Plażowania nad morzem, którgo nie ma /UZBEKISTAN/

Forum wyłącznie dla zamieszczania relacji z podróży
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Plażowania nad morzem, którgo nie ma /UZBEKISTAN/

Post autor: Giętki »

Relacja usunięta
Ostatnio zmieniony pt 13 wrz, 2013 07:54 przez Giętki, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2335
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba »

Jeszcze nie w tym roku, ale Uzbekistan to jeden z naszych planow na najblizsze lata :mrgreen:

Z twojej relacji wieje tym, co na wyjazdach lubie najbardziej!!! :mrgreen:

Jak czesto trzeba robic na wyjezdzie te rejestracje w hotelu? na kazdy dzien? a jak miejscowi zaprosza do siebie do domu?
Giętki pisze:Wyspa Odrodzenia w 2000 r. przestała już być wyspą. W czasach ZSRR mieścił się tajemniczy poligon doświadczalny broni biologicznej. Istnieje hipoteza, że tragedia mieszkańców Kazachstanu i Uzbekistanu dopiero się rozpoczyna. Różnorodne niezbadane bakterie roznoszone przez wiatr, zwierzęta, ludzi mogą stać się zagładą dla ludności byłych republik sowieckich.
Kurcze, nigdy nie slyszalam o tej wyspie! Ciekawe czy byly tam jakies laboratoria, czy zostaly jakies budynki? Wiesz cos moze wiecej o tym miejscu?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Uzbekistan

Post autor: Giętki »

buba pisze:Jeszcze nie w tym roku, ale Uzbekistan to jeden z naszych planow na najblizsze lata :mrgreen:
Polecam jakbyście potrzebowali jakiejś pomocy organizacyjnej - wal jak w dym :-)
buba pisze:Z twojej relacji wieje tym, co na wyjazdach lubie najbardziej!!! :mrgreen:


Wiem, Buba :wink: od dłuższego czasu czekam z niecierpliwością na Twoje relacje :-) Jakbyś kiedyś planowała wyjazd do Turkmenistanu, daj abcynk :-)
buba pisze:Jak czesto trzeba robic na wyjezdzie te rejestracje w hotelu? na kazdy dzien? a jak miejscowi zaprosza do siebie do domu?
Tu jest problem - najlepiej sama przeczytaj info ze strony mojego współtowarzyszapodróży przez trzy dni:
Wschodni Uzbekistan powitał mnie przyjaźnie, spotkaniem z lokalną tradycją i gościnnymi mieszkańcami. Przyjazd do Taszkentu zmienił to jednak dość szybko. A wszystko to z powodu jednego drobiazgu: obowiązku rejestracji, który dotyczy tu także, a może w szczególności, cudzoziemców.

Ta idiotyczna pozostałość z czasów ZSRR zniesiona została we wszystkich krajach dawnego Sojuza, nawet w Rosji. Uzbekistan jest jednak nadal najbardziej paranoicznym z krajów dawnego imperium i sowieckie zwyczaje mają się tu całkiem dobrze. Jednym z nich jest przymus posiadania przez każdego miejsca, w którym jest zameldowany, nawet gdy przyjeżdża tu jako turysta, z ważną wizą i biletem na powrót do ojczyzny. Obywatele miejsce zameldowania mają wpisane w dokumenty, cudzoziemiec musi zameldować się w miejscu zatrzymania. Meldunek taki, zwany registracją, to zazwyczaj nieduży świstek z nazwą hotelu oraz okresem na jaki się w nim zatrzymuje. Jego brak może spowodować spore kłopoty, w które sam wpakowałem się po przyjeździe, oczywiście z własnej winy.

W Taszkencie zjawiłem się trzeciego dnia po przekroczeniu granicy. W ostatniej chwili, bo dopuszczalny czas przebywania w Uzbekistanie bez rejestracji to właśnie trzy dni. Minąłem hotele w centrum, z pokojami po 200 dolarów noc i znalazłem najtańszy w okolicy hotel Hadra, za jedyne 15 dolarów. Zatrzymałem się tam na jedną tylko noc, by rozeznać się w terenie. Rano byłem umówiony w polskiej ambasadzie na wyrobienie nowego paszportu tymczasowego, na którym mam zamiar wrócić do Polski. Niestety, opłaty w naszych placówkach przyjmowane są jedynie w walucie euro. Kilka godzin straciłem na zdobycie 40 euro, których nie mógł mi legalnie sprzedać żaden bank. Potem całe popołudnie szukałem ambasady. Gdy wszystko udało mi się już załatwić, padając ze zmęczenia powlokłem się do miejskiego parku. Na odbiór dokumentu byłem umówiony nazajutrz, nie chciałem płacić po raz kolejny za hotel, zdecydowałem się więc na noc pod chmurką. Pomysł taki w Uzbekistanie okazał się raczej fatalny. Kiedy tylko znalazłem w okolicy parku zaciszne zarośla, w których mogłem się położyć, zauważyłem, że przebiegającego nade mną wiaduktu (tak, spałem pod mostem!) pilnuje milicjant. Było to dość absurdalne zważywszy, że nocą nie jechało tam nic, a sam przejazd miał może 20 metrów. Przez dwie godziny bałem się poruszyć aby glina mnie nie wyhaczył, a potem prysnąłem korzystając z chwili jego nieobecności. Resztę nocy spędziłem na tyłach jakiegoś meczetu.

Nazajutrz odebrałem paszport i wróciłem do mojego hotelu. I tu zaczął się cyrk.

Aby się zameldować musiałem pokazać paszport z wizą. Niestety, mój nowy dokument był czysty, a wiza znajdowała się w starym. Recepcjonistka widząc dwa dokumenty wytrzeszczyła oczy i mówiąc, że nie rozumie jak można mieć dwa paszport odmówiła przyjęcia mnie. Wkurzony zadzwoniłem na komórkę polskiego konsula, którego miałem okazję poznać kilka godzin wcześniej. Konsulowi udało się przekonać jakoś uzbecką biurokratkę, że to co mam w ręku jest moim dokumentem, a nie jakimś dziwactwem czy fałszywką. Gdy w końcu wzięła moje papiery w garść, dostrzegła nagle, że nie mam meldunku na poprzednią noc.

- Byłeś u nas 2 dni temu. Gdzie masz registrację za wczoraj?

- Nie mam. Byłem za miastem skłamałem.

- No to do widzenia. Bez registracji nie meldujemy.

I tu zaczęły się moje kłopoty. Okazało się, że nie mając meldunku za poprzednią noc, choćby tylko jedną, hotel nie może mnie przyjąć. Szansa na spanie w tym miejscu była już spalona.

Z pomocą przyszedł mi przypadek. Dowiedziałem się, że najtańszy nocleg w stolicy znaleźć można w kamnacie oddycha na dworcu głównym. Trafiłem tam około jedenastej wieczorem, ale wszystkie miejsca były już zajęte. Tutejsza recepcjonista wyglądała jednak na przychylniejszą. Nie miałem wyboru. Kolejną noc spędziłem w krzakach i o ósmej rano zjawiłem się znów na dworcu. Miejsce było i to ponad dwa razy tańsze niż pierwszej nocy. Gęba mi się uśmiechnęła, ale zrzedła gdy usłyszałem:

- Nie masz rejestracji za dwa dni! Gdzie byłeś?

- Yyy... Wyjechałem z miasta

- A bilet masz?

- Nie, gdzieś zapodziałem

- No to sorry

Zatkało mnie, a po chwili zacząłem się kłócić. Jak to możliwe żeby nie można mnie było nigdzie zarejestrować? Jeśli zgubiłem bilet i nie mogę zatrzymać się w żadnym miejscu, kolejnej nocy nie będę miał meldunku już trzecią dobę. Nazajutrz także nikt mnie nie przyjmie, moja zaległość w meldowaniu się będzie rosła czwarta doba, piata i tak dalej. Już do końca nie będę w stanie nigdzie się zatrzymać. Błędne koło! Co mam w takim razie zrobić?

- Idź na dworzec i zdobądź kopię biletu który kupiłeś, będą ją mieli w archiwach.

Akurat, zaraz idę szukać mojego nieistniejącego biletu! Przecież musi być jakiś inny sposób by znaleźć miejsce do spania i zarejestrować się! Recepcjonistka wysłała mnie do dworcowego biura meldunkowego OVIR, ale tamtejszy urzędnik był jeszcze mniej przychylny. Znajdź bilet lub kwitek z hotelu, inaczej do widzenia. Byłem w kropce.

Jak to często bywa, z pomocą przyszło mi szczęście. Tym razem zjawiło się pod postacią Polaka, Dominika, który pojawił się obok mnie przy recepcji, by przedłużyć pobyt w pokoju. Wspólnie zaczęliśmy myśleć, jak wydobyć mnie z tej farsy. Na początek mój rodak wpadł na pomysł, że użyje jednego ze swoich biletów, szczęśliwym trafem wypisanego ręcznie. Kupiliśmy na szybko czarny długopis i delikatnie podrobiliśmy na nim datę. Z tak wykonanym falsyfikatem Dominik udał się do OVIR-u, by zapytać się, niby w swoim imieniu czy taki dokument jest wystarczający by zastąpić meldunek. Niestety, konduktor w prowincjonalnym pociągu wydał mu bilet na blankiecie dziecięcym, w związku z czym ani obsługa hotelu, ani urzędas w biurze meldunkowym nie chcieli łyknąć tej ściemy. Czułem, że nad moją głową zbierają się ciemne chmury.

Gdzieś w tym zamieszaniu zwróciliśmy uwagę, że może dałoby się sfałszować mój ostatni meldunek z hotelu Hadra;. Brakowało mi dwóch nocy, ale niezbyt wyraźna trójka na blankiecie mogła od biedy uchodzić za piątkę, wystarczyło niebieskim długopisem doprawić maleńka poprzeczkę. Recepcjonistka uznała to za dobry pomysł, ponieważ jednak widział mnie już facet w biurze, który podobno kontroluje od czasu do czasu gości w dworcowych pokojach, nie chciała ryzykować. Dominik ponownie przeszedł się na dworzec i wrócił z naczelnikiem, który po krótkiej wymianie zdań poprosił nas obu do biura. Zrobiło nam się niewyraźnie, bo nasza ściema zaczynała być widoczna jak na dłoni, postanowiłem jednak grac do końca. Tym razem w OVIR siedział szef biura meldunkowego. Usiadłszy przed nim powtórzyłem moją historię o zgubionym bilecie (o sfałszowany bilet Dominika na szczęście nikt nie pytał) po czym rozpaczliwym głosem zacząłem pytać go, jak mam teraz zatrzymać się gdziekolwiek, skoro żaden hotel nie zechce mnie przyjąć przez resztę miesiąca. Odegrałem przy tym scenę potwornego zdenerwowania. Było to trochę idiotyczne, ale wyczerpał się mój arsenał pomysłów. Moje aktorskie umiejętności zostały docenione. Widząc, że mam zamiar dostać zawału lub padaczki szef OVIR-u przekazał obsłudze hotelu, że można mnie przyjąć.

- Na polecenie biura OVIR?; służbiście upewniła się recepcjonistka, a gdy skończyła rozmawiać zwróciła się do mnie:

- Ty głupku, od początku trzeba było sfałszować ten blankiet. Piątka zamiast trójki i przyjęła bym cię bez piśnięcia. Po co łaziłeś do tego faceta?; bez zwracania uwagi na moje dwa paszporty wręczyła mi kwitek zaświadczający, że zostałem zameldowany w kamnatach oddycha dworca w Taszkencie na następną dobę. Przez kolejne dni przekonałem się, że kobiety tam pracujące były naprawdę równymi babkami! Podziękowałem Dominikowi i jej.

Od tego momentu pilnuję jak oka w głowie uzbeckiej rejestracji, a okładka mojego paszportu pęcznieje od kolejnych kwitków zbieranych w dworcowym hotelu.

Jeśli trafisz kiedyś do Uzbekistanu nie lekceważ tego drobiazgu. Brak jednego świstka może znacząco utrudnić późniejsze życie. Teoretycznie kwity; powinny być sprawdzane na granicy, a za brak meldunku wymierzana jest surowa kara (czytaj: płacisz 200 dolarów łapówki). Na lotniskach rzadko ktoś na nie patrzy, w pociągach częściej. Wypadki chodzą po ludziach, więc warto więc mieć przynajmniej kilka. Nawet jeśli nie na granicy, uratują Twoją skórę, gdy będziesz chciał zatrzymać się w hotelu.

Co ciekawe, poza Taszkentem nie pytano mnie o rejestrację, w jednym hotelu meldunek dostałem od ręki, bez żadnych pytań. Był to jednak wyjątek. Nawet przy zakupie biletów kolejowych zapytano mnie raz czy dwa o ten idiotyczny świstek. Kolekcjonuję więc teraz każdy papierek i bilet zaświadczający o tym gdzie przebywałem minionej nocy. I czuję się jak w Korei Północnej, gdzie na wyjazd poza miejsce zamieszkania potrzebna jest oficjalna zgoda.

Zastanawiałem się przy tym jak rozwiązują problem meldunku rowerzyści śpiący pod namiotem i jadący po kilka dni z jednego miejsca w drugie? I podróżujący samochodami camperami? W przypadku tych ostatnich oficjalna wytyczna brzmi: możesz spać w camperze, jeśli zatrzymasz się na hotelowym parkingu i zameldujesz w hotelu. Choć w ten szczyt idiotyzmu trudno uwierzyć, jest to oficjalne stanowisko uzbeckich władz. O rowerzystach nie mam informacji. Może należałoby poprosić naszą ambasadę o wysłanie oficjalnego zapytania do uzbeckiego MSW&A.

Mimo tego wiele osób podróżuje przez ten kraj, także rowerami. Ciekaw jestem jakie są Wasze doświadczenia z obowiązkiem rejestracji. I co robiliście jadąc przez niego na swoich dwóch kółkach?

źródło: http://www.shangri.pl
Podług mnie jest to problem dość duży. Czasem spotykaliśmy ludzi różnych narodowości, głównie posiadających większy budżet aniżeli my :-) Którzy np. specjalnie kupowali noc w hotelu aby mieć ten świstek... Tak naprawdę później spali za pomocą couchsurfing :-p
buba pisze:Kurcze, nigdy nie slyszalam o tej wyspie! Ciekawe czy byly tam jakies laboratoria, czy zostaly jakies budynki? Wiesz cos moze wiecej o tym miejscu?
Wiesz moja opinia zaczerpnięta jest przede wszystkim od miejscowych. Oraz potwierdzona jednym z naukowych artykułów - ze studiów. Jak znajdę to Ci podeślę na priva i tyle :-) Natomiast najprościej wrzuć do matki wiki... i też tam jakieś info jest. Osobiście spotkałem w Mujnaku bardzo dobrze wykształconego Uzbeka on wspomniał mi o niej. Też niewiele wcześniej wiedziałem . Po powrocie po prostu szperałem w necie i książkach tematycznych o Jeziorze Aralskim, od czasu do czasu można coś niecoś odszukać :-)

Co do budynków i budowli... nie wiem. Jednakże wydaje mi się, że jest to miejsce niemalże niedostępne dla ruchu turystycznego...
Dracid
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 515
Rejestracja: pn 23 lip, 2012 13:06
Lokalizacja: Polska

Post autor: Dracid »

Z czym dokładnie są Twoje problemy przy uzyskaniu wizy do Turkmenistanu? Znane są mi kryteria otrzymania wizy turystycznej (uzyskanie zaproszenia, co wiąże się z wykupieniem przewodnika na cały pobyt - koszt około 100 EUR za dobę) i konieczność nocowania w oficjalnym hotelu. Z tranzytową są mniejsze kłopoty - można spać, gdzie się chce, ale trzeba pilnować się - ze względu na punkty kontrolne - najkrótszej trasy między jednym punktem granicznym a drugim.

Jaki kłopot jest w Twoim przypadku? Dzięki z góry za odpowiedź.

Turkmenistan mam w planach na ten rok lub przyszły, jakby kto pytał.
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Post autor: Giętki »

Dracid pisze:Z czym dokładnie są Twoje problemy przy uzyskaniu wizy do Turkmenistanu? Znane są mi kryteria otrzymania wizy turystycznej (uzyskanie zaproszenia, co wiąże się z wykupieniem przewodnika na cały pobyt - koszt około 100 EUR za dobę) i konieczność nocowania w oficjalnym hotelu. Z tranzytową są mniejsze kłopoty - można spać, gdzie się chce, ale trzeba pilnować się - ze względu na punkty kontrolne - najkrótszej trasy między jednym punktem granicznym a drugim.

Jaki kłopot jest w Twoim przypadku? Dzięki z góry za odpowiedź.

Turkmenistan mam w planach na ten rok lub przyszły, jakby kto pytał.
No właśnie problem polega na tym, że ja staram się o zaproszenie od osoby prywatnej :-).
Inaczej poległbym w kosztach. Próbuje zdobyć wizę typu gościnnego...

Przewodnik w najtańszym polskim biurze kosztuje 30$ za całą grupę na terenie Aszchabadu + ewentualny wyjazd 70$ czyli łącznie daje to tak jak napisałeś sto. Tylko nie dolarów a euro :-) Dalej hotel, itp. Wiesz nie stać mnie na takie wakacje :-)

Tranzytową opcję znam - tylko 5 dni to trochę mało, aby cokolwiek tam zobaczyć. A opcja 5-dniowa wcale nie jest pięciodniową. Dlaczego? Większość przejść turkmeńskich w interesujących mnie kierunkach tranzytu (Iran) nie jest całodobowa. Ponadto wizę do 120 godzin otrzymuje się chyba tylko przy wyborze wariantu - promem, ze względu na nieregularność kursowania :-) - opinia zasłyszana w Konsulacie :-)

Jeśli nic nie wykombinuje do lipca, sierpnia. To będę rozważał wyjazd do Turkmeni tranzytem (Persja-Azerbejdżan). Może na miejscu uda się złapać jakieś kontakty na przyszłość :-) to jest mój problem :-)
marlog
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 13
Rejestracja: ndz 06 sty, 2013 16:41
Lokalizacja: Niemcy

Re: Plażowanie nad "morzem", którego nie ma \ UZBE

Post autor: marlog »

Mujnak było wspaniałą przygodą, ale także smutnym dowodem tragedii ekologicznej. Każdemu podróżnikowi radzę aby zadał sobie trud dotarcia tutaj, gdyż będzie to Uzbekistan inny niż znany z antycznych miast Jedwabnego Szlaku.

Giętki vel Gibki :-)[/quote]
Gratuluję opisu i wspaniałej przygody..
Kierunek wschodni jest niepopularny, po Wilnie w następnym miesiącu realizuję moje życiowe marzenie Lwów, moja Pani stwierdziła, że Egipt jest cieplejszy i tańszy...
pozdrawiam..
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Re: Plażowanie nad "morzem", którego nie ma \ UZBE

Post autor: Giętki »

marlog pisze:Mujnak
Gratuluję opisu i wspaniałej przygody..
Kierunek wschodni jest niepopularny, po Wilnie w następnym miesiącu realizuję moje życiowe marzenie Lwów, moja Pani stwierdziła, że Egipt jest cieplejszy i tańszy...
pozdrawiam..
Dzięki to prawda. Wschód jest niepowtarzalny ze względu na ludzi. Ale to oczywista, oczywistość dla społeczności tego forum :wink: Życzę jak najszybszego odwiedzenia Lwowa.

A co do Egiptu? To chyba też nie jest to głupie - jeszcze teraz. Oczywiście tylko i wyłącznie samemu, bez biura. Niepewna sytuacja polityczna powoduje, że ceny usług turystycznych spadły drastycznie na korzyść dla wyprawowiczów :-) A pod piramidami wreszcie mało turystów z grubym portfelem...

Ale mimo wszystko polecam - Ukrainę, hehehe :wink:
Dracid
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 515
Rejestracja: pn 23 lip, 2012 13:06
Lokalizacja: Polska

Post autor: Dracid »

Uzbekistan jest jednym z nielicznych na Ziemi państw podwójnie odciętym od morza, oznacza to że także żadne z sąsiadujących państw nie posiada dostępu do morza
Taka ciekawostka. Są dwa takie państwa: Uzbekistan właśnie i Liechtenstein. Natomiast na terenie Uzbekistanu znajduje się mała enklawa należąca do Kirgizji, która jest - biorąc pod uwagę powyższe - jedynym potrójnie odciętym od morza obszarem/państwem.
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2335
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba »

Giętki pisze: Polecam jakbyście potrzebowali jakiejś pomocy organizacyjnej - wal jak w dym :-)
Tak na poczatek- gdzie mozna kupic jakas porzadna mape Uzbekistanu? Czy kojarzysz jakis przewodnik po Uzbekistanie w jezyku polskim lub rosyjskim? Wiem ze jest jeden po angielsku ale musialabym go chyba oddac do tlumacza albo stracic pol roku na czytanie ;)

Giętki pisze: Wiesz moja opinia zaczerpnięta jest przede wszystkim od miejscowych. Oraz potwierdzona jednym z naukowych artykułów - ze studiów. Jak znajdę to Ci podeślę na priva i tyle
Bede wdzieczna za jakies informacje!!!

No przypuszczam ze jest to miejsce mocno pilnowane.. Nawet jakby nie bylo to bym sie zapewne bała tam pojechac.. Acz przypomnial mi sie jedna fotorelacja ze strony English Russia czy jakos tak- a byly tam foty z jakiegos opuszczonego laboratorium pelnego m.in. zwierzecych mutantow w słojach, jakis probek i pancernych drzwi.. Jakos mi sie tak te zdjecia przypomnialy jak przeczytalam o tej wyspie... (ale jakos nie umiem teraz tej stronki znalezc...
Giętki pisze: Tu jest problem - najlepiej sama przeczytaj info ze strony mojego współtowarzyszapodróży przez trzy dni:
Troche mnie zmartwiles.. Nawet nie o kase chodzi ale o wolnosc, bo co- spotkasz ludzi i nawet jak cie zaprosza nie mozesz u nich spac? smutne.. Moze chociaz mozna znalezc tam klimatyczne hotele (takie calkiem z poprzedniej epoki? Bo ja ogolnie nawet nie mam wstretu do spania w hotelach- byle byly to hotele odpowiedniej klasy :-P
Giętki pisze:Jakbyś kiedyś planowała wyjazd do Turkmenistanu, daj abcynk :-)
Poki co w tym roku jest juz plan- Armenia i Karabach!
A Turkmenistan... Marzy mi sie kiedys tam pojechac- choc pewnie wczesniej wybiore sie do Uzbekistanu bo chyba latwiej mimo wszystko.. Acz zycie czasem bywa nieprzewidywalne.. Ale marzy mi sie bardzo to miejsce:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kara_Bogaz_Go%C5%82
Bo sobie kiedys przeczytalam w ksiazce Pałkiewicza (chyba w ksiazce "Pasja zycia" to bylo- o poldzikich "kopalniach" soli w tej zatoce i klimat niezly!

A szczerze mowiac to tak troche bylam tam kiedys.. W bardzo dawnych czasach, ponad 30 lat temu...I w Taszkiencie i w Aszchabadzie i w Duszanbe, Buchara, Samarkanda (do Chiwy nie wpuscili.... Jakies 8 miesiecy przed urodzeniem tam bylam :lol: wiec niewiele pamietam ;) (moze stad mi sie wzial pociag do wschodu? ;)
Zdjecia tez marne bo odbijane na papier z wyblaknietych slajdow, a potem skanowane - wiec "mocno stracily na jakosci".. Poza tym kazda wycieczka miala wtedy "aniola stroza" i nie wszedzie pozwalano zdjecia robic.. Ale uwielbiam sluchac wspomnien z tamtej wycieczki... Miesiac czasu, 6 republik, latanie kukuryźnikami z kozami i plonacym bakiem, ech... :D
https://picasaweb.google.com/buba.dawno ... ublikiZSRR
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/
Dracid
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 515
Rejestracja: pn 23 lip, 2012 13:06
Lokalizacja: Polska

Post autor: Dracid »

Ale marzy mi sie bardzo to miejsce:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kara_Bogaz_Go%C5%82
Jakbyś mi w myślach czytała. Mam parcie na zwiedzenie Turkmenistanu i przejazd bezpośrednio do Kazachstanu mierzeją między podaną zatoką a Morzem Kaspijskim.

Co do przewodnika po Uzbekistanie, to mam Central Asia z Lonely Planet, tyle że wydane dwa lata temu, więc mogło stracić nieco na aktualności. Z innych znam tylko wydawnictwo Odyssey:

LINK
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Uzbekistan

Post autor: Giętki »

buba pisze:Tak na poczatek- gdzie mozna kupic jakas porzadna mape Uzbekistanu? Czy kojarzysz jakis przewodnik po Uzbekistanie w jezyku polskim lub rosyjskim? Wiem ze jest jeden po angielsku ale musialabym go chyba oddac do tlumacza albo stracic pol roku na czytanie ;)
Cześć, co do mapy. Współtowarzysz podróży kupił na allegro mapę Centra Asia. Nie jest jakaś super szczegółowa ale daje radę. Spokojnie można wytłumaczyć miejscowym, co? gdzie? i jak? :-)
Ja natomiast korzystałem podczas wyprawy z ciekawej publikacji - Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa:

Obrazek

Jeśli interesuje Cię taka tematyka polecam, dużo w Uzbekistanie jest polskich cmentarzy wojennych (i nie tylko tam) za czasów stacjonowania tam wojsk gen. Andersa.

Ponadto wyżej wymieniony przewodnik LP. Też jestem słabiutki z angielskiego, ale słowa klucz zawsze można jakoś rozkminić bez pomocy tłumacza :wink:
buba pisze:Troche mnie zmartwiles.. Nawet nie o kase chodzi ale o wolnosc, bo co- spotkasz ludzi i nawet jak cie zaprosza nie mozesz u nich spac? smutne.. Moze chociaz mozna znalezc tam klimatyczne hotele (takie calkiem z poprzedniej epoki? Bo ja ogolnie nawet nie mam wstretu do spania w hotelach- byle byly to hotele odpowiedniej klasy :-P
Dlatego najlepszą opcja jest jak najwięcej "podróżować" :wink:. Zamiast registracji hotelowej możesz także pokazywać bilety na pociąg czy autobus. Dobrym wyjściem jest jazda od miast do miasta nocnymi pociągami. Sprawa wówczas wydaje się o tyle prosta, że np. kupujesz bilet Samarkanda- Taszkent (wyjazd o 02:30 w Taszkencie 07:00 a.m - to przykład). Na granicy masz, alibi - przecież nie opłacało się kupować noclegu? :wink: Resztę nocy, czy dnia śpisz na łonie natury, heheeh. Zaoszczędzasz za noclegi - a wiadomo, że mało jest bardziej integracyjnych miejsc niż pociąg :wink:

Hotele są różne - w Taszkencie polecam komnaty oddycha na dworcu głównym,

nad Jeziorem Aralskim - tutaj noclowaliśmy. Dość klimatyczne miejsce jak i całe miasteczko:

Obrazek

Obrazek

W Bucharze czy Samarkandzie roji się od turystów - dlatego bardzo zróżnicowana jest baza noclegowa. Grunt to dobrze się targować :wink:. Te najbardziej klimatyczne to prawdopodobnie wszędzie poza Chivą, Samarkandą i Bucharą.

W Bucharze po półgodzinnym targowaniu udało nam się wynająć nocleg za jakieś 6$. Ale nocleg z klimatyzacją i dużą ilość turystów anglojęzycznych.
Zawsze w takich miejscach znajdzie się osoba niczym Kurtz z "Jądra ciemności"? kojarzycie? Jest to zazwyczaj Angol lub Australijczyk, który przyjechał tutaj rowerem... Siedzi tydzień i opowiada o swoich przygodach z niezrozumiałym dla nas akcentem :wink:
Ale z nim się nie rozmawia, jego się po prostu słucha :wink:

Obrazek

Ja taki klimatyczny hotel ze "staraj epoki" widziałem w Kolhozabadzie (Tadżykistan). Szyb w oknach - brak, toalet -brak, wody-brak, recepcjonista, aktualnie - zaraz wracam :wink:.
Tylko tam akurat spaliśmy w gościnie u ludzi i nie było potrzeby "szarpnąć" się na hotel :wink:.

buba pisze:Poki co w tym roku jest już plan- Armenia i Karabach!
A Turkmenistan... Marzy mi sie kiedys tam pojechac- choc pewnie wczesniej wybiore sie do Uzbekistanu bo chyba latwiej mimo wszystko.. Acz zycie czasem bywa nieprzewidywalne.. Ale marzy mi sie bardzo to miejsce:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kara_Bogaz_Go%C5%82
Bo sobie kiedys przeczytalam w ksiazce Pałkiewicza (chyba w ksiazce "Pasja zycia" to bylo- o poldzikich "kopalniach" soli w tej zatoce i klimat niezly!

A szczerze mowiac to tak troche bylam tam kiedys.. W bardzo dawnych czasach, ponad 30 lat temu...I w Taszkiencie i w Aszchabadzie i w Duszanbe, Buchara, Samarkanda (do Chiwy nie wpuscili.... Jakies 8 miesiecy przed urodzeniem tam bylam :lol: wiec niewiele pamietam ;) (moze stad mi sie wzial pociag do wschodu? ;)
Zdjecia tez marne bo odbijane na papier z wyblaknietych slajdow, a potem skanowane - wiec "mocno stracily na jakosci".. Poza tym kazda wycieczka miala wtedy "aniola stroza" i nie wszedzie pozwalano zdjecia robic.. Ale uwielbiam sluchac wspomnien z tamtej wycieczki... Miesiac czasu, 6 republik, latanie kukuryźnikami z kozami i plonacym bakiem, ech... :D
https://picasaweb.google.com/buba.dawno ... ublikiZSRR
Ale odlschool... fantastyczne zdjęcia! Kozak, serio! :wink: Klimat godyny podziwu nawet dzisiaj :wink:

Gratuluje wyprawy. Teraz dublujesz kraje już po urodzeniu :wink:

Natomiast miejsce, które zapodałaś w linku to też moje marzenie zaraz obok: http://www.joemonster.org/art/8956/Chce ... ta_piekiel_

Nasza wypraw w ty roku to Uzbekistan łączony z Tadżykistanem. Kiedy nie uzyskaliśmy wizy do Turkmenii. Ale jakoś złapałem inspirację na napisanie relacji znad Jeziora Aralskiego. Za parę dni wrzucę jeszcze Kirgistan (trzy lata temu - tylko musze ją odkopać :wink: ).
pietia
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 3079
Rejestracja: sob 27 cze, 2009 10:02
Lokalizacja: PL/UA/BY

Post autor: pietia »

Giętki pisze: Tu jest problem - najlepiej sama przeczytaj info ze strony mojego współtowarzyszapodróży przez trzy dni:

Cytat:
Wschodni Uzbekistan powitał mnie przyjaźnie, spotkaniem z lokalną tradycją i gościnnymi mieszkańcami. Przyjazd do Taszkentu zmienił to jednak dość szybko. A wszystko to z powodu jednego drobiazgu: obowiązku rejestracji, który dotyczy tu także, a może w szczególności, cudzoziemców.

Ta idiotyczna pozostałość z czasów ZSRR zniesiona została we wszystkich krajach dawnego Sojuza, nawet w Rosji. Uzbekistan jest jednak nadal najbardziej paranoicznym z krajów dawnego imperium i sowieckie zwyczaje mają się tu całkiem dobrze. Jednym z nich jest przymus posiadania przez każdego miejsca, w którym jest zameldowany, nawet gdy przyjeżdża tu jako turysta, z ważną wizą i biletem na powrót do ojczyzny. Obywatele miejsce zameldowania mają wpisane w dokumenty, cudzoziemiec musi zameldować się w miejscu zatrzymania. Meldunek taki, zwany registracją, to zazwyczaj nieduży świstek z nazwą hotelu oraz okresem na jaki się w nim zatrzymuje. Jego brak może spowodować spore kłopoty, w które sam wpakowałem się po przyjeździe, oczywiście z własnej winy.

W Taszkencie zjawiłem się trzeciego dnia po przekroczeniu granicy. W ostatniej chwili, bo dopuszczalny czas przebywania w Uzbekistanie bez rejestracji to właśnie trzy dni. Minąłem hotele w centrum, z pokojami po 200 dolarów noc i znalazłem najtańszy w okolicy hotel Hadra, za jedyne 15 dolarów. Zatrzymałem się tam na jedną tylko noc, by rozeznać się w terenie. Rano byłem umówiony w polskiej ambasadzie na wyrobienie nowego paszportu tymczasowego, na którym mam zamiar wrócić do Polski. Niestety, opłaty w naszych placówkach przyjmowane są jedynie w walucie euro. Kilka godzin straciłem na zdobycie 40 euro, których nie mógł mi legalnie sprzedać żaden bank. Potem całe popołudnie szukałem ambasady. Gdy wszystko udało mi się już załatwić, padając ze zmęczenia powlokłem się do miejskiego parku. Na odbiór dokumentu byłem umówiony nazajutrz, nie chciałem płacić po raz kolejny za hotel, zdecydowałem się więc na noc pod chmurką. Pomysł taki w Uzbekistanie okazał się raczej fatalny. Kiedy tylko znalazłem w okolicy parku zaciszne zarośla, w których mogłem się położyć, zauważyłem, że przebiegającego nade mną wiaduktu (tak, spałem pod mostem!) pilnuje milicjant. Było to dość absurdalne zważywszy, że nocą nie jechało tam nic, a sam przejazd miał może 20 metrów. Przez dwie godziny bałem się poruszyć aby glina mnie nie wyhaczył, a potem prysnąłem korzystając z chwili jego nieobecności. Resztę nocy spędziłem na tyłach jakiegoś meczetu.

Nazajutrz odebrałem paszport i wróciłem do mojego hotelu. I tu zaczął się cyrk.

Aby się zameldować musiałem pokazać paszport z wizą. Niestety, mój nowy dokument był czysty, a wiza znajdowała się w starym. Recepcjonistka widząc dwa dokumenty wytrzeszczyła oczy i mówiąc, że nie rozumie jak można mieć dwa paszport odmówiła przyjęcia mnie. Wkurzony zadzwoniłem na komórkę polskiego konsula, którego miałem okazję poznać kilka godzin wcześniej. Konsulowi udało się przekonać jakoś uzbecką biurokratkę, że to co mam w ręku jest moim dokumentem, a nie jakimś dziwactwem czy fałszywką. Gdy w końcu wzięła moje papiery w garść, dostrzegła nagle, że nie mam meldunku na poprzednią noc.

- Byłeś u nas 2 dni temu. Gdzie masz registrację za wczoraj?

- Nie mam. Byłem za miastem skłamałem.

- No to do widzenia. Bez registracji nie meldujemy.

I tu zaczęły się moje kłopoty. Okazało się, że nie mając meldunku za poprzednią noc, choćby tylko jedną, hotel nie może mnie przyjąć. Szansa na spanie w tym miejscu była już spalona.

Z pomocą przyszedł mi przypadek. Dowiedziałem się, że najtańszy nocleg w stolicy znaleźć można w kamnacie oddycha na dworcu głównym. Trafiłem tam około jedenastej wieczorem, ale wszystkie miejsca były już zajęte. Tutejsza recepcjonista wyglądała jednak na przychylniejszą. Nie miałem wyboru. Kolejną noc spędziłem w krzakach i o ósmej rano zjawiłem się znów na dworcu. Miejsce było i to ponad dwa razy tańsze niż pierwszej nocy. Gęba mi się uśmiechnęła, ale zrzedła gdy usłyszałem:

- Nie masz rejestracji za dwa dni! Gdzie byłeś?

- Yyy... Wyjechałem z miasta

- A bilet masz?

- Nie, gdzieś zapodziałem

- No to sorry

Zatkało mnie, a po chwili zacząłem się kłócić. Jak to możliwe żeby nie można mnie było nigdzie zarejestrować? Jeśli zgubiłem bilet i nie mogę zatrzymać się w żadnym miejscu, kolejnej nocy nie będę miał meldunku już trzecią dobę. Nazajutrz także nikt mnie nie przyjmie, moja zaległość w meldowaniu się będzie rosła czwarta doba, piata i tak dalej. Już do końca nie będę w stanie nigdzie się zatrzymać. Błędne koło! Co mam w takim razie zrobić?

- Idź na dworzec i zdobądź kopię biletu który kupiłeś, będą ją mieli w archiwach.

Akurat, zaraz idę szukać mojego nieistniejącego biletu! Przecież musi być jakiś inny sposób by znaleźć miejsce do spania i zarejestrować się! Recepcjonistka wysłała mnie do dworcowego biura meldunkowego OVIR, ale tamtejszy urzędnik był jeszcze mniej przychylny. Znajdź bilet lub kwitek z hotelu, inaczej do widzenia. Byłem w kropce.

Jak to często bywa, z pomocą przyszło mi szczęście. Tym razem zjawiło się pod postacią Polaka, Dominika, który pojawił się obok mnie przy recepcji, by przedłużyć pobyt w pokoju. Wspólnie zaczęliśmy myśleć, jak wydobyć mnie z tej farsy. Na początek mój rodak wpadł na pomysł, że użyje jednego ze swoich biletów, szczęśliwym trafem wypisanego ręcznie. Kupiliśmy na szybko czarny długopis i delikatnie podrobiliśmy na nim datę. Z tak wykonanym falsyfikatem Dominik udał się do OVIR-u, by zapytać się, niby w swoim imieniu czy taki dokument jest wystarczający by zastąpić meldunek. Niestety, konduktor w prowincjonalnym pociągu wydał mu bilet na blankiecie dziecięcym, w związku z czym ani obsługa hotelu, ani urzędas w biurze meldunkowym nie chcieli łyknąć tej ściemy. Czułem, że nad moją głową zbierają się ciemne chmury.

Gdzieś w tym zamieszaniu zwróciliśmy uwagę, że może dałoby się sfałszować mój ostatni meldunek z hotelu Hadra;. Brakowało mi dwóch nocy, ale niezbyt wyraźna trójka na blankiecie mogła od biedy uchodzić za piątkę, wystarczyło niebieskim długopisem doprawić maleńka poprzeczkę. Recepcjonistka uznała to za dobry pomysł, ponieważ jednak widział mnie już facet w biurze, który podobno kontroluje od czasu do czasu gości w dworcowych pokojach, nie chciała ryzykować. Dominik ponownie przeszedł się na dworzec i wrócił z naczelnikiem, który po krótkiej wymianie zdań poprosił nas obu do biura. Zrobiło nam się niewyraźnie, bo nasza ściema zaczynała być widoczna jak na dłoni, postanowiłem jednak grac do końca. Tym razem w OVIR siedział szef biura meldunkowego. Usiadłszy przed nim powtórzyłem moją historię o zgubionym bilecie (o sfałszowany bilet Dominika na szczęście nikt nie pytał) po czym rozpaczliwym głosem zacząłem pytać go, jak mam teraz zatrzymać się gdziekolwiek, skoro żaden hotel nie zechce mnie przyjąć przez resztę miesiąca. Odegrałem przy tym scenę potwornego zdenerwowania. Było to trochę idiotyczne, ale wyczerpał się mój arsenał pomysłów. Moje aktorskie umiejętności zostały docenione. Widząc, że mam zamiar dostać zawału lub padaczki szef OVIR-u przekazał obsłudze hotelu, że można mnie przyjąć.

- Na polecenie biura OVIR?; służbiście upewniła się recepcjonistka, a gdy skończyła rozmawiać zwróciła się do mnie:

- Ty głupku, od początku trzeba było sfałszować ten blankiet. Piątka zamiast trójki i przyjęła bym cię bez piśnięcia. Po co łaziłeś do tego faceta?; bez zwracania uwagi na moje dwa paszporty wręczyła mi kwitek zaświadczający, że zostałem zameldowany w kamnatach oddycha dworca w Taszkencie na następną dobę. Przez kolejne dni przekonałem się, że kobiety tam pracujące były naprawdę równymi babkami! Podziękowałem Dominikowi i jej.

Od tego momentu pilnuję jak oka w głowie uzbeckiej rejestracji, a okładka mojego paszportu pęcznieje od kolejnych kwitków zbieranych w dworcowym hotelu.

Jeśli trafisz kiedyś do Uzbekistanu nie lekceważ tego drobiazgu. Brak jednego świstka może znacząco utrudnić późniejsze życie. Teoretycznie kwity; powinny być sprawdzane na granicy, a za brak meldunku wymierzana jest surowa kara (czytaj: płacisz 200 dolarów łapówki). Na lotniskach rzadko ktoś na nie patrzy, w pociągach częściej. Wypadki chodzą po ludziach, więc warto więc mieć przynajmniej kilka. Nawet jeśli nie na granicy, uratują Twoją skórę, gdy będziesz chciał zatrzymać się w hotelu.

Co ciekawe, poza Taszkentem nie pytano mnie o rejestrację, w jednym hotelu meldunek dostałem od ręki, bez żadnych pytań. Był to jednak wyjątek. Nawet przy zakupie biletów kolejowych zapytano mnie raz czy dwa o ten idiotyczny świstek. Kolekcjonuję więc teraz każdy papierek i bilet zaświadczający o tym gdzie przebywałem minionej nocy. I czuję się jak w Korei Północnej, gdzie na wyjazd poza miejsce zamieszkania potrzebna jest oficjalna zgoda.

Zastanawiałem się przy tym jak rozwiązują problem meldunku rowerzyści śpiący pod namiotem i jadący po kilka dni z jednego miejsca w drugie? I podróżujący samochodami camperami? W przypadku tych ostatnich oficjalna wytyczna brzmi: możesz spać w camperze, jeśli zatrzymasz się na hotelowym parkingu i zameldujesz w hotelu. Choć w ten szczyt idiotyzmu trudno uwierzyć, jest to oficjalne stanowisko uzbeckich władz. O rowerzystach nie mam informacji. Może należałoby poprosić naszą ambasadę o wysłanie oficjalnego zapytania do uzbeckiego MSW&A.

Mimo tego wiele osób podróżuje przez ten kraj, także rowerami. Ciekaw jestem jakie są Wasze doświadczenia z obowiązkiem rejestracji. I co robiliście jadąc przez niego na swoich dwóch kółkach?

źródło: http://www.shangri.pl


Podług mnie jest to problem dość duży. Czasem spotykaliśmy ludzi różnych narodowości, głównie posiadających większy budżet aniżeli my Którzy np. specjalnie kupowali noc w hotelu aby mieć ten świstek... Tak naprawdę później spali za pomocą couchsurfing :-p
Uzbekistan ma chyba najbardziej upierdliwe przepisy meldunkowe, i najkrótszy termin na registrację, spośród wszytskich państw poradzieckich (pomijam Naddniestrze, z 10-godzinnym czasem na registrację, bo to jednak formalnie nie jest państwo). W Kazachstanie tez dość skrupultanie egekwują nieraz obowiązaek meldunkowy, jednak tam jest na to 5 dni. W Rosji ma się na to 7 dni, a i tak już dość dawno nikt ode mnie nie żądał okazannia registracji (chociaż ją posiadam), nawet na granicy przy wyjeździe z Rosji.Podobnie na Białorusi (5 dni roboczych). W Uzbekistanie ten absurdalny przepis odstrasza wileu turystów, zwłaszcza takich włóczęgów. Moj znajomi z Nowosybirska podróżowali kilka lat temu rowerami po południowy Kazachstanie i Kirgizji, w planach mieli też Uzbekistan, jednak ponieważ nocowali na dziko, registracji oczywiście nie mieli, i nie chcąc ryzykować wysokiego (i całkie relanego) sztrafu, ograniczyli swój pobyt w tej republice do przepisowych 3 dni, rezygnując m.in. z Samarkandy i Buchary
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2335
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba »

http://www.joemonster.org/art/8956/Chce ... ta_piekiel_

az mnie zatkalo! nie wiedzialam o tym miejscu.. tez juz tam chce pojechac.. juz wiem skad u was takie parcie na ten Turkmenistan! i hotel zdecydowanie mi sie tez podoba!

Giętki pisze: Hotele są różne - w Taszkencie polecam komnaty oddycha na dworcu głównym,
Komnaty oddycha sa przewaznie zarabiste!! Zapewne odwiedze jak los kiedys pozwoli byc w okolicy!
Giętki pisze: nad Jeziorem Aralskim - tutaj noclowaliśmy. Dość klimatyczne miejsce jak i całe miasteczk
I to ten jedyny? To widze ze nawet jakby nie trzeba meldunku to bysmy z przyjemnoscia tam zanocowali!
Giętki pisze: Zawsze w takich miejscach znajdzie się osoba niczym Kurtz z "Jądra ciemności"? kojarzycie? Jest to zazwyczaj Angol lub Australijczyk, który przyjechał tutaj rowerem... Siedzi tydzień i opowiada o swoich przygodach z niezrozumiałym dla nas akcentem :wink:
Ale z nim się nie rozmawia, jego się po prostu słucha :wink:
Lubie spotykac takich wedrowcow :D Wedrujacych pieszo , rowerem lub stopem, takim ktorym sie nigdzie nie spieszy a czas wedrowki maja z gumy!

Mysmy takiego Australijczyka spotkali w autobusie do Szatili w Gruzji. 70 lat, kapelusz, okragly brzuszek, jezdzil niespiesznie po Kaukazie i w zeszyciku rysowal olowkiem twierdze. Wielki przeciwnik fotografii- bo to niesportowe, guzik nacisnac, a prawdziwy artysta to z sercem, na spokojnie i powoli zapisuje krajobraz. Wprawdzie rozumialam mniej 1/10 tego co mowil (dobrze ze toperz czasem cos przetlumaczyl) ale i tak sie dobrze go sluchalo!

Drugiego z tego typu to kojarze starego Węgra z dlugim siwym warkoczem podrozujacego po Ukrainie czerwonym trabantem. Kilka razy go spotkalam. Tu niestety kontaktu zero oprocz uscisniecia łapki :(

Giętki pisze: Nasza wypraw w ty roku to Uzbekistan łączony z Tadżykistanem. Kiedy nie uzyskaliśmy wizy do Turkmenii. Ale jakoś złapałem inspirację na napisanie relacji znad Jeziora Aralskiego. Za parę dni wrzucę jeszcze Kirgistan (trzy lata temu - tylko musze ją odkopać :wink: ).
Mam nadzieje tez ze relazji z tego roku nie ograniczysz do jeziora Aralskiego! Bo Tadzykistan to tez brzmi bardzo ciekawie! np. czy udalo ci sie dostac na jakies odcinki szosy pamirskiej czy w okolice Khorogu (bo czytalam ze w tym roku byly z tym problemy
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Uzbekistan

Post autor: Giętki »

Dracid pisze:Mam parcie na zwiedzenie Turkmenistanu i przejazd bezpośrednio do Kazachstanu mierzeją między podaną zatoką a Morzem Kaspijskim.
To musi być fantastyczny pomysł - mierzeja :wink: Możesz powiedzieć nieco szerzej?

Ale czy mógłbyś także napisać o które przejście graniczne dokładnie chodzi? «Темир-баба»?
Kiedyś rozwijaliśmy temat tego przejścia na forum:
viewtopic.php?t=7546
Buba pisze:http://www.joemonster.org..._wrota_piekiel_
az mnie zatkalo! nie wiedzialam o tym miejscu.. tez juz tam chce pojechac.. juz wiem skad u was takie parcie na ten Turkmenistan! i hotel zdecydowanie mi sie tez podoba!
No to miejsce faktycznie - chwyta za serce :wink:
Buba pisze:I to ten jedyny? To widze ze nawet jakby nie trzeba meldunku to bysmy z przyjemnoscia tam zanocowali!
Tak to ten jedyny :wink:
Buba pisze:Mam nadzieje tez ze relazji z tego roku nie ograniczysz do jeziora Aralskiego! Bo Tadzykistan to tez brzmi bardzo ciekawie! np. czy udalo ci sie dostac na jakies odcinki szosy pamirskiej czy w okolice Khorogu (bo czytalam ze w tym roku byly z tym problemy
Dzięki za pozytywne opinię, fakt to dodaje nieco chęci do pisania :wink:

Tadżykistan to najfajniejszy zdecydowanie kraj spośród odwiedzonych przeze mnie państw byłego bloku Sowieckiego. Ludzie przegościnni aż do bólu, serio! Najbardziej podobało mi się w okolicach pogranicza afgańskiego, druga sprawa, że byliśmy także w czasie islamskich świąt. A jak to w święta - dobrze jest przyjąć gości do domu :wink: W każdym bądź razie według mojej osobistej opinii. Dużo bardziej gościnnie tam było niż w Gruzji czy Armenii, chodź tak jak mówię ciężko oceniać tak wspaniałe wartości jak bezinteresowna gościnność.

W czasie naszej eskapady. Akurat Pamir był całkowicie zamknięty. Nie mieliśmy permitu a w Duszanbe nikt nie chciał nam go wydać ze względu na regularnie odbywające się w okolicach Khorogu strzelaniny. Nie mieliśmy czasu, aby czekać... próbowaliśmy jechać "na dziko", ale w końcu z braku możliwości dostania się odbiliśmy w okolicach granic Pamiru na Kirgizję. Poszczęściło się nam bo dosłownie kilka dni wcześniej zniesiono tam wizy dla Polaków. Także Pamir tadżycki wciąż pozostaje białą plamą na mojej podróżniczej mapie świata.
Buba pisze:Lubie spotykac takich wedrowcow Wedrujacych pieszo , rowerem lub stopem, takim ktorym sie nigdzie nie spieszy a czas wedrowki maja z gumy!

Mysmy takiego Australijczyka spotkali w autobusie do Szatili w Gruzji. 70 lat, kapelusz, okragly brzuszek, jezdzil niespiesznie po Kaukazie i w zeszyciku rysowal olowkiem twierdze. Wielki przeciwnik fotografii- bo to niesportowe, guzik nacisnac, a prawdziwy artysta to z sercem, na spokojnie i powoli zapisuje krajobraz. Wprawdzie rozumialam mniej 1/10 tego co mowil (dobrze ze toperz czasem cos przetlumaczyl) ale i tak sie dobrze go sluchalo!

Drugiego z tego typu to kojarze starego Węgra z dlugim siwym warkoczem podrozujacego po Ukrainie czerwonym trabantem. Kilka razy go spotkalam. Tu niestety kontaktu zero oprocz uscisniecia łapki
No ja w Duszanbe spotkałem także takiego Angola, który już kilka lat był w podróży. Pole namiotowe/hostel pełen ludzi - Japończycy, Francuzi, Holendrzy, Żydzi - wszyscy gadają po angielsku poza mną i obsługą :wink: . Naglę wyżej wymieniony mentor przy naprawie roweru rozciął sobie cholernie rękę. Ja biegiem po apteczkę i obandażowaliśmy go przy pomocy kolegi. Zwróciłem wtedy na siebie uwagę innych mieszkańców noclegowni. Wszyscy turyści zaczęli do mnie zagadywać, pytać się, itp. A że po angielsku mówię słabo. Dlatego wyszedłem na nie dosyć że pomocnego to jeszcze bardzo skromnego podróżnika, hehehe.

p.s Swoją drogą, bardzo fajny nocleg za 3$ miejsce na betonie przed hostelem, latem idealne miejsce lepiej niż w namiocie. Polecam!
Dracid
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 515
Rejestracja: pn 23 lip, 2012 13:06
Lokalizacja: Polska

Post autor: Dracid »

Plan mój jest taki, by dostać się z Iranu przez Turkmenistan i - zwiedziwszy ten ostatni kraj - udać się do Kazachstanu właśnie do przejścia Temir-Baba, traktując ląd dzielący zatokę-jezioro Kara Bogaz nieco po macoszemu, ale zatrzymując się na kilka postojów. Cóż, na wizie turystycznej wymagać to będzie wynajęcia transportu, jak mniemam, ale zwiedzać Turkmenistan na tranzytówce bałbym się zwyczajnie.
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2335
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba »

Giętki pisze: Dzięki za pozytywne opinię, fakt to dodaje nieco chęci do pisania :wink:

Tadżykistan to najfajniejszy zdecydowanie kraj spośród odwiedzonych przeze mnie państw byłego bloku Sowieckiego. Ludzie przegościnni aż do bólu, serio! Najbardziej podobało mi się w okolicach pogranicza afgańskiego, druga sprawa, że byliśmy także w czasie islamskich świąt. A jak to w święta - dobrze jest przyjąć gości do domu :wink:
Nie no udusic to malo!! Takie przygody, takie wspomnienia, takie klimaty i jeszcze sie z nami nie podzieliles?? buuuuuu! :cry:
Giętki pisze:Dużo bardziej gościnnie tam było niż w Gruzji czy Armenii
W Gruzji to najbardziej goscinni byli Ormianie (przynajmniej dla nas ;) )
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Uzbekistan

Post autor: Giętki »

buba pisze:Nie no udusic to malo!! Takie przygody, takie wspomnienia, takie klimaty i jeszcze sie z nami nie podzieliles?? buuuuuu! :cry:
Spoko niebawem ogarnę temat :wink: i nadrobię zaległości, heheh
buba pisze:W Gruzji to najbardziej goscinni byli Ormianie (przynajmniej dla nas ;) )
Wiesz za pierwszym razem miałem identyczne odczucia. Uwarzyłem głośno okrzykniętą "gruzińską gościnność" za mit. Ormianie jak najbardziej gościnni :wink: Ale przy drugim pobycie w Gruzji a w zasadzie trzecim mój obraz zmienił się o 360 stopni. To zależy kogo się spotka na swojej drodze :wink:. Niestety prawdą jest to, że Gruzja w przeciwieństwie do Tadżykistanu staje się coraz bardziej zadeptywana turystami i może dlatego nie każdy doświadcza tej legendarnej gościnności...
Dracid pisze:Plan mój jest taki, by dostać się z Iranu przez Turkmenistan i - zwiedziwszy ten ostatni kraj - udać się do Kazachstanu właśnie do przejścia Temir-Baba, traktując ląd dzielący zatokę-jezioro Kara Bogaz nieco po macoszemu, ale zatrzymując się na kilka postojów. Cóż, na wizie turystycznej wymagać to będzie wynajęcia transportu, jak mniemam, ale zwiedzać Turkmenistan na tranzytówce bałbym się zwyczajnie.
No jest to pewnie dość kłopotliwe. Tylko zastanawiam się czy na wizie turystycznej zostaniesz wpuszczony w te rejony :?: Musisz chyba z góry określić trasę a przy granicy kazachskiej niektóre miejsca objęte są specjalnym pozwoleniem.
W każdym bądź razie fajny plan, tylko te kosmiczne kwoty za przewodników to niestety żelazna brama finansowa...
Dracid
Tajny Radca
Tajny Radca
Posty: 515
Rejestracja: pn 23 lip, 2012 13:06
Lokalizacja: Polska

Post autor: Dracid »

No jest to pewnie dość kłopotliwe. Tylko zastanawiam się czy na wizie turystycznej zostaniesz wpuszczony w te rejony Musisz chyba z góry określić trasę a przy granicy kazachskiej niektóre miejsca objęte są specjalnym pozwoleniem.
Bez obaw, można tam jechać. :) Trasę i tak trzeba podać przy wyrabianiu wizy i zamawianiu przewodnika. A i na tranzytowej jeżdżą tak ludzie, z tym że jest ryzyko nieznalezienia transportu do granicy.
Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2335
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Post autor: buba »

Giętki pisze:Niestety prawdą jest to, że Gruzja w przeciwieństwie do Tadżykistanu staje się coraz bardziej zadeptywana turystami i może dlatego nie każdy doświadcza tej legendarnej gościnności...
To chyba wlasnie jest samo sedno sprawy.. Ze nam sie zbiegly dwie rzeczy- tam gdzie akurat zeszlismy zupelnie z tras turystycznych to jednoczesnie weszlismy na tereny zamieszkane przez Ormian...
A z drugiej strony to smutne bardzo ze obecnosc turystow tak destrukcyjnie wplywa na miejscowych...
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/
brigante29
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 12
Rejestracja: wt 23 cze, 2009 07:55

Post autor: brigante29 »

Kurczę, Dominiku, to nic nie mówiłeś, że wysmażyłeś taką fajną relację z naszej podróży? Fajna relacja, widzę, że się forumowiczom spodobało:)
Awatar użytkownika
dubaj
Radca Kolegialny
Radca Kolegialny
Posty: 227
Rejestracja: pt 06 mar, 2009 23:46

Post autor: dubaj »

Widzę Giętki, że czasu i wschodniego samozaparcia można Ci zazdrościć 8)




No takie widoki i żadnych widzewskich fot na takim tle?
RTS Widzew Łódź!
Giętki
Kolegialny Asesor
Kolegialny Asesor
Posty: 116
Rejestracja: pt 12 cze, 2009 22:41
Lokalizacja: Skwierzyna

Plażowanie nad morzem, którego nie ma...

Post autor: Giętki »

dubaj pisze:Widzę Giętki, że czasu i wschodniego samozaparcia można Ci zazdrościć 8)
Dzięki wielkie a w szczególności za zarażenie "bakcylem wschodnim" już kilka lat temu :wink:

dubaj pisze:]No takie widoki i żadnych widzewskich fot na takim tle?
Znajdą się i takie, no poza tą relacją :-)
ODPOWIEDZ