Rosyjska gospodarka i finanse w 2016 r. Apokalipsa?

Dyskutujemy tutaj o sprawach związnych z życiem politycznym, gospodarczym, a takze o historii Rosji, Ukrainy i krajów b. ZSRR.
ksuba
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: sob 13 cze, 2009 20:48
Lokalizacja: Lubuskie

Rosyjska gospodarka i finanse w 2016 r. Apokalipsa?

Post autor: ksuba » wt 15 gru, 2015 08:12

Wtorek, 15 grudnia Roku Pańskiego 2015, godzina 8:00. Cena ropy naftowej marki BRENT – 38,07 $, dolar = 70,39 rubli.
Co może przynieść nowy dzień...?

Gdzieś od miesiąca codziennie śledzę w Internecie, co dzieje się w rosyjskiej gospodarce i w tych dziedzinach, które na nią najmocniej wpływają. Nie będę wnikał w szczegóły. Uogólnię: moim zdaniem z gospodarką i finansami Rosji w przyszłym roku będzie „połnyj p**diec”. Leżą wszystkie sfery, totalny krach nadchodzi nieubłaganie...

Najwięcej czerpię z analiz trzech coraz głośniejszych w Rosji postaci. To Stiepan Diemura, Władisław Żukowski i Dmitrij Potapienko. Jeśli kogoś interesuje, co się dzieje i co może się stać wkrótce z rosyjską gospodarką, proponuję zapoznać się z ich opiniami. Nie są to ludzie związani z polityką, więc ich radykalna krytyka poczynań obecnej rosyjskiej władzy nie rodzi podejrzeń, że chcą coś ugrać, że działają na czyjeś zlecenie. Owszem, jest dużo konkretów i minimum demagogii.

W Internecie jest dużo nagrań audio/video z wywiadami z nimi, prelekcjami itp. Wystarczy wpisać na Youtube: Степан Демура / Владислав Жуковский / Дмитрий Потапенко. Wkleję linki linki tylko paru najświeższych, ciekawych materiałów:


(14.12.2015, 7:13) Krótki wywiad Diemury dla „Echa Moskwy” na temat cen ropy i wartości rubla w przyszłym roku. Pada szokująca prognoza: W budżecie na 2016 r. założona jest cena baryłki ropy ok. 3000 rubli. Jeśli cena ropy marki URALS będzie oscylować wokół 30 $, wymusi to kurs mniej więcej 100 rubli za dolara. Biorąc jednak pod uwagę, że zapaść w gospodarce rosyjskiej pociągnie drastyczny spadek wpływów z podatków, dla zrównoważenia budżetu potrzebna będzie cena nawet 5-6 tysięcy rubli za baryłkę – i wartość rubla spadnie do poziomu 200 za dolara!



(35:32) Materiał starszy, chyba z wiosny 2015 r. Rozmowa z Diemurą. Sporo humoru, ale sprawy poważne. Obok analizy i prognoz dla gospodarki rosyjskiej – szersze spojrzenie na sytuację na świecie: Czy nastąpi koniec dolara? Co się dzieje z Ukrainą? Jaka będzie jej przyszłość? Co tak naprawdę rzutuje na światowe ceny ropy i złota?



(12.12.2015, 47:17) Rozmowa Maksima Kałasznikowa z młodym (27 lat) analitykiem giełdowym Władisławem Żukowskim. Treściwa analiza obecnego stanu ekonomicznego Rosji. Polecam szczególnie!


(8.12.2015, 8:16) Wystąpienie przedsiębiorcy Dmitrija Potapienko na konferencji Moskiewskiego Forum Ekonomicznego. Mocny „pocisk” na temat: jak władza w Rosji niszczy rodzimy biznes. Pod koniec pikantna wymiana zdań Potapienko kontra przedstawiciel jakiejś komisji w Dumie (partia „Jedna Rosja”). Filmik z tyradą Potapienki w okamgnieniu stał się klasyką, ma już ponad milion obejrzeń. Podobno jeszcze nikt w tak dosadny sposób nie „pojechał” z władzą. Mocne jest też wystąpienie jego kolegi siedzącego obok, dyrektora sowchozu Pawła Grudinina (9:34):



(11.12.2015, 49:49) Dmitrij Potapienko kontra Jewgienij Buszmin, senator z partii „Jedna Rosja” w programie „Barrikady” radia „Goworit Moskwa”. Konfrontacja ich obu pokazuje, jaka przepaść dzieli rosyjski biznes i rosyjskich polityków.


I jeszcze na koniec: Na portalu „Russkij Monitor” natrafiłem na świeży wywiad z rosyjskim finansistą Sławą Rabinowiczem. To, o czym on mówi w kontekście społecznej i ekonomicznej sytuacji Rosji w najbliższym czasie, można zawrzeć właśnie w dwóch słowach: „połnyj p**diec”...

Artykuł przełożyłem na polski dla nieznających rosyjskiego:


SŁAWA RABINOWICZ: ZA CHAOSEM W GOSPODARCE NASTĄPI CHAOS NA ULICACH
(12 grudnia 2015 r., tłum.: ksuba)
http://rusmonitor.com/slava-rabinovich- ... icakh.html

PYTANIE: Prognozy, które pan daje przez ostatnie półtora roku, sprawdzają się z niepokojącą dokładnością. Kilka dni temu w jednym z wywiadów powiedział pan, że w Rosji może wybuchnąć wojna domowa. Na ile prawdopodobny jest taki scenariusz?

SŁAWA RABINOWICZ: Trudno określić prawdopodobieństwo w cyfrach, ponieważ obecnie nie do końca wiemy, jaka będzie szybkość i amplituda zdarzeń, których kompleks może doprowadzić do takiego scenariusza.

Rzecz w tym, że – z mojego punktu widzenia – scenariusz wojny domowej wymaga jednoczesnej materializacji kilku procesów. Przykładowo: załamanie się systemu bankowego i finansowego, potem realnej gospodarki i na koniec – społeczny wybuch. Owe procesy w perspektywie długoterminowej, a raczej nawet średnioterminowej, w Rosji z pewnością nastąpią.

9 grudnia szef Sbierbanku German Gref oznajmił, że Rosja przeżywa bardzo poważny kryzys bankowy. Co się stanie w kraju, jeśli kryzys ten przeobrazi się w idealne tsunami? I przede wszystkim, czy to tsunami może nadejść już w najbliższym czasie?

S. R.: Czy słyszał pan o teorii Nassima Taleba, gdzie w tok historii ingeruje jeden lub kilka nieprzewidywalnych wydarzeń, prowadzących do kardynalnych zmian w dziejach?

W najbliższym czasie podobne idealne tsunami może zostać wywołane właśnie przez takiego „czarnego łabędzia” lub kombinację kilku „czarnych łabędzi”. Trzeba przyznać, że to bardzo prawdopodobny scenariusz. Te ptaki ostatnio podejrzanie mocno polubiły Rosję.

Jeżeli zaś mowa o stopniowym rozwoju negatywnego scenariusza, który realizuje się na naszych oczach, to on także doprowadzi do zapaści, do idealnego tsunami, o jakim pan mówi, choć nie tak prędko.

Fakt opłakanego stanu systemu bankowego nie da się już skrywać. A teraz proszę sobie wyobrazić całą falę bankructw banków na zasadzie efektu domino, w efekcie czego agencja gwarantująca bezpieczeństwo wkładów bankowych rychło będzie musiała przyznać, że brakło jej pieniędzy.

Jedynym wyjściem dla Banku Centralnego i rządu będzie w danej sytuacji ratowanie resztek systemu bankowego przy pomocy emisji rubla. Efekt uboczny takiego lekarstwa będzie gorszy niż choroba, z którą trzeba walczyć – i spowoduje całą serię innych efektów ubocznych: nastąpi dewaluacja, skok inflacji, masowy upadek importerów.

Ogromna liczba kompanii utraci pieniądze ulokowane w depozytach bankowych. Podmioty rynku finansowego i biznesu nie będą w stanie handlować między sobą, nie będą mogły korzystać z tych normalnych usług bankowych, które są dostępne w każdym normalnym państwie. Długi dla wielu kompanii staną się nie do spłacenia (sumarycznie, na dzień dzisiejszy, dług korporacyjny w obcej walucie wynosi 500 miliardów dolarów), masowo zaczną bankrutować gospodarstwa domowe. Załamanie systemu bankowego doprowadzi z kolei jednocześnie do chaosu i załamania realnej gospodarki. A jak wiadomo, za ekonomicznym chaosem następuje chaos na ulicach.

To jest jeden wariant ewolucji sytuacji. Aczkolwiek rozwój wypadków może przebiegać inaczej: najpierw załamanie realnej gospodarki, w następstwie pojawia się rekordowa liczba bezrobotnych, ogrom gospodarstw domowych pozbawiony zostaje środków na życie, lawinowo rośnie ilość niespłacalnych kredytów konsumenckich, hipotek, kredytów na samochód. To wszystko z kolei uderza w system bankowy oraz finansowy i już tam wywołuje efekt domino. Klientami usług sektora bankowego jest zarówno społeczeństwo, jak i biznes. Z tego powodu, zanim sektor bankowy odczuje pełne brzemię masowego bankructwa ludności (a odczuwać już zaczął – i proces ten narasta), wprzódy odczuje na sobie bankructwo zadłużonych, upadających przedsiębiorstw. W ten sposób krytyczna masa bankructw, która doprowadzi do załamania realnej gospodarki, wymusi także załamanie systemu bankowego.

Oto dwa scenariusze ekonomicznego załamania w Rosji, zawierające krach i sektora bankowego, i realnego, przy czym w dwóch różnych sekwencjach, z różnymi związkami przyczynowo-skutkowymi, których na chwilę obecną przewidzieć dokładnie nie możemy. Jednak w obu przypadkach rezultatem stanie się już krach polityczny, który szczególnie dotkliwy będzie nawet nie tyle w Moskwie, co na prowincji.

Sęk bowiem w tym, że w Rosji znajduje się istna bomba z opóźnionym zapłonem – tzw. monomiasta. Pobudowano je wokół tzw. przedsiębiorstw miastotwórczych [градообразующие предприятия] jeszcze za czasów sowieckich i tak funkcjonują one po dzień dzisiejszy. Owe przedsiębiorstwa są w istocie jedynym pracodawcą w całym – niekiedy dość rozległym – regionie.

Nieszczęście polega na tym, że takich monomiast jest mnóstwo, ok. 200-300 i żyją w nich miliony ludzi. Proszę sobie przypomnieć Pikalewo, gdzie w 2008 r. był dość poważny kryzys. Wtedy „pożar” gasił osobiście w ręcznym reżimie sam Putin.

Ogromna ilość tego typu miast leży na obszarach, delikatnie mówiąc, niewypoczynkowych. Weźmy przykładowo miasto Kowdor za kołem podbiegunowym, kilkaset kilometrów od Murmańska, pośród tajgi. Przedsiębiorstwem miastotwórczym jest tam miejscowy zakład wzbogacania rudy żelaza (Ковдорский ГОК). Co się stanie, jeśli produkcja zostanie wstrzymana? Skąd wezmą pieniądze na życie ludzie, którzy tam pracują, biorąc pod uwagę fakt, że mobilność zawodowa w Rosji jest niemal zerowa, zaś realne bezrobocie (a nie to, które podaje agencja statystyczna „Rosstat”) już osiąga niebezpieczny poziom?

Ci ludzie nie mają środków na przeprowadzkę, nie mają dokąd jechać. Jedynym źródłem ich dochodu jest praca w owych przedsiębiorstwach miastotwórczych. Ale i to nie stanowi całości problemu, a tylko jego część, bowiem w Rosji oprócz oficjalnych monomiast są też takie, które „oficjalnie” nimi nie są, niemniej jednak posiadają szereg cech kwalifikujących je do tej samej kategorii. Na przykład miasto Togliatti z „miastotwórczą” fabryką samochodów „AwtoWAZ”. Przytłaczająca większość miejsc pracy w mieście tworzona jest właśnie tam. Stanie „AwtoWAZ” – i miasto znajdzie się na krawędzi śmierci.

Co więcej, problemy charakterystyczne dla monomiast łatwo mogą się pojawić nawet w takich ośrodkach, jak Twer. On również posiada swe przedsiębiorstwo miastotwórcze: Twerski Zakład Budowy Wagonów. I jeśli pan o tym nie słyszał, to mogę opowiedzieć, że na kilka tygodni przed zabójstwem Borysa Niemcowa miała się odbyć w Twerze akcja protestacyjna, największa w regionie od kilkudziesięciu lat. Protestować mieli pracownicy wspomnianej fabryki, ponieważ wstrzymana została produkcja – ich wagony okazały się nikomu niepotrzebne. W czasie kryzysu kolej przewozi mniej i rzadziej (zresztą wagony fabryka produkuje kiepskie i drogie).

A więc w zakładzie szykował się masowy protest. I także tę akcję, podobnie jak w 2008 r. w Pikalewie, gaszono w reżimie ręcznym. Wyjechały mercedesy z workami dolarów – jednych zastraszono, innych przekupiono. Putin nakazał Jakuninowi (b. szef Rosyjskich Kolei) zlecić zamówienie publiczne dla tej fabryki – na ich nikomu niepotrzebne wagony. Kolej zamówiła 3000 wagonów i produkcja ruszyła na nowo. Ale ręcznie można rozwiązać problem w jednym, góra w dwóch miejscach jednocześnie. Co władze zrobią, kiedy cała ta konstrukcja rozwali się w regionach i ludzie ponownie – jak to było w Twerze – zaczną blokować federalne arterie komunikacyjne? Nie wiemy, jaka będzie reakcja władz centralnych. Wyślą OMON lub wojsko dla stłumienia protestów? Zdecydują się na rozlew krwi? A jeśli się zdecydują, to ile tej krwi będzie: rzeki, morza, jakiej głębokości morza? Jak surowa i bezkompromisowa będzie odpowiedź? Czy przejdą na stronę narodu wojskowe oddziały? Gdyby krew polała się po obu stronach – mamy prostą drogę ku wojnie domowej.

Istnieją zatem trzy główne czynniki nieuniknionej destabilizacji: 1) załamanie systemu bankowego; 2) krach realnej gospodarki (co będzie pierwsze, co pociągnie za sobą to drugie – tego na razie nie wiemy); 3) upadek monomiast w regionach i masowe społeczne protesty.

Proszę do tego zestawu dołączyć jeszcze „marsze niezależności”: pierwsze oznaki niezdolności centrum do kontroli sytuacji sprawią, że regiony po prostu zaczną się oddzielać.

Np. Tatarstan, Baszkorstan, szereg innych regionów, gdzie jest samowystarczalna regionalna gospodarka, taki Ural przykładowo. Ludzie powiedzą: „Od jakichś 15 lat jeździmy do Emiratów Arabskich, do Dubaju i widzimy, jak oni tam żyją i co zrobili za ten czas. My byśmy chcieli choć jedną dwudziestą osiągnąć z tego, co oni, ale jako część Rosji się nie da”. Regiony zaczną się odłączać – i jakiś przysłany z Moskwy OMON czy wojsko zacznie strzelać do ludzi.

Praktyka pokazuje, że postsowieccy dyktatorzy bez większych skrupułów idą na użycie siły przeciw ludności w przypadku poważnego społecznego kryzysu.

S. R.: Tu kwestią zasadniczą jest, czy sytuacja będzie się rozwijać według najgorszego ze scenariuszy, w którym Putin, rozpaczliwie próbując utrzymać się u władzy, sprowokuje wybuch wojny domowej w kraju, czy też uda się rozwiązać kryzys drogą pokojowej rewolucji. Sporo podróżuję po Rosji, od Moskwy do Władywostoku. I mogę stwierdzić, że jest w kraju tak naprawdę bardzo dużo wpływowych ludzi, przedstawicieli biznesu, którzy chcą efektywnie pracować i dobrze żyć. Oni nie chcą wojny domowej, bezprawia w państwie, zorganizowanej grupy przestępczej u władzy. Nie chcą być odcięci od międzynarodowych rynków finansowych, nie chcą, żeby grabiono ich biznes, żeby Rosja była w izolacji. Oni doskonale rozumieją, że za to wszystko odpowiedzialny jest Putin. Chcą za to normalnego klimatu inwestycyjnego, chcą być częścią międzynarodowego biznesu. Dlatego wśród nich na pewno znajdą się ludzie, którzy nie tylko będą wyrażać niezadowolenie z prób Kremla wywołania wojny domowej, ale i będą przeciwko temu protestować i aktywnie przeciwdziałać.

O czym mogą świadczyć trendy we współczesnej światowej ekonomii, jak mogą wpłynąć na rozwój wypadków?

S. R.: Jeśli chodzi o światową ekonomię, to Putin zwalał na nią winę od 2011 r., mówiąc, że „światowa ekonomia nieco kuleje [припала]”, no to i myśmy trochę oklapli [просели] (ta idiotyczna terminologia należy do Putina – kandydata nauk ekonomicznych, jeśliby ktoś nie wiedział).

Ale Putin oczywiście kłamał, ponieważ w danym momencie żadnego kryzysu na Zachodzie, włącznie z Ameryką Północną, nie było. W USA w roku 2013, czyli przed wydarzeniami na Ukrainie, wzrost PKB wynosił 4% w skali roku. W Rosji, mianującej się rynkiem wschodzącym w składzie BRICS, gdzie z założenia wzrost gospodarczy powinien być wyższy niż w krajach rozwiniętych, według oficjalnych danych wynosił on 1,3%. Trzy razy mniej niż w USA. Mimo że w 2013 r. cena ropy naftowej wynosiła ponad 100 $ za baryłkę, wzrost gospodarczy w Rosji spowolnił niemal do zera. Dlatego już w 2013 r. było wyraźnie widać, że system rosyjskiej gospodarki – bez względu na cenę ropy – przestał pracować.

Ale praw ekonomii – podobnie jak praw fizyki – nikomu jeszcze nie udało się oszukać. Cała Putinowska gospodarka powiedziała „stop” i popadła w regres, ignorując fakt, że baryłka ropy kosztowała ponad 100 $! I nastał oto ten moment, gdy Putin zrozumiał, że wkrótce będzie musiał odpowiedzieć za krach gospodarczy w kraju, który sam spowodował, ponieważ on, a nie ktoś inny, zniszczył porządek społeczno-polityczny i zabrał się za niszczenie porządku ekonomicznego: rozwijający się kapitalizm przekształcił w bandycki neofeudalizm. Układ polityczny rozwijającej się demokracji Putin zaczął najpierw przeobrażać w autorytarny, a potem w dyktatorski reżim. Ale sam nie chciał ponosić odpowiedzialności, dlatego zdecydował się przenieść akcent na zewnętrznego wroga, w tym celu zająć Krym i wywołać wojnę hybrydową na Donbasie – i cały proces ruszył. Zaczęło się pranie mózgów, straszliwa propaganda w mediach, gorączka psudopatriotyzmu, opowieści o ukrzyżowanych przez faszystowską juntę dzieciach. I doznawszy porażki na Ukrainie, Putin przeniósł się na Bliski Wschód po to właśnie, żeby diametralnie zmienić temat dnia i zmusić obywatela, by ten zapomniał o tej porażce.

Czy protesty kierowców ciężarówek można nazwać pierwszą jaskółką społecznych kataklizmów, o których pan wspomniał?

S. R.: Jak pan myśli, dlaczego ta zorganizowana grupa przestępcza siedząca w Kremlu forsowała całkowicie bezprawne przeniesienie terminu przyszłorocznych wyborów do Dumy z grudnia na wrzesień? Rzecz w tym, że procesy finansowo-ekonomiczne i społeczno-polityczne rozpoczynają się i przebiegają nierównocześnie. Zazwyczaj jakieś poważne zmiany na gorsze na poziomie finansowo-ekonomicznym mają swe konsekwencje na poziomach społecznym i politycznym z opóźnieniem ok. 1-2 lat. Dlatego w nadchodzących wyborach (o ile się w ogóle odbędą) potrzebna im jest maksymalnie niska frekwencja. W tym celu, po raz pierwszy w historii Rosji, ogłoszono o planach przesunięcia roku szkolnego tak, aby wybory wyznaczone na wrzesień odbyły się przed jego rozpoczęciem. Cel oczywisty: jak najmniejsza liczba ludzi w punktach wyborczych. Oprócz tego oni obawiają się – całkowicie słusznie – znacznie większego niezadowolenia ludności w okolicach grudnia 2016 r. niż na początku września 2016 r. Rachują dni – nawet te 90 dni jest dla nich ważne, są u władzy na pewien czas [они – временщики].

Zresztą nie jest pewne, czy wybory w ogóle się odbędą. Oni naprawdę liczą tam wręcz nie miesiące, a dni do tego momentu, gdy naród wybuchnie. Dlatego nie można wykluczyć wariantu, w którym Putin zdecyduje się skasować wszelkie demokratyczne teatrzyki i odwoła wybory parlamentarne, prezydenckie, wprowadzi stan wyjątkowy lub wojenny – i będzie na szczycie władzy dożywotnio.

W takim razie całe to „pobrzękiwanie” rakietami jądrowymi – to na poważnie czy szantaż?

S. R.: To czystej wody blef. Co więcej, sądzę, że oni świetnie znają plany zarówno Pentagonu, jak i NATO, w jaki sposób działać, jeśli komuś przyjdzie do głowy wyciągnąć rękę w stronę „czerwonego przycisku”. Ja znam ten scenariusz – i myślę, że dla Kremla także nie jest on tajemnicą. Po prostu nie zdążą niczego „nacisnąć”.

A więc wychodzi na to, całe to „prężenie muskułów” ze strony Kremla ma na celu nie pokonanie kogoś czy zawojowanie czegoś, a po prostu odgrodzenie państwa pod pretekstem, że wokół są wrogowie, i przekształcenie go w taką gigantyczną Koreę Północną – i pod tym pretekstem opanowanie władzy na wieki?


S. R.: Taką chęć wyraźnie da się dostrzec. Ale i tu klops, to nie może im się udać. Przekształcić dzisiejszą Rosję w Koreę Północną bardzo trudno. Gospodarka rosyjska zintegrowała się z międzynarodowym systemem gospodarczym. Rosyjski system finansowy – z międzynarodowym systemem finansowym. Tą droga Rosja szła przez ostatnie 20 lat, do roku 2014. W 2014 r. nie tylko wstrzymano ten trend, lecz nastąpił zwrot o 180 stopni. Przy tym Rosja jeszcze niedawno ze swoim PKB o wartości 2 bilionów dolarów była ósmą gospodarką świata.

Aby stworzyć system zamknięty, należało nie iść drogą integracji ze światowym systemem ekonomicznym i finansowym, nie uczestniczyć w globalizacji. Trzeba było od momentu rozpadu ZSRR podążać w kierunku Korei Północnej – i do teraz, być może, system zamknięty byśmy stworzyli. Jednak – na szczęście – nie zrobiono tego, ponieważ wtedy chcieliśmy oddalić się od Korei Północnej jak najdalej.

A dzisiaj próba popchnięcia kraju pełną parą w odwrotnym kierunku doprowadzi Putina, mimo jego najszczerszych chęci, nie do dożywotniej władzy, a do tego, że wszystko poleci w przepaść. I właściwie już jesteśmy świadkiem tego procesu.

Wychodzi na to, że wszystkie poczynania Putina poniosły klęskę? No to na czym polegała strategiczna idea?

S. R.: Putin z założenia nie może mieć planów strategicznych, bo on nie myśli strategicznie, jego umysł jest inaczej skonstruowany. On włada myśleniem taktycznym, które mu wpojono w ZSRR w wyższej szkole KGB lat 70. Myśleć inaczej po prostu nie umie. Jego każda decyzja taktyczna wygląda mniej więcej tak: jak by tu jeszcze temu Obamie dopiec, nasikać mu do buta. No, może jeszcze, jak na przykład odwrócić uwagę społeczeństwa, żeby się nie buntowało. A więc – zabierzmy Ukrainie Krym i Donbas. Coś poszło nie tak – no to pobombardujmy w Syrii. Prymitywne reakcje, jak u psa Pawłowa...

Jakie rezerwy dla przetrwania ten system posiada, uwzględniając, że sytuacja będzie rozwijać się korzystnie: częściowo zdjęte zostaną sankcje, cena ropy nie spadnie do 20 $ za baryłkę (co ostatnio przepowiedziała agencja Bloomberg)?

S. R.: Od pół do półtora roku.

ksuba
Sekretarz Senacki
Sekretarz Senacki
Posty: 16
Rejestracja: sob 13 cze, 2009 20:48
Lokalizacja: Lubuskie

Rosyjska gospodarka i finanse w 2016 r. Apokalipsa?

Post autor: ksuba » czw 24 gru, 2015 11:21

Jak wiadomo, kwestia cen ropy i gazu jest rzeczą dla rosyjskiej ekonomii absolutnie kluczową. Do niedawna wysokie ceny były błogosławieństwem: Rosja z dumą ogłosiła się "energetycznym supermocarstwem". Na obecnym poziomie – stały się przekleństwem, a przewagę uzyskały epitety zgoła inne: "światowa stacja benzynowa", "kolonia surowcowa", "śnieżna Nigeria".
Garri Kasparow w październiku stwierdził, że jeśli cena ropy spadnie do 20 dolarów za baryłkę, Putin pójdzie na całość i naruszy granice NATO, np. w Łotwie i Estonii. A petersburski profesor ekonomii Andriej Zaostrowcew kilka dni temu skonkludował, że uratować ekonomię Rosji może już tylko wojna Iranu z Arabią Saudyjską i zablokowanie Zatoki Perskiej... Psychika broni się przed takimi wizjami. Może są one przesadzone, ale fakt, że w umysłach tych nieprzeciętnie inteligentnych przedstawicieli rosyjskiego narodu rodzą się podobne "wojenne" warianty rozwoju sytuacji, niepokoi. I potwierdza przede wszystkim: dla Rosji kwestia sytuacji na rynkach paliwowych jest kwestią "być lub nie być".

Michaił Krutichin, analityk rynków naftowo-gazowych, w wywiadzie dla gazety internetowej Znak.com zajął się szerzej tym tematem: Jak rysują się perspektywy światowego rynku węglowodorów? Co czeka rosyjską gospodarkę w najbliższej przyszłości? Jak każdy z nas powinien się przygotować do sytuacji kryzysowej?
Poniżej moje tłumaczenie tego artykułu.

Życzę wszystkim forumowiczom radosnych świąt Bożego Narodzenia!


DOLAR PO 100 RUBLI I INFLACJA NA POZIOMIE 13%
Michaił Krutichin, czołowy analityk naftogazowy Rosji: dlaczego będzie gorzej – i to na długo

(17.12.2015 r., tłum.: ksuba)
http://znak.com/moscow/articles/17-12-18-01/104876.html

Sądząc po dzisiejszej [17 grudnia 2015 r.] konferencji prasowej, prezydent Putin jest nastrojony spokojnie, a nawet optymistycznie. Jednak realne przednoworoczne nowości nie radują. W przeciągu tylko dwóch pierwszych tygodni grudnia cena ropy wzorcowej marki Brent spadła z 45 do bez mała 37,5 dolarów za baryłkę. Odpowiednio, kurs rubla spikował z 66,7 do 70,6 rubla za dolar. Spadek został wywołany decyzją OPEC o nieograniczaniu wydobycia, pozostawiając je do czerwca 2016 r. na poziomie 31,5–31,7 mln baryłek na dobę. W słowach – kraje członkowskie kartelu, na który przypada 40% światowego wydobycia ropy naftowej, są gotowe do jego ograniczenia, w czynach zaś – tylko zwiększają wydobycie. W ten sposób chcą rozprawić się z amerykańską „rewolucją łupkową”, dzięki której przez ostatnie półtora roku światowe ceny ropy obniżyły się aż trzykrotnie. Ale na razie Amerykanie nic sobie z tego nie robią: od sierpnia 2008 r. tamtejsze wydobycie wzrosło o 90%, magazyny ropy wypełnione są po brzegi i Kongres USA grozi kasacją 40-letniego embargo na eksport amerykańskiej ropy [18 grudnia obie izby amerykańskiego parlamentu uchwaliły ustawę budżetową na 2016 rok, która ostatecznie znosi embargo – ksuba]. Do powrotu na globalny rynek węglowodorów po zdjęciu międzynarodowych sankcji przygotował się też Iran, który także poinformował o zamiarze zwiększenia wydobycia. Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że na świecie nadpodaż ropy naftowej będzie trwać przynajmniej w przeciągu 2016 r. Wszystko to budzi niepokojące przeczucie, że ceny znów pójdą w dół.

Szef Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego Federacji Rosyjskiej, etatowy rządowy optymista Aleksiej Ulukajew jest wierny sobie i twierdzi, że „tortury” przyjdzie nam cierpieć niedługo: pod koniec przyszłego roku uśredniona cena baryłki ropy powróci do poziomu 50 dolarów. Z Ulukajewem zgadza się duński Saxo Bank: według jego prognoz ograniczenie wydobycia przez kraje OPEC podgrzeje ceny do 100 dolarów za baryłkę, potem przez następne 10 lat ustatkują się one na poziomie 40–50 dolarów. Jednak inny rosyjski minister – finansów – Anton Siłuanow niedawno z goryczą przyznał: „Gdyby rok temu ktoś nam powiedział, że ropa będzie kosztować poniżej 40 $, pewnie byśmy się wszyscy uśmiali” – i dopuścił możliwość spadku cen do 30 dolarów za baryłkę, a na istotny wzrost, jak uprzedzono w jego resorcie, nie ma co liczyć jeszcze przez jakieś siedem lat.

Jednocześnie w rosyjskim budżecie, podpisanym przedwczoraj przez prezydenta Putina (prawie 45% dochodów budżetowych daje branża naftowa i gazowa), założona jest cena 50 dolarów za baryłkę rodzimej marki Urals, jednak na tyle wyceniano ją w połowie października, dziś natomiast kosztuje ona jedynie 37,5 $ – i to już jest stresowy scenariusz dla naszej gospodarki. W Ministerstwie Finansów policzono: jeśli cena opadnie do 35 dolarów, to dla zachowania zatwierdzonego przez prezydenta 3-procentowego deficytu trzeba będzie faktycznie rozstać się z Funduszem Rezerw, pozostawiając w nim ledwie 200 miliardów z 3,9 biliona rubli. Według wyliczeń Bank of America, aby zachować 3-procentowy deficyt budżetowy przy cenach poniżej 35 dolarów za baryłkę, kurs waluty narodowej trzeba będzie opuścić do 94 rubli za dolar. Według analiz innego amerykańskiego banku – Merill Linch – w razie potanienia ropy do 30 $ za baryłkę dolar będzie kosztował od 105 do 120 rubli, a w wariantach bardziej pesymistycznych – do 170 rubli.

Ogólnie rzecz biorąc – mroczna perspektywa (istnienie problemów dla budżetu przyznał też dzisiaj na dorocznej konferencji prasowej Władimir Putin), stąd pojawia się potrzeba światłej i wyważonej opinii eksperta. Jak rysują się perspektywy światowego rynku węglowodorów? Co czeka rosyjską gospodarkę w najbliższej przyszłości? Jak każdy z nas powinien się przygotować do sytuacji kryzysowej? O to zapytaliśmy jednego z czołowych rosyjskich analityków branży paliwowo-energetycznej, partnera zarządzającego agencji konsultingowej RusEnergy, Michaiła Krutichina.


„Nadpodaż ropy i gazu – na bardzo długo”

Michaile Iwanowiczu, trzykrotny spadek cen ropy naftowej w latach 2014-2015 – to proces ekonomiczny czy mimo wszystko polityczny, na wzór umowy pomiędzy USA a Arabią Saudyjską w latach 80., która doprowadziła do bankructwa i rozpadu ZSRR?


Zostawmy na boku teorie spiskowe. Ceny na rynku określa równowaga lub jej brak między popytem a podażą. Popyt, jak się okazuje, rośnie o wiele wolniej, niż się spodziewano, włączając w to nawet Chiny.

W 2011 r. w USA rozpoczął się na skalę masową przełom w wydobyciu ropy i gazu z mało przepuszczalnych skał osadowych (łupki) dzięki połączeniu znanych od dawna technologii. Tysiące kompanii-operatorów, nie umawiając się, zaczęło eksploatować takie złoża. Na chwilę obecną technologie te doprowadzono do doskonałości. Wykonanie odwiertu trwa zaledwie 2–4 tygodnie, a koszty wydobycia u wielu przedsiębiorstw spadły, co ograniczyło potrzebę długoterminowego kredytowania.

Światowy rynek naftowy dość późno zauważył i uznał amerykańską „rewolucję łupkową”, mniej więcej w połowie 2013 r. W międzyczasie napływ nowej ropy był maskowany zanikiem eksportu libijskiego oraz innymi czynnikami. Teraz zaś Stany Zjednoczone stały się tzw. swingowym graczem na rynku naftowym. Amerykańskie kompanie zdolne są bardzo szybko zwiększyć wydobycie i bez większych problemów ograniczyć je w zależności od ceny.

W ten sposób presja narastającej podaży ropy przy stagnującym popycie określa obecną koniunkturę. „Nawis” podaży nad popytem ocenia się na 1,5–2 mln baryłek na dobę.

Pana zdaniem, jak trwały będzie ten trend chronicznej nadprodukcji nośników energii, obniżający ich ceny i szkodzący gospodarkom „naftowym” typu rosyjska?

Sądząc po tendencjach rozwoju popytu i podaży, osiągnięć energetyki alternatywnej – nadpodaż ropy i gazu będziemy mieli na długo.

„OPEC utraciła rolę kartelu zdolnego dyktować ceny”

OPEC przeciwdziała amerykańskiej „rewolucji łupkowej” nietradycyjnie: nie ograniczając, a przeciwnie, zwiększając wydobycie i prowokując dalszy spadek cen. Plan ten jednak, jak się zdaje, na razie nie przynosi powodzenia?


OPEC utraciła rolę kartelu zdolnego dyktować ceny o wiele wcześniej. „Rewolucja łupkowa” stała się w tym procesie ciosem ostatecznym. Obecnie członkowie OPEC zmuszeni są walczyć o nisze na rynku – także między sobą, zwiększając eksport i proponując klientom znaczne zniżki.

Jak dużą presję cenową może wytrzymać „rewolucja łupkowa”? I jak długo?

O minimalnej cenie ropy, która zdolna byłaby złamać „rewolucję łupkową” w USA, nie ma sensu dyskutować. Przy zniżeniu cen część amerykańskich kompanii zakonserwuje operacje, stymulując wzrost cen, a potem łatwo i szybko odbuduje poziom wydobycia (do tego jeszcze z uwzględnieniem nowych osiągnięć technologicznych). Taki stan rzeczy potrwa długo, co najmniej 20 lat; albo do momentu, kiedy ropa w ogóle utraci swe znaczenie dla gospodarki światowej...

Media podają, że Arabia Saudyjska, która rozdaje karty w OPEC, zaczyna mieć problemy z realizacją budżetu. Czy z tego powodu należy oczekiwać w dającej się przewidzieć przyszłości znaczniejszego ograniczenia wydobycia ropy u Saudyjczyków? Czy taka taktyka – spowodowanie deficytu ropy – doprowadzi do wzrostu cen?

Faktycznie, z realizacją budżetu w Arabii Saudyjskiej nie jest najlepiej, aczkolwiek nagromadzone rezerwy walutowe oficjalnie powinny starczyć na jakieś pięć lat, a z uwzględnieniem środków finansowych w licznych „islamskich funduszach” – jeszcze raz na tyle. Tym niemniej można oczekiwać nawet takich działań, jak dewaluacja saudyjskiej waluty. Odnośnie poziomu wydobycia, Saudyjczycy będą zwiększać zarówno produkcję, jak i eksport ropy. W obecnej wojnie „ilość kontra cena” zdecydowane zwycięstwo odnosi ilość.

„Pojawienie się na rynku irańskiej ropy będzie mieć silny wpływ na ceny”

Stany Zjednoczone ogłosiły gotowość kasacji 40-letniego zakazu eksportu ropy. Iran szykuje się do eksportu węglowodorów do Europy po zdjęciu sankcji. Jaka może być cena za baryłkę wskutek tych dwu kroków?


Anulacja moratorium na eksport amerykańskiej ropy nie przyniesie widocznego efektu cenowego. Poziom podaży na rynku całościowo niewiele się zmieni (za granicę USA trafią nadwyżki wydobycia i to określonych lekkich gatunków, które zastąpią np. kurczącą się produkcję libijską). Natomiast wejście na rynek świeżej ropy irańskiej wywoła silną presję na ceny. Rozmiar tej presji na razie trudno przewidzieć, choć są prognozy 20-procentowego spadku cen. Jednak taki spadek spowoduje wycofanie z rynku ropy „łupkowej”, co szybko przywróci równowagę w korytarzu wokół poziomu 45 dolarów za baryłkę marki Brent.

Mimo woli nasuwa się pytanie, dlaczego wspieramy Iran technologiami „pokojowego atomu”, dostawami broni, udziałem w konflikcie syryjskim, skoro na globalnym rynku energetycznym gra on jawnie wbrew naszym interesom?

Nie biorę się za komentowanie polityki zewnętrznej rosyjskich władz, ponieważ praktycznie niemożliwe jest znalezienie w niej śladów długofalowej strategii czy planu na kilka ruchów do przodu. Powiem tylko, że na Bliskim i Dalekim Wschodzie odgrywać jakąkolwiek choćby rolę może tylko bardzo bogate państwo. Rosja takich środków nie posiada, jak również nie posiada silnych sojuszników, jakich dawniej finansował Związek Radziecki. A więc przychodzi nawiązywać stosunki z tymi, których „w przyzwoite towarzystwo nie wpuszczają” – w stylu irańskiego reżimu lub Baszszara al-Asada – ażeby sprawić wrażenie mocarstwa i siąść za stół rokowań z silnymi graczami. O ekonomicznych interesach Rosji trzeba tu zapomnieć.

„Sygnałów do kompromisu z Zachodem na razie nie widać”

W jaki sposób rysujący się wizerunek rynku odbije się na sytuacji rosyjskiej branży paliwowo-energetycznej na rynku europejskim, biorąc pod uwagę, że dla Rosji jest on podstawowym?


Eksport rosyjskiej ropy ogólnie rośnie, ponieważ przy praktycznym zachowaniu poziomu wydobycia mocno maleje zużycie wewnętrzne. Na ile starczy potencjału wzrostu – jest wielką zagadką, gdyż niskie ceny zmuszają naftowców do aktywnej, a niekiedy nawet barbarzyńskiej eksploatacji stosunkowo tanich zasobów z już zagospodarowanych złóż, i do nieinwestowania w nowe projekty, gdzie na zwrot poniesionych kosztów trzeba czekać 7–15 lat. A wyczerpanie starych złóż już się zbliża.

Jeśli mowa o branży gazowej, to jej główny kłopot leży w braku rynków. Chiny nie wezmą tyle gazu, ile deklarują w Gazpromie, a i te ogłoszone ilości będą mogły trafić na chińską granicę nie wcześniej niż w latach 2030–2035. Konsumpcja wewnętrzna stagnuje. Projekty eksportu gazu skroplonego to kropla w morzu światowej podaży, do tego koszt własny naszego LNG czyni go niekonkurencyjnym. Pozostaje Europa, a tam możliwy deficyt gazu będzie dużo niższy od prognoz Gazpromu, a i konkurencja zapowiada się bardzo ostra. Ogólnie biorąc, perspektywy są mgliste.

Odrębne, niezależne stanowisko szeregu europejskich państw, np. Włoch i Francji, w kwestii antyrosyjskich sankcji – czy wróży to rychłe ocieplenie w stosunkach między Unią Europejską a Rosją, wznowienie intensywnych kontaktów gospodarczych, łącznie ze sferą energetyczną?

Europejczycy – nie tylko we Włoszech i Francji – bardzo chcieliby normalizacji stosunków z Rosją i rozwoju kontaktów gospodarczych. Tu jednak ciężko liczyć na przełom, ponieważ Moskwa wyraźnie nie jest gotowa na ustępstwa w kwestii Krymu, Donbasu, Syrii itd. Kontynuacja zewnątrzpolitycznego awanturnictwa, niczym prócz próżnych ambicji nie uzasadnionego, drogo kosztuje Rosję, pilnie potrzebującej i inwestorów, i postępowych technologii, i zagranicznych rynków.

Rosyjskie antysankcje to właściwa odpowiedź?

Jak pokazały fakty, „sankcje Putina” zbytnio nie zaszkodziły zagranicznym eksporterom, którzy znaleźli dla swych produktów inne rynki. Skorzystali też europejscy konsumenci, jakich ucieszyły niższe ceny w ich sklepach. Natomiast sankcje Zachodu przeciw grupie „przyjaciół” rosyjskiego prezydenta, organizacjom finansowym i nowym projektom naftogazowym jakiś wpływ mimo wszystko mają (głównie w sensie ograniczeń w kredytowaniu, bowiem zakaz wspierania projektów szelfowych oraz projektów eksploatacji trudno dostępnych złóż ropy naftowej utracił znaczenie wobec niskich cen surowca). Tym niemniej sygnałów do kompromisu i tym bardziej do ugody z Zachodem na razie nie widać.

A mają uzasadnienie rachuby naszego politycznego kierownictwa, że Chiny staną się pełnowartościową alternatywą dla Europy w kwestii rosyjskiego eksportu węglowodorów – ilościowo i cenowo?

Ta bezsensowna retoryka raz po raz ciągle się pojawia. Projekty dostaw gazu do Chin napotykają ogromne problemy, takie jak brak wystarczającego popytu w Chinach (Chińczycy twierdzą, że do 2035 r. spokojnie poradzą sobie bez rosyjskiego gazu, a jeśli nawet wezmą ograniczoną ilość dla północnych prowincji, to po cenie poniżej opłacalności). Dostawa deklarowanej ilości – 38 mld m sześc. rocznie – gazociągiem „Siła Syberii” fizycznie będzie możliwe dopiero w latach 2035–2040 i o stanie rynku w tym okresie można tylko spekulować. A i z finansowaniem „budowy stulecia” wynikły problemy.

Alternatywa dla europejskich odbiorców? Dawno pan przeglądał mapę? Złoża gazu we wschodniej Syberii i Jakucji nie są połączone z Europą żadną infrastrukturą, a tłoczyć gaz z zachodniej Syberii do odbiorców przemysłowych w rejonie Szanghaju – nie za drogo to wyjdzie?

„Projekt «Gazociąg Turecki» [Турецкий поток] był dla Turcji pełnym zaskoczeniem”

Kontynuując wątek gazowy: Na ile pryncypialny dla Ankary, która nieoczekiwanie stała się naszym wrogiem, jest projekt „Gazociąg Turecki”? Czy może być gwarancją ozdrowienia stosunków między naszymi krajami?


Projekt ten, ogłoszony przez Putina grudniu 2014 r., aby ratować twarz po fiasku kosztownego pomysłu z Gazociągiem Południowym [Южный поток], był dla Turcji pełnym zaskoczeniem. Turcy nie pogardziliby dodatkowymi dostawami gazu (zamierzają zwiększyć jego zużycie z 40 do 63 mld m sześc. rocznie), ale pod warunkiem ogromnej zniżki oraz własnej kontroli nad infrastrukturą odbioru i dystrybucji rosyjskiego gazu). Co się tyczy polityki zewnętrznej, to Gazociąg Turecki nie może się stać przeciwwagą dla rosyjskiej ingerencji w konflikt syryjski po stronie al-Asada.

Od Turcji przejdźmy do tematyki bliskowschodniej. Co pan sądzi, jako profesjonalny znawca Wschodu, na temat dywagacji niektórych „obserwatorów”, że wojny na Ukrainie i w Syrii mają podobne „korzenie”: jakoby południowo-wschodnia Ukraina to terytorium potencjalnie wysokiego wydobycia ropy naftowej z łupków, zaś w Syrii zmagające się ze sobą koalicje walczą o kontrolę nad gazociągami z Kataru i Iranu (względnie – o kontrolę nad cenami ropy)?

O ropie z łupków na Ukrainie nie ma co mówić. Jest jej tam mało i eksploatacja byłaby całkowicie nieopłacalna. Irańskie i katarskie projekty gazociągów przez Syrię? Rozpętać wojnę, żeby kłaść rury w teatrze działań wojennych? Były takie domysły – ale tylko domysły. Gdzie to budować? Przez Syrię i Turcję? Turcy nie dogadali się z Iranem w kwestii jeszcze krótszej trasy z Iranu do Europa. Ciągnąć nitkę do wybrzeża Morza Śródziemnego? I budować tam zakład skraplania gazu? A po co to robić, skoro można taki zakład zbudować bez problemów u siebie w Katarze czy Iranie i dostarczać gaz morzem w dowolne miejsce? Porzućmy tę czczą gadaninę.

Mimo wszystko proszę pozwolić zadać jeszcze jedno „spiskowe” pytanie. Jak pan ocenia możliwość zaostrzenia wojny na Bliskim Wschodzie przez zainteresowane strony w celu podniesienia cen ropy?

Wzniecenia działań wojennych w głównych rejonach wydobycia i transportu ropy naftowej – a tym bardziej pojedynczych prowokacji – nie można wykluczyć, aczkolwiek ja bym wykluczył tu arabskie monarchie w roli podżegacza: one nie chcą tworzyć zagrożeń dla własnego naftowego biznesu. Także u Rosji nie widać silnych bliskowschodnich sojuszników, zdolnych według wskazówek z Moskwy rozpętać wojnę na dużą skalę.

„Hasła o «energetycznym supermocarstwie» pozostawmy mitomanom”

Michaile Iwanowiczu, jak pan widzi przyszłość rosyjskiej branży paliwowo-energetycznej, głównej gałęzi gospodarki narodowej, w warunkach długotrwale niskich cen – perspektywy rozwoju wydobycia, przetwórstwa, transportu? Czy ma sens postrzeganie Rosji jako „energetycznego supermocarstwa”?


Odnośnie ropy naftowej widzę stopniowy spadek wydobycia począwszy od 2017 r. Jak prognozują naftowcy, spadek nastąpi z 527 mln ton w 2014 r. do 297 mln ton w 2035 r., aczkolwiek część tych mrocznych prognoz można objaśnić próbami szantażowania władz w celu uzyskania nowych ulg podatkowych. Odnośnie gazu przypuszczam, że wskutek braku nowych rynków i stagnacji wewnętrznej konsumpcji zachowane zostanie wydobycie na obecnym poziomie. Nakłady na budowę niepotrzebnych gazociągów będą kontynuowane – w interesie bliskich władzom państwowym wykonawców oraz urzędników biorących łapówki. Tak więc hasła o „energetycznym supermocarstwie” pozostawmy mitomanom.

Jakie są prognozy dla ogólnej dynamiki ekonomicznej Rosji na 2016 rok: zmiana PKB, kurs rubla, inflacja?

Na niedawnym „okrągłym stole” w Moskwie zmuszono mnie do poczynienia takich prognoz, choć do wszelkich prognoz należy mieć stosunek skrajnie sceptyczny: za dużo zmiennych jest w tych równaniach. Spodziewam się skurczenia PKB w 2016 r. nie mniej niż o 1,3%, dolara po 100 rubli i inflacji na poziomie 12–13%. (Przypomnijmy, że na dzisiejszej konferencji prasowej prezydent Putin obiecał wzrost gospodarki o 0,7% w 2016 r., ok. 2% w 2017 r. i 2,5% w 2018 r. – red.).

Czy zobaczymy chociażby obniżkę cen paliw na rynku wewnętrznym, odpowiednio do tendencji światowych, czy przeciwnie, „odbiją” sobie na nas?

Co do perspektyw obniżki cen paliw, odpowiem słowami Putina, wypowiedzianymi w toku „gorącej linii z narodem” w grudniu 2008 r.: „Kompanie naftowe doznają strat z powodu spadku cen światowych i wciąż wysokich podatków. Starają się utrzymać choć jakiekolwiek dochody kosztem wewnętrznego konsumenta – to prawda”. Jednak – jak objaśnił – te koszty ponoszą ludzie z dochodem dużym i średnim, tzn. „od ludzi, którzy i tak mogą sobie pozwolić na posiadanie samochodu i kupno benzyny, pobieramy dochód do budżetu i rozdzielamy go na korzyść osób potrzebujących: bezrobotnych, inwalidów, emerytów, wojskowych”. Jak pokazuje praktyka, do zbioru osób „potrzebujących” można też zaliczyć szefów kompanii państwowych typu Gazprom i Rosnieft' z ich bajońskimi zarobkami.

„Samoizolacja to straszliwa głupota, a nawet sabotaż”

W jednym ze swych ostatnich artykułów twierdzi pan, że rosyjski rynek jest wciąż jeszcze ogromnie kuszący dla zachodniego biznesu. Jednocześnie inni eksperci wskazują na niebezpieczeństwo kolejnej fali globalnego kryzysu finansowo-ekonomicznego w 2016 r. W związku z tym, być może, samoizolacja i zastępowanie importu [импортозамещение], które rząd obrał za cel, są obecnie bardziej uzasadnione?


Mój stały kontakt z zachodnimi i azjatyckimi inwestorami potwierdza ich szczególne zainteresowanie rynkiem rosyjskim. Jeżeli rosyjskie władze rzeczywiście chcą rozwoju gospodarki narodowej, to trzeba to robić z zachodnimi firmami „razem, a nie zamiast” [gra słów: вместе, а не вместо]. Bez integracji ekonomicznej z przodującymi państwami czeka nas marny los. Samoizolacja to straszliwa głupota, a nawet sabotaż. A zastępowanie importu to głupota komiczna, adresowana do łatwowiernego audytorium federalnych kanałów telewizyjnych.

Jak pan myśli, czy ewentualny (wydaje się, że z przyczyn finansowych i technologicznych mimo wszystko nieunikniony) powrót Rosji w łono Zachodu będzie oznaczać automatyczne reformy ekonomiczne i polityczne w naszym kraju w kierunku rozwoju demokracji i stosunków rynkowych?

Próba „zwrotu na Wschód” i rezygnacji z zachodnich wartości kulturowych i ekonomicznych jest moim zadaniem zgubna dla Rosji. Może doprowadzić do stopniowego przeistoczenia się państwa w protektorat lub nawet kolonię Chin. Obawiam się tylko, że polityka obecnych władz Rosji nijak nie sprzyja powrotowi w łono swobodnej gospodarki rynkowej, demokracji, poszanowania konstytucji, zasad prawa itd. Na razie wszystko mówi o fakcie rozwoju mobilizacyjnego typu gospodarki („jesteśmy otoczeni przez wrogów – trzeba zacisnąć pasa”), samowoli skorumpowanych urzędników, ograniczenia demokratycznych praw i swobód, sądów „na telefon”, awanturnictwa w polityce zagranicznej, retoryki „zimnej wojny”.

Egipt i Turcja są już dla nas zamknięte. Co jeszcze nas zaskoczy? Jak pan ocenia szanse powrotu w naszym codziennym życiu takiego zjawiska jak „żelazna kurtyna”?

Istnieje taka perspektywa. Polityka izolacjonizmu zdolna jest nawet przywrócić prawidła wyjazdu zagranicznego na wzór sowiecki. Nie wykluczam, że „niesankcjonowane kontakty z cudzoziemcami” zaczną być eliminowane i karane.

Czy myśli pan sam o emigracji?

Myślałem o tym nie raz, ale na chwilę obecną nie żyję planami emigracji. Moja praca jest związana z koniecznością stałego podtrzymywania bezpośrednich kontaktów wewnątrz Rosji. Bardzo pomagają częste i pełne wrażeń podróże za granicę. W tym roku odwiedziłem 33 miasta w 14 krajach. Czuję się już obywatelem planety, a nie tylko kraju ojczystego – po co zapuszczać korzenie w jednym miejscu?

Praktyczne pytanie od współobywateli, którzy prowadzą osiadły tryb życia: Co by pan radził posiadaczom oszczędności? W czym je lokować – w rublach, w walucie obcej? Oszczędzać – a może wydawać? Wydawać na co?

Reguła ogólna: nie przeskakiwać z waluty na walutę, o ile nie jesteście graczem na rynku walutowym. Splajtujecie. Jak zarabiacie w rublach – wydawajcie ruble. Jak macie możliwość odłożyć oszczędności – wymieniajcie ruble na dolary.

spartakus
Okręgowy Sekretarz
Okręgowy Sekretarz
Posty: 49
Rejestracja: pn 05 maja, 2014 14:27

Rosyjska gospodarka i finanse w 2016 r. Apokalipsa?

Post autor: spartakus » pt 25 gru, 2015 17:50

Reputację Sławy Rabinowicza,z którym wywiad czytamy powyżej,można łatwo sprawdzić,wchodząc na strony yandex.ru. Mnóstwo tam z nim wywiadów,jego niedorzecznych opinii,porównywania Putina do Hitlera,zapowiedzi rozpadu Rosji itd. Reputacji pozostałych osób z powyższego postu na razie nie sprawdzałem.

ODPOWIEDZ