Wróciłam z Ukrainy

Forum o podróżach po Ukrainie. Podobnie jak powyższe forum o Rosji przeznaczone jest ono do rozmów na tematy związane z turystyką.
Teerose
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 11
Rejestracja: śr 25 maja, 2011 13:26

Wrócił‚am z Ukrainy

Post autor: Teerose »

Witam,
2 tygodnie temu wróciłam z wycieczki na Ukrainę zachodnią. Jechało nas 6 osób w VW Multivanie.
Nasza trasa:
Medyka - Wolica (Trzcieniec) postój 3 dniowy u kolegi, w tym czasie wycieczki do następujących miejscowości: Mościska, Gródek Jagielloński, Rudki, Sambor
Wolica - Lwów - Olesko - Podhorce - Poczajów - Wiśniowiec - Zbaraż - Kołodziejówka - Skałat - Satanów - Kamieniec Podolski - Wróbluwce - Żwaniec - Chocim - Krzywcze - Czerniowce - Kołomyja - Jaremcze - Kryłos - Halicz - Lwów - Medyka

Jeśli macie pytania dotyczące tej trasy, zabytków, noclegów itp. służę pomocą.

Awatar użytkownika
fijalkowski
Rzeczywisty Tajny Radca
Rzeczywisty Tajny Radca
Posty: 1332
Rejestracja: śr 08 sie, 2007 17:16
Lokalizacja: Sale, Cheshire (United Kingdom)

Post autor: fijalkowski »

Teerose, prosimy o relacje :)

Teerose
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 11
Rejestracja: śr 25 maja, 2011 13:26

Post autor: Teerose »

Zacznę może od moich obaw, które miałam przed wyjazdem. Pierwszy raz wybrałam się w kierunku wschodnim i w związku z tym naczytałam się i nasłuchałam mnóstwa informacji, które potem zweryfikowało życie. Prosiłam też o pomoc na tym forum i dostałam wiele ciekawych wiadomości i namiarów.

Drogi - faktycznie dziurawe, ale... zapomniał wół, jak cielęciem był... :) Jezdnie są niesamowicie szerokie w porównaniu do naszych, ruch mniejszy zdecydowanie, więc można czasami śmiało jechać środkiem, żeby ominąć dziury na bokach. Nie korzystaliśmy z nawigacji, więc w tym względzie nie pomogę. Do użytku mieliśmy atlas ukraiński wydany przez firmę WOG, dystrybutora paliw. Atlas znakomity z zaznaczonymi dosłownie najmniejszymi wioskami na trasie. Pewnym problemem było poruszanie się w miastach. Obecnie we Lwowie zamknięty jest spory odcinek ulicy Gródeckiej, poza tym ruch i nawierzchnia (chyba taka kostka bazaltowa o niesamowicie nierównej powierzchni) przyprawiały czasami o ból zębów, ale w sumie udało nam się nie zgubić, nikogo nie potrącić, nie zderzyć się z tramwajem lub autem. Dużo trudności mieliśmy też w Kołomyi, ale z Bożą i przede wszystkim ludzką pomocą udało się :D .

Paliwo - tankowaliśmy tylko na stacjach WOG (charakterystyczne żółto-zielone barwy) i mogę je zdecydowanie polecić. Nie ma problemu, żeby znaleźć je na trasie. Kolega, który mieszka na Ukrainie od 10 lat mówił, że można też wybrać Lukoil i OKKO, nie poleca Ukrnaft (kolega jest proboszczem i sami parafianie, którzy pracują na tej stacji, odradzają księdzu korzystanie z ich usług). Paliwo na tych mniejszych stacjach jest często tańsze niż na tych sprawdzonych, ale lepiej nie ryzykować.

Milicja/Policja/DAI
W ciągu 10 dni odnotowaliśmy tylko jedno zatrzymanie, dość przypadkowe, chyba machnięcie pałką było w ostatniej chwili. Pan policjant próbował nas namówić najpierw, że mamy mu dać złotówki, a on wymieni nam na hrywny, potem zażądał dokumentów. Potem pan policjant oświadczył, że mamy mu dać 850 zł (?!), jak zapytałam się za co, to powiedział no to chociaż 100 zł, albo euro, dolary, co tam macie :)). My konsekwentnie mówiliśmy, że mamy tylko hrywny przy sobie. Musieliśmy mu się wydawać dość dziwni. Potem zobaczył jeszcze bagażnik i w końcu machnął ręką. Tak więc nie zapłaciliśmy nawet najmniejszej kopiejki. Kolega ksiądz miał dla nas jedną radę: przestrzegać przepisów, jak nas zatrzymają - nie dawać (no chyba że się złamało przepisy). Co mnie uderzyło na Ukrainie, to niesamowita ilość służb mundurowych, tyle różnych uniformów dawno już nie widziałam (na drodze granatowe i białe mundury). Zatrzymują machnięciem biało-czarnej pałki, w nocy ta pałka podobno świeci się na biało.

c.d.n.
Ostatnio zmieniony czw 04 sie, 2011 11:51 przez Teerose, łącznie zmieniany 1 raz.

Teerose
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 11
Rejestracja: śr 25 maja, 2011 13:26

Post autor: Teerose »

Jeśli idzie o zwyczaje drogowe miejscowych, to przypomniało mi się jeszcze coś. Kolega ksiądz mówił, że nie wyprzedza się konduktu pogrzebowego idącego szosą. A w związku z tym, że kondukt idzie od domu zmarłego do kościoła lub cerkwi (często jest to kilka kilometrów), jak się ma pecha, można się dość długo wlec w ogonku. Ukraińcy często też na widok pogrzebu przystają i wychodzą z auta, bo jest taki przesąd, że na trupa nie można patrzeć przez szybę.

c.d.n.

wybit
Okręgowy Sekretarz
Okręgowy Sekretarz
Posty: 32
Rejestracja: pt 14 sty, 2011 00:07
Lokalizacja: świętokrzyskie

My również wł‚ał›nie wrócilił›my znad Morza Czarnego

Post autor: wybit »

Byliśmy rodziną (2+2) w Oczakowie. Wszystkie ostrzeżenia, które przed wyjazdem studiowałem uznaję za antyreklamę. 2200 km po Ukrainie, po różnych drogach, koło wielu patroli milicji (w tym z radarami), z 1,5m anteną CB na dachu. Nikt nie zatrzymuje. Uważam, że podstawa to nie wyróżniać się z tłumu - tzn. wyłączyć światła mijania, lub włączyć postojowe i halogeny. Tak właśnie jeżdzą miejscowi. Poza tym uprzejmość kierowców jest wielka - migają światłami jeśli "stoją" i dzięki temu zawsze jest czas żeby zwolnić. Na dziury w drogach też jest sposób - najlepiej jechać za Ukraińcem - oni znają i omijają każdą dziurę.
Najgorsze wspomnienia mamy z samej granicy - do Ukr 2,5 godz. z Ukr 3,5 godz. i to bez kolejek do przejścia i żadnej kontroli.
Jeśli ktoś potrzebuje więcej info - służe radą.

Teerose
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 11
Rejestracja: śr 25 maja, 2011 13:26

Post autor: Teerose »

Język - im bliżej granicy polskiej, tym spokojniej mówi się po polsku, wszystko i wszędzie zrozumieją. Kolega ksiądz nie radził mówić po rosyjsku na zachodzie Ukrainy, ale już w Kamieńcu Podolskim nie mieliśmy z tym problemu. W Czerniowcach mieliśmy małą przygodę z naszym językiem ojczystym :) - ochroniarz w dawnej rezydencji metropolitów bukowińskich (dzisiaj uniwersytet) na nasze pytanie po polsku o możliwość wejścia na teren ofuknął nas, że on nie rozumie po polsku - "tu już nie jest Polska"... po czym kazał iść za sobą i zaprowadził do przewodniczki, z którą zwiedziliśmy sobie uniwersytet. Więc chyba jednak nas zrozumiał :D
Dziwna sytuacja zdarzyła się w Skałacie koło Tarnopola - trzy osoby, które zapytałam się o drogę, udawały, że mnie nie słyszą. Czwarta dopadnięta w sklepie przekazała mylące wskazówki. Wiem, że to trąci teorią spiskową, ale podejrzewam, że to było specjalnie :cry: . Poza tym jednym miejscem wszyscy spotkani ludzie byli niesamowicie uprzejmi i życzliwi, niezależnie od tego, po jakiemu się do nich mówiło.

ODPOWIEDZ