mo(r)ze wroci - lonely planet, autorytaryzm i modna ekohisteria

Podróże po Azji Centralnej
mazeno
Radca Kolegialny
Radca Kolegialny
Posty: 248
Rejestracja: wt 13 maja, 2014 21:39

mo(r)ze wroci - lonely planet, autorytaryzm i modna ekohisteria

Post autor: mazeno »

no wiec lyknalem, choc nie za te 9 zyla, bo okazalo sie, ze juz nie bylo, ale za niecale 24
no dobre i to

takie mi sie nasunely przemyslenia
dotycza chyba tez innych pozycji podrozniczo-reporterskich
(podobne mialem czytajac "granice" eryki fatland, nb fatland troche mnie zmeczyla swoim - chyba ciut na sile - smutnym, jednostronnym obrazem; ale o fatland moze kiedy indziej)

1. ksiazka (jak wiele innych podobnych reportazy z azji autorstwa ludzi z zachodu) jest napisana z perspektywy mlodego, nierosyjskojezycznego, nie bardzo znajacego zasady zycia w tzw. demokracji ludowej (sabela chociaz skumal, co to czarny rynek), autora-uzytkownika zycia w tzw. demokracji (o tym patrz nizej, punkt 2);
zawezona jest do punktu widzenia glownie z poziomu "miasta", z powodu ograniczen komunikacyjno-bytowych (samolot -> pociagi, marszrutki, hoteliki z lonely planet - sabela pisze, jak sie sfrajerzyl biorac pierwszy budget-hostel wymieniony wlasnie w lp, ale z drugiej storny w bucharze trafil do mabinjona, chociaz nie pisze nic o jego "polskiej historii" - tego w lp nietu), czyli dokladnie to samo, co pisalem w kontekscie "oblokow fergany" viewtopic.php?p=108545#p108545 , "wlasnomobilne" wloczegostwo daje duzo szerszy obraz;
ksiazka wpisuje sie w czesty wg mnie schemat - "my zachodni ludzie z nasza nowoczesnoscia zwiedzamy dzikie kraje i ich pouczamy" (znamienny dialog kumpla z tubylcem z tzw. dzikiego kraju: "po co wy tu do nas przyjezdzacie? no bo takie prawdziwe zycie, fajni ludzie. nie, wy tu przyjezdzacie ogladac nas jak malpy w zoo." no cos w tym jest). dobrze, ze sabela nie mowi miejscowym jak maja zyc - bo jest to nagminne podczas dyskusji z napotykanymi przeze mnie po drodze - od nepalu po kazachstan - turystami (dlatego od lat omijam takie towarzystwa, przedkladajac towarzystwo miejscowych). namawianie do demokracji, gonitwa szczurow za zachodnim stylem zycia, etc. no po co nomadom telewizor w jurcie? zeby sitkomy ogladali jak cukierek przez papierek? w dodatku czesc swoich ciezko zapracowanych dochodow musza przeznaczyc na koszty utrzymania tego tv. tak naprawde to raczej my im zazdroscimy ich stylu zycia, skoro do nich jezdzimy, by uciec od cywilizacji do tego wspomnianego wyzej zoo. bezruchka pisal "take nothing but pictures, leave nothing but footprints", ale to juz odlegla przeszlosc. niestety.
wnioski:
nie korzystac z lonely planet i nie ingerowac
no i powszechne pen z "mister, give me a pen" nie jest dlugopisem, tylko pensem (to z dawnego nepalu wyszlo), ale dziecaki tez tego nie wiedza, choc zebranie od turysty sie przyjelo chyba na calym swiecie.

2. demokracja vs. autorytaryzm
(i od razu uwaga ogolna do ponizszego: pomijamy skrajnie patologiczne wyjatki typu pijak leje kobite)
zastanawiam sie, kiedy nowoczesne zachodnie spoleczenstwo zrozumie, ze azja i europa to dwa rozne swiaty jesli idzie o sposob zarzadzania (to slowo lepiej oddajace istote niz "rzadzenie"): panstwem, rodzina, klanem, wioska, rodzina etc.
chyba nigdy.
wschod zreszta chyba tez nie skuma, ze u nas kobita w stroju kapielowym lazaca po plazy to nie dziwka.

europa
- ponad 2000 lat tradycji demokratycznych (demokracja to wymysl europejski):
agora w atenach, skad mozna bylo wyslac glosowa wiadomosc praktycznie niemal do calego panstwa-miasta: ej, ziomki, zbieramy sie, bo trza wybrac/zmienic tych kolesi, co nami zarzadzaja;
- trojpodzial wladzy w trzech roznych rekach - ustawodawcza, wykonawcza, sadownicza - od starozytnej grecji i rzymu (nawet w czasach autorytaryzmu europejskiego duza role odgrywaly sejmy/izby lordow etc. przynajmniej teoretycznie);
- dodatkowo obecnie pelna rownosc na chacie, w sensie baba i facet sa rownorzednymi partnerami (w polsce kobitki to kiedys nawet stawianymi na piedestal i calowanymi w reke, ale to juz historia), wiec mamy demokracje ki rownouprawnienie nawet jesli idzie o robienie obiadu
(tu jednak dygresja - w drodze wyjatku, z punktu widzenia wg norm statystycznie obowiazujacych przez wieki: facet i baba sa czasem nawet "zbyt rownouprawnionymi" partnerami - np. jak trza wniesc lodowke na 3 pietro to "tylko faceci", jak trza ugotowac obiad - to krzyk, ze "dlaczego tylko baba"; chcialbym widziec kobiete-nosicia taszczacego lodowke do schronu pod waga w tatrach slowackich, chlopy tam nosza takie rzeczy, baby nie)

azja
patriarchat pelna geba, zarzadzanie glownie przechodzi z ojca na syna (historycznie, chociaz wyjatki w stylu "demokratycznym" tez sa - kurultaje, choc tam tez dzialano z zasada aksakalow, rady starszych, a nie wszystkich czlonkow klanu);
autorytarna wladza skupiona w jednych rekach na kazdym poziomie w spoleczenstwie - aksakal, kadi, chan, etc.;
azjata nie rozumie/nie lubi demokracji, potrzebny mu silny wladca (dlatego mimo pozorow demokracji, rzadzi latami jeden koles praktycznie do smierci, z reguly ten sam co byl 1-ym sekretarzem za sajuza, i jakos specjalnie nie ma 10-milionowej "solidarnosci" czy roku 1980 ani w uzbekistanie, ani w innych stanach. w tjk rachmon rzadzi nieprzerwanie od ponad 30 lat, jedyne wewnetrzne wojny ma z klanami z pamiru - o przemyt prochow/broni z/do afgu, a nie o demokracje. kirgistan jest poniekad wyjatkiem - klany nomadyczne jednak sa bardziej niezalezne, bo rozdrobnione. zreszta tam tez nie o demokracje idzie).

wnioski:
zupelnie inne (od wiekow!) tradycje zarzadzania niz u nas.
wiec te pretensje do azji (ogolnie w ksiazkach dotyczacych wschodu, nie tylko u sabeli), ze nie jest demokratyczna tylko autorytarna, sa bezsensowne.
nie da sie przeniesc zasad demokracji na grunt afganistanu nawet za pomoca sily (to jako wyrazny przyklad), wiec po co to narzekanie.
to tak jakby miec pretensje do kaktusa, ze kluje
(ale w druga strone tez to dziala - szanowac u nich meczety, ale tez wymagac poszanowania kosciolow u nas. inaczej jest burdel i tam, i tu)

3. modne powtarzalne ekobzdury n/t arala
(to najwazniejsza uwaga do ksiazki, chocby z powodu tytulu i tresci mu podporzadkowanej)
modne - bo nie slyszalem jeszcze innych (poza jednym moim znajomym, tez mocno zboczonym na punkcie azji) glosow przeciwnych, nie ma zadnej polemiki (sic!), fakty (o nich nizej) sa konformistycznie i wygodnie ignorowane przez ogol
powtarzalne - bo to od lat systematycznie wciskany ludziom ekokit, ale kit w tym przypadku dosc intelignetny - jako bardzo silny argument emocjonalny (negatywnie) zaprzegnieto zwiazek sowiecki. slusznie, ale niekoniecznie do wysychania arala (raczej do zniszczenia spoleczenstwa o wysokiej kulturze rolniczej).
i teraz do rzeczy czyli ignorowane fakty:
jak pisalem wczesniej (w linkowanym wyzej watku) aral wysycha od wiekow.
moze napisze duzymi literami:
ARAL WYSYCHA OD SETEK WIEKOW.
I NIE JEST TO WINA CZLOWIEKA.
aral (podobnie kaspij, ktory nb rowniez obecnie wysycha, a nie ma przyrostu, jak pisze sabela. przyrost ma, i owszem, ale zamulenia dna, glownie w okolicach delty wolgi. przez ostatnie 100 lat kaspij stracil ok. 70 tys km kwadr, jakas 1/5 powierzchni) jest pozostaloscia paratetydy, ktora to pozostalosc znika (i periodycznie sie pojawia - na geologicznie krotko - na nowo) mniej wiecej od konca paleogenu; to jeden ze skutkow orogenezy alpejskiej i nasuwania sie plyt. jak sie pokrecicie po okolicy to znajdziecie tam tony belemnitow z tego okresu - w stepie szerokim, od kaspija do arala.muszelki sa nie tylko na dawnym dnie arala. na czinkach (klifach) tez. bylo morze (sarmackie), nie ma morza prawie w ogole.
pisali o tym (wysychaniu arala) jeszcze w 19 wieku muszkietow, siewiercow, bogdanow, kessler i inni. sam sabela wkleja mapke arala z 1848, na ktorej widac zatoke aybughir (i tez o niej pisze), a ktora zniknela na przelomie 19 i 20 wieku (a niby skad w 19 wieku katastrofa przemyslowo-ekologiczna w dzikiej azji?), dzisiaj tamtedy wiedzie droga jaslik-nukus.
pisza i obecnie - na wyschnietym dnie arala w czesci pln-wschodniej w 2002 znalezione zostaly slady ludzkie - mazar kerderi z XIII-XV w. (sabela tez o tym wspomina, choc bez szczegolow co i jak) i wczesniejsze, z epoki brazu - wiec aral w ciagu ostatnich wiekow wysechl juz co najmniej raz i apiac sie napelnil. mozna se poczytac tu o tym, nawet jest wykres zmian w ciagu ostatnich 2000 lat (str. 13 dokumentu, nota bene fajnie widac jak sie nagle w XVI w. napelnil, nb w podpisie do wykresu, jesli idzie o okres 500-1200 AD, jest uzyte slowko "probably", wiec nie na pewno jest to "man-made", tu akurat istotna jest periodycznosc wysychania arala):
https://www.researchgate.net/publicatio ... e_Aral_Sea
i tu:
https://www.researchgate.net/publicatio ... el_Changes
cytuje:
"Furthermore the regression during the 15th–16th centuries has been underestimated. It may have been lower than the present day level."
rok 2003, podkreslenie moje.

wnioski:
sowiety byly za male, zeby dac rade aralowi. przyszli prawie "na gotowe". jedyne co mogli zrobic i co zrobili, to zniszczyli roznorodnosc rolnictwa (wprowadzajac monokulture bawelny) nad amu-daria i syr-daria oraz zatruli karakalpakow pestycydami. nawet (na szczescie) nie zdolali zniszczyc waglikiem swiata (bylo go tam ok. 200, a nie 100 jak pisze sabela, ton), choc to akurat latwiejsze niz wysuszyc (i tak wysychajace) morze. co najwyzej aral wysechlby 10, moze 20 lat pozniej, gdyby nie sowieckie zmiany przeplywu wody. w skali geologicznej, w skali historii swiata, nawet w skali historii ludzkosci, nie ma to wiekszego znaczenia.
w 1911 jedna lawina stworzyla jezioro sarez. 16 km szesciennych wody, 1/5 genewskiego. jeszcze jedna taka lawina i termez (800km dalej) moze znalezc sie pod woda.
w 1969 wystarczyla wieksza powodz i powstalo trzecie co do wielkosci powierzchni jezioro w sowietstanach (aidarkul, 3000km kwadr, 25km szesc wody - 1/4 jeziora genewskiego). niemal w momencie, bez ingerencji czlowieka, a nawet z jego probami zapobiegania (tama).
w 2010 powstalo jezioro atabad w pakistanie, male, bo tylko niespelna 0,4km szesc. obsunela sie gora, karakorum highway zniknela na dlugie miesiace.
zobaczcie na mapy jakie to jeziora.
jedne znikaja, inne powstaja, nie ma co dorabiac ideologii.
czlowiek gowno moze, ani pomoze, ani zaszkodzi.
swoja droga znamienne jest, ze realizowane juz pomysly kazachow (tama kok aral na polnocy) to u sabeli "optymistyczne wiesci", a analogiczne plany w turkmenistanie (plany tamy na amu-darii i tzw. jezioro zlotego wieku) to "kolejny szalony pomysl wladcy" - jak zreszta u innych piszacych w temacie.
skad takie, a nie inne, urguntowane spolecznie, stanowisko? sadze, ze to tez odbicie propagandy interesow wielkich tego swiata. jeden wladca be, inny cacy - nie usprawiedliwiajac zadnego z nich. sowieckiego sojuza nie znosze bardziej, niz wiekszosc ekologow gadajacych o katastrofach ekologicznych. ale aral to nie ich sprawka, nie dali by rady. nawet jakby wybudowali tame i probowali skierowac cala amu-darie (a nie czesciowo, jak kanalem karakumskim) do kaspija - amu-daria czesto zmienia koryto o kilkadziesiat kilometrow w te czy we wte, w zaleznosci od wielu warunkow (klimatu, trzesien ziemi etc.). kiedys sama plynela do kaspija - dzisiaj to suche koryto uzboj.

wniosek najwazniejszy:
nie robmy z homo sapiens potwora zerujacego na naturze (taka jest modna teza tego typu publikacji; sabela sie wstydzi jako czlowiek wobec natury), w dodatku potwora o mozliwosciach boga (czyli z nieograniczonymi mozliwosciami zmiany natury). jestesmy za malutcy. jeden kaprys eyjafjallajokull kilka lat wstecz pokazal, ze niewiele mozemy - pstryk i wulkan zdlawil zycie w europie (pamietacie jak stanely samoloty?), wysylajac przy okazji w powietrze wiecej co2 i trujacych zwiazkow niz cala epoka industrialna. jestesmy czescia tej przyrody, nie intruzem, nic tu specjalnie nie zmienimy. przy czym to nie sabela, mazeno czy inny kowalski jest tym przyslowiowym smieciarzem i trucicielem, tylko wielkie korpo - i w dodatku one maja w tym interes finansowy - kupujac produkt w cudacznym opakowaniu placisz dwukrotnie: raz w sklepie, drugi raz placac za wywoz smieci.
wyprodukowanie, wielokrotne ladowanie (a ten prad to skad niby?), w koncu kosztowna utylizacja akumulatorow do elektrycznego auta jest drozsze i bardziej trujace niz 25 lat jezdzenia starym dizlem. tylko producent ma w tych akumulatorach interes. zloty interes, bo wymiana co kilka lat.
nie dajmy sie zwariowac.
ODPOWIEDZ