Kirgistan - Na skraju stepu i gór
- LSz
- Poprawiono: 13 maj 2014
- Utworzono: 18 kwiecień 2014
Jezioro Song-kul
Pod dworcem autobusowym w Karakolu stoją kierowcy gotowi na dalekie podróże. Gotowi, za wyjątkiem benzyny. A tankują tyle ile trzeba by dojechać do miejsca docelowego, ani kropli więcej. Pojechaliśmy za naprawdę niewielkie pieniądze do Koczkoru, chyba najbrzydszego miasta w Kirgistanie. Same budy, bazar w centrum miasta i kilka sklepów. Oto główna ulica:
Był tam też oddział CBT (Community Based Tourism), czyli organizacji turystycznej skupiającej lokalnych właścicieli "agroturystyk", koni, samochodów etc. Nasz chytroplan zakładał, że podjedziemy z Koczkoru kawałek autem a następnie w 2 dni konno dotrzemy nad jezioro Song-kul. Szybko sprowadzono nas jednak na ziemię gdyż okazało się, że w górach spadł śnieg i nie tylko nie będzie koni ale także nie wiadomo czy pasterze nie zejdą na zimę w dół przez co nasz nocleg w jurtach również stanął pod znakiem zapytania.
Ostatecznie okazało się, że jurty jeszcze stoją ale jedyną możliwością dojechania tam jest samochód terenowy, czyli Audi 100 z 1990r. Nie sądzę by producent przewidział, że auto to będzie pokonywać rzeki w bród na wysokości ponad 3000 m npm. Jazda po nachyleniach bocznych ok 30% też nie stanowiła przeszkody dla tego samochodu. Miły kierowca, który raczył nas coverami muzyki filmowej najbardziej zdziwił się gdy powiedziałem mu, że u nas bazarów praktycznie nie ma, że w miastach są jeszcze place z marchewkami, ale takich bazarów z prawdziwego zdarzenia uże niet. Po chwili milczenia zadał mi jedno z ważniejszych pytań jakie usłyszałem: "a jeśli chcesz kupić konia albo osła to w takim razie dokąd jedziesz skoro nie macie bazarów?".
Po drodze mija się kilka przełęczy. Tak to jest słupek przy drodze:
Trochę jaków:

Niezłych widoków:
I stref klimatycznych:

Samo jezioro położone jest na nieco ponad 3000 m npm. Prowadzi do niego kilka dróg przez przełęcze na wysokości 3200 - 3500 m. npm. Po ujrzeniu z przełęczy tafli jeziora wydawało nam się, że już dojechaliśmy. Okazało się, że to tylko złudzenie, gdyż do jeziora było jeszcze kilkanaście kilometrów po stepowych ścieżkach.
W obozowisku CBT stało kilkanaście jurt, których część była przeznaczona dla turystów. W kilku mieszkali pasterze, którzy na co dzień wypasali bydło, konie i osły na okolicznym stepie. Co ciekawe na jednym niewielkim wzniesieniu dało się złapać sygnał GSM. A zorientowaliśmy się dopiero gdy lokalsi zaczęli pielgrzymować do tego wzgórza. Nam sygnał GSM nie był niezbędny do życia, tak jak i zasilane solarnie radio, którego słuchali gospodarze.
Oto nasz dom:
Nasze osiedle pośród stepu:
Brzeg jeziora Song-kul:

Węzeł sanitarny:

Następnego dnia stwierdziliśmy, że jest tak cholernie zimno, że nie zostaniemy tam na drugą noc. W jurcie śpi się na kilku kocach i pod kilkoma pierzynami. Mimo to podmuchy zimnego wiatru przechodzą pomiędzy warstwami skór i wychładzają wnętrze. Prószący śnieg czasami zawiewał do naszej jurty. Wprawdzie w każdej jurcie stoi piecyk-koza opalany suszonym gównem to jednak ciepła nam bardzo brakowało. Nawet mroźna noc pod przełęczą Ala-kul nie dała nam w kość tak jak cały dzień na wietrznym stepie i noc w zimnej jurcie.
Przed wyjazdem postanowiliśmy spróbować swoich sił w jeździe konnej. O tę atrakcję nie było trudno:
Ciekawym doświadczeniem była jazda konno (umiejętności brak) i napierające tuż przed tobą stado rżących osłów, które właśnie zerwały się ze sznurka...
A to przyszły tragarz wody - w tym stepie osły pełniły głownie tę rolę :)
W drodze powrotnej tuż za przełęczą:
Po kilku kilometrach wjazd do innej strefy klimatycznej - szybko trzeba było zdejmować ciepłe warstwy:
W pięknym inaczej Koczkorze zjedliśmy obiad i znaleźliśmy najbardziej rozwaloną taksówkę (oczywiście Audi 100), którą ruszyliśmy do Tamczy nad północnym brzegiem Issyk-kula...
Zobacz także:
Pomóż nam ulepszyć stronę!
- Widzisz nieaktualne dane na stronie?
- Możesz uzupełnić treść artykułów?
- Chcesz opublikować własny artykuł?
- Najnowsze
- Popularne

