Jezioro Iskanderkul

Po szczęśliwym przejechaniu przez tunel zjechaliśmy z głównej drogi by po 25 kilometrach szutru dojechać wreszcie do jeziora Iskanderkul. Było to nasze miejsce na aklimatyzację i dwudniowy wypoczynek po dwudniowej podróży. Wielu turystów traktuje Iskanderkul jako bazę wypadową w góry, a dla Tadżyków jest to dość popularne miejsce wypoczynku, zwłaszcza weekendowego. I nie ma się co dziwić gdyż przyroda jest tam zachwycająca:

tadzykistan iskanderkul

tadzykistan iskanderkul-jezioro

tadzykistan iskanderkul-jezioro2

 

Infrastruktura turystyczna, jak na jedną z największych atrakcji Tadżykistanu jest niewielka: przy wjeździe sklep z prywatnym mini pensjonatem (tam też zamieszkaliśmy), kawałek dalej Turbaza z wieloma starymi domkami letniskowymi, w połowie jeziora jest jeszcze mały hołmstej wymieniony w katalogu ZTDA (organizacja skupiająca lokalne gospodarstwa agroturystyczne i oferująca drogie wycieczki all inclusive z osłami, kucharzami itp). Na końcu jeziora ulokowana jest tzw. Prezydencka Dacza, w której rzekomo od czasu do czasu przebywa najjaśniejszy z Tadżyków (jego wizerunek zobaczyć można na każdym kroku w Tadzykistanie: plakat z prezydentem w zbożu, prezydent wśród dzieci, etc).

Tutaj widok na prezydencki ogród, helipad i fragment daczy (mam złe doświadczenia z fotografowaniem obiektów państwowych w krajach b. ZSRR, dlatego mam tylko to zdjęcie z "przyczajki"):

tadzykistan iskanderkul prezydencka dacza

 

Dosłownie na przeciwko daczy stoi coś bardziej lokalnego:

tadzykistan iskanderkul-prezydent

 

Jako, że nad Iskanderkul trafiliśmy w piątek, w okresie gdy w miastach Tadżykistanu temperatura robiła się nieznośna, trafiliśmy na kilka grup wypoczywających Tadżyków. Popularną formą wypoczynku Tadżyków nad wodą było wynajmowanie tzw. беседок, czyli po naszemu biesiadek. To taki tradycyjny "tapczan" ulokowany na platformie nad wodą. To w takich miejscach Tadżyccy turyści jedzą, wypoczywają, a nawet śpią:

tadzykistan iskanderkul biesiadka

 

A tutaj tradycyjny posiłek - płow - we wspomnianej biesiadce:

tadzykistan plow

 

Wieczorem, w dniu przyjazdu odczuwając trudy podróży większość czasu spędziliśmy na jedzeniu i przysypianiu w zacienionej biesiadce. Zdobyliśmy się także na kilkusetmetrowy spacer na plażę za turbazą. Śpiąc na tej plaży wszystkie nasze ubrania nieodwracalnie ubrudziły się od spadających z drzew zielonych, lepkich nasion. Uważajcie więc gdzie kładziecie swoje 4 litery nad Iskanderkulem!

Wieczorem, wyspani i wypoczęci ruszyliśmy do jednej z największych atrakcji okolic Iskanderkula, czyli nad wodospad, zwany Iskanderkulską Niagarą: 

tadzykistan iskanderkul wodospad

 

Od szlabanu idzie się ok 20 minut w dół rzeki. Wodospad robi wrażenie bo ma ponad 40 metrów wysokości, a u jego szczytu zbudowano platformę widokową. Platforma zbudowana jest z wszelkiej maści prętów przywalonych kamieniami. Część konstrukcji stanowiło stare łóżko:

tadzykistan iskanderkul-wodospad-lozko

 

Wodospady mają to do siebie, że kiepsko wychodzą na zdjęciach, zwłaszcza jeśli fotografuje się je z góry. Aby oddać choć część potęgi wody wypływającej z Iskanderkula polecam obejrzeć filmik:

 

Kolejnego dnia postanowiliśmy pozwiedzać okolicę. Gospodarz zaoferował nam podwózkę swoją Wołgą na koniec jeziora, kawałek za prezydencką daczą, by obejrzeć święte źródła, rzekomo miejsce pielgrzymek. Na zdjęciu gospodarz i zapierające dech w piersiach źródła pośród krzaków:

tadzykistan iskanderkul-zrodla

 

Coś z tymi źródłami w chaszczach musiało być na rzeczy, gdyż pan gospodarz (imienia nie pamiętam ale wiem, że oznaczało pokój) pokazał nam stojącą obok drewnianą pakamerę, w której latem prowadzi tadżycki fastfood, czyli tzw. "szaszłyczną". Zresztą pan "pokój" był bardzo zaradny. Posiadając raptem 4 niewielkie pokoje dla gości, poza naszą czwórką przyjmował jeszcze ze 20 osób, które nie wiadomo gdzie i jak nocowały. W dodatku prowadził jedyny w okolicy sklep, a także świadczył usługi przewodnickie. Poza niezliczonymi zajęciami pan "pokój" miał też sportowe zacięcie. Codziennie, między 4 i 6 rano biega ponad 20 km wokół jeziora. Opowiadał nawet o jakichś wygranych mistrzostwach Tadżykistanu, za które nikt mu ni pogratulował, a co gorsza nawet nie pokazali go w telewizji. Miał też nasz gospodarz alternatywną wizję historii świata: do pozytywnych postaci zaliczał m.in. Hitlera (bo walczył o prawa Aryjczyków, a Tadżycy to naród aryjski) i Marksa (bo pisał książki tak mądre, że sam ich nie rozumiał).

Po obejrzeniu świętych źródeł dalsze okolice chcieliśmy zwiedzić samodzielnie. Poszliśmy więc zamkniętą dla ruchu południową częścią drogi. Najpierw dociera się do drugiej chatki prezydenta, tym razem przeznaczonej dla mniej ważnych gości:

tadzykistan iskander-kul druga dacza 

Mijając tę daczę wychodzi się na półwysep, na którym wybudowano lądowisko dla helikopterów dla tejże daczy:

tadzykistan iskander-kul helipad

 

Z półwyspu rozpościerają się niezłe widoki na całe jezioro. Wzdłuż całej linii brzegowej Iskander-kula doskonale widoczna jest granica dawnego brzegu jeziora. Przed trzęsieniem ziemi poziom wody był o ok 120 m wyższy niż obecnie.

tadzykistan iskanderkul widoki

 

Idąc dalej południową stroną jeziora dochodzi się do porośniętej drzewami zatoki, do której uchodzi jedna z górskich rzek:

tadzykistan iskanderkul zatoka

 

U wejścia do zatoki ktoś postanowił wybudować dom. Nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby nie materiał użyty do budowy jednego z okien. Była to najzwyklejsza opona od Kamaza:

tadzykistan iskandr-kul kolo

 

U samego brzegu zatoki czeka na zmęczonych turystów nie lada nagroda. Piękna, biała, piaszczysta plaża. Nawet rozlane wokół płytkie wody miały temperaturę nadającą się do zamoczenia nóg:

tadzykistan iskander-kul plaza

 

Droga wzdłuż południowego brzegu kończy się w tej zatoce. I choć w linii prostej byliśmy bardzo blisko naszego pensjonatu nie dało się przejść przez oddzielającą nas górkę. Problemem nie była nawet sama góra, ale rzeka wpadająca przy zatoce. Nie znaleźliśmy miejsca do jej przekroczenia. Tym samym w drodze powrotnej musieliśmy okrążyć niemal całe jezioro. Widoki wynagradzały nam wszelkie trudy:

tadzykistan iskanderkul-zatoka

tadzykistan iskander-kul

 

Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę przy obozowisku grupki młodych Tadżyków. Koniecznie chcieli nas ugościć. Reklamowali nawet, że mają w swoim namiocie barana, którego dzień wcześniej własnoręcznie zarżnęli. Nie odważyliśmy się zaglądnąć do namiotu gdyż z zewnątrz było widać na jednej ze ścian, pod oknem zaschniętego pawia (ludzkiego). Towarzystwo świętowało narodziny dziecka jednego z uczestników, dlatego z trudem uciekliśmy przed rozpoczynającą się kolejną fazą imprezy. Dodam, że mieliśmy nawet ofertę podwiezienia autem od jednego z najbardziej pijanych kolesi ale woleliśmy obejść jezioro na piechotę niż wpaść do niego w tadżyckim aucie. 

Wieczór po powrocie spędziliśmy w biesiadce koło naszego pensjonatu. W sąsiedniej urzędowała grupa około 8-miu Tadżyków. Było oczywiste, że nasze drogi przetną się w ciągu kilku chwil. Zaczęło się niewinnie: najpierw podrzucili nam pół arbuza, gdy go jedliśmy pokładali się ze śmiechu i robili nam zdjęcia, gdyż pewnie nigdy nie wiedzili by ktoś tak nieudolnie jadł arbuza (a obiektywnie nie jest z nami tak źle). Później męska część towarzystwa została zaproszona do ichniejszej biesiadki. Dziewczyny zostały w naszej biesiadce i nasi nowi kompani od czasu do czasu zanosili im resztki ze stołu, np. te rzeczy, których jedzenia odmówiliśmy.

W trakcie miłego obcowania z Tadżykami odnieśliśmy wrażenie (zresztą nie po raz ostatni w czasie pobytu w Tadżykistanie), że stanowimy dla nich większa atrakcję niż oni dla nas. Byli potwornie ciekawi nas i świata, z którego przybywamy. Pytali czy u nas ludzie mają samochody, czym się na co dzień zajmują itp. Częstowali nas wszystkim co mieli pod ręką. Próbowaliśmy więc Kurut, czyli białe kulki wyglądające z daleka jak Raffaello, które okazały się być wysuszonym kefirem (mając piwo można było to zjeść, w przeciwnym razie w ustach brakowało śliny by cokolwiek z tym zrobić). Do czarek od herbaty, zwanych po rosyjsku пиала, nalewali każdy dostępny alkohol: piwo, wódkę i paskudne lokalne wino. Po pewnym czasie jeden z Tadżyków zapytał dlaczego nie dopijamy do dna tego co nam nalewają. Mieli kupę śmiechu gdy im odpowiedziałem, że nie przyjęte jest wypijać w Europie jednym haustem do dna, szczególnie piwa i wina. Panowie byli bardzo przejęci gdy dowiedzieli się, że w wieku 34 lat nie mamy dzieci. Najpierw padło delikatne pytanie, czy to bóg nie daje. Później powiedzieli, że oni mają po 32 lata i jeden z nich za 3-4 lata pewnie zostanie dziadkiem, a pozostałych czeka to przed 40-tką. Generalnie nasza rozmowa wyglądała jak spotkanie ziemian z kosmitami. Tylko nie wiem kto był ziemianinem, a kto przybyszem z innej planety. Z czasem Tadżycy poczuli się zobowiązani zaradzić naszym problemom. Jeden z nich odrywał z kawałków pokrojonej baraniny tłuszcz i zachęcał do jedzenia go, gdyż miało to zagwarantować męskiego potomka :) Ten sam gość kilkadziesiąt razy wykrzyczał, że jego tadżycki organizm wymaga wlewania w siebie wszelkiego alkoholu do dna! Nasze wesołe towarzystwo chciało koniecznie dowiedzieć się także czy będziemy opowiadali po przyjeździe do domu o spotkaniu z nimi. Naprawdę nie zdawali sobie sprawy, że dla nas oni też byli kosmitami!

Następny dzień rozpoczęliśmy od śniadania pełnego w witaminy. Gospodarzowi w sklepie ze zjadliwych rzeczy zostały tylko 2 jajka, puszka szprotów i chińskie parówki, które z jakiegoś powodu miejscowi nazywali holenderskimi. No i była oczywiście herbata. Ten napój u Tadżyków nigdy się nie kończy. Podejrzewam, że mityczny koniec świata nastąpi w dniu, w którym braknie Tadżykom herbaty. 

tadzykistan iskander-kul sniadanie

 

Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na okoliczne wzgórze by zobaczyć drugie jezioro, zwane Jeziorem Żmij. Szkoda tylko, że akurat popsuła się pogoda, gdyż z miejsca oddzielającego Iskander-kul od Jeziora Żmij roztaczają się najładniejsze widoki na góry wokół jeziora.

tadzykistan jezioro zmij

 

Korzystając z brzydkiej pogody zdecydowaliśmy się przemieścić przez Sarwodę i Marguzor w stronę bazy alpinistów Veritikal, położonej w sercu Gór Fan. Jako, że na półkach sklepu gospodarza hulał wiatr postanowił on zawieźć nas do Sarwody i przy okazji zrobić zakupy. Sarwoda okazała się być "malowniczym" miasteczkiem położonym przy głównej drodze:

tadzykistan sarwoda

 

Nie namyślając się długo ruszyliśmy pozwiedzać ten uroczy zakątek ziemi. A tak naprawdę, jedyny cel jaki nam przyświecał to zrobienie jakiś zakupów przed wyjazdem w góry. Szybko okazało się, że nawet na bazarze asortyment był niewiele szerszy niż w sklepiku nad Iskanderkulem. W niemal każdym sklepie w Tadżykistanie (za wyjątkiem Duszanbe) do kupienia jest raptem kilkanaście przedmiotów: ryby w puszkach, cukier pod kilkoma postaciami, szare mydło w kostkach, czasem pieczywo, jajka, mąka, makarony i kasze w workach oraz parę innych drobiazgów. Można wręcz rzec, że za PRLu półki sklepowe wręcz uginały się od towarów, jeśli porównywać to z dzisiejszą prowincją w Tadżykistanie. Na bazarze kupiliśmy trochę warzyw i podrobiony koniak, który miał służyć nam za odkażacz po lokalnych potrawach.

Błyskawicznie znaleźliśmy też terenowy samochód, który zabrał nas w dalszą drogę...

 

 
 

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? - Zapraszamy na FORUM!!! 
Tam zadasz pytanie, na które na pewno ktoś odpowie!

Pomóż nam ulepszyć stronę!

  • Widzisz nieaktualne dane na stronie?
  • Możesz uzupełnić treść artykułów?
  • Chcesz opublikować własny artykuł?

 

Skontaktuj się z nami!

mapa rosja, ukraina

 
Copyright © 2001 - 2016 RosjaPL.info
 
Wszystkie prawa zastrzeżone!