna mi wymieniac jakie usługi maja w pakiecie, z których bym mogla korzystac podczas pobytu.. Kilka innych miejsc noclegowych wyglada tak, ze nawet nie wchodzimy zapytac.. Co za nienormalne miasto?!?!? Szukalam już noclegow w Odessie, Kijowie, Lwowie, Krakowie, Warszawie- a czegoś podobnego nie było nigdzie! 
Wokół buduja się jakieś apartamentowce, a za wysokimi płotami siedzą pozamykane na głucho małe sklepiki i bary... Mówią tu, ze to ponoc wszystko z racji przyszlorocznego euro.. Grunt to wydac miliony na hotele, stadiony i „nowoczesny wizerunek miasta”- coby przez miesiąc szlachta mogla się bawic.. To nic , ze 50 km dalej ludzie nie maja co jeśc, a toksyczna ryba ze scieku pod kombinatem jest rarytasem.. 

Donbas - relacja z podróży

Praktycznie nie widziałam jeszcze miasta tak pełnego kontrastów jak Donieck... Przypominaja mi się jakieś filmy o Ameryce Poludniowej gdzie szklane biurowce pod niebo otaczają osiedla slumsów, gdzie bogate mafie muszę jezdzic z ochroną, odpierajacą ataki uzbrojonych band wygłodniałych dzieciaków.. Wygląda jakby Donieck w przyszlosci czekał podobny los.. 

W calej stolicy Donbasu wieś przeplata się z miastem, nowe ze starym, mieszaja się ideologie i zwyczaje. Picowany na połysk dworzec i centra handlowe, a obok drewniane, zapadniete w ziemię chałupki.. Odnowiony koscioł przy moście zdobionym w sierpy i młoty. Nowego chyba jednak jest więcej, albo jest bardziej agresywne i wali w oczy 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Nie udaje nam się namierzyc zadnej normalnej knajpki tzn bez ciecia w drzwiach z wypisanym na gebie „wpuszczamy tylko noworuskich”. Po prawie 8 godzinach łażenia i kilkunastu kilometrach zrobionych zakosami (źle się chodzi cały dzien z plecakiem po asfalcie, oj źle...) głodni jak wilki lądujemy w zatłoczonym mcdoladzie, na jednym z bardziej obrzydliwych, ryczących rond miasta. Stoje jak durna w kilkudziesieciuosbowej kolejce po żarcie. Przede mna same wygolone łby z grubymi portfelami wypchanymi 500 i 200 hrywnowkami.. Teraz juz nie złoty łancuch na szyi jest wyznacznikiem pozycji społecznej. Kazdy szanujacy się , nowoczesny mężczyzna chodzi cały czas z bezprzewodową słuchawką od komórki na uchu, poprawiając co chwile czy dobrze siedzi i rozgladajac się czy wszyscy widzą... 
[topeerz] ciekawe kiedy beda nosic dwie sluchawki? 

Już prawie nie majac żadnych nadziei chce spytac o noclegi w sklepie zoologicznym. Przede mna jakas lalunia przez pół godziny cos kupuje, wybrzydza.. Okazuje się, ze ona kupuje „zestaw do manicure dla psa”.. Pilniczki, lakiery, brokaty.. Za cene wyższą niż emerytura Jury z Siedowa... Nie mogę.. Wychodzę.. Zbiera mi się na wymioty... 

Myśle tylko o tym by wsiąść w pierwszy lepszy autobus, pociag i wyjechac stąd, nie wazne w jakim kierunku.. Wyjechac- szybko i daleko., bardzo daleko.. Jak to mowią o Moskwie- najlepiej na „sto pierwszy kilometr” bo tam zaczyna się prowincja.. 
Nie dam 700 UAH za nocleg w hotelu, gdy tyle wynosi emerytura statystycznej, miejscowej babci! Ta kasa moglaby sprawic wiele radosci niejednemu, szaremu czlowiekowi w tym kraju.. Nie dam zarobic pier**** nowobogackim burakom!! Wole dac ta sume menelowi na wódke, niech ma troche radosci w zyciu.. Może da się gdzieś przesiedziec noc w parku, na ławce? Bo dworcowa poczekalnia oczywiscie w remoncie... 

Zaglądamy jeszcze do internatu „dla artystów cyrku”. Trzy lwy- dwa błyszczące i jeden puszysty pilnują wejscia, wspólnego dla owej bursy i chińskiej restauracji. 

Donbas - relacja z podróży

Toperz zostaje z plecakami. Wchodze, uderza swojski zapach akademika :). Pytam babke w recepcji czy są miejsca. Twierdzi, ze to nie hotel i jest dostępny tylko dla cyrkowców. Mówie, ze jak trzeba to ja moge się poduczyc. Przez myśl mi przechodzi aby zrobic kilka fikołków w holu, ale chyba jestem zbyt zmęczona. Babka gdzieś dzwoni, rozmawia z kimś sciszonym glosem więc nie bardzo rozumiem, po czym wsadza mnie w winde, naciska cyferke „7” i brrrrrrum – jade gdzies do góry.. Tam czeka na mnie druga babka, której opowiadam łzawą historie naszego spotkania z Donieckiem. Babka cos mruczy: „to już nie to miasto co kiedys..” i prowadzi nad do pokoju. 150 UAH i o 7 rano ma nas nie byc- bo nie wolno im przyjmowac obcych.... Uffffff, męczace te jesienne wyjazdy bez namiotu.. ;)

Lokujemy się w milym pokoiku na 7 pietrze. Widok z okna na całe miasto: wieżowce, markety, huty.. Okno zalepione kolorowym plastrem, przytulne kapy w kwiatki.. Tylko dlaczego o taki normalny nocleg trzeba walczyc? 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Przeraża w dzisiejszym swiecie ta iluzja wyboru.. Mamy w miescie wiele hoteli tylko wszystkie tak samo ekskluzywne i za kosmiczne pieniadze.. Można wybierac sposrod tysiaca oprawek na okulary w salonach optycznych- o ile chcemy kupic kwadratowe.. Mozemy kupic auto czy komórke z przeroznych firm- ale wszystkie wygladaja tak samo.. Mamy prawo glosu, mozemy wybierac rozne partie polityczne, ale wszystkie tak samo maja w d.. los przecietnego obywatela... 

Oczywiscie w okolicy nie ma normalnego sklepu- musimy isc odstac godzine w obrzydliwym markecie, zeby zdobyc jedzenie.. Wieczorem degustujemy piwo „biełyj miedwied” a jakas pobliska fabryka włącza chyba nocny tryb pracy. Szyby zaczynają dźwieczec, wogole mury wpadaja w jakieś dziwne wibracje... 

Donbas - relacja z podróży

Wstajemy ciemna nocą, chyba gdzies koło 5 i wychodzimy na zimny swiat.. Obok płonie kosz- może jakiś turysta spedzał noc na ławce i tak chcial się ogrzac? 

Donbas - relacja z podróży

Na dworcu w Doniecku podejmuje kolejna próbe odnalezienia kibelka. Jest gdzies na koncu swiata, a elektryczka za 15 min. Pytam babuszek sprzedajacych pierozki- „Gdzie tu kibelek?”. Jedna z nich mi na to: „A kupisz pierozka?”- „Ale mi się chce sikac nie jeść”. Druga babuszka dostaje ataku smiechu, dlugo nie może się uspokoić, po czym prowadzi mnie najkrótsza drogą do kibla.. 

Zamykaja się za nami drzwi elektriczki. I znów jest fajnie :) Kwitnie handel- tym razem najwieksza popularnoscia cieszą się kolorowe kokardy. Babka przemierza pociag cala nimi obwieszona. Dyndaja na szyi, agrafkami przypiete do ubrania, kilka nawet wisi na uszach. Przygrywa tez jakiś gość na harmoszce. To chyba najbardziej oplacalna praca- kazdy bez wyjatku wrzuca mu jakiś pieniążek do torebki. 
Donbas - relacja z podróży

Wysiadamy w Gorłowce. 10 sekund i już wiem, ze polubilam to miasto! Zasiegamy informacji o noclegach u babki opiekującej się kibelkiem. Pyta czy wolimy wygodne kwatery czy może przyfabryczny hotelik? Powstrzymujac emocje i nagly wybuch entuzjazmu odpowiadam spokojnie, ze chyba wole hotelik :)

Dalej kładka nad torami, z której widac roznoksztaltne hałdy, komunistyczny pomnik, chodnik pełen szeleszczacych lisci, pamiatkowa tablica w miejscu ,gdzie Kutuzow mial odrąbana reke, polopuszczona fabryka, huczace maszyny, dużo drzew, jakby zdziczały park... Tak... Gorłowka nam się bardzo podoba!! 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Polecony hotelik okazuje się zamkniety ale... jest wejscie od podwórza! W srodku miła babka i przestronne wnetrza jakby dawnego pałacu. 

Donbas - relacja z podróży

To musial być jakiś bardzo elegancki hotel 30 lat temu :-) Dostajemy ogromny pokoj z widokiem na fabrykę. 

Donbas - relacja z podróży

Babka z recepcji informuje nas, ze ciepla woda będzie codziennie ale nie wiadomo kiedy- zalezy kiedy fabryka puści :-)

Dziś włóczymy się troche bez celu po miescie..tzn. celem jest kupienie mapy co wcale nie jest takie proste. Odwiedzamy wielki lokalny bazar gdzie jak zwykle najbardziej cieszy mnie stoisko rybne. 

Donbas - relacja z podróży
Donbas - relacja z podróży

W Gorłowce zwraca uwagę mily tabor autobusowy. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Horyzont zamykaja szpiczaste hałdy o żłobionych zboczach. Ruszamy w stronę jednej z nich. 
Mijamy tereny wiejskie i jakby troche gorzyste, klimatyczne sklepy orurowane w charakterystyczny dla okolicy sposob. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Jakas babka dopytuje się co tak zawziecie fotografuje w okolicy. I znow, jak kiedys we Lwowie, sytuacje ratuje kot. Babka puchnie z dumy gdy mowie jej, ze uwielbiam ukrainskie koty, puszyste, kolorowe i gruboogoniaste! I ze u nas nigdzie nie ma tak pieknych futrzaków! Faktycznie kręcący się kolo obejscia kot robi ogromne wrazenie- wyjatkowo mądrze patrzące niebieske oczy, jaby lekko uśmiechnieta mordka, wyglada jak jakiś zaklety szaman.. Przypomina mi tez troche sowe- nie wiem dlaczego... 

Donbas - relacja z podróży

Dalej przez chaszcze, błotniste parowy i doline jakiegos strumyka docieramy do torowiska wiejskiego tramwaju. Miłe wagoniki turkotają między drewnianą zabudową, na torach brykają cieleta i dostojnie pasą się krowy, czochrając co chwile o słup. Gdzies z boku powiewa pranie, ktoś rabie drewno, dolatuje zapach domowego obiadu.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Na małej wąskiej uliczce, gdzie chyba samochód przejezdza raz dziennie odkrywamy przejscie dla pieszych- chyba domowej roboty.. 


Donbas - relacja z podróży

[topeerz] http://music-wallpapers.net/walls/beatles_wallpaper.jpg

Docieramy w koncu w tereny kopalniane. Szyb z kilkoma zębatkami i gwiazdą- która można zapalic tylko wtedy jak zostanie wykonana norma- jak uczyly „Kroniki Filmowe” ;) Biegam wokół robiąc zdjecia buchających par... 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

W hoteliku babka z recepcji popija z jakims gosciem wódeczke. Speszona, ze ja nakryłam zaczyna się tłumaczyc „Bo tu teraz tak zimno”. Mając nadzieje, ze nas zaproszą do flaszeczki potakuję: „Oj tak, zimno, nawet bardzo zimno”. Za 5 min przychodzą do nas do pokoju i nam włączaja klimatyzacje, zeby ogrzała pokój... No to żesmy się dogadali... ;)

Kolejny dzien jest pochmurny i zimny. Bardzo zimny. Ubieramy na siebie wszystkie cieple ubrania, nawet wełnianą czapke. Nie pomaga! Zimno! Odwiedzamy zatem bar dworcowy gdzie zjadamy po dwa pierozki, wypijamy herbate i po setce wódki. Pomaga! :-) Bar wogole jest bardzo mily. Pod stolikami włóczy się piekny, puszysty kot, od czasu do czasu donosnym miauczeniem przypominając klientom o swojej obecnosci. Nie mają w barze pierozkow z kapusta, acz babka poleca isc do hali dworca, kupic od babuszek i przyniesc- to ona nam odgrzeje i poda na talerzu. I jak to się ma do zakazów spozywania wlasnego jedzenia w schroniskach?? 

Donbas - relacja z podróży

Posileni suniemy ku widzianym z wiaduktu hałdom i na osiedle o wdziecznej nazwie „88 kwartał”. 

Idziemy wzdłuz torów, ktorymi czasem przemknie jakiś kopalniany pociąg, jeżdzący wahadlowo 

Donbas - relacja z podróży

W cieniu wielkich hałd czają się maleńkie wiejskie domki, gdzie gdakaja kury a gospodarze na żużlowatej ziemi uprawiają ogródek. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży


Najwieksze wrażenie robi na nas jeden domek. Jest zamieszkały. Połozony prawie na terenie kopalni, pod osuwającym się czarnym zboczem.. No coz.. Ktos ma blisko do pracy... Razem ze swoim płotkiem, małym kominkiem na dachu i kwiatkami w oknach robi wrażenie jakiejś fatamorgany, doklejonego obrazka wycietego z gazety o innej tematyce... 

Donbas - relacja z podróży

W ogóle w okolicy dominuja na domkach kominy o ciekawych kształtach. Czy po prostu są samodzielnie lepione z gliny przez gospodarzy czy jest jakiś inny powód ich specyficznego kształtu? 

Na osiedlu wystepuja sympatyczne supermarkety 

Donbas - relacja z podróży

W ogóle sklepy sklepami ale kwitnie przydrozny handel wszystkim- tu worki z kartoszką, tu ryba suszona, tu inne kabaczki, dynia czy cebula.. 

Występuja tez ciekawe rozwiązania architektoniczne- drabiny łączące balkony róznych pieter. Przeciwpozarowe? Mieszkania kilkupoziomowe? Ale na pewno dowcipy o kochanku ukrytym i uwięzionym na balkonie gdy mąż wraca z delegacji traca tu racje bytu. 

Donbas - relacja z podróży

Na osiedlu jest tez kilka opuszczonych domów- dwa wiezowce i dwa pałacykopodobne. Wiatr tylko huczy w ciemnych otworach okiennych, czasem odezwie jakas wyjąca blacha a wchodzac do srodka czuc oddech mokrego betonu...Musi to być raj dla dzieciaków bawiących się w chowanego, w wojne, podchody czy wywolywanie duchów... Chociaz kto wie? moze teraz już dzieci się tak nie bawią? 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Włazimy jeszcze na pobliską hałde. Przypomina kształtem jakby wulkan, o żłobionych erozja zboczach i cieniowanych różnobarwnych odcieniach. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Zaczyna padać. Obrzydliwa lepka mżawka.. Niebo się zawleka czarnymi chmurami i zaraz robi się jeszcze ciemniej.. 

Wracamy przez zdziczały park.. Natrafiamy tam na mały cmentarzyk- typowy pomnik z czerwona gwiazda a wokół troche mniej lub bardziej zapomnianych grobów. Głównie to ludzie polegli/zmarli w latach 30-40 tych,wystepują zarówno krzyże, jak i czerwone gwiazdy.. 

Donbas - relacja z podróży

Nagle przykuwa wzrok nietypowy grób. Rocznego dziecka. Jeden jedyny taki. Calkiem nowy, z 99 roku. Wyglada jakby ktos nie chcial/nie mógł/ nie miał pieniędzy aby pochowac dziecko na zwyklym cmentarzu, więc przyniosł je tu.. Kilka jakby pozbieranych w okolicy kamieni, znicze, kwiatki...i zdjecie.. Zdjecie maluszka świdrujacego oczkami w niecodziennych gości.. Żaluje, ze nie mam jakiejs swieczki, zeby postawic.. A wzrok tego dziecka widze wbity w siebie jeszcze dlugo. Wrazenie to mija jak wychodzimy z parku.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Od rana pada..tzn nie jakas mżawka tylko ściana deszczu. Owijamy się szczelnie w kurtki, bierzemy parasole i ruszamy zaprzyjaźniac się z tutejszym taborem tramwajowym. 
Tramwaje jada, ale w przeciwna stronę.. Mija chyba z godzina.. Jest coraz zimniej a deszcz zacina pod przystankową wiatę. Rozgrzewamy się cytrynówką. Na przystanku kwitnie życie towarzyskie. Dwie Cyganki podśpiewuja i tańcza przytupując. Jakas babka zachwyca się moją rybacka kurtka przeciwdeszczowa. Inna chwali walory marchewki wyhodowanej na zachodniej Ukrainie. Jest ponoc slodka i krucha. Az strach się bać jak smakuje ta z ogródkow pod donbaskimi kombinatami.. Tracimy już nadzieje na przyjazd naszego tramwaju.. Rozważamy już odwrót do suchej, cieplej i przytulnej knajpki dworcowej.. W koncu po prawie półtorej godzinie nasz tramwajek nr 8 wtacza się na przystanek. 
Uwage zwracaja kasowniki- dziurkacze, takie jak i u nas kiedys były. Te dodatkowo maja fajna, duża wajche :)

Donbas - relacja z podróży

Niestety okna są mokre i zaparowane, więc zarówno podziwianie swiata jak i robienie zdjec jest mocno utrudnione. 
Linia nr 8 w Gorłowce ma najdluzsza trase. Tramwaj jedzie w większości przez tereny wiejskie. Mijamy małe domki z kolorowymi rzeźbionymi okiennicami, płoty drewniane, kamienne, azbestowe, z blachy falistej. 

Donbas - relacja z podróży

Na tory właża koty, psy, czasem przebiegnie wystraszona zmokła kura. 
Momentami dzielny tramwajek przebija się przez chaszcz i las zarosli, różnistych drzew i krzewów, pnaczy zwieszających się nad torowiskiem. Czasem o szybę rozchlapie się jakiś dojrzały owoc albo przyklei do szyby porwany wiatrem liść.. Raz po raz słychac donośne łubuduuuu jak gałęzie uderzaja w dach czy sciany. Ale tu ludzie jeszcze nie tworzą sobie sztucznych problemów i nie przejmują się glupotami typu „lakier się porysuje” czy „owoce i liscie pobrudza karoserie”. Rosliny i tramwaje staraja się razem życ i współistniec, kazde z nich walczac o swoj kawałek terytorium. 

Tramwajek ma przesuwne drzwi, które na szczescie się nie domykaja. Przez szpare można robic zdjecia i ogladac skąpany w deszczu i szarudze swiat. 

Donbas - relacja z podróży

Przejezdzamy tez przez srodek jakiegos kombinatu- jakiego to nie wiemy, bo na mapie nie raczyli podpisac zakładow przemyslowych. Pewnie dlatego by wróg i szpieg zmylił swe szyki ;)

Gdy robimy tramwajem już ponad jedna pętle, kierująca wykazuje się duza czujnoscia: „Riebiata czy wyscie się przypadkiem nie pogubili?” Na kolejnej petli zostajemy wyproszeni z pojazdu, bo „koniec trasy”. Na targowisku zaprzyjazniam się babcia kibelkową, która niezmiernie się cieszy , ze podoba się nam jej rodzinne miasto i ze lubimy klimaty przemyslowe. Poleca nam odwiedzic dzielnice 88 Kwartał, wspiąc na jakas hałde i przejechac się tramwajem ósemka. Jeszcze bardziej się cieszy jak opowiadam, ze już tam byliśmy. 

Po odwiedzeniu lokalnej knajpki pakujemy się w tramwaj nr 1, który trase ma krotsza niż ósemka ale również wiejska i klimatyczną. Objezdzamy z drugiej strony hałde znana nam już z wczorajszej wycieczki. 
[toperz] Tym razem po zrobieniu całej pętli tramwajem kazali nam dokupic kolejny bilet. 

Donbas - relacja z podróży

Dymy unoszace się znad wiejskich kominów coraz bardzie przypominaja, ze jestesmy głodni i trzeba by cos zjeść. 

Donbas - relacja z podróży

Kolejnego ranka jedziemy do Nikitowki, to tylko jedna stacja elektriczka, więc jedziemy na gape bo żaden konduktor nie zdążyl przyjsc. 
Nikitowka robi wrazenie osady zapomnianej i czesciowo opustoszałej. Dużo domów ma ciekawy, niespotykany gdzie indziej rdzawy kolor. Toperz sugeruje kwasne deszcze. 

[topeerz] No! Nareszcie pojawil sie topeerz w relacji!!!! 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Jedno jest pewne panujace tutaj zanieczyszczenie nie przeszkadza na pewno roslinnosci , która bujnie porasta wszystkie skwerki, wciska się pomiedzy domy, ogrodki, samochody. Tutejsze osiedla wygladaja raczej jak dorodny park, ktoremu ludzie wydarli kawalek ziemi aby zbudowac tam domy. Widac tu wyraznie, ze o roslinnosc nie trzeba specjalnie dbac- wystraczy jej dac spokoj i przestac aktywnie niszczyc- przerzedzac, podcinac, kosic, przekopywac, co niestety ostatnio u nas bardzo weszlo w mode :( Jak tu musi być pieknie wiosną , gdy w tych wszystkich chaszczach az roi się od ptactwa i pachnacych kwiatów! Na tego typu osiedlach dobrze hoduja się ptaki, dzieci, koty i nietoperze. I buby oczywiscie! :-) buby zdecydowanie najlepiej! :-)

Zdecydowanie można tu uzyc na okiennicach! 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Kierujemy się na znaczone na mapie hałdy. Docieramy do nieuzywanej kopalni im. Izotowa. 
W kopalni wydobywano wegiel, obok stala fabryka gdzie oczyszczano wegiel z zanieczyszczen. Fabryke rozwalili w ostatnich latach. Pozostaly ruiny dwoch budynkow przypominajacych mini wieze. Obecnie kopalnia już nie przeprowadza wydobycia, ale kreca się tam ludzie, pracownicy, pilnuje pies, bucha para. Ponoc ich dzialania maja na celu przeciwdzialanie zalania kopalni i okolicznego terenu. Sama kopalnia jak kopalnia, ale najciekawsze są dla nas okalające ja hałdy- zupelnie różniace się od hałd znanych mi z Górnego Śląska. Prawie nie porośniete roślinnoscia, jak łapy jakiegos potwora rozpełzają się na boki. Zbocza żłobione, czarne lub przecierane na ceglasto-pomarańczowy kolor, dający złudzenie jakby hałda się żarzyła. Krajobraz jak na Marsie albo idealny plener do kręcenia filmow katastroficznych ;) Nie wiem co za paskudztwo zostalo na te hałdy wysypane, ale nie wygladalo to przyjaznie, więc na ich szczyt nie weszlismy. 
[topeerz] na stoki tez nie... 
Kałuże w okolicy są rdzawe i ciekawie pachną. Na terenie calej kopalni kręci się dużo ludzi pozyskujących chyba kolorowy złom. Kują beton i coś z niego wyciągaja. Nie rozmawialismy z nimi. Oni zauwazyli nasza obecnosc, my ich , ale jakos nie doszlo do zadnego kontaktu. 
[topeerz]... ani do wymiany ognia 
Kazdy zajmowal się swoim- my robieniem zdjęc, oni waleniem kilofami w beton. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Jutro suniemy do Swiatogorska! 


Jedziemy elektryczka na Izjum. W Gorłowce pusto, dopiero w Nikitowce przybywa pasazerów i handlarzy. Wreszcie są pierozki- i to jeszcze jaki wybór: z kartoszka, z kapusta, z mięsem i z dynia. Z dynia jemy po raz pierwszy i zdecydowanie są najlepsze! 

Ciekawy jest dziadek handlujacy tajemniczymi ziolami z Abchazji. Ziola są popakowane we większe i mniejsze woreczki, koloru od jasnej zieleni, przez brąz, szarość az do czerni (nie wiem jakie ziola przypominają pokruszony węgiel drzewny). Ceny tez zróznicowane, wahaja się kilku hrywien do kilkudziesieciu. Zainteresowanie ziolami jest spore, zwłaszcza przyciagaja wzrok miejscowych woreczki zwane „rabaj”. Ktos obok sprzedaje ksiazki o medycynie ludowej, hydroterpii czy wspomnienia zakonnika, który zyl 116 lat. Sprzedawca najbardziej poleca ksiazke „Rozumna milosc”- czyli „poradnik dla waszych dzieci i wnukow, które jeszcze nie wyszly za mąż” 
Roznosi się zapach ryb: wędzonych, suszonych , rozwieszonych na drucianym kółeczku albo swiezych, prosto z wiaderka. 
Jest tez chlopak z harmoszką, który dwa razy odwiedza nasz wagon. 
Przygodzi tez facet ze sporym magnetofonem, włącza muzyke i zaczyna do niej spiewac. Pyta nas pozniej czy się nam podobala piosenka. Nie wiem co odpowiedziec bo ¾ slow nie zrozumialam, więc mowie, ze podobala nam się melodia. Facet opowiada , ze ow przeboj ułożyl jego kolega z Nowego Jorku, ale nie trafila jeszcze do lokalnego radia bo tam mafia siedzi i nie dopuszcza prawdziwych artystow. Ale jest przekonany , ze piosenka zrobi kariere i pozna ją caly swiat. Co dziwne jak na elektriczkowego grajka- facet nie chce od nikogo pieniedzy- jego spiew ma na celu jedynie „promocje tego przeboju”. Po skonczonym wystepie wdaje się tez z nami w dluzsza rozmowe. Cieszy się naszym widokiem, mowi, ze bardzo lubi Polaków. Mial nawet kiedys dziewczyne z Polski. Mimo, ze minelo już sporo lat nadal za nia teskni i żałuje, ze tak potoczyl się los. 
Atmosfera w elektriczce jest na tyle wciagajaca, ze prawie wogole nie mam czasu patrzec za okno. A również jest na co. Mijamy szyby kopalni soli, zarówno działajace jak i opuszczone. W koncu bardzo niedaleko stad jest Soliedar, ponoc to taka ukrainska Wieliczka, ale niestety brakuje czasu by się tam wybrac. Jedziemy tez przez przepastne (jak na Ukraine ;) ) lasy sosnowe. Kręci się w nich sporo ludzi z siatkami, koszykami- wygląda to na grzybobranie. Koszyki jednak zawieraja bardzo mało grzybów, częsciej wystaje z nich szyjka jakiejs butelki, serwetka lub bochenek chleba. Albo grzyby nie obrodzily w tym roku albo „ukrainskie grzybobranie”ma cos wspolnego z „rosyjskim polowaniem” ;-)
Od czasu do czasu las się przerzedza, pojawiaja się malenkie wioski, czasem wrecz osady po kilka chałup zgromadzone przy jakiejs stacyjce czy nastawni. W lasy odchodza piaszczyste drogi, gdzie samochody grzęzna po osie. Widoki miejscami bardziej przypominają Polesie niż Donbas. 

W Swiatogorsku nie wiedziec czemu biora nas za Anglików i nie chca wpuscic do marszrutki, ze niby „plecaki za duze” i doradzaja taksówke do miasta. Gdy mowimy, ze my z Polski, to wpuszczaja nas od razu, nawet pomagaja wnieśc plecaki, bo „my sasiedzi” i„my Euro razem robimy” 

Nocujemy w domku-baraczku u babuszki. Możemy zostać tylko na dwie noce bo "potem bedzie wesele". 

Donbas - relacja z podróży

Oprowadza nas po pokoju, tu talerze, tu łyzki. Prezentuje tez mały stakańczyk wymownie patrząc na toperza i szepcząc mi na ucho „zeby mużyk czul się tu jak w domu” ;)

Donbas - relacja z podróży

Babuszka martwi się, ze może być nam zimno. Pokazuje jak włączyc kaloryfer, przynosi puchową kołdre. Ma tez kilka porad dodatkowych jak się rozgrzewać gdy inne sposoby zawiodą ;-)

Ruszamy ochoczo w stronę „gór”, pamietając z wielu relacji opisy licznych atrakcji czekajacych tu na turyste. Zastanawiamy się czy dwa dni nam starczą aby to wszystko zwiedzic? A może trzeba będzie zostać dłuzej. 

Przechodzimy przez rzekę Doniec, znad której ladnie widac tutejszą skalną ławrę. 

Donbas - relacja z podróży

Na kompleks składa się chyba dwie albo trzy cerkwie, zabudowania klasztorne oraz kilkaset metrów podziemnych korytarzy, które można zwiedzac tylko ze zorganizowaną wycieczką i chyba nie codziennie. 

Latem rzeka Doniec jest miejscem kąpielowym dla okolicznych mieszkanców i ponoc tłumnie przybywających tu turystów z całego Donbasu. Jednak nie wolno się kąpac w rzece naprzeciwko cerkwi- o czym przypominją liczne tabliczki straszace mandatami ;)

Donbas - relacja z podróży

Wchodzimy betonową aleją na „grzbiet” tzw Świętych Gór. Mijamy drewniany monastyrek o wielu wieżyczkach , kopułkach i wycinanych pięknie zdobieniach. Przypomina mi cerkiewki z dalekiej, rosyjskiej północy, takie jak np. na wyspie Kiżi. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Kawałek dalej, na szczycie jednej z gór stoi monumentalny komunistyczny pomnik rewolucjonisty Artioma. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Widac go z kazdego miejsca w tym miasteczku. Również spod ławry 

Donbas - relacja z podróży

Obok Artioma znajduje się cały kompleks pomników, płyt pamiatkowych i wzniosłych haseł ku pamięci żołnierzy walczacych i poległych w „Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”. 

Donbas - relacja z podróży

Z pomnikowego wzgórza rozciaga się piekny widok na skalne monastyry i dolinę rzeki Doniec... Ech.. zeby dziś był sloneczny dzien.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

I tym samym w dwie albo trzy godziny zwiedzilismy wszystkie polecane turystom atrakcje Swiatogorska ;-) Przeszlismy spory kawałek tutejszych górek, była ławra, Artiom, pomniki, drewniana cerkiewka, „dąb Kamyszewa”, most na rzece, park, widok na miasto ze skałek.. Jakos to wszystko zgromadzone było na strasznie małej przestrzeni...eeeeee, to co my będziemy robic jutro?? 

Wieczorem idziemy do cerkwi, mimo długich, szerokich spodni karzą owinąc mi się jakąś szmatą. Jaki w tym jest cel? 

Donbas - relacja z podróży

Kobiety w spódnicach nawet przed kolano mogą wchodzic bez szmaty... 
Zawsze w takich momentach przypomina mi się kolezanka, której nie chcieli wpuscic do jakiegos monastyru „bo nie ma przykrytej glowy”. Sprytna kumpela zdjęła z siebie koszulkę, zawiązała na glowie i poszła dalej zwiedzac w staniku. Strażnik z wrażenia zakrztusił się, osłupiał i zaniemówił, a gdy odzyskał mowe to my zapewne byłysmy już daleko ;-)

W cerkwi trafiamy nie na msze tylko na jakieś „odczyty”, więc siedzimy, siedzimy i czekamy az w koncu zaczną spiewac. Atmosfera ogolnie bardzo klimatyczna, pełgaja swiece oswietlając migoczącym swiatłem powazne twarze świętych, w powietrzu unosi się zapach kadzidełek, co chwile przemknie jakiś przystojny zakonnik. ( z tego co slyszalam prawosławni mnisi i księża maja nakaz zapuszczania włosów i brody- więc prawie kazdy się ładnie prezentuje :-) ) 
Czasem przewinie sie osoba porządkująca swieczki, albo musimy sie przesiąść w inne miejsce bo następuje "czas okadzania"- brodaty pop przechadza sie z buchająca wonnymi dymami lampka na długich łancuchach. 
Dwie rzeczy z „cerkiewnego zycia” robia na nas wrażenie. Co chwile chodzi zakonnik i myje obślinione obrazy. Jest tu zwyczaj aby po skonczonej modlitwie pocałowac obraz- w porzadku, ale dlaczego od razu tak żeby po nim spływało? Gdyby nie zamontowane szklane szybki to by chyba już dawno wierni zjedli farbę... Drugim ciekawym obrazkiem są babuszki. Przychodzą nieraz z laseczka, noga za nogą, siadają na ławkach z widocznym trudem. A chwile pózniej kłaniają się przed ikonami do ziemi, dotykając ręką podlogi, bez zginania nóg. Potrafia zrobic raz po raz kilkanascie takich skłonów. 

Kolejnego dnia łazimy troche wśród pensjonatów, których jest sporo a powstaje jeszcze więcej. Na slupach reklamują się dwu i trzytygodniowe turnusy wakacyjne. Co można tu robic przez 3 tygodnie??? 
Odwiedzamy polecane wszedzie „Bezdenne jezioro”. Mamy szczescie, ze jest po sezonie bo latem samo podejscie do tego „cuda” jest platne, wisi tez cennik korzystania z wiat, palenia ogniska itp. 
Samo jeziorko przypomina najmniejsze z bytomskich stawow w miechowickim lesie w czasie niskiego stanu wody ;)


Donbas - relacja z podróży

Gdzieś na uboczu mijamy domek z przepieknie rzeźbionymi balkonikami, framugami okiennymi, okapami i balustradami. Musi tam mieszkac jakiś artysta majacy dużo czasu. Wszystkie ozdoby są drewniane a wygladają jak koronka 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Wychodzi wreszcie słonce a my idziemy pospacerowac nad rzeką Doniec. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Ciezko idzie się wybrzezem bo ciągle przegradzaja droge jakieś płoty. Sprytni miejscowi jednak powycinali w nich dziury więc nie trzeba przechodzic góra. 

Donbas - relacja z podróży

Ide sprawdzic czy otwarta jest miła na oko knajpka. Niestety wisi kłódka. Gdy wracam dwóch brodatych długowłosych gości gada z toperzem. Zagadali go biorąc za „swojego” :-)
Nasi nowi znajomi to Siergiej – batiuszka cerkiewny z Charkowa oraz jego pomocnik Wiktor. 

Donbas - relacja z podróży

Jest z nimi jeszcze Pasza, również cerkiewny pomocnik, który czyta świete ksiegi. Pasza obecnie czeka w aucie i jest w najmniej imprezowym nastroju , gdyż losowanie wybralo go kierowcą ;) Cała trójka przyjechała do Swiatogorska niebieskim żiguli aby pomodlic się w skalnej ławrze. Dowiadujemy się, ze w monastyrze można spac za darmo dwie noce. Jest tam noclegownia, w salach wieloosobowych, osobno mężczyzni, osobno kobiety. Jest tez mozliwosc otrzymania darmowego posilku po mszy. Kurcze, to jednak dobrze zrozumiałam babke z hoteliku w Gorłowce. Mówila mi, ze „w Swiatogorsku można nocowac za darmo ale tylko 2 dni”. Wydało mi się to tak nieprawdopodobne , ze uznałam, ze źle zrozumiałam albo babka mnie wkręca. 
Nasi nowi znajomi również chcieli tam zanocowac, ale ich nie wpuścili bo byli za bardzo pijani ;) Ostatecznie spali w samochodzie. Dziś rozpoczęli dzien od mszy w ławrze a potem nastał czas kąpieli w chlodnych nurtach rzeki Doniec. Kapali się ponoc pod samym monastyrem. Twierdzą, ze zimna woda im nie straszna. Kąpią się nawet zima w przeręblach. Jednak po dzisiejszej kapieli musieli się rozgrzac wódeczka aby nie dopuscic do ciala chorób i zlych duchów. 
Gdy ich spotykamy właśnie wracaja do auta. Rozmowa troche niebezpiecznie schodzi na temat wiary. Początkowo biora nas za prawosławnych, pewnie przez mój krzyżyk z Kercza, który niezmiernie im się podoba. Siergiej nawet pokazuje swój krzyżyk i chce się zamienic, ale mi mój tez się bardziej podoba:-) Próbujemy prostować, ze u nas prawoslawie nierozpowszechnione, więc my nie mamy z nim nic wspólnego, tzn bardzo lubimy chodzic do cerkwi bo pieknie spiewają. A wogóle to Bóg jest jeden i sztuczny jest podział na jakieś religijne odłamy. Chyba się z nami nie zgadzaja i zmieniaja temat. O podrózach się zaraz lepiej gada! Na przykład o Krymie. Naszym „mnichom” najbardziej się udał Sudak. Siergiej prawie sciaga gacie, aby nam zaprezentowac swoja piękna tegoroczna, krymska opalenizne :-)
Jako, ze dobrze się rozmawia idziemy do zaparkowanego auta gdzie czeka Pasza. Wiktor biegnie do sklepu po flaszke. Siergiej probuje nas przekonac, zeby pojechac ją wypic gdzies w lesie, bo „na parkingu tak nieprzytulnie”. My protestujemy, bo na taka impreze to by trzeba kupic 3 flaszki i impreza by się przed switem nie skonczyla ;) Poza tym co z biednym Paszą, który jest kierowca? Ostatecznie zostajemy na parkingu. Siergiej zapoznaje nas z różnymi zasadami wiary np. o koniecznosci powtrzymywania się od kontaktów „damsko-męskich” w piątki (post z racji smierci Chrystusa), środy (zdrada Judasza) oraz w niedziele przed mszą. Mówie, ze teraz wreszcie rozumiem, czemu niektórzy chodzą na mszę o 6 rano. Nigdy nie moglam pojac jak można w wolny dzien się tak o świcie zrywac. Widac u nas na osiedlu dużo poboznych ludzi mieszka ;) Naszym „mnichom” niezmiernie się podoba przytoczony przeze mnie przykład. 

Siergiej przykrywa nas kocem, bo dzisiejszy wieczór chłodny. Najpierw dokladnie obwąchuje koc czy na pewno jest czysty (cała noc mam wrazenie, ze mnie jednak cos oblazlo z tego koca ;) ) 

Donbas - relacja z podróży

A potem nam puszcza z komórki cerkiewne śpiewy. 

Opowiadaja tez o swoich rodzinach. Siergiej ma fajna żonę i dwie córeczki,ale marzy o chłopcu. Mówi, ze będzie próbował dalej to może w końcu „Bóg się zlituje nad wiernym sługą” i da mu syna. Wiktor ma mniej szczescia w życiu. Rozszedł się z żona, która utrudnia mu kontakt z dziecmi. Szuka więc nowej dziewczyny już od paru lat, ale twierdzi, ze widac ma za duze wymagania jak na ukrainskie warunki. Chce, zeby dziewczyna była wierząca, znala dobrze Pismo św ,lubila stare samochody, podróże, imprezy i noclegi w polowych warunkach. Większosc kobiet jakie poznał to tylko za pieniedzmi patrzyly: nowy dom, samochód, modne ciuchy, drogie kosmetyki.. Sprawy duchowe ich nie interesowały 

Toperz dowiaduje się od Paszy kilku ciekawych rzeczy :-) Jedna z nich jest rozwiazanie zagadki piekła. Ponoc rosyjscy naukowcy robili kiedys głęboki odwiert wgłąb ziemi. Przy tej okazji wpuscili w dól odwiertu sonde, która zarejestrowala dwie minuty ludzkich głosów. Były to głosy dusz potępionych! Jak na razie Rosjanie jako jedyni maja niezbity dowód na istnienie piekła ;)
Pasza przedstawia toperzowi również szanse na „posade anioła”. Jak wiadomo aniołów była okreslona ilosc, ale niektóre się zbuntowały i zostaly strącone do piekla jako diabły. Więc tym samym zostały wolne miejsca do wziecia, które mogą zapełnic ludzie o ile beda się za zycia dobrze prowadzic. Pewnie niejeden bardzo chetnie by przyholubił ciepłą posadke anioła :-)

Donbas - relacja z podróży

Siergiej chce koniecznie nauczyc toperza „odpoczynku po rosyjsku”- ogolnie to sprowadza się do tego , ze trzeba więcej i szybciej pić ;) W naszym przypadku jest to koniak czterogwiazkowy zakupiony przez Wiktora. Kosztowal chyba tyle co 4 inne dobre flaszki, ale chłopaki twierdza, ze „gości trzeba dobrze przyjąc”. Pijemy z czerwonego plastikowego kubeczka z uszkiem. Zakąszamy chlebem, kiełbasa, pasztetem, wędzonym serem i nie wiedziec czemu cytryną, która Wiktor prawie wpycha nam do buzi. Przewinąl się tez jakiś arbuz, ale ja go nie jadłam 

Donbas - relacja z podróży

Zostaję tez namaszczona świętym olejkiem z Jeruzalem o miłym zapachu starego drewna. Wiktor smaruje mi nim skronie, nos i czoło. Olejek ma mnie ochronic przed chorobą i złymi mocami. W buteleczce zostało już mało, więc Wiktor wpada na pomysl by w pobliskim sklepie kupic olej rzepakowy, wlać do niego kroplę tego „świetego” i zebym tym wynalazkiem natarła calego toperza.. Jakos zaraz rozmowa schodzi jednak na inne tory i zakup oleju nie dochodzi do skutku. 

Wiktor jest Słowakiem z Użgorodu. I podobnie jak my nie darzy sympatią zakarpackich Cyganów z taboru w Wielkim Bereznym ;) Parę razy się z nimi „zapoznał” za czasów szkolnych lat. Żali się tez na charkowskich chuliganów- dwa tygodnie temu napadli go wieczorem na ulicy i podpalili zapalniczka brodę... A miał już ponoc prawie do pasa.. 

Nasi „mnisi” zaczepiaja również roznych miejscowych przechodniów mówiac, ze do Swiatogorska przyjechali turysci z Polski , ale jakos nikt nie chce się przyłaczyc do biesiady. 

Ostatecznie widzimy, ze Pasza chce już wracac. Mówi, ze jest coraz bardziej zmęczony, przed nimi długa droga do Charkowa a nie chce usnąc za kierownica.. Żegnamy się więc, wymieniając numery telefonów i maile. Niebieska łada odjeżdza gdzies w ciemną dal a my układamy się do snu, bo jutro znów trzeba wstac jakos o swicie. 

Ze Swiatogorska mamy autobus do Słowiańska..W Słowiańsku na dworcu autobusowym panuje burdel totalny. Nikt nic nie wie. Według naściennego rozkladu jada tylko dwa poranne bezposrednie autobusy do Ługańska. Ide do informacji, która jest za pancerna szybą, bez wyciętej dziury czy głosniczka , do którego można mówic. Oczywiscie babka nie rozumiem przez szybe co do niej mówie. Piszę więc na kartce „Ługańsk, autobus, po 12:00” i przytykam do szyby. Babka mowi, ze ona o Ługańsku nic nie wie i stad tam żadne autobusy na pewno nie jezdza.. Jak nie jezdza skoro dwa wiszą w rozkladzie!!! Babka się denerwuje, ze skoro ja lepiej wiem , ze jezdza- to po co ją glupio pytam. Jakiś facet siedzący obok chce być milszy. Wyciąga mape i wodzi po niej palcem w poszukiwaniu Ługańska. Czy oni są jakimis debilami? Albo jaja sobie ze mnie robią? Nie pytam się o jakas wieś! To jest wojewódzkie miasto! Stolica sąsiedniego województwa! Po chwili uradowany facet podchodzi i pokazuje mi na mapie, ze znalazl Ługańsk.. No super... Ale ja przyszlam się zapytac jak tam dojechac.. Facet się zasępia, drapie za uchem, wpatruje w mape.. Po chwili radosnie oznajmia, ze pewnie się da przez Donieck i tam nam na pewno cos doradzą. Jasne, przez Kijow pewnie tez się da.. 

Pytam w kasie czy można dojechac do Ługańska z jakąś przesiadka.. Podsuwam mapę.. Mila nawet babka z rozbrajającym usmiechem oznajmia, ze ona jest tylko kasjerką i na geografii się kompletnie nie zna.. Pytam zatem czy jakikolwiek autobus będzie dziś jechał przez Debalcewo. Babka wpisuje po literce w komputer z mojej mapy. Komputer wyswietla „błąd”.. Takie miasto nie istnieje.. Tak.... Mam ukrainski atlas a oni tu pewnie maja komputery ustawione na język rosyjski. Pewnie jedna literka w nazwie miejscowosci się rózni. Kolejka do kasy chce mnie już zlinczowac ;)

Jedynie babka opiekujaca się kibelkiem jest chetna do pomocy. Wymienia mi z dumą płynnie wszystkie przystanki pośrednie trasy Mariupol- Donieck, bo tylko ta trasa czasami jezdzi.. O Ługańsku oczywiscie slyszała bo...tu ścisza głos i rozgląda się wkoło.. bo jej syn kibicuje Zarii Ługańsk. 
Do kibelka tez nie mogę się dostac. Ktos chyba się zabarykadował w srodku i zasnął. Mija 15 min. Babka dobija się, ale bezskutecznie. Mówi, ze musi wezwać pomoc do wyważenia drzwi, a tymczasem daje mi klucz do służbowego przybytku na piętrze. Dobrze, ze mam górskie buty. Całe pietro dworca jest zalane, stoi woda po kostki. Nie wiem czy jakas rura wywaliła czy dach przecieka. Sądząc po zapachu wody na pewno przecieka kibel.. 

Długo studiujac mape i ścienny rozkład decydujemy się jechac do Jenakijewa. Zawsze to trochę w interesujaca nas stronę. A i miasto ciekawe więc nie będzie nieszczescia jak tam utkniemy. Autobus ma na szybie tabliczke, ze jedzie przez Debalcewo. No to się udalo. W Debalcewie sprawnie przesiadamy się na autobus do Ługańska. 

W Ługańsku dworzec autobusowy oczywiscie leży daleko od kolejowego. Jedziemy na kolejowy marszrutką z kierowcą o 10 rękach. Jednoczesnie prowadzi auto, pali papierosa, pisze smsy, wybiera muzykę , liczy pieniądze i żywo gestykuluje rozmawiajac z kolegą. Aby pokazać oburącz jakie cos było duże, odklada telefon, a peta wciska w kącik ust. Prędkość na liczniku rzadko spada poniżej 60 km/h 

Nocujemy w dworcowych „komnatach oddycha” na siódmym pietrze wieżowca o dwóch windach. Jedna jeździ na trasie 1-6, a druga 6-8. Schody są zamkniete na klucz. Wszystko po to aby musiec się przewinąc przez szóste pietro gdzie jest recepcja. 
Zwraca uwage tutejszy, uniwersalny kibelek. Kształt kibelkowej muszli wiele razy staje się tematem dyskusji. Czy lepsza jest klasyczna „europejska” muszla do siedzenia, czy może kibel typu „narciarz” tez ma swoje zalety? Ja osobiscie w toaletach publicznych wole rozwiazanie typu „dziura w ziemi” bo uwazam je za wygodniejsze i bardziej higieniczne. Niektorzy nasi rodacy umieraja prawie z rozpaczy jak muszą ze wschodniego kibelka skorzystac. Slyszalam nawet barwna historie o grupie, która wynajęła taksówke we Lwowie z prośba „proszę nas zawieźć do normalnego kibla, cena nie gra roli”. 
A w Ługańsku znaleźć mozna kompromis- „dla kazdego coś miłego” :-)

Donbas - relacja z podróży

W Ługańsku uderza ogromna ilość komunistycznych pomników- jest ich chyba z kilkadziesiąt! Przedstawiają zarówno znane, zasłużone dla rewolucji postacie, anonimowych żołnierzy róznych formacji, chłoporobotnika przy pracy, elementy uzbrojenia: różniste czołgi, armaty,samoloty, tablice przywołujace pamięć różnych wydarzeń jak również mniej lub bardziej udane próby poetyckie- rozwiane kobiece włosy czy „dusze zaklęte w żurawie”. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Zwraca naszą uwagę jeden pomnik- kobieta w podartym ubraniu i twarzy pełnej emocji biegnie przed siebie. Za nią zwartym szeregiem podążają żołnierze Armii Czerwonej. Wiele razy słyszałam z opowieści o wojnie, ze jak szły rosyjskie wojska w stronę wsi, to baby nawiewały gdzie popadnie, w panice chowały się po piwnicach czy beczkach na kapuste, bo ponoć żołnierze tej formacji znani byli z „duzej wrażliwości na niewieście wdzięki” więc nawet małym dziewczynkom czy staruszkom nie przepuscili.(ciekawe czy owce tez nawiewały? ;) ) Czy właśnie to autor pomnika chciał wyrazić? ;)

Donbas - relacja z podróży

W mieście prawie na każdym słupie, bloku wiszą stadami megafony. Część wyglada nawet na nowe i używane. Nie wiem czy czasem muzyczkę puszczają czy jaką agitacje przeprowadzają ale ich ilosć jest wręcz przytłaczająca. „Uszami wyobrazni” wręcz slyszę płynąca z nich melodie „Międzynarodówki” albo nawoływanie do kolejnego czynu społecznego ;)

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Miasto obfituje również w tabuny biało udekorowanych panien młodych, które obłapują się ze swoimi wybrankami na pomnikach z sierpem i młotem, przybierając rózne kokieteryjne pozy, ku radości swoich rodzin, znajomych i fotografów. Tylko Lenin traktuje to z obojętnością, trzyma swoją czapeczke w dłoni jak trzymał i zadumany patrzy gdzies w dal.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Na pomnikach nie brak również amatorek innych zdjęć. Odpowiednio ubranych, umalowanych , w ponętnych pozach. Nie wiemy czy zdjęcia trafią na portale społecznosciowe czy do CV w poszukiwaniu odpowiedniej pracy ;)

Donbas - relacja z podróży

Przemierzamy tez bazar, w którego koncowej części sprzedają zwierzeta. Psy z kuferków wyglądaja zupelnie jak sztuczne. Można kupic kota z klatki, acz identycznego można sobie złapac za darmo na kazdym osiedlu.. Przygladamy się futrzakom, a tu nagle w tle przez skwerek przebiega w galopie dziewczyna na koniu. Tak nagle, w srodku miasta... Totalnie surrealistyczna scena.. 

Odwiedzamy także ciekawą dzielnice zwana Ostra Mogiła. Robi wrazenie dawnej wojskowej jednostki, gdzie były lotnicze szkoly, uczelnie, koszary. Część popadła w ruinę, część jakby działala lub pelni dziś inne funkcje np. zwyklego cywilnego osiedla... Jest tu chyba jakiś koci raj, bo pluszaki są wszedzie! Piekne, dorodne, odpasione, kolorowo umaszczone i puszyte, niektore wyglądajace wręcz jak poduszki. 

Donbas - relacja z podróży
Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Widac ludzie je tu ochoczo dokarmiają, wszedzie leża miseczki, spodeczki okupowane przez puchate kulki. Czasem spotkamy kocie oczy wbite w jakieś okno, z którego zaraz wyleci rybka lub co najmniej parówka. Mądre zwierzaki grzęja się tez na rurach. 

Donbas - relacja z podróży

Często na ławeczce przysiądzie babcia, weźmie mruczącego kota na kolana, podrapie za uchem. Okienka piwniczne są wszędzie pootwierane, a nawet jak zabezpieczone krata czy dyktą to zawsze jest małe wejście dla kota. 

Zwraca uwagę „kot-menel”. Odpowiednia mina i spojrzenie. Wokół rozrzucone pety. Kicia na nas patrzy i mruczy, jakby chciala powiedziec: „albo dajecie na flaszke albo wpier***” 

Donbas - relacja z podróży

Między domami wszedzie drzewa, krzewy, bluszcze. Gdzieś łopocze na wietrze rozwieszone między domami pranie, pod nogami szeleszcza kolorowe liście. Co chwile mijamy zbite domową metoda stoliki i ławeczki, ustawione w cienistych zakamarkach albo miejsca idealnie nadajace się na ognisko. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Blizej dawnego lotniska mijamy radary i dziwne wartownie 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

W koncu docieramy do „muzeum awiacionnej techniki”. Już u bram wita nas ciekawy pomnik 

Donbas - relacja z podróży

W muzeum na wolnym powietrzu zgromadzono sporo samolotów, helikopterów i małych rakiet. Szkoda tylko, ze nie można wchodzić do środka maszyn, wszystkie drzwi szczelnie zaspawane (w necie pisalo, ze można wchodzic..) Mnie najbardziej przypada do gustu wielki wodolot 


Donbas - relacja z podróży

a toperzowi bojowy samolot osiągający prędkość 2500km/h, robiacy wrażenie jakby przełamanego wpół 

Donbas - relacja z podróży

Fajne są tez helikoptery z podwónym śmigłem 

Donbas - relacja z podróży

W Ostrej Mogile zwraca też uwage barako-cerkiewka. 

Donbas - relacja z podróży

Zawsze jak odbieram klucz do komnat to w pokoju-recepcji trwa uczta, rozesmiane babki siedzą przy stole i się odżywiają. Pachną parówki, ziemniaczki, surówki. Zapach apetycznej stołóki niesie się po korytarzach. 

Kolejnego dnia odwiedzamy stadion Zarii Ługańsk gdzie zakupujemy dla siebie i znajomych piłkarskie pamiatki. Na scianach zachowały się ciekawe mozaiki. 

Donbas - relacja z podróży

Rozochoceni znalezieniem ciekawego miejsca wyszukujemy na mapie drugi stadion. Może kupimy Grzesiowi drugi kufelek? Pytamy o niego miejscowych, ale tylko wzruszają ramionami lub kręcą glową. Nie znaja "drugiego stadionu" 

Faktycznie..Tam jednak są tylko dwa zapomniane boiska z pogiętymi bramkami ;)

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Odkrywamy, ze i tu mają „wiejskie tarmwaje” a wśród malenkich domków buduje się imponujacych gabarytów cerkiew. Babka ze sklepiku z ikonami pyta mnie jak podoba mi się cerkiew. Mowie, ze bardzo ładna ale po co az taka ogromna ta budowla?. „Bo Bóg też jest taki wielki” - pada odpowiedź... 

Donbas - relacja z podróży

A jutro zacznie się smutny czas powrotu.. Wiem, ze jezdza pociagi Ługańsk- Lwów. Ale naokoło i zakosami- zawsze ciekawiej!! 


Wyjeżdzamy z Ługańska jeszcze ciemna nocą. Świt zastaje nas na obrzeżach jakiegos przemyslowego miasta. 


Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Elektriczka do Doniecka jedzie przez Alczewsk, gdzie stacyjka jest w srodku kombinatu. Las kominów, buchająca para i dymy. Kurcze, szkoda, ze nie wiedzielismy wczesniej o tym miejscu- można by przyjechac pozwiedzac. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

W Doniecku mamy około 6 godzin na przesiadke do Umania. Na peronie jakiś gośc pokazuje nam na komorce ciekawe zdjecie sciennego napisu. Probuje nam je przeslac,ale jakos się nie udaje. Ostatecznie obiecuje zaprowadzic nas w to miejsce, abysmy sami sfotografowali. Zaczyna pędzic przez siebie w strone bazaru, a my za nim. Jego kolega kwituje fotograficzny zapał stwierdzeniem: „Kak riebionok” i również rusza kłusem za nami. 
Jest! Na scianie przy parkingu napis wymalowany farbą : 

Donbas - relacja z podróży
(nie srać, mandat 200 UAH) 

Po uwiecznieniu tej jednej z większych atrakcji Doniecka idziemy razem do knajpy. 
Nasz nowy znajomy to Żenia, który właśnie wraca z pracy na nocnej zmianie. Pracuje w Doniecku, a mieszka 60km dalej, w wiosce przy drodze na Nowoazowsk.Wioska jest ponoc duza, kilka tysiecy mieszkancow, 11 sklepow, 2 knajpy, ale pracy dla niego nie ma.Do domu jezdzi raz na dwa, trzy dni. 
Żenia podkreśla, ze jego pradziadek był litewskim Żydem, więc uwazal się tez troche za Polaka. Kilka razy podkresla więc, ze „my bracia” :-) Nie wiedziec czemu bierze toperza za Żyda- i jakos do konca nie udaje nam się tego sprostowac. Toperz już na tym wyjezdzie był mnichem, popem, teraz przyszla kolej na Żyda. Ciekawe co jeszcze wymysla :-)
Kolega Żeni to Mikołaj, chyba razem pracują. Mikołaj ma dużo złotych zębów, podkresla, ze był kiedys wojskowym i mowi dosyć niewyraźnie więc go malo rozumiem. 
W knajpie chlopaki zamawiaja wódke, herbate i ku swojej pozniejszej rozpaczy – piwo bezalkoholowe. Rozpacz nie trwa jednak dlugo. Udaje się odkapslowane piwo ponownie zamknac i wymienic w lodowce na wlasciwe. 
Żenia opowiada nam o swojej pasji- archeologii. Często jezdzi na wykopki- w okolice Swiatogorska, Mariupola czy na Krym. Odkopali nieraz jakieś grodziska czy kilkupoziomowe groby z ciekawymi ubraniami i naczyniami. Poleca nam kilka muzeów o podobnej tematyce i zaprasza na przyszloroczne letnie „obozy archeologiczne” 
Opowiada nam tez historie jak Hitler rozwiazal problem jezdzacych na gape komunikacja miejska- ponoc wszystkich rozstrzelal więc teraz w Niemczech jest porządek i wszyscy grzecznie kasuja bilety. 
Wspomina tez swoja była dziewczyne tancerke, która była milosniczka Irlandii, często tam jezdzila i była ponoc do mnie podobna, ale nie chciala się z nim ozenic. 
Dochodzi tez do kłótni pomiedzy Żenią a innym bywalcem knajpy. Tamten twierdzi, ze chlopaki pokazuja obcokrajowcom (czyli nam) Donbas ze zlej strony. Pija przy nas wodke (zamiast koniak), zapraszają do knajpy zamiast do restauracji i na dodatek opowiadaja cos o innych krajach a przeciez „u nas jest najlepiej”. Aby potwierdzic swoje slowa kilkakrotnie wali pięścią w stol, przewracając szkło i krzycząc „Donbas jest nasz!!” 
Na tym etapie chlopaki nie chca polemizowac i opuszczamy lokal. Gadamy jeszcze chwile na dworze. Dołacza się młody chlopak- Witalij, handlujący na pobliskim bazarze. Opowiada , ze uwieczniony przez nas napis na murze za ciężarowka okazal się skuteczny, zwłaszcza jak kilka osob zaplacilo te 200 hrywien i dodatkowo za kare wynosilo nieczystosci golymi rękami. 
Przytacza tez inna pouczająca historie. Jego znajomy mial piwnice. Niedaleko była knajpa i wielu jej bywalcow przychodzilo za potrzebą w ciemny kąt piwnicy. Gdy wszystkie inne metody zawiodly zdesperowany własciciel wymyslil ciekawy sposob radzenia sobie z powaznym problemem. W owym ulubionym kącie położyl żelazną kratę i podłączyl do niej prąd. Od tego czasu już nikt nigdy nie zanieczyścil piwnicy. 
Żegnamy się ze znajomymi , zgłaszając chec uczestniczenia za rok w „archeologicznej ekspedycji” 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Obiad zjadamy w przydworcowym barze-wagonie (jak to mozliwe , ze poprzednim razem zesmy go przeoczyli??) Barmanka patrzy na nas wilkiem, poki nie zamawiamy wódki. Od tego czasu jest mila i traktuje nas jak swoich. 
Hmmm.. no i zleciały prawie 3 godziny.. 

Potem jedziemy marszrutka pod Donbas Arena czyli ten ich wspanialy stadion. 

Donbas - relacja z podróży

Wokół kręci się dużo służb porzadkowych, zamiataczy lisci, ciągna cale tabuny wycieczek szkolnych. My zakupujemy kilka pilkarskich pamiatek dla siebie i znajomych. Fajna jest fontanna, jakby pomnik piłki, która kręci się na wodzie. Wszyscy sobie robia z nią fotki, więc ja tez :-)

Donbas - relacja z podróży

Spod stadionu widac wielki pomnik „sowieckich gierojow” więc idziemy go obejrzec. 
Wokól wielki plac, z megafonów grają wzniosle wojskowe piesni a nieopodal stoja trzy czołgi, które się ciesza naszym najwiekszym uznaniem. Wyłaże na jeden z nich, ale niestety pokrywa jest przyspawana albo za cieżka. Ku uciesze innych zwiedzających podziwiam tez czołg od spodu. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Czołgi są w dosyć widokowym miejscu. Widac donieckie peryferia, szyby kopalniane i roznoksztaltne hałdy. Najciekawsze wydaja się takie jakby z „pomponem” na szczycie. Niestety mamy zbyt malo czasu aby je odwiedzic. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Nigdzie nie udaje nam się kupic ponoc smacznych i znanych cukierkow „donieckich” produkowanych przez „doniecki sacharnyj zawod”. Jak pytam o nie w sklepie to sprzedawczynie patrzą się na mnie jakbym chciala zamówic krokodyla w proszku.. 

Dzisiejsze spotkanie z Donieckiem było jakos dużo lepsze od pierwszego ;) może to miasto wcale nie jest takie zle? Ale nie mamy już czasu oceniac. Pakujemy się w plackartny wagon, który ma nas zawieźc do Umania. Wagon jest prawie pusty.. Dziwne.. Jakas niepopularna trasa? Niby to nic zlego ale jakiś niepokoj unosi się w powietrzu... 

Nie trzeba długo czekac a problem się wyjasnia. Na jakiejś zadupiastej stacji wsiada szkolna wycieczka. Jest chyba tylko jedna gorsza rzecz od dzieci- duża ilosc dzieci zgromadzona na ciasnej przestrzeni.Inni pasazerowie siedza z boku wagonu, tylko nam miejsca przypadly w samym srodku tej zarazy. Trafic na taki wagon w transyberyjce to tylko sobie w łeb strzelic albo wysiasc na pierwszej stacji i uciec z wrzaskiem w tajge.. 
Podczas gdy ta wsciekla stonka wypelnia szczelnie caly wagon, mój wzrok krzyzuje się ze wzrokiem prowadnicy. Można się nie znac, można mówić w innych językach a można rozumiec się bez słów... „Otruć”, „wystrzelac” a moze zamknac dokladnie caly wagon i podpalic? A miala być taka spokojna zmiana na niepopularnej trasie... 
Przy tym stadzie podroz z rezerwistami albo grupa pijanych kibiców to bloga cisza i harmonia z przyrodą... 
Rozumiem, ze można rozmawiac, spiewac, biegac po wagonie, ale wyć wnieboglosy, rozbijać specjalnie naczynia i kopac bez przerwy w sciany?? Przerazajace jest tez poprzysluchiwac się pokrzykiwaniom owej masy..Jedyny cel w zyciu to umalować się i zachowywac jak k..., mieć najdroższe i najmodniejsze ciuchy i komórke oraz oszukiwac i okłamywac na kazdym kroku rodzicow/opiekunów/nauczycieli. Do tego złosliwosc i arogancja wzgledem calego otaczajacego swiata połączone z poczuciem totalnej bezkarnosci. I pobłażliwość/strach/obojetnosc nauczycieli/prowadników/innych pasazerow... A owa swołocz ma dopiero 10-12 lat... 
A najgorszy jest brak sprawiedliwosci. Gdy grupa dorosłych, niezaleznie czy turystow czy miejscowych zacznie robic w nocy w wagonie głośniejsza impreze to prowadnica zaraz podnosi wrzask, ucisza, straszy mandatami czy wezwaniem policji. Rozwydrzonym małolatom wolno wszystko.. 

W Umaniu nie ma miejsca w zadnym tanim hoteliku. Mamy przypuszczenia, ze zajeło je nasze pociągowe bydło. No ale lepiej spać w mniej sympatycznym miejscu, dalej od dworca, ale nie spotkac ich przypadkiem po raz kolejny... 

Początkowo planujemy wybrac się do bazy rakietowej kolo Pierwomajska ale jezdza tam tylko 3 autobusy dziennie i to w godzinach uniemozliwoających dojazd, zwiedzanie i powrot do Umania tego samego dnia.. buuuuu, no to nie będzie bazy :(
Zatem trzeba tu kiedys wrocic autem albo z namiotem, albo najlepiej z jednym i drugim. 
Mamy więc prawie caly dzien na włóczenie się po miescie. Centrum nam się srednio podoba- cale wytapetowane reklamami z podobiznami jakiś pretensjonalnych panienek. Milo zaczyna być na obrzeżach. Bazarek, pyszny ser na obiad, mile babuszki, stoisko rybne.. 

Donbas - relacja z podróży

Dalej mile osiedle pełne puszystych kotów. Na smietnikach stoją miseczki, a nawet rozłożone dla pluszakow kocyki, dywaniki czy wymoszczone szmatkami kartony. Można poobserwowac kocie życie. Niektore koty są wiekowe, nie chce im się ruszac, siedzą tylko w słonku i wygrzewaja stare kosci. Na dywaniku spi mały kociak przytulony do mamy. Widac zależnosci „międzykocie”, który kocur rządzi na podwórku, inne schodzą mu z drogi a wianuszek wielbicielek miauczy pod drzewem. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Spotykamy tez krzyzówke kota z owcą- wyszło „coś” co już dobrze nadaje się do ostrzyżenia o ile się go złapie bo potrafi bardzo żwawo uciekać przeskakując płoty i wspinając się na drzewa. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Koty nawet robią tu zakupy w kioskach- „Gazete sportową poprosze” ;-)

Donbas - relacja z podróży

W tutejszych blokach mają chyba małe mieszkania- widac rozpaczliwe próby zagospodarowania kazdej przestrzeni- nawet tej „zaokiennej” 

Donbas - relacja z podróży

W srodku osiedla dużo wiejskich domków, kury, kapusta i ogrzewane piecykami garaże. 

Donbas - relacja z podróży

Jakos tak słonecznie, sympatycznie i sielsko to osiedle rozlozylo się po okolicznych pagórkach. Z drugiej strony osiedle mające za patrona Bohuna musi być klimatyczne :-)

Donbas - relacja z podróży

Starsi ludzie wypalają liscie.. Robie zdjęcie pięknie rozszczepiających się w dymie promieni słonca. 

Donbas - relacja z podróży

Grabiacy liście dziadek zagaduje zaciekawiony co ja takiego fotografuje. Miło się rozmawia wsrod dymu z tlących się liści. Prawdziwa jesien, wreszcie sloneczna i ciepla. Pachnący dym snuje się po okolicy, spowija cerkiewki, podskakujace na wybojach auta, bawiące się dzieci i okoliczne wzgórza. Dostajemy od dziadka orzechy. Na dobrą droge worek swojskich orzechów. Od Iwana Iwanowicza z Umania. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Wstajemy ciemna noca, o czwartej.. Podwozi nas mily taksowkarz, który przeprowadzil się do Umania ze wschodu, ze Słowianska. Cieszy się, ze byliśmy w jego rodzinnym miescie. Twierdzi, ze na srodkowej Ukraine żyje się lepiej- no i to swieze powietrze! Za najbardziej zadymione miasto uwaza Krasnoarmiejsk- szkoda zesmy tam nie pojechali! 

Dworzec wita nas zamknietą poczekalnią. Wokół zimna noc, wszędzie szron a po peronach włóczy się głodny kot, dla którego nie mamy nic do jedzenia.. Toperz daje mu tabletke neoangin z szałwią (kot kaszle) ale niestety nią wzgardza. Żeby nie zamarznąć gotujemy sobie na butli herbatke 

Donbas - relacja z podróży

Pakujemy się do elektriczki, w której wcale nie jest cieplej. Jest za to prowadnica , która się bardzo panoszy. Jest to elektriczka „podwyzszonego komfortu”. Charakteryzuje się miękkimi siedzeniami , na której drętwieje kuper, zamykanym kiblem i brakiem babuszek sprzedających pierożki.. Normalnie komfort jak szlag! 

W Czerkasach nie ma miejsca w komnatach tzn beda po 18. Zostawiamy plecaki w pokoju, babka ukrywa je za łóżkiem, szczelnie opatulając zasłoną bo nie wolno im przechowywac bagazu. Cieszy się, ze zostawilismy plecaki, gdyż to dowod, ze wrocimy tu spac. Normalna przechowalnia bagazu w Czerkasach jest zautomatyzowana. Jest cala sciana skrzynek na kluczyk, ale do zadnej nie wejdzie nawet pół plecaka. Jak zaobserwowalismy skrzynki wyją od czasu do czasu jak się do nich cos wklada lub wyjmuje. Tak.... Nie ma jak technika „w domu i oborze” :-)

Ruszamy więc na miasto tzn. do najblizszej knajpy. Właśnie spozywamy soliankę, gdy podchodzi jakiś facet i patrząc na toperza pyta: „Sierioża?”. Widząc zdziwiony wzrok facet powtarza pytanie. Jest wyraznie speszony i zdenerwowany. Ze stolika obok jakiś facet kiwa ręką, ze to on jest Sierioża. Speszony facet podchodzi, przedstawia się ,przysiada się z boczku i wdaje w rozmowe sciszonym glosem. Wyglada na to, ze został umówiony z nieznajomymi w jakiejs sprawie i powiedziano mu, ze w tej knajpie będzie siedział Sierioza- facet z kucykiem. Sierioża robi wrazenie „komandira” wszyscy odnosza się do niego z szacunkiem. Wygląda to na jakieś spotkanie lokalnej mafii ;-) Aha, jeszcze wczesniej przy tamtym stoliku powyciagali jakieś bagnety i z zapalem dyskutowali o ich parametrach, numerach seryjnych, sprawdzali jak który „leży w ręce” 
No to toperz był już mnichem, popem, Żydem a dziś został lokalnym mafiozem :-)

Najedzeni opuszczamy knajpke a tu 30 metrow dalej jest druga, dużo fajniejsza! Taka klimatyczna, w dawnym stylu! Oprócz atmosfery charakteryzuje się pysznym zarciem: pielmieni w bulionie, pielmieni zapiekane w garnuszku z serem, pielmieni z masłem, rybki smażone, balsam siedem ziół. 
Czlowiek by jadł, pił, jeszcze raz jadł az by pękł! Knajpa ma spore powodzenie, co chwile ktos wpada na obiad albo tylko na wódeczke. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Jestesmy tez swiadkami smutnej scenki. Jakas kobieta placze przed drzwiami. Druga, chyba jej siostra albo przyjaciolka, organizuje caly bankiet. Nakrywa stol, donosi jedzenie i picie. Pociesza placzacą mowiac, ze „plakac można tylko jak ktos umrze” oraz „do wieczora daleko znajdziemy ci jakieś mieszkanie”. Jest tez cos o sciaganiu długow, kimś w ciązy i prostytutkach. 
Organizujaca spotkanie kobieta bierze nas początkwow za Amerykańcow. Poleca pyszny balsam. Obserwujemy, ze tu często setke pije się na dwa razy- zeby można było wzniesc dwa toasty! A na zapleczu skwiercza na patelni pierozki, bulgocze rosół w obitym garnku. Fajnie zjeść cos normalnego a nie mrożonki z mikrofali.. 

Obżarci po uszy wytaczamy się z knajpy. Bynajmniej „wytaczamy” nie jest spowodowane nadmiernym spozyciem trunkow, a raczej dlatego, ze przypominamy dwie kule, szczelnie wypelnione pierozkami. Włóczymy się po zagajnikach otaczających blokowiska tzn po tych częściach, które na planie miasta są znaczone rozlaną, biała plamą. Dużo tu ławeczek, miejsc biesiadnych i ogniskowych. Widac ludziska mają tu czas i lubią go spędzac na wzajemnej integracji. Wystepuje tu w okolicy zarówno chaszcz suchy rosnacy na piachach, jak również chaszcz mokry, o czym się niespodziewanie przekonuje gdy rozlega się „mlask” i grzęznę butem po kostke.. Niestety prawym.. Jak to jest- jeden but mam rozklejony, który szybko przemaka i zawsze właśnie nim muszę wpasc w wode.. Nigdy tym drugim! Czy tu tez dziala zasada podobna do spadania kromki na podloge zawsze masłem do dołu? ;-)

Znajdujemy ruiny niewykonczonych bloków. Widac, ze często gromadzi się tu mlodziez, w celach bardzo różnistych. U nas to by zaraz to zburzyli albo zamurowali.. A potem narzeka się, ze jest ujemny przyrost naturalny..;-) Zwraca uwage, ze w ruinach jest bardzo czysto. Nawet smieci zgrupowane są niektorych pomieszczeniach w worku. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Wracając wstepujemy do baru Aligator. Ma fajna altanke, teraz troche zimno, ale na lato rewelacja! W srodku siedzi jakas pseudo damulka, której przeszkadza, ze toperz za glosno siąka nos. Okazuje swoje oburzenie, ostentacyjnie odwraca się do nas tyłkiem i barmocząc cos o kulturze i wychowaniu, otacza się szczelna zasłona papierosowego dymu. 

Donbas - relacja z podróży


Donbas - relacja z podróży

O 18 kwaterujemy się w komnatach. Mamy ladny widok z okna- cerkiew, wieza cisnien, stary napis „Czerkasy” porzucony na dachu. Niestety widac tez psujaca się pogode.. Chyba nam jutro doleje :-(

Donbas - relacja z podróży

Poranek zaczynamy oczywiscie od wizyty w naszej ulubionej knajpie „pielmiennaja”. Spotykamy tam Władymira z podczerkaskiej wioski Chudiaki.Opowiada, ze ostatnio przejechal ciężarowka cała Europe, z Hiszpanii na Ukraine. Był tez w Polsce. Pokazuje nam na karteczce adres zapoznanego kolegi spod Korzeniowa. Bardzo mi glupio, ale za nic nie wiem gdzie to jest.. Zaprasza nas zebysmy kiedys do niego wpadli, bo „żona w Pradze, córka w Kijowie więc można zapraszac gosci do woli”. Poleca nam tez zwiedzic Czyhyryn, jako ze tam dużo monastyrów ,muzeum Chmielnickiego i sporo zabytków zwiazanych z dawna Polska. Faktycznie patrząc na mape co druga miejscowosc kojarzy mi się tu z „Ogniem i mieczem”- Czerkasy, Czehryn, Złotonosza, Łubnie, Perejasław.. Warto by kiedys przeczytac ksiazke ponownie i wyruszyc w te strony śladami bohaterów :-)
Niestety nasz nowy znajomy się gdzies bardzo spieszy więc nie udaje się nam dluzej wspolnie pobiesiadowac. 
Na targu zakupujemy szalik dla toperza, czapke uszanke, agrafki , szachy na magnesiki, super cieple gumiaczko- walonki na zime i zapalniczki w ksztalcie pocisków. (w zakupie tych ostatnich pomaga nam piosenka zespołu Lube) 

Zmierzamy dziś nad zbiornik Krzemieńczucki utworzony na Dnieprze. Na brzegu stoi osiedle wieżowców a zaraz pod ich oknami zaczyna się plaża. Ale tu musi być raj dla dzieciaków- taaaka wielka piaskownica! 

Donbas - relacja z podróży

Przy brzegu wysepki, półwyspy i mierzeje. Dużo ptactwa i wędkarzy, łodeczki i pontony. Tam gdzie akurat nie ma wysp widac bezmiar wody, której drugi brzeg skrywa szara mgła.. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Odwiedzamy tez stadion piłkarski ale tu żadnych pamiątek nie sprzedaja. Są za to dziwne rzezby sportowców ;)

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Na bazarze babuszka chce mi dać kotka. Kiciak jest śliczny. Widac, ze wyrosnie na wielkiego kudłatego kota. Tłumacze babci, ze nie uda mi się go przewieźć przez granice. Poza tym, co potem? W domu trzymac? Troche żal.. W kociej naturze leży wolność.. Na osiedle wypuscic? U nas takie niekocie osiedle.. Nie ma ruin, garaży, komórek.. Okna od piwnic szczelnie zamkniete, trutki wyłozone. Śmietniki zamkniete, ludzie nie dokarmiają zwierzat.. Nawet jaskółkom gniazda zrzucają :( Chyba na Ukrainie kotek ma wieksza szanse na szczesliwe, wolne życie. I myszke tu złapie, i ktoś rybke z okna rzuci, po smietniku pobaraszkuje a może i jakaś ładna, puszysta kotke zapozna? 
Babcia opowiada jeszcze jakas straszna historie o matce owego kociaka, która zostala rozszarpana przez psa.. 

Donbas - relacja z podróży

Obok inne babcie tez trzymaja na rękach kocięta. 

Donbas - relacja z podróży

Kolejnego dnia w naszej knajpce znowu wpadamy na Wołodie. Przysiada się na troche dłuzej. Opowiada, ze w Chudiakach ma duzy dom, banie i mogly nas powozic motorówka po zalewie. Akurat tam są fajne miejsca, pelne, wysepek, mielizn i bagienek. 
Nasz znajomy jest kierowca podmiejskiego autobusu. Wpada tu codziennie rano aby się posilic i rusza w trase. Proponuje nam, zebysmy jechali z nim autobusem na 3 godziny a potem wrocimy do Czerkas. Nie decydujemy się. Mamy już kupione bilety do Lwowa, jak się autobus rozkraczy gdzies po drodze to wrocimy do domu za tydzien. 
Mamy jedynie troche watpliwosci co do zamiarow Wołodii względem nas. Wspomina, ze jego zona i córka zajmują sie turystyką. Było tez cos o polsko-ukrainskim biznesie majacym promowac okolice Czerkas dla zagranicznych wycieczek ;-)
Może wrocimy w te okolice za rok? Mamy bezterminowe zaproszenie do wsi Chudiaki. 

Toperz jest troche przeziebiony więc wraca do komnat a ja ide połazic po miescie. Ide obejrzec sobie cerkiew. Udaje mi się zrobic troche zdjęc, również wewnatrz. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Przed cerkwia zagaduje mnie babuszka, pytając czy ja turystka. Cieszy się ogromnie ze spotkania , podkreslajac, ze one tez turystki- tu wskazuje na pozostale trzy kobiecinki siedzące na murku z wielkimi siatkami i torbami na kólkach. Cztery babuszki z Łucka wyruszyly dwa tygodnie temu w podróż- pielgrzymke. Jeżdzą po cerkwiach, monastyrach, soborach. Modlą się za siebie i innych, zapalają swieczki w roznych intencjach, zwiedzaja mijane miasta. Nocują na plebaniach, w domach pielgrzyma lub u innych babuszek zapoznanych w cerkwiach. Zwiedzily już Poczajów, Krechów i rózne ławry Kijowa. Polecam im Swiatogorsk- bardzo się napalają slysząc o pieknej cerkwi na skale, ale chyba jeszcze bardziej cieszy je wizja dwoch darmowych noclegów. 
Wszystkie babcie deklarują się jako bardzo wierzące wyznania prawosławnego, ale rodzaj ich wiary jest diametralnie różny. 
Jedna z nich opowiada, ze cale życie była niewierząca. Była walcząca komunistka, zajmowala wysokie stanowisko w łuckiej fabryce samochodów. Wierzyła w Lenina, radzieckie państwo, w plany i normy. Imponowalo jej, ze ślą rakiety w kosmos, mają silną armie i przemysł i „drży przed nimi caly świat”. Ale potem komunizm upadł- więc widać wcale nie był az taki mocny jak by się zdawalo.. Babcia zamyśla się ze smutkiem.. I opowiada dalej: „Najpierw był car- ubili go. Potem był Lenin- zdawał się być niesmiertelny, ale jego władza tez przeminęła. Był Stalin- trząsł połową świata, ale odszedł w niepamięć, przekleli go, zburzyli jego pomniki. Teraz tez zmieniaja się prezydenci, jest nowy ustroj. A patrz! Bóg wciąż ten sam! Przetrzymał i przechytrzyl ich wszystkich! Więc to Bóg jest najsilniejszy i z nim trzeba trzymac! Nie zniszczyly go wojenne zawieruchy, zmiany ustrojowe, przesladowania. Już ponad 2 tysiace lat patrzy dumnie z obrazu. I cala jego druzyna (hmmmm...anioły? święci?) go nie opuszcza, nie zdradzają go. Widac się boją! A boją się, bo to władca mądry i potężny”. Babuszka powołuje się na swoja matke, która od dziecka ją uczyla: „Pamietaj- masz dylemat z kim trzymac- trzymaj z najsilniejszym”. 
Przerażajaca logika i zasady wiary.... 

Dwie babcie są mocno w klimatach dewocyjno-fanatycznych. Co chwile się żegnaja, wznoszą okrzyki „Hospody pomyłuj, przebacz, módl się za nami” i bija poklony na wszystkie strony świata. Nie zgadzają się aby zrobić im zdjęcie, bo „zdjęcie zabija dusze” 

Najbardziej się zaprzyjazniam z babcia Iriną. Zreszta to ta, która mnie zagadała. Babcia Irina twierdzi, że Bóg Bogiem, cerkwie cerkwiami, ale ona najbardziej to lubi podróże i poznawanie nowych ludzi. Cale życie była prowadnicą, jezdzila na dalekie trasy, nawet za Moskwe. Teraz jej brakuje tego cyganskiego zycia, tych przestrzeni i „uciekających w dal alei drzew”. Ona jest glowna organizatorka wycieczki- trzyma mape, zaznaczając wszystko na niej czerwonym , wyschnietym markerem , który bardziej drapie niż pisze. 

Babcie bardzo mi się dziwią, ze podrozuje tak sama i to bez bagazu. Tłumacze , ze „mużyk i bagaże w komnatach” ale jakos mi nie wierzą. Proponuja mi, żebym dalej jechała z nimi. 

Na pożegnanie dostaję od babci Iriny podarek- małą drewnianą ikonę, jakby rozkładany ołtarzyk. Ma mnie pilnować podczas dalekich podrózy. 

Donbas - relacja z podróży

Donbas - relacja z podróży

Ja daje jej porcelanowego aniołka, którego babcia przed schowaniem do torebki dokladnie owija w kraciasta chustke do nosa: „bo teraz tak zimno”. 

Wracając na dworzec zakupuje kolejne numery awtolegend oraz polecaną przez Żenie spod Doniecka książke „Kak zakaliałas stal”. Już sama okładka ocieka propagandą więc pewnie jej się czytac nie da, ale kosztowała tylko 2 hrywny. 

Wieczorem pakujemy się w pociąg do Lwowa. W plackarcie za towarzyszy mamy dziewczynę oświetloną sina łuną laptopa i studenta, który gada z toperzem po angielsku. 

Zatulam się w przescieradlo i dwa kraciaste kocyki z plackarty. 


Donbas - relacja z podróży

Śni mi się kolejna wyprawa... Hmmmm.. chyba nawet bardziej udana od tej.. :-) Troche podobna, troche inna.. 
Ale to dopiero w przyszlym roku...

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!