Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Podróże po krajach bałtyckich
Dawid1989
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: śr 23 lip, 2014 10:57

Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: Dawid1989 » czw 24 lip, 2014 09:35

Od dawna zaglądam na forum RosjaPL, w końcu się zarejestrowałem i mam nadzieję, że zacznę regularnie pisać :) Rozpocznę z grubej rury, od relacji z 9-cio dniowej wycieczki rowerowej po Łotwie i Litwie.

Od jakiegoś czasu chcieliśmy wybrać się do tych „bardziej cywilizowanych” byłych republik ZSRR na rowerach, w planach przewijał się nawet dojazd przez Litwę, Łotwę i Estonię to Petersburga… Jednak z racji braku czasu, postanowiliśmy rozpocząć wycieczkę w Rydze (dojechać tam Simpy Expressem, przeciąć całą Łotwę kierując się na wschód i dalej już przez Litwę w kierunku Suwałk.
W ciepły, czerwcowy wieczór spotykam się z Michałem pod warszawskim dworcem centralnym. Owijamy rowery streczem i czekamy na werdykt kierowcy (w regulaminie SE decyzja o zabraniu rowerów zależy od kierowcy). Z początku próbujemy zagadywać po angielsku (i tu był błąd!), kierowca nie wydaje się zbyt uprzejmy i rozkładając ręce oznajmia tylko „it’s full!”. Humory nieco opadają… Po załadowaniu wszystkich bagaży próbuję jeszcze po rusku. I nagle okazuje się, że po drugiej stronie autokaru jest jeszcze jeden luk! Walają się w nim graty od autobusu (koła zapasowe itd.), ale nasze rowery się z powodzeniem mieszczą. A więc jedziemy!

W nocy spało się kiepsko, przesiadka w Wilnie również nie należała do najprzyjemniejszych (zimno było). Poprawił nam nieco humor domowy pirożek od babci mówiącej łamaną polszczyzną. Do Rygi jechaliśmy jeszcze 4 godziny. Przywitał nas bazarowy nieład. Oj, okolice dworca autobusowego w Rydze zdecydowanie zajeżdżają Ukrainą. Zjeździliśmy starówkę przypadkowymi uliczkami i w przelotnym deszczu. Zwróciła naszą uwagę duża ilość drewnianej zabudowy w centrum miasta, ale nie tylko. Zaczynami się powoli kierować ku wyjazdowi (bardzo niefajnie się zwiedza miasta na rowerze objuczonym sakwami). W Rydze zamierzamy odwiedzić jeszcze niedokończony gmach szpitala, który straszy we wschodniej części miasta. Budynek robi wrażenie… Można się wdrapać na najwyższe piętro i z tarasu podziwiać blokowiska.

Pierwszego dnia na Łotwie nie mieliśmy wiele czasu na jazdę, zresztą byliśmy zmęczeni po nocy w autobusie. Zajechaliśmy jeszcze nad morzę w miejscowości Mezciems, nocleg urządziliśmy sobie nieopodal w opuszczonej radzieckiej bazie wojskowej. To było niesamowite – po środku lasu (zapewne dla zmylenia przeciwnika) potężny, betonowy mur z propagandowymi napisami i rysunkami, a za nim przeróżne hangary, budynki.. no i domostwa, zwyczajnie zamieszkałe. Z racji przewidywanego deszczu rozbiliśmy namiot „pod dachem”. Na wieczór, który nastał dopiero koło 24 – łotewski drink o wdzięcznej nazwie „Dżons”.
Drugiego dnia jazdy ostatecznie opuściliśmy „aglomerację ryską”, dojeżdżając przez miejscowości Carnikava, Garkalne i Ropazi do drogi P4, którą mieliśmy jechać do połowy następnego dnia. Zrobiło się cicho i spokojnie, ruch samochodowy znikomy, wszędzie naokoło lasy, zabudowa coraz rzadsza. Nawet po drodze spotkaliśmy niebieskiego Zaporożca – taki sam jak mój, tylko nie jeżdżący już niestety :-) Pierwsze co nam się rzuciło w oczy w łotewskich wsiach, to bloki… zawsze i wszędzie, choćby w najmniejszej wsi, choćby tylko dwupiętrowe. A pośrodku „osiedla” stojące traktory, grządki z warzywami i studnia.. Swojsko ;-) Za którąś wsią skończył się asfalt… Michałowi się to nie spodobało, ja spodziewałem się takich niespodzianek. Droga zaczęła się piąć w górę. Goniła nas wściekła, czarna chmura, więc tempo mieliśmy wysokie. Udało nam się przejechać z 15km tym szutrem, aż pojawił się asfalt. Wieś, wiata, postój… Zaczyna padać deszcz, więc odpalamy naszego prymusa – pyszny, ciepły makaronik z sosem serowym. W trakcie obiadu podjechał do nas pan starym passatem i zaczął z nami rozmawiać. Był tak pijany, że nie miał siły otworzyć drzwi, a co dopiero wyjść z samochodu… W środku auta walało się kilka butelek po wódzie. Pozdrowił nas słowami „Jeszcze Polska nie zginęła” i pojechał dalej. My po wypogodzeniu się ruszyliśmy w kierunku Ergli. Po drodze uderzyła nas ilość opuszczonych domów… Wzdłuż tej drogi maksymalnie co trzeci był zamieszkany. Pozwoliliśmy sobie zwiedzić kilka z nich. W środku wyglądało, jakby czas stanął w miejscu, lub jakby ktoś przed chwilą wyszedł z tego domu i miał zaraz wrócić, wszystko na miejscu, nic niezdewastowane… Niesamowite. Jedynie wysoka trawa broniąca dostępu do chatki zdradzała jej niezamieszkanie. Znaleźliśmy też jakiś zakład, przed którym stał stary Ził i Łada jedynka. Michał przywiózł od niej jeszcze radziecką rejestrację :-) Rozbiliśmy namiot kilkanaście kilometrów przed miasteczkiem Ergli, nieopodal nieczynnego zakładu przetwórstwa drewna. Zwiedzanie zostawiliśmy sobie na rano, teraz ognisko :-) W trakcie odpoczynku i raczenia się lokalnymi trunkami, jeden z palących się konarów mocno wystrzelił, moja rowerowa kurtka i karimata na tym trochę ucierpiała…

Do Ergli mieliśmy kilkanaście kilometrów, niestety nie było nam dane dojechać przed gradobiciem. W mieście, gdy już wyszło słońce (choć nadal lało), już z pod dachu obserwowaliśmy ludzi kręcących się po „centrum”. Im kompletnie nie przeszkadzał deszcz, wchodzili w kałuże, szli niespiesznym krokiem, pan sobie coś sprzedał w samochodu, pani podchodzi i od niego kupuje… a jest urwanie chmury. Czyżby to było tutaj normalne? :-)
Za Ergli jechaliśmy drogą P81 wśród malowniczych jeziorek. Niestety wszystkie były zbyt zimne, żeby się w nich kąpać… W Vestienie odbiliśmy na szuter, aby przejechać przez najwyższy szczyt Łotwy Gazinkalns (312m). Mijane krajobrazy zachwycały, jednak niekończące się podjazdy wykańczały. Przez kilkanaście kilometrów nie trafiło się chyba 100m po równym. Pod samym szczytem zlokalizowaliśmy jakiś niby-bar, jednak wydawał się zamknięty. Musieliśmy mimo wszystko przeczekać tam deszcz… Wdrapaliśmy się na szczyt z rowerami a tam.. nic! Jedynie nieczynny wyciąg narciarski pamiętający poprzedni ustrój. No i grób któregoś prezydenta Łotwy… Zjechaliśmy szybko na dół i udaliśmy się w kierunku Madony. 20km szutrem. Michał na osłodę trudów dnia zwiedził kilka opuszczonych chatek, mnie się już nie chciało. Jechaliśmy zresztą w „korytarzu” bezdeszczowym, na około nas było po prostu czarno, wiał mocny wiatr. Do Madony dojechaliśmy w ostatniej chwili przed burzą, usiedliśmy pod sklepem w centrum miasteczkami i odpaliliśmy prymusa. Ludzie przyglądali nam się z zaciekawieniem. Od miejscowej młodzieży dowiedzieliśmy się, że w dniu dzisiejszym organizowany jest festyn z okazji przesilenia letniego. W ogóle wszyscy w tym kraju zbierają zieleninę i kwiaty z łąk, robią wianki i przystrajają nimi nawet samochody! Normą jest duża ilość badyli przywiązana do wycieraczek (trzeba to zrobić w taki sposób, aby były one również użyteczne podczas przelotnych deszczy). Po wypogodzeniu się przedstawiamy się sobie i pijemy wszyscy po „stakańcziku”. Od razu w brzuchu robi się cieplej i jakoś tak weselej… ;-) Podczas zwiedzania kolejnej opuszczonej chaty zauważam monstrualnych rozmiarów dziurę w swoim bucie. Oj, nie zadbałem o odpowiednie przygotowanie… Za miejscowością Barkava, w której zrobiliśmy zakupy, rozpoczyna się „strefa pól”, toteż nie ma gdzie się rozbić. Poza tym wszędzie teren bardzo mokry. Udaje nam się to zrobić obok opuszczonej chaty, w wysokiej trawie. Wchodzimy do środka a tam.. wszelkiej maści maszyny rolnicze i mechaniczne, łódka się nawet znalazła. No i był prąd. Doszliśmy do wniosku, że komuś się zmarło, a ktoś od czasu do czasu musi doglądać tej chatki.

Kolejny dzień wyprawy zapowiadał się kiepsko. Od rana padało i niebo było bardzo zasnute. Po 15km szutru dojechaliśmy do największego jeziora Łotwy (Lubans), gdzie zrobiliśmy krótki postój pod wiatą. Gdy ruszyliśmy rozpadało się na dobre.. nie było nawet gdzie się schować. Buty przemokły nam do cna, przyjemność z jazdy spadła do zera… Na całe szczęście po godzinie wyszło piękne słońce, co pozwoliło nam się trochę osuszyć. W miasteczku Rezekne zjedliśmy po zestawie w popularnej w tych stronach podróbce McDonalda (Hesburger). Zrobiliśmy zakupy na nocleg, choć do niego jeszcze trochę pozostało. Po kilkudziesięciu kilometrach rozbiliśmy się.. znów koło czegoś opuszczonego ;-) Ktoś może nas posądzić o zboczenie w tym kierunku – ale prawda jest taka, że na wszystkich łąkach trawa była niesamowicie wysoka (często też mokra po opadach), lasy mieszane posiadały bardzo bogatą ściółkę, więc rozbicie się na pół-dzikim terenie było rozwiązaniem najsensowniejszym. W nocy tylko dobiegały jakieś dziwne dźwięki ze stodoły… Z początku zwaliłem je na 1,5 „Dżonsa”, którego wypiłem przed zaśnięciem, jednak musiał to być jakiś kotek ;-)

Dnia następnego słońce obudziło nas wcześnie (po raz pierwszy na wyjeździe z gorąca nie dało się wytrzymać w namiocie). Od rana podziwialiśmy widoki parku narodowego Raznas, wraz z wielkim jeziorem o tej samej nazwie, przy którym zrobiliśmy postój na poranną kawkę. Mieliśmy do pokonania ponad 20-kilometrowy odcinek szutrowy po górkach. Było ciężko, ale niezwykle malowniczo – zapomniane wsie przy takich drogach, pokrzywione, drewniane domki i dzika zwierzyna przebiegająca przez drogę. Dla takich widoków przyjechaliśmy na Łotwę. Pomiędzy Dagdą a Kraslavą jechaliśmy już asfaltem, ale jakoś tak nudno było… W Kraslavie zrobiliśmy zakupy na wieczór, przecięliśmy Dźwinę i ruszyliśmy w kierunku Dyneburga. Długo szukaliśmy noclegu w mokrych trawach, w końcu udało się rozbić na niewielkiej łączce nieopodal jakiegoś gospodarstwa. Do Dyneburga dojechaliśmy dnia następnego. Jest to drugie co do wielkości miasto na Łotwie, mimo iż posiada niewiele ponad 100 tys. mieszkańców. Pod dworcem kolejowym, widząc wożoną przeze mnie flagę, zagadał nas Pan po polsku. Bardzo sympatycznie… Z Dyneburga do granicy pozostało jedynie kilkanaście kilometrów, tuż przed nią znów skończył się asfalt. Opuszczony budynek na granicy sugerował, że kiedyś było tu normalne przejście… Na Litwie jakość szutru drastycznie się pogorszyła, na szczęście szybko przeszedł w asfalt. Po przeczekaniu kolejnej chmury dojechaliśmy do rosyjskojęzycznego miasta Visaginas. Pod sklepem spotkaliśmy Polaków pracujących w okolicznej elektrowni atomowej. Ruszyliśmy na południe, szerokim traktem wyjazdowym z miasta.

Kolejnego dnia planowaliśmy się przemieścić pociągami na południe, na trasie Ignalina – Vilno i Vilno – Varena. Niestety czas nas trochę gonił… 25km do Ignaliny zleciało bardzo szybko, mieliśmy jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu. Radziecka jednostka spalinowa, po remoncie wnętrza, prezentowała się nadzwyczaj dobrze. W Wilnie pół godziny na przesiadkę. Faktyczną jazdę rowerami rozpoczęliśmy dopiero ok 17 z Vareny. To niewielkie miasteczko znajduje się dość blisko granicy białoruskiej, na południu Litwy. Czuć było zmianę klimatu, zrobiło się gorąco, niebo w końcu niebieskie. W szybkim tempie dojechaliśmy niemal pod Druskienniki, przyjemną drogą przez las. Wieczorem, przy ognisku, przetestowaliśmy 40 procentowy miodek – litewski specjał. Polecam wszystkim :-)
Przedostatniego dnia wstaliśmy wcześnie, w planach bowiem mieliśmy zwiedzenie słynnego parku Grutas. Na dość sporym terenie zostały zgromadzone wszelkie pamiątki po ZSRR. Pełno pomników, różne figurki, książki, maszyny, popiersia… Dosłownie wszystko. Była nawet jakaś mała lokomotywka i terenówka GAZ przerobiona na.. pociąg. Wstęp kosztuje 20 litów, co zniechęciło pewną panią z Polski, która musiała głośno wyrazić swoje oburzenie. Potem się dziwić, że nas nie lubią na Litwie… Zwiedzanie parku zajęło nam nieco ponad 2 godziny. Rowery zostawiliśmy u ochroniarza. Następnie udaliśmy się rowerami do Druskienników. Miasto-kurort jest ładne, czyste i schludne. Jakże inne od straszącego Visaginas na północy kraju… Posililiśmy się na głównym deptaku odgrzewanymi czeburakami i ruszyliśmy w kierunku Polski. Do granicy tradycyjnie podążalismy szutrową drogą, która w naszym kraju uległa drastycznemu pogorszeniu . W ogóle na 300m przed linią graniczną Litwini wylali asfalt (za unijne pieniądze). Chyba aby pokazać, jak to w Polsce jest ch….o ;-) Tego dnia naprawdę dobrze się nam jechało, przemierzając dobrze już znane okolice dojechaliśmy aż nad jezioro Wigry. Rozbiliśmy się nad samym brzegiem i zażyliśmy pierwszej, prawdziwej kąpieli w jeziorze na tym wyjeździe… No i to była pierwsza, w pełni ciepła i komfortowa noc :-)
Do Suwałk zostało nam niewiele ponad 20km. Od rana padało, ale nie robiło to już na nas wrażenia. Niespiesznym tempem, w kurtkach, dojechaliśmy do sennych Suwałk (w końcu była niedziela) i czatowaliśmy na głównej ulicy przed otwarciem ulubionej pizzerii. Posililiśmy się, wypiliśmy kawę i na dworzec. Podróż na szczęście minęła sprawie, bez żadnych ekscesów ze strony PKP. Wyszło około 750 km.


ZDJĘCIA: https://plus.google.com/photos/11260223 ... banner=pwa

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » czw 24 lip, 2014 11:26

ojoj widze kupe fajnych miejsc i w sporej czesci z nich nie bylismy ani w tym roku ani w poprzednim! i chyba widze poradziecka baze ktora nam gdzies umknela, a juz myslalam w swej naiwnosci zesmy wszystkie odwiedzili :P Bedzie gdzie wracac!

super wycieczka i widze ze lubimy podobne klimaty!

wiecej napisze jak dokladnie przeczytam bo poki co tylko fotki przejrzalam
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » czw 24 lip, 2014 16:42

Czemu nie odwazyliscie sie spac w bazowym hangarze? gdzie dokladnie szukac tej poradzieckiej bazy?

A te "wieze" jakie podobne :D

wasze:

Obrazek

nasze:

Obrazek

Cudne miejsce na biwak- gdzie to?

Obrazek
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » czw 24 lip, 2014 17:29

Dawid1989 pisze:Z początku próbujemy zagadywać po angielsku (i tu był błąd!), kierowca nie wydaje się zbyt uprzejmy i rozkładając ręce oznajmia tylko „it’s full!”. Humory nieco opadają… Po załadowaniu wszystkich bagaży próbuję jeszcze po rusku. I nagle okazuje się, że po drugiej stronie autokaru jest jeszcze jeden luk! Walają się w nim graty od autobusu (koła zapasowe itd.), ale nasze rowery się z powodzeniem mieszczą. A więc jedziemy!
Skad ja to znam! iles razy bylam swiadkiem bardzo podobnych sytuacji w roznych krajach :mrgreen: np. w Gruzji na porzadku dziennym ze jak gadasz po angielsku to zaplacisz wiecej za to samo ;) albo z ukrainskimi policjantami na drodze zupelnie inna rozmowa...
Dawid1989 pisze: Przywitał nas bazarowy nieład. Oj, okolice dworca autobusowego w Rydze zdecydowanie zajeżdżają Ukrainą. Zjeździliśmy starówkę przypadkowymi uliczkami i w przelotnym deszczu. Zwróciła naszą uwagę duża ilość drewnianej zabudowy w centrum miasta, ale nie tylko. Zaczynami się powoli kierować ku wyjazdowi (bardzo niefajnie się zwiedza miasta na rowerze objuczonym sakwami). W Rydze zamierzamy odwiedzić jeszcze niedokończony gmach szpitala, który straszy we wschodniej części miasta. Budynek robi wrażenie… Można się wdrapać na najwyższe piętro i z tarasu podziwiać blokowiska.
To widze ze was Ryga milo przywitala- bazarowe okolice dworca i opuszczony budynek. Mysmy trafili tylko na wypicowane centrum wiec wialismy stamtad jak najszybciej
Dawid1989 pisze:Nawet po drodze spotkaliśmy niebieskiego Zaporożca – taki sam jak mój
ty jestes moze kolega Rozpora ktory juz jakis czas pisze na tym forum???? czy ta zbieznosc ze ten fajny klimat wypadow + bycie wlascicielem zarabistego auta jest czystym przypadkiem?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » czw 24 lip, 2014 18:15

Dawid1989 pisze:Od miejscowej młodzieży dowiedzieliśmy się, że w dniu dzisiejszym organizowany jest festyn z okazji przesilenia letniego. W ogóle wszyscy w tym kraju zbierają zieleninę i kwiaty z łąk, robią wianki i przystrajają nimi nawet samochody! Normą jest duża ilość badyli przywiązana do wycieraczek
Nie poszliscie na festyn? Mnie od dawna sie marzy zeby sie wybrac na Łotwe wlasnie na Swieto Kupaly ktore jest tam ponoc szumnie obchodzone i caly kraj sie bawi przez dwa dni. (moze ten nawalony facet z auta to z tej okazji imprezowal ;)
Dawid1989 pisze:Doszliśmy do wniosku, że komuś się zmarło, a ktoś od czasu do czasu musi doglądać tej chatki.
a moze zmarl niedawno i jeszcze gdzies lezaly zwloki? ;)
Dawid1989 pisze:Miasto-kurort jest ładne, czyste i schludne. Jakże inne od straszącego Visaginas na północy kraju…
to juz wiem ze Visaginas trzeba odwiedzic :mrgreen: Co tam straszylo?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Dawid1989
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: śr 23 lip, 2014 10:57

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: Dawid1989 » pt 25 lip, 2014 07:53

Zgadza się - lubimy dokładnie te same klimaty ;) W planowaniu trasy posiłkowałem się Waszą relacją z tegorocznej majówki na Łotwie, bardzo żałuję, że nie mogliśmy podjechać do wielkiej głowy Lenina na północnym wschodzie kraju. No, ale mieliśmy tylko tydzień ;)

Na Łotwie jest na prawdę olbrzymia ilość "atrakcji" do zwiedzania - choć turystów poza Rygą widziałem mało ;)

W hangarze w poradzieckiej bazie nie spaliśmy, bo na podstawie dziwnych przedmiotów znajdujących się w nim wysnuliśmy podejrzenie, że załatwiane są tam różne "ciemne interesy" - spaliśmy w innym, trochę mniejszym i przytulniejszym ;)

Tak, zgadza się, jestem kolegą Rozpora - razem odbyliśmy większość wycieczek na wschód. Stwierdziłem, że czas najwyższy się ujawić na tym forum :)

Dawid1989
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: śr 23 lip, 2014 10:57

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: Dawid1989 » pt 25 lip, 2014 08:07

Co do miejsca na biwak nad jeziorem - to grobla nad największym łotewskim jeziorem Lubans, odcinek Degumnieki - Gaigalava. 15sek po zrobieniu tego zdjęcia lunęło i odechciało się nam wszystkiego ;)
buba pisze: Skad ja to znam! iles razy bylam swiadkiem bardzo podobnych sytuacji w roznych krajach :mrgreen: np. w Gruzji na porzadku dziennym ze jak gadasz po angielsku to zaplacisz wiecej za to samo ;) albo z ukrainskimi policjantami na drodze zupelnie inna rozmowa...
Dokładnie, nie warto w ogóle używać angielskiego jadąc na wschód! Od razu ceny mogą się zrobić niemieckie albo szwajcarskie... Choć na Litwie z początku nie wiedziałem, czy tak od razu wylatywać z ruskim... A na ukraińskich milicjantów czasem i mówienie po rosyjsku nie pomaga ;)
buba pisze: a moze zmarl niedawno i jeszcze gdzies lezaly zwloki? ;)
Obeszliśmy cały dom i nie znaleźlismy ;) Już wystarczająco dziwnie nam było spać obok, widząc tą dziwaczną graciarnię w chatce. Ale piwo i drinki wypiliśmy sobie w przedsionku, bo akurat padało.
buba pisze:to juz wiem ze Visaginas trzeba odwiedzic :mrgreen: Co tam straszylo?
Miasto typowo radzieckie. Wjeżdża się szerokim, zadrzewionym traktem w lesie, nagle wyrastają 10-piętrowe bloczyska. Miasto nie składa się z niczego innego, a 7km za nim jest wielka elektrownia atomowa, do której jeżdżą autobusy Jelcz z pracownikami. Oczywiście 100% mieszkańców mówi po rosyjsku. A pod sklepem spotkaliśmy Polaków, którzy tam pracują przez 3 miesiące ;)

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » pt 25 lip, 2014 09:16

Dawid1989 pisze: W hangarze w poradzieckiej bazie nie spaliśmy, bo na podstawie dziwnych przedmiotów znajdujących się w nim wysnuliśmy podejrzenie, że załatwiane są tam różne "ciemne interesy
Taki hangar rzeczywiscie moze spelniac rozne funkcje a do ciemnych interesow sie swietnie nadaje. Zatem juz sie nie dziwie ze nie ciagnelo was do nocki tamze. A z ciekawosci jakie to przedmioty?
Dawid1989 pisze: A na ukraińskich milicjantów czasem i mówienie po rosyjsku nie pomaga ;)
Jak trafisz na skurwiela to nic nie pomoze.. Acz pamietam sytuacje jak na tym samym poscie znajomy za postawe turysty z zachodu dostal mandat 50 euro a my pozniej jadac dostalismy arbuza :mrgreen: Takich przypadkow bylow wiecej acz moze mial na to wplyw nie tylko jezyk ale takze nasze sliczne i kochane autko :P
Dawid1989 pisze: buba napisał(a):to juz wiem ze Visaginas trzeba odwiedzic :mrgreen: Co tam straszylo?


Miasto typowo radzieckie. Wjeżdża się szerokim, zadrzewionym traktem w lesie, nagle wyrastają 10-piętrowe bloczyska. Miasto nie składa się z niczego innego, a 7km za nim jest wielka elektrownia atomowa, do której jeżdżą autobusy Jelcz z pracownikami. Oczywiście 100% mieszkańców mówi po rosyjsku. A pod sklepem spotkaliśmy Polaków, którzy tam pracują przez 3 miesiące ;)
Wyglada jak miejsce ktore warto odwiedzic :mrgreen: Jak przystalo na radzieckie miasto sa tam jakies pomniki gierojow, knajpy/hotele pamietajace czasy dawniejsze, moze jakies niedokonczone bloczydla w oko wam wpadly?
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

Dawid1989
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: śr 23 lip, 2014 10:57

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: Dawid1989 » pt 25 lip, 2014 10:11

buba pisze: Taki hangar rzeczywiscie moze spelniac rozne funkcje a do ciemnych interesow sie swietnie nadaje. Zatem juz sie nie dziwie ze nie ciagnelo was do nocki tamze. A z ciekawosci jakie to przedmioty?
Sporo różnych części posamochodowych (tapicerki, plastiki, fotele) i różne ostre przedmioty, służące zapewne do rozbrania przywiezionych aut. Michał stwierdził żartobliwie, że jest to punkt przerzutowy skradzionych aut z Rygi (w końcu to niedaleko), gdzie są one rozszabrowywane na czynniki pierwsze i sprzedawane później na części ;) Zgodnie udaliśmy się na nocleg w inne miejsce.
buba pisze:Jak trafisz na skurwiela to nic nie pomoze.. Acz pamietam sytuacje jak na tym samym poscie znajomy za postawe turysty z zachodu dostal mandat 50 euro a my pozniej jadac dostalismy arbuza :mrgreen: Takich przypadkow bylow wiecej acz moze mial na to wplyw nie tylko jezyk ale takze nasze sliczne i kochane autko :P
Dobre! Choć w praktyce,wg mnie to naprawdę nie zależy od niczego... W zeszłym roku jadąc Ładą przez Gorgany nic nie pomogło i zainkasowali od nas 700hr - łapanka na alkomat. Nic się nie dało zrobić...
buba pisze: Wyglada jak miejsce ktore warto odwiedzic :mrgreen: Jak przystalo na radzieckie miasto sa tam jakies pomniki gierojow, knajpy/hotele pamietajace czasy dawniejsze, moze jakies niedokonczone bloczydla w oko wam wpadly?
Wiesz co, do tego miasta zrobilismy tylko wjazd "kieszeniowy" do pierwszego marketu, zmierzchało już a my nie mieliśmy nic do jedzenia i picia na wieczór (a wiadomo, jak ze sklepami na wsiach litewskich...). Poza blokami i knajpami nie widzieliśmy wiele, ale zapowiadało się nieźle ;) Wzdłuż szerokiej drogi wyjazdowej ciągnął się potężny rurociąg i słupy energetyczne w kierunku kombinatu.

Awatar użytkownika
buba
Kanclerz
Kanclerz
Posty: 2192
Rejestracja: wt 03 lip, 2007 18:41
Lokalizacja: Oława

Re: Łotwa, Litwa na rowerach 2014

Post autor: buba » pt 25 lip, 2014 11:07

Dawid1989 pisze: Sporo różnych części posamochodowych (tapicerki, plastiki, fotele) i różne ostre przedmioty, służące zapewne do rozbrania przywiezionych aut. Michał stwierdził żartobliwie, że jest to punkt przerzutowy skradzionych aut z Rygi (w końcu to niedaleko), gdzie są one rozszabrowywane na czynniki pierwsze i sprzedawane później na części ;) Zgodnie udaliśmy się na nocleg w inne miejsce.
W bazie kolo Vepriai na Litwie bylo podobnie. Tez pelno czesci samochodowych. Wlasnie sie zastanawialismy czy po prostu ktos zlom, smieci wywiozl do lasu albo sobie garaz zrobil bo przy domu nie ma gdzie trzymac? ale tam dominowaly zderzaki i drzwi do aut

Obrazek
Dawid1989 pisze: Wiesz co, do tego miasta zrobilismy tylko wjazd "kieszeniowy" do pierwszego marketu, zmierzchało już a my nie mieliśmy nic do jedzenia i picia na wieczór (a wiadomo, jak ze sklepami na wsiach litewskich...). Poza blokami i knajpami nie widzieliśmy wiele, ale zapowiadało się nieźle ;) Wzdłuż szerokiej drogi wyjazdowej ciągnął się potężny rurociąg i słupy energetyczne w kierunku kombinatu.
Trzeba bedzie zatem kiedys dokladnie ta okolice obejrzec :mrgreen:
Dawid1989 pisze:W zeszłym roku jadąc Ładą przez Gorgany nic nie pomogło i zainkasowali od nas 700hr - łapanka na alkomat. Nic się nie dało zrobić...
ojoj... to rzeczywiscie niefart straszny :x :evil:
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną, cała reszta jest wynikiem tego ,że ją wybrałam..."

na wiecznych wagarach od życia..

http://jabolowaballada.blogspot.com/

ODPOWIEDZ