Wyprawa czerwcowa po Ukrainie- Lwów,Odessa,Kijów. relacja

Forum wyłącznie dla zamieszczania relacji z podróży
piotrek_g
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 120
Rejestracja: pn 20 sie, 2007 08:33
Lokalizacja: Gdańsk

Wyprawa czerwcowa po Ukrainie- Lwów,Odessa,Kijów. relacja

Post autor: piotrek_g »

Witam
Tydzień temu wróciłem z kolejnej udanej wyprawy na Ukrainę. Zakładam nowy wątek byście mogli sobie poczytać, może jakieś rady czy wskazówki wyciągnąć i by zachęcić do podróżowania. Byliśmy w dwie osoby, ja i moja dziewczyna. Pierwszy raz w tak małym gronie, gdyż dotychczas jeździłem zazwyczaj z grupami znajmoych ( 4-6 osób). Oto moja krótka relacja.
1. Przygotowania
Założyliśmy sobie plan wycieczki Lwów -> Odessa-> Kijów. Podróże pomiędzy miastami zamierzaliśmy odbywać pociągami nocnymi, zatem potrzebne były nam bilety. Szczególnie trudno było zdobyć bilety na pociągi ze Lwowa do Odessy. Kierując się chęcią oszczędności popróbowaliśmy w takim razie serwisu e- kvytok. Na planowany dzień wyjazdu ze Lwowa tj. 21.06.2010 mieliśmy dostępne dwa pociągi : nr 26 Lwów- Odessa i nr 136 Czerniowce- Odessa. Wybraliśmy ten drugi. Dwa miejsca w plackarctnym. Całą procedurę zakupu biletu, płatności i wydrukowania zamówień przeszła praktycznie bez problemu. Jak zadziałało to od razu zamówiliśmy bilety na pociągi Odessa- Kijów i Kijów-Lwów. Wybraliśmy opcje pełnej płatności. Bo kupowaliśmy z tygodniowym wyprzedzeniem , a miejsca w pociągach znikały w tempie 40 na dzień Ryzyk fizyk albo się uda, albo nie. W sensie adrenalinę mieliśmy, czy te zamówienia będą na nas czekać we Lwowie. Udało się bez problemu, choć tak łatwo to drukowanie tych biletów z zamówień młodej kasjerce we Lwowie nie szło. Do każdego zamówienia drukowany jest jakiś kupon potwierdzający odbiór. Podpisujemy go swoim pełnym imieniem i nazwiskiem i nr paszportu i tyle. Wszystko gra. Bardzo dobry sposób, szczególnie dla osób co nie mogą sobie od tak wpaść do Lwowa po bilety, bo mieszkają np. w Gdańsku tak jak my. No i oszczędność ;w końcu 20 hrywien prowizji do biletu, przy tym co biorą pośrednicy to jest jednak nie wygórowana kwota.
2. Granica i dojazd do Lwowa
Dojechaliśmy do Przemyśla po 16 godzinach jazdy pociągiem na 10.54 w sobotę 19.06.2010. Oczywiście z przesiadką, bo w Polsce z Gdańska do Przemyśla nie da się nocą dojechać bezpośrednio. Ot taka kolej. Strasznie zmęczeni, niewyspani i z ciężkimi plecakami postanowiliśmy nie kombinować z przejściem pieszym Medyki, busami, elektriczkami i marszrutkami tylko udaliśmy się na dworzec PKS. Od razu złapał nas ukraiński kierowca autobusu jadącego do Lwowa o 12.00 z Przemyśla. Schowaliśmy plecaki, uff jaka ulga zdjąć to z pleców. Zapłaciliśmy po 25 zł od osoby, ładne kwitki z biletami dostaliśmy ręcznie wypisanymi. W sumie jechało tym kursem 18 osób, w tym 5 Polaków turystycznie. W ogóle to każdemu polecam jechać autobusem. Na granicy bez kolejki przepuszczony wśród wężyka samochodów osobowych i cieżarówek. Karteczki imigracyjne daje kierowca więc wypełnia się je po drodze. Odprawa Polska ok.30 minut, odprawa Ukraińska ok. 30 minut. Raczej bez zastrzeżeń i problemów, poza przyczepieniem się Ukraińskiego Celnika do pewnej Ukrainki co przewoziła z targu z Przemyśla żywe kurczaki. Ale jakoś to załatwili :D Autobus na 16 czasu miejscowego dotarł na Stryjski Awtowagzał. Czyli całość trwała 3 godziny jazdy. Naprawdę, nie wiem czy komukolwiek udało by się szybciej dostać idąc pieszo przez Medykę. Pogoda w Polsce i na granicy fatalna, deszcz lał jak z cebra. Gdzieś w okolicy Gorodoka wyszło jednak już słońce i nie padało już do samego Lwowa. We Lwowie przelotny deszczyk nas złapał, ale powodziowych opadów akurat nie było.
3. Lwów
We Lwowie byłem już 4 raz . Także nic nie sprawiło mi problemu, ani negocjacja ceny z taksówkarzami, ani znalezienie noclegu, ani wyżywienie. Byliśmy do poniedziałku 21.06.2010 do 20.46. Zwiedzaliśmy Centrum, Rynek, wszelkie Kościoły, place itd i Orlęta. Co ciekawe – jedyni żebrujący w tym mieście , którzy nas dopadli to dwie Polskie babcie pod pomnikiem Mickiewicza. I jaka bezczelność, najpierw gadka że jutro wybory i one jadą na Jarka głosować bo „ ruskie nam wybiły elitę w samolocie” a potem bezpośrednio babcia ledwo stojąca na nogach ze starości „ Dajcie jakieś złotówki, zbieramy na wyjazd do Częstochowy. Nie bądźcie skąpi”. Jak na odczepnego dałem 2 hrywny to z wielkim zniesmaczeniem i nadąsaniem „ A złotówek nie macie?” Ciekawe czy wszystkich pod Mickiewiczem spotykają takie atrakcje.
We Lwowie pełno turystów, ludzi, miasto żyje. Chodzą grupki chłopaków przebranych rycerzy po mieście od czasu do czasu walczą pod jakimś pomnikiem (np. pod pomnikiem Króla Daniela Halickiego). Sympatycznie. Można sobie zdjęcie zrobić. Ludzie mili i w porządku. Z ciekawostek to na Cmentarz Łyczakowski kursuje już tramwaj. 2 lata, i 3 lata i 4 lata temu były tylko rozkopane torowisko. Lwów ma swój klimat i moja narzeczona go złapała Mój znajomy ze Lwowa twierdzi teraz, że w kraju źle się dzieję, bandyci nimi rządzą, flotę ruską na 40 lat na Krymie, i w ogóle, że ruskie nam załatwili prezydenta i że z ruskimi to jak z rodziną – najlepiej na zdjęciu i to w środku, bo z boku Cię wytną. Ale on już tak ma- pomarańcza z niego pełną gębą , to jak ma mówić o niebieskich? Ogólnie ceny żywności, noclegów, taksówek, alkoholu czy fajek dla mnie zmieniły się w sposób mało zauważalny. Choć Ukraińcy mówią że trochę ceny wzrosły.
Ważna wskazówka – najlepsze kursy euro i dolca są we Lwowie. Im dalej w Ukrainę tym słabsze. Jeśli zamierzacie jadąc do Odessy czy Krymu wymieniać kasę, to najlepiej większą część we Lwowie. Dla przykładu. Kurs we Lwowie poniedziałek wieczorem za euro 9,73 . Wtorek rano w Odessie – 9,60 hrywien. Przy większej ilości to na jeden obiad, albo taksówkę się uzbiera.
4. Odessa
Miasto rosyjskojęzyczne – fajny morski klimat się czuje wysiadając z pociągu. Mimo iż jest bardzo ciepło, to jednak wilgotność powietrza sprawia, że człowiek lepiej się czuje tam przy 35 stopniach niż w spiekocie w Polsce przy 25. Na peronie obiega nas grupa babuszek oferujących kwatiry i komnaty. Dogadujemy się z jedną z nich. Jedziemy na miejsce taksówką – oczywiście próbuje się targować , choć jestem w Odessie pierwszy raz więc nie wiem gdzie dokładnie pojedziemy, i jak to daleko jest. Trafiamy do domku położonego daleko od Centrum, ale z kolei blisko do plaży – ok. 15 minut z buta. Mamy bardzo dobre warunki, pokój, z osobną kuchnią i łazienką i osobnym wejściem. Ciepła woda całodobowo. Żywimy się sami rzeczami ze sklepów i bazarów.
Odessa jest fajnym miejscem do wypoczynku, inaczej niż w Jałcie gdzie bywałem poprzednio tutaj plaże są piaszczyste a nie kamieniste. Chodzimy na taką dziką plaże, daleko od Centrum i od plaż tzw. „ komercyjnych” tzn. bez dyskotek, barów, hoteli, leżaków, parasoli i innych bud z chipasami i piwem. Nam to odpowiada, przyjechaliśmy się poopalać i pozwiedzać , a nie lansować się po knajpach. Ci co chcieli by trochę zaszaleć polecane są plaże Arkadia, Delfin, Złoty Berek. My byliśmy jeszcze dalej na południe. Generalnie zasada jest taka – im dalej na południe tym lepsza plaża, pod względem czystości morza, mniejszego tłumu. Woda w Morzu Czarnym ciepła i słona super się pływa.
Woda czysta, ludzi mało, głównie jacyś pierwsi turyści z Rosji, plaża bardzo bezpieczna. Można rzeczy zostawić i iść się kąpać i nikt nic nie ukradnie. Na tych „ludniejszych” plażach są specjalne skrytki na rzeczy – Kamery Chranienia. Cały dzień kosztuje chyba 12 hr.
Po plaży warto wybrać się do miasta. My dojeżdżaliśmy tramwajem ( 1 hr), albo marszrutką ( 2 hr). Teoretycznie marszrutki jeżdżą częściej i szybciej, jednak praktycznie jak wjedzie się w korki, to tramwajem jest szybciej. My jechaliśmy do wagzału 37 minut tramwajem, a marszrutką około godziny bo staliśmy w korkach. Warto kupić sobie mapę Odesy by się orientować. Na bazarze można za 10 hr. Od wagzału do Centrum nie sposób nie trafić, wystarczy iść prosto. Nie ważne którą uliczką, dojdzie się albo do Opery, albo do Derbasiwskiej. Zabytki w Odesie są naprawdę fajne, Opera w Odessie jest na pewno najlepsza i najładniejsza z trójki Oper jakie widzieliśmy – lwowskiej, kijowskiej i odesskiej. Choć tamtym dwóm też nic nie brak. Obok Opery schodzi się obok bardzo fajnych fontann do Primorskiego Bulwaru. Mija się Muzeum Archeologiczne, Dom Puszkina, idzie dalej bulwarem do Pomnika Richellieu , można zejść po słynnych Schodach Piotomkowa i pójść na nabrzeże oglądać piękne jachty na które nas nigdy nie będzie stać. Schody są fajne, przyjemnie się po nich chodzi.. Główna spacerowa ulica miasta Derbasiwska jest pełna knajpek, restauracji ale także jest na niej park z pomnikami i fontannami. Jest też ładna fontanna gdzie woda leci w rytm muzyki. Ludzie w Odessie są strasznie mili, chyba taka cecha narodowa Rosjan. Nie było problemów by spytać się o drogę, czy by zrobili nam zdjęcie. Ciekawa cecha Primorskiego Bulwaru to fakt, że jest on raczej takim parkiem do spokojnych spacerów, nie ma tam wielkiego zgiełku typowego dla plażowych miast typu Jałta czy Sopot. Pamiątki można kupić w Centrum, ale wiadomo są drogie. Lepiej na bazarze, który mieści się przy pętli tramwajowej przy Wagzale. Ceny ze 2-3 razy niższe za te same suweniry.
Ogólnie ceny w Odessie są niższe niż na Jałcie, choć jakiś super tanioch nie należy się też spodziewać, trzeba wiedzieć gdzie i jak się poruszać. Nie można dawać się naciągać na różne stawki, lepiej się targować :D Acha i 5 dni w Odessie to zdecydowanie za mało, tam można siedzieć ze 2 tygodnie. My na pewno tam wrócimy jeszcze nie raz. Oczywiście podstawowa znajomość rosyjskiego jest niezbędna :D Miasto ma klimat i duszę. Polecam.
5. Kijów
W Kijowie byłem drugi raz w życiu. Miasto naprawdę robi wrażenie, nie dziwię się dlaczego to tu właśnie odbyć ma się finał Euro-2012. Piękne wielkie ogromne kamienice, piękne cerkwie. Bardzo przyjemnie się tu chodzi. Jest dużo drożej niż we Lwowie czy Odessie, ale wiadomo że to stolica- taniej na pewno niż w Warszawie czy innym Sopocie. Tu żywimy się w Puzatej Chacie. Ceny trochę poszły do góry, ale jedzenie cały czas pyszne. W mieście przybyło trochę pomników :D , bardzo dużo zieleni i motywów kwiatów. Majdan Niezależności to kulturalne centrum Kijowa, pełno ludzi młodych. Fajnie. 2 dni w Kijowie wystarczą wam na zwiedzanie większości rzeczy co należy w Kijowie zwiedzić ( Centrum, Cerkwie , Ławra Pieczarska, Padół) ale okropnie będą bolały was nogi od chodzenia. Wracamy w poniedziałek 28.06.2010 wieczorem pociągiem do Lwowa. Z Kijowa do Lwowa wyjeżdżają dwa takie „ ekskluzywne” pociągi – jeden o 22.00 „ Haliczyzna” i drugi o 22.15 „ Lwów”. Ekskluzywne bo mają całkowicie nowe wagony, plac karty po remoncie, na tabliczkach kierunkowych wagonów kwiatki :D Odkryłem jak wygląda zapełnienie ludzi w tych pociągach „ Lwów” przyjeżdża do Lwowa po 6 rano i jedzie nim większość podróżnych. „Haliczyzna” jest we Lwowie po 7 i jadą nią głównie ludzie do Ternopola. W naszej plackarcie w tym pociągu ciekawe zjawisko. O 4.30 wszyscy się budzą i uciekają z pociągu. Nasza pełna plac karta od Ternopola do Lwowa wiozła z nami 5 osób i prowadziczkę :D Cisza i spokój.
6. Powrót do smutnej szarej Polskiej rzeczywistości
29.06.2010 – data powrotu do Polski. Dojazd okazją z Lwowa do Szengiji i przejście piesze przez Medykę. Po Ukraińskiej stronie nic się nie zmieniło, mała kolejka, pieczątki wbijane sprawnie, kartka imigracyjna zabrana i idziemy do nowego cudownego terminala na samej „kresce mapowej”. Kolejka ok. 10 osób – magiczne bramki wpuszczają po 2-3 osoby i stoją. Nie jest tak źle, choć nie ma wydzielonych kolejek dla turystów i mrówek. Ale nie jest źle, nikt żadnych pretensji, ani złośliwości nie robi. Po wejściu do środka podział jest fajny na „ nic do oclenia” i na „deklaracje” :D Wiadomo że wszyscy deklarują coś, te 2 flaszki i 2 paczki fajek to chyba grzechem by było nie przywieść do Polski. W sumie szybko dość odprawa idzie. Całość przejścia trwa może 45-50 minut. Nie zdecydowaliśmy się na powrót autobusem, bo zdawaliśmy sobie sprawę że pewno będą go rozkręcać – i mieliśmy rację – idąc już po odprawie zauważyliśmy na samochodowym jak Polscy celnicy rozkręcają Ikarusa jadącego do Przemyśla. Dlatego uważam że na Ukrainę warto jechać autobusem, a wracać pieszo przez Medykę. Dotarliśmy do Przemyśla ok. 9.30 polskiego czasu. I tu ciekawostka – Międzynarodowy Pociąg nr 52 wyjeżdża z Kijowa o 20.42 w Przemyślu jest o 9.35. Koszt 75 euro. My wyjechaliśmy z Kijowa pociągiem wewnątrzukraińskim o 22.00 czyli 1,5 godziny później, granice przekraczaliśmy jak w opisie i w Przemyślu byliśmy szybciej od tego pociągu nr 52. Koszt jaki nas wyszedł to ok. 100 zł. Różnica jest chyba znaczna. No chyba że ktoś nie lubi kombinować, ale po co wtedy jechać na Ukrainę?
W Przemyślu na dworcu remont, informacji nie ma. Pani w kasie każe mi albo dzwonić telefonicznie, albo iść do kawiarenki internetowej , sprawdzić na pkp.pl pociągi i wrócić do niej to ona mi bilety sprzeda. No pięknie. Polska. Jak już mieliśmy bilety do Gdańska – czekamy na nasz pociąg- 11.38 – TLK Przemyśl – Poznań . Pociąg jadący przez duże miasta – Rzeszów, Kraków, Katowice i cały Śląsk, Opole i Wrocław. Nie wiem ile tam w sumie mieszka ludzi ale pewno sporo. Podstawia się na peron w Przemyślu – 3 wagony, 2 wagony 2kl i jedna 1kl. Ludzie jakoś się upchnęli, od Jarosławia już stali na korytarzu. Ale to Polska kolej już taka jest. Przyzwyczaiłem się do tego, i niech mnie piorun strzeli jeśli kiedykolwiek powiem złe słowo o plackarcie :D czy jakiejś elektryczce :D
Pozdrawiam . Jak macie pytanie to piszcie
kokardka33
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 130
Rejestracja: wt 24 lut, 2009 20:07

Post autor: kokardka33 »

Ja mam pytanie :ile placiliście za taryfę spod d.stryjskiego na kolejowy?
piotrek_g
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 120
Rejestracja: pn 20 sie, 2007 08:33
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: piotrek_g »

Nie jechaliśmy ze Stryjskiego na Kolejowy bo zostawaliśmy we Lwowie od soboty 19.06 do poniedziałku 21.06. Więc jechaliśmy do naszego noclegu, który mieści się za Centrum, jakieś 2 km za Operą. Ugadaliśmy się na 70 hrywien. W poniedziałek jechaliśmy na Kolejowy - pierwszy raz w życiu z bijącym taksometrem ( zamówienie taksówki zrobiła nam znajoma Ukrainka przez telefon). 15 hrywien na start się płaci i 3 hrywny za każdy przejechany km.
Awatar użytkownika
pwlzeb
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 814
Rejestracja: sob 12 kwie, 2008 18:12
Lokalizacja: Kraków

Post autor: pwlzeb »

Zeby nie zostac oszukanym, najlepiej jest zadzwonic po taxi (numery na drzwiach bocznych, z komorki dodac 0 i kierunkowy miasta). Wtedy kurs jest za licznikiem...
kokardka33
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 130
Rejestracja: wt 24 lut, 2009 20:07

Post autor: kokardka33 »

Dzięki jednak mąż mnie zawozi do Lwowa :lol: :lol: na dworzec :D
zlotto
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 117
Rejestracja: śr 04 lip, 2007 22:02
Lokalizacja: Poznań

Post autor: zlotto »

kokardka33 pisze:Ja mam pytanie :ile placiliście za taryfę spod d.stryjskiego na kolejowy?
Ja jechalem ze Stryjskiego na Kopernika - za 3 osoby plus sporo bagazu taxi-driver wzial bodaj 40hrv. pamietam, ze ukrainka ktora z nami jechala byla oburzona tą ceną.

ew wez marszrutke 18 ktora wbrew niektorym opiniom na forum kursuje normalnie
ODPOWIEDZ